wtorek, 31 grudnia 2013

Nowy zaciąg w mojej firmie czyli spotkałem zmarzniętych ludzi

Zgodnie z moim obyczajem pojechałem poodwiedzać kilka projektów.
Przyjeżdżam na jedną budowę, a tam widzę kolesi opatulonych, jakby na Syberię trafili.
Sam jestem w polarze i bluzie, ale żeby zawinąć się kocem na puchówkę to jeszcze nie pora, a tak wyglądali ci goście.
Przyglądam się baczniej, a to jakieś inne twarze niż zazwyczaj.
Co jest ? Ani to ludzkość z Dekanu, ani Nepalczycy to ki czort?
Zagaduję jednego, a koleś płynną angielszczyzną odpowiada, że są z....   Kenii.
Dopiero są pierwszy dzień na budowie i trochę im zimno, a teraz mają przerwę to czekają na herbatę.
To co ? Już zabrakło Hindusów i Pakistańczyków, że Boss ludzi z Kenii sprowadził ?
Okazuje się, że są lepiej wykształceni i oczywiście…  tańsi.
Podobno u konkurencji pojawili się Wietnamczycy.
I tez z podobnych powodów - już ci najlepsi pracownicy z Pakistanu i Indii pracują albo w GCC albo u siebie, bo się zaczynają powoli na niektórych stanowiskach wyrównywać zarobki pomiędzy Indiami i Arabią Saudyjską.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

40% Saudyjczyków nie przestrzega prawa bo….

Przeczytałem dziś artykuł w „Saudi Gazette”, że według szacunków około 40% Saudyjczyków nie przestrzega prawa.
Jako przykłady podano prawo o ruchu drogowym oraz zakazy palenia na uczelniach.
Wisienką na torcie było tłumaczenie tego faktu.
Otóż 40% nie przestrzega prawa bo....  nie jest ono dostępne w wersji drukowanej.
To ja mam dwa pytania:
Dlaczego, aż 60% przestrzega prawa, mimo że nie jest wydrukowane ?
I jak do ciężkiej cholery wygląda egzamin teoretyczny na prawo jazdy jak nie ma drukowanych materiałów ???
Coś mi się tu nie zgadza  :)
Źródło
Źródło

niedziela, 29 grudnia 2013

Egipska jasnowidząca czyli co się wydarzy w przyszłym roku w Arabii Saudyjskiej i na świecie

Joy Ayad – bo o Jej proroctwach będzie mowa zdobyła sławę w Egipcie, kiedy spełniły się proroctwa dotyczące upadku rządów Bractwa Muzułmańskiego i Prezydenta Mursiego.
.. W 2014 roku mapa świata się zmieni, a Rosja zyska większe wpływy niż Stany Zjednoczone i Chiny. W najbliższym czasie Arabię Saudyjską czeka powódź…
Przepowiada również zwiększenie roli Rosji w świecie, ale że wywiadu udzielała rosyjskim mediom, to jest to zrozumiałe … :D
Egipt ma się stać regionalnym mocarstwem, ściśle związanym z Rosją, co byłoby dużym zaskoczeniem i..…   powrotem do przeszłości nie tak znowu bardzo odległej.
Postawiłoby to USA w mocno nieciekawej sytuacji.
Mają nastąpić kolejne rewolucje na Bliskim Wschodzie - w Tunezji oraz zmiana władzy w Libii (tak z ciekawości –  to tam jest jakakolwiek władza ?).
Joy Ayad przepowiedziała również opady śniegu w Egipcie w przyszłym roku (ciekawe czy w oparciu o opady śniegu, jakie już miały miejsce ? :D).
To byłoby coś, bo padało tam ostatni raz 112 lat temu, a teraz rok do roku.
To wszystko pewnie przez globalne ocieplenie :D
Generalnie będzie zgodnie z chińskim przekleństwem – „obyś żył w ciekawych czasach

Źródło

sobota, 28 grudnia 2013

Egzamin na emigranta czyli świąteczne rozważania

Według ludzi, którzy na emigrację zdecydowali się już lata temu, a których miałem okazję wysłuchać najtrudniejszym okresem na obczyźnie był dla nich czas świąt, szczególnie Wigilia.
Cóż, na to się uodporniliśmy z Gadziną wcześniej :)
Nie kręci nas przedświąteczny szał i wymuszone rozmowy o niczym.
Woleliśmy spędzać święta we dwójkę gdzieś daleko, najlepiej w krajach o innej kulturze i tam, gdzie ciepło i przyjemnie. Także ten problem mam z głowy.
Te Święta były jeszcze inne, bo samotne i pracujące.
Też je jakoś przeżyłem bez większych problemów.
Owszem, wolałbym nie siedzieć sam i nie pracować, ale jakoś to poszło :)
Problem jednak  mam - tylko innego typu.
Jak swego czasu świetnie to ujęła Jola w jednym ze swoich komentarzy – tutaj w Zatoce jesteśmy wszyscy tylko emigrantami kontraktowymi i jak skończymy swoją zawodową aktywność to na spakowane się i załatwienie wszystkich spraw mamy miesiąc.
Pojawia się więc pytanie – co dalej ?
Wracać do kraju ? Po co ???
Jak już ktoś popracował w normalnych warunkach, traktowany był z należytym szacunkiem i zarabiał godziwe pieniądze to do Polski raczej mu niespieszno.
Miejsca, gdzie jest dużo Polaków – też nie są dobrym rozwiązaniem, z różnych względów.
Wiem, że odpowiedź na to pytanie będę musiał znaleźć - choć jeszcze nie dziś czy za rok.
Ale już je sobie zaczynam stawiać, żeby nie robić tego na wariata, jak przyjdzie co do czego.
Byłbym wdzięczny za wszelkie sugestie - co Wy byście zrobili na naszym miejscu ?
Jaki kraj byście wybrali ? Co przemawia za wyborem tego właśnie kraju ?
Gdzie spędzić emeryturę ?
Źródło

piątek, 27 grudnia 2013

Jak Święta to Święta czyli pojechałem po prezenty dla.... siebie :)

Wszyscy wyjechali do domów, a ja biedny sam tu tyram, to stwierdziłem, że należy mi się za to duuuża nagroda.
Zaczęło się od tego, że Dinesh chce się zacząć ubierać w stylu nieco bardziej europejskim i rezygnuje z mokasynów i białych skarpetek, niezmiernie modnych wśród tutejszych Hindi :)
Pojechaliśmy więc na zakupy do jednego z dwóch moich ulubionych sklepów z ciuchami czyli do Caterpillara.
W końcu branża budowlana zobowiązuje :)
Tak na poważnie to mają bardzo fajne wzornictwo butów i chodzę w Catach już ładnych kilka lat.
A że buty zużywam w porażającym tempie to kolejne nie zawadzą :D
Dla Dinesha też znalazłem model, który miałem i chyba jeszcze w Polsce dożyje swoich dni jak się tylko w Ojczyźnie pojawię.
Kupiłem sobie dwie pary całkiem fajnych butów do łażenia, w tym jedne za kostkę, bo to przecież zima, panie, prawdziwa saudyjska zima......
Wcześniej wszedłem do Hugo Bossa, ale jak zobaczyłem marynarkę (całkiem fajną, żeby nie było) za ponad  4000 SAR  to sobie dałem siana ;/
Tego typu ciuchy to jednak pod światłym nadzorem Małżonki Mej Aleksandry nabędę w Polsce, bo za te pieniądze to u nas kupiłbym w takim samym sklepie firmowym garnitur i koszulę :P



czwartek, 26 grudnia 2013

Pracowity pierwszy dzień Świąt

Różne rzeczy robiłem w Święta – opalałem się, nurkowałem, próbowałem przełamać moją alergię na owoce morza starając się zjeść wigilijnego…  homara, ale pracowałem po raz pierwszy.
Pogoda i ilość roboty nie sprzyjała myśleniu o tym, że tam, gdzieś daleko ludzie siedzą sobie w domu, po raz kolejny oglądają "Potop" albo „Kevina samego w domu", mają czas pogadać albo iść na spacer.
Jedynym wydarzeniem, które przypominało mi  o tym, że jest inaczej, niż zazwyczaj w środę  były…..    życzenia „Wesołych  Świąt” składane przez Filipińczyków.
Więc "Wesołych Świąt" Wam  wszystkim, ponownie zresztą, ale w dalszym ciągu szczerze, życzę z zimnego Al-Khobar :)

Święta w Hawanie
Wigilijna .... langusta :)


wtorek, 24 grudnia 2013

Podejście do lekarza po raz drugi czyli przygód medycznych ciąg dalszy

Po wczorajszym niepowodzeniu pojechałem z Dineshem do hinduskiego szpitala.
Był dużo mnie ekskluzywny, nie było Costa Café, ale za to w recepcji zamiast jednej znudzonej pańci 4 sprawne recepcjonistki z Filipin.
Byłem tam pierwszym pacjentem z Polski i mieli pewien problem z zapisaniem.
Ale go rozwiązali w przeciągu 5 min. po wykonaniu 2 telefonów.
I jeszcze mnie pani przepraszała, ze tak długo, ale jedyny pacjent jakiego mieli z Europy to był...  Portugalczyk :)
Lekarz przyjmował od razu.
Dostałem numerek 7 i już bo jakiś 40 minutach byłem w środku.
Hinduskim zwyczajem pan doktor osłuchał mnie przez koszulkę, a drugi pan doktor (stażysta) zmierzył mi ciśnienie i zbadał puls.
Nie podobało się doktorowi, że kaszlę już od 3 tygodni, to wysłał mnie na RTG płuc.
Za 15 minnut miałem już zdjęcie z opisem w ręku.
Po obejrzeniu mego bogatego wnętrza, pan doktor pochwalił jakość moich podrobów :)
Stwierdził, że mi się przeziębienie od pogody rozwinęło i tyle.
Wypisał leki, poszedłem to przyszpitalnej apteki i wykupiłem.
Całość operacji – 1,5 godziny.
Ceny ? Za wizytę – 7 SAR czyli połowę mniej niż wczoraj, za RTG – 10 SAR, za leki – duża zniżka, bo powinienem zapłacić ponad 150 SAR, zapłaciłem poniżej 100 SAR.
I mam w dupie ekskluzywną klinikę, skoro w „tanim” szpitalu potraktowano mnie profesjonalnie, z uśmiechem i obsłużono w akceptowalnym czasie.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Z wizytą u lekarza czyli NFZ po saudyjsku

Od trzech tygodni walczę z jakimś choróbskiem, zjadłem już dwa rodzaje antybiotyków.
Obiecałem Małżonce Mej Aleksandrze, że dziś pokopytkuję do lekarza, co też uczyniłem. Nienawidzę chodzić do lekarzy, a kolejki wszelakiego typu budzą moje obrzydzenie i niechęć.
Podejrzewam się o jednostkę chorobową, która jeszcze nie ma nazwy łacińskiej – jest to kolejkofobia.
Ale mus to mus, poszedłem, naiwnie myśląc, że jak mam ubezpieczenie z drugiej półki od góry to coś mi to da.
Musiałem się udać do szpitala, bo nie wykryłem jeszcze żadnej innej przychodni jak przyszpitalna, a że ten szpital znajduje się jakieś 300 m. od biura po poszedłem sobie rano.
Szpital czysty, miły i w ogóle.
Pani  w recepcji uprzejma, ale kazała przyjść po gozinie 16.
OK, to wracam jakieś pól godziny wcześniej, żeby dobrą pozycję startową zdobyć.
Okazało się że muszę… dopłacić do wizyty.
OK, 12 SAR nie majątek, zapłaciłem.
Po wszystkich urzędowych czarach dostałem karteczkę i poszedłem pod gabinet.
Siedzę 20 min, pół godziny. Obok mnie koleś Filipińczyk też czeka do tego samego gabinetu.
Zagaduję, okazuje się, że robi badania, ma kwitek .. wydany...  rano i jest 5 numerów przede mną.
Qrva, to dlaczego ja nie dostałem kwitka rano ???
W między czasie „urocza para dzieciątek” urządziła sobie wyścigi po szpitalnym korytarzu.
Ja rozumiem, że dzieciaki są tu rozwydrzone do granic obłędu, ale myślałem, że są jakieś granice.
Nie, nie ma.
Po 45 minutach, kiedy  absolutnie nic się nie zmieniło vqrviony jak sto smoków poszedłem do pani w recepcji.
Mówię, że siedzę tu już prawie godzinę, nie widać lekarza i chciałbym się dowiedzieć, ile jest osób przede mną.
To pani na to, że pan doktor  to już właśnie idzie (pewnie go qrva zamieć zatrzymała) i ze przede mną jest  tylko....   5 osób.

To ja na to, że ani mi się śni siedzieć tu jeszcze ze dwie godziny i niech mnie przepisze na jutro rano.
A ona na to, że nie dwie godziny, tylko góra godzina, półtorej.
Przepisać się nie da, ale muszę w takim razie odwołać wizytę.
Taki ch…j jak „Batorego"  komin – nic nie muszę.
Nigdzie nic nie będę odwoływał, pieprznąłem kwitkiem do śmietnika i do tego szpitala to trafię tylko jak mnie nieprzytomnego karetką zawiozą.


niedziela, 22 grudnia 2013

Sok do budyniu czyli co zawiera syrop truskawkowy

Naszło mnie na budyń.
Mam budynie przywiezione z Polski, ale zawsze lubię sobie je podlać sokiem zagęszczonym – malinowym albo truskawkowym.
To wybrałem się na poszukiwania takiego cuda w sklepach w Al-Khobar.
Szukam i szukam przy sokach – nie ma.
Szukam przy napojach – też nie ma.
W końcu znalazłem – przy dodatkach do ciast.
Przyzwyczajony do soków np. firmy ”Ared" czy innych będących koncentratami z naturalnych soków owocowych spojrzałem na skład.
I włosy stanęły mi dęba.
To jest skład tego „smakołyku” ze strony producenta, żeby nie było, że coś przekłamałem:
HERSHEY'S Sugar Free Strawberry Syrup
WATER; GLYCERIN; ERYTHRITOL; CONTAINS 2% OR LESS OF: CITRIC ACID; XANTHAN GUM; SODIUM CITRATE; ARTIFICIAL FLAVOR; SALT; SODIUM BENZOATE (PRESERVATIVE); SUCRALOSE; ACESULFAME POTASSIUM; ARTIFICIAL COLO R (RED 40); ZINC SULFATE; VITAMIN E ACETATE; NIACINAMIDE; BIOTIN.
Aha - cena tego "wynalazku" to ponad 18 SAR, czyli jakieś 15 PLN.
Czy ktoś w Arabii Saudyjskiej znalazł  sok truskawkowy ???

U nas najpopularniejsze kiedyś były „soki” Paola. Porównałem więc składy
Skład Syropu Paola:
syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, woda, zagęszczony sok malinowy (0,32 %) koncentraty (czarna porzeczka, marchew) regulator kwasowości: kwas cytrynowy, barwnik: karmel amoniakalno siarczynowy, aromat.
Chyba jednak zjem budyń z dżemem, jakoś mi apetyt na „syropy” minął :(
Strona producenta

sobota, 21 grudnia 2013

Saudyzacyjne ciekawostki czyli cwaniaki są wszędzie

Usłyszałem dziś kapitalną historyjkę, którą się z Wami podzielę, albowiem smakowita jest wielce.
Otóż jeden Saudyjczyk, człowiek mądry i patrzący dalej niż do przyszłego wtorku otworzył sobie, jako kolejny biznes przedsiębiorstwo transportowe.
Dalekowzroczność objawiała się jedną decyzją: chciał zatrudnić Saudyjczyków.
Zrobił to z kilku, naprawdę logicznych powodów.
Po pierwsze – saudyzacja będzie postępować, więc teraz jest dobry moment, żeby znaleźć rozsądnych i dobrych pracowników, bo jest jeszcze z kogo wybierać.
Zlecenia miał stałe, pewne i dobrze płatne, także było Go stać na zatrudnienie Saudi nawet na lepszych warunkach, niż minimalne wymogi nakazują.
Po drugie myślał tak: expaci wcześniej czy później będą wyjeżdżać, to lepiej mieć już stałą, pewna ekipę z nutką patriotyzmu.
Jak pomyślał tak zrobił – zrekrutował ekipę dał samochody i zaczęło się kręcić.
Ale któregoś dnia pojechał do jednego ze swoich klientów patrzy – fura jego, wszystko się zgadza oprócz…  kierowcy.
Bo za ”fajerą” jakiś Hindus siedzi.
Co jest grane ?
To się pyta tego Hindusa gdzie jest ten kierowca, który tu powinien być.
W domu, pewnie śpi” – odpowiada Hindus.
Ale jak to śpi ? Przecież powinien pracować
Jak to pracować ? Ja za niego jeżdżę od początku. Facet mi płaci, to jeżdżę” - Hindus na to
Gość się za głowę złapał i zaczął sprawdzać pozostałych.
Z wszystkich których zatrudnił, a była to spora grupa jeździło uczciwie… trzech :D
Reszta wynajmowała ”podwykonawców” i siedziała sobie w domach :D
Najlepsze jajo wyszło, jak podczas sprawdzania, kto jeździ Jego samochodami okazało się, że kilku „podwykonawców” nie ma ważnej Iqamy.
Dobrze, że był człowiek przytomny, wziął jakiegoś znajomego policjanta, porobił zdjęcia, pospisywał opowieści klientów i „podwykonawców
Dlaczego mądrze zrobił ?
To teraz wisienka na torcie: jak wywalił wszystkich nierobów, to nieroby poszły do … sądu skarżąc się na.....  „niesłuszne zwolnienie z pracy
Jakby nie miał tych wszystkich kwitów, to by musiał ich zatrudnić ponownie i pewnie jeszcze zapłacić odszkodowanie.

źródło

piątek, 20 grudnia 2013

Mandat za frajer czyli nie ogarniam tematu

Dziś dostałem pierwszy mandat od Policji w Saudi.
Jakbym zapłacił za przekroczenie prędkości to bym nie jęczał, bo ją „czasami” przekraczam i wiedziałbym za co .
Ale dostałem mandat za złe parkowanie
Najlepsze jest to, że mandaty dostali wszyscy parkujący na tej ulicy.
Pewnie pomyślicie, że staliśmy na zakazie.
NIE, nie było ŻADNYCH znaków – ani pionowych ani poziomych.
Po prostu- taka fanaberia.
I nie vqrviło by mnie to tak bardzo, gdybym nie widział, jak zaparkowane są samochody w centrum miast, gdzie miejsca parkingowe są zajęte, a za zaparkowanymi samochodami ustawiają się jeszcze 2 rzędy i blokują pól jezdni.
I to nikomu nie przeszkadza, bo patrole tam widuję regularnie.
Natomiast zaparkowanie w bocznej uliczce pod hotelem wywołuje natychmiastowa akcję „drogówki”.
Dobrze, że mnie przy tym nie było, bo by się mogło skończyć deportem,  nienawidzę, jak się ze mnie wała robi :(
Źródło

czwartek, 19 grudnia 2013

Skrócenie czasu pracy do 40 godzin tygodniowo równiż w firmach prywatnych

W celu zachęcenia Saudyjczyków do podjęcia pracy w firmach prywatnych Shoura Council podjęła decyzje o skróceniu tygodnia pracy z 45 godzin tygodniowo do 40 oraz ustanowienia 2 dniowego weekendu.
Co ciekawe,  niektóre firmy prywatne podjęły taką decyzję już dużo wcześniej.
Ja na przykład pracuję 10 godzin dziennie 5 dni w tygodniu, ale te 2 godziny  to tzw. „gwarantowane godziny nadliczbowe”.
Ciekaw jestem, czy się coś zmieni w innych firmach, bo z tego co wiem, takie decyzje nie są dla sektora prywatnego obligatoryjne.
Ciekawe, że w kraju będącym monarchia absolutną decyzję podejmowane na szczeblu rządowym mogą być traktowane przez prywatne firmy uznaniowo.
W demokratycznej Polsce to jest nie do pomyślenia , żeby ktoś w swojej firmie mógł się nie stosować do urzędniczych decyzji, które są traktowane niemal jak prawdy objawione.
Źródło

środa, 18 grudnia 2013

Ucz się polski Rządzie jak się pomaga obywatelom

Jego Wysokość Król Abdullah obniżył o… 50% opłaty za paszporty, opłaty rejestracyjne za samochody, przeniesienie tytułu własności oraz za odnowienie pozwoleń na pobyt pomocy domowych i kierowców dla rodziny.
Nie dotyczy to innych pracowników zagranicznych, bo ma to ulżyć doli „biednych" Saudyjczyków zatrudniających gosposie i kierowców dla żon(y) :D
Obniżki te były wprawdzie prze ostatnie 6 lat, ale termin obniżek upłynął 4 grudnia.
A u nas ?
Może i upłynie czas podwyższonej stawki VAT, ale do poprzedniego poziomu nie wrócimy zbyt prędko, bo wiadomo – „kryzys”
O ich obniżce nie o 50%  ale choćby o 1 czy 3% to możemy sobie pomarzyć.
Patrząc na moje życie to jeszcze się chyba nie załapałem po czasach Gierka na inne czasy jak kryzysowe ;/
Rys. Andrzej Mleczko

wtorek, 17 grudnia 2013

Nowe prawo czyli coś dla hejterów Arabii Saudyjskiej

Została przedstawiona propozycja zmiany prawa w oparciu o ustalenia Ministrów Sprawiedliwości GCC  z 1998 roku.
Określa ona minimalny wiek zawarcia związku małżeńskiego przez kobiety na 18 lat.
Nawet zgoda prawnego opiekuna kobiety na małżeństwo nie będzie poniżej tego wieku wiążąca bez zgody sądu.
Nowe prawo ma na celu osiągnięcie równości między kobietami i mężczyznami we wszystkich aspektach życia.
Reguluje również kwestię kurateli nad kobietami z wyjątkiem małżeństw (relacje pomiędzy małżonkami reguluje tutaj Prawo Szariatu).
Z tego, co zrozumiałem, nie daje to zwierzchności brata na siostrami, ale poczekam na ogłoszenie tych przepisów.
Nowa ustawa w obecnie proponowanej formie opisuje związek między małżonkami jako partnerstwo, a nie jako qiwamah (przewaga mężczyzn nad kobietami), jak było do tej pory.
Źródło

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Pada śnieg, pada śnieg … u nas też

Gdzie ja biedny mam uciec przed zimnem i śniegiem?
Myślałem – Arabia Saudyjska  - to się tu śnieg nie zdarzy.
A gdzie tam – już w północnej części Arabii Saudyjskiej spadł śnieg z deszczem i temperatura spadła poniżej zera.
W Tabuk, Turaif, Jouf i Arar zrobiło się biało i chłodno.
Wypadków – dużo więcej niż normalnie, bo tutaj ludzie nie wiedzą co robić na drodze jak pada deszcz, to co dopiero myśleć o śniegu.
Turyści, którzy poszli w góry w okolicach Tabuk i zobaczyli śnieg w panice zaczęli uciekać i doszło do wypadków, 26 osób uwięzionych przez śnieg ratowały samoloty wysłane przez Jego Wysokość Gubernatora - Fahda bin Sultana, który zapewnił im pomoc  z własnej kieszeni.
Mam cichą nadzieję, że do nas nie dojdzie.
Ja pierdzielę, wykończy mnie to globalne ocieplenie.

Autor Mohamed Alhwaity- pustynia w okolicach Tabuk
Źródło

Źródło

niedziela, 15 grudnia 2013

W zdrowym ciele zdrowe ciele czyli wypacanie obiadu


Pojechałem odwiedzić moich Kolegów, którzy zostali „słomianymi wdowcami”. Mieliśmy zamiar  pogadać i spożyć wspólnie jakiś ciepły posiłek, bo zamróz tu przeokrutny i temperatura tylko lekko przekracza 20 °C
Posiedzieliśmy sobie troszkę, pogwarzyliśmy i udaliśmy się na zasłużony obiadek.
Tylko okazało się, że jest obowiązkowy poobiadkowy spacerek, w celu redukcji przyswojonych kalorii.
Ochoczo przytaknąłem, bo obiadek smaczny i suty, także pomysł wydał mi się znakomity.

Nie widziałem jednak po co Zygmunt musi popędzić do domu w celu zmiany butów.
No bo jak spacerek, to można w każdych butach iść, co nie ?
Na zwykły spacerek – owszem, zwyczajne buty są OK, ale nie na to co mnie czekało.
Wyruszyliśmy na… 6 km. lekki galop, bo musieliśmy się wyrobić w godzinę.
To znaczy, dlatego, że jestem nieprzyzwyczajony i przeziębiony to godzinę.
Chłopaki schodzą na tej trasie poniżej 50 min.
Tak to ja dawno nie pędziłem, a Jurek i tak nas popędzał, bo uważał, że poruszamy się w tempie emerytów.
Mało ducha nie wyzionąłem z tymi maratończykami.
A wydawało mi się, że jestem zahartowanym zawodnikiem


Źródło

sobota, 14 grudnia 2013

Ludzie listy piszą i co z tego wynika

Jak wiecie już z perspektywy tych paru miesięcy,  za punkt honoru przyjąłem sobie pomagać innym, odwdzięczając się tym samym za pomoc  jaką sam uzyskałem od bardziej zasiedziałych  expatów.
Do spółki z Markiem staramy się zapewnić w miarę „miękkie lądowanie” nowo przybywającym  lub takim, którzy tylko wstępnie rozważają przyjazd do Saudi czy Bahrajnu.
Znakomita większość z nich to świetni ludzie i pomaganie im sprawia nam niesamowitą frajdę.
Ale niestety są również mniej ciekawe postawy.
Część traktuje nas jak swoich rękodajnych, którzy „muszą” coś dla nich zrobić.
Ja na słowa  „…bo ty musisz coś tam…” reaguję alergicznie i budzą się we mnie mroczne instynkty.
Obaj prowadzimy nasze blogi „pro publico bono”  poświęcając swój czas i energię i jedynym naszym „zyskiem” są świetne kontakty, które udaje się nam nawiązać dzięki blogom.
Ja poznałem Marka właśnie przez Jego bloga i tylko dzięki Niemu zacząłem prowadzić swój .
Blog pomaga (nie wiem jak Markowi, ale mnie na pewno) odstresować się po niektórych przygodach, jakie spotykają tutaj ekspatów.
Trafiają się też wśród piszących do nas egzemplarze, które traktują nas jak darmowe, interaktywne bazy danych.
Ale już poproszeni o jakieś drobne przysługi (jak lecą z Polski to czasami zdarza mi się poprosić o jakiś drobiazg, bo stałe źródło zaopatrzenia mam zapewnione) zapadają się pod ziemię....
I wtedy zapada taka niezręczna cisza :D
Cóż, nie stanie mi się z tego powodu krzywda, że ktoś mnie w takiej sprawie oleje, ale ruszyła mnie jedna sytuacja.
Chciałem poprosić o przywiezienie drobiazgów na prezenty dla moich znajomych, których pragnąłem  obdarować przed Świętami i Ich wyjazdem do domów, a nikt inny w tym czasie do Saudi nie leciał.
Niestety, po otrzymaniu informacji jakie osoba ta chciała ode mnie uzyskać kontakt się urwał.
Ale karma ma to do siebie, że wraca i to dobre i to złe.
Polonia tu jest nieliczna, a osobnicy typu „półprzewodnik”  - czyli wszystko ma płynąć w jedną (oczywiście ich) stronę dość szybko przekonują się, że samotne dwa lata w Saudi to nie jest najmilszy okres w życiu.
Tutaj nie chodzi nikomu o to, żeby ktoś rewanżował się tobie – ma pomóc innym.
W tym przypadku po prostu poinformuję moich znajomych o tej sytuacji i nie sądzę, aby ktoś specjalnie rwał się do pomocy temu osobnikowi :D
Może coś do niego dotrze za jakiś czas, czego mu serdecznie życzę.

piątek, 13 grudnia 2013

W świecie olejów czyli kolejny prezent gwiazdkowy dla Oli

Ola, jak zauważyliście zasmakowała w produktach indyjskich.
Ostatnio zażyczyła sobie oleju kokosowego, a mnie udało się z tego zadania wywiązać.
Nabyłem oleje zarówno jadalne jak i upiększające włosy także byłem z siebie niezmiernie dumny.
Dziś wywiało mnie na weekendowe zakupy do LuLu i powędrowałem to stoiska z olejami w poszukiwaniu czegoś egzotycznego.
I znalazłem olej sezamowy, który podobno ma (jak to zwykle przy zakupach bywa :D) moc niezmiernie ważnych dla zdrowia składników (tak wynikało z wypowiedzi Pana Sprzedawcy).
Profilaktycznie wziąłem dwie małe butelki oleju „wyłącznie na export” i zobaczymy, jak to zostanie ocenione przez Szacowną Małżonkę Mą Aleksandrę.
Mam ktoś jakieś własne doświadczenia z tym wynalazkiem ?
źródło

czwartek, 12 grudnia 2013

Tego jeszcze nie grali czyli moja reputacja to potęga

Jestem tutaj, z niewiadomych zresztą mi powodów, uznawany za jednego z bardziej srogich osobników.
Wynika to pewnie z tego że dość rygorystycznie podchodzę do kwestii bezpieczeństwa i przestrzegania obowiązujących w tym zakresie przepisów.
Podobno straszny ze mnie typ i ludzkość na mój widok zaczyna się zachowywać ciut nerwowo, jeżeli wie, że coś jest nie tak, jak powinno być.
Raz mój kolega z zaprzyjaźnionej firmy pojechał z wizytą na jedną z moich budów.
W Jego firmie używa się czerwonych kasków, takich, jakie normalnie noszą ludzie związani z bezpieczeństwem (inżynierowie, brygadziści i inne osoby z dozoru noszą białe – reszta kolorów nie jest przypisana do funkcji).
Dzwoni i opowiada, że jak tylko wysiedli z samochodu do w ludzi jakby piorun strzelił – wszyscy zakładali kaski, dopinali szelki bezpieczeństwa jak pracowali na wysokości, generalnie zaczyna panować wszechogarniająca atmosfera zainteresowania kwestiami BHP.
Pośmialiśmy się, ale nie ukrywam cieszy mnie to, że do pracowników zaczyna docierać jedna kwestia.
Wiedzą, co robią ŹLE  a to już jest sukces :D
Ale dziś powaliła mnie inna sytuacja.
Wjeżdżam na budowę, a że jak na razie „Krasula 2” jest jedynym tego typu samochodem w firmie, to wszyscy już wiedzą kto za „fajerą” siedzi.
Jadę sobie spokojnie do biura, patrzę, a kierowca jednej  z ciężarówek ma na mój widok oczy jak 5 złotych z rybakiem i siedząc w kabinie zaczyna…   zakładać kask :D
Myślałem, że padnę z wrażenia :D
Ale na wszystkich, którzy lekko traktują wymogi bezpieczeństwa nadchodzą ciężkie czasy – flota firmowa powiększyła się o kolejne …   dziewięć takich samych aut, jak to którym jeżdżę :D
źródło

środa, 11 grudnia 2013

Szpitale nie będą mogły odsyłać pacjentów po wypadkach

W Arabii Saudyjskiej każdego dnia na drogach ginie (wg oficjalnych danych) 20 osób.
Do tej pory prywatne szpitale mogły odsyłać pacjentów, nawet powypadkowych, jeżeli nie posiadali ubezpieczenia medycznego odpowiedniej klasy (klasy są od VIP do E).
Obowiązek przyjmowania pacjentów miały tylko szpitale państwowe (królewskie).
Jednak od dzisiaj prawo zostało zmienione i każdy szpital na obowiązek przyjąć pacjenta po wypadku, niezależnie od typu posiadanego ubezpieczenia.
W najbliższym możliwym czasie ma być on przeniesiony do szpitala państwowego, ale jeżeli stan pacjenta by to uniemożliwiał lub w szpitalu publicznym nie byłoby miejsc, pacjent ma być leczony w placówce, która była najbliżej miejsca zdarzenia.
Określono jedynie, że za odesłanie pacjenta będą kary, natomiast nie znalazłem informacji o sposobie refundacji kosztów leczenia.
Myślę, że może być to początek wymuszania na firmach prywatnych (szczególnie :D) podwyższania składek ubezpieczeniowych dla pracowników.
Może być tak, że prywatne lecznice będą domagały się zwrotu poniesionych kosztów od pracodawcy poszkodowanego obcokrajowca.

King Fahad Specialist Hospital w Dammam

źródła - Arab News i Alriyadh Newspaper

wtorek, 10 grudnia 2013

Wizyta Prezydenta Polski w Rijadzie

W "Saudi Gazette" pojawiła się tylko informacja o podpisaniu umowy o współpracy obronnej pomiędzy Polską a Arabią Saudyjską  (nie bardzo wiem, na czym ma to polegać, ale OK).
Ale już w "Arab News" są dodatkowe informacje.
Przede wszystkim Pan Prezydent przyjechał z delegacją polskiego biznesu.
Przypomniał o kontaktach między Polską i Arabią Saudyjską (były dwie wizyty saudyjskich władców w Polsce - w 1932 i 2007 roku), ale nadmienił, że Polska jako jedyny z  krajów UE zachowała wzrost gospodarczy.
Pewnie przez ten wzrost tak szybko przybywa Polaków w Saudi  :)
Jest to jednak dobra wizyta, bo wspiera polski biznes, a jeżeli odbywa się na poziomie oficjalnej wizyty głowy państwa wskazuje to na zaangażowanie polskich władz.
Prezydent „Komorroski” – bo tak napisano Jego nazwisko zachęcał również do inwestycji w Polsce.
Nasza Ambasada zaprosiła nas na kolację z Panem Prezydentem, ale z racji tego, że zaczynała się ona o godzinie 18 w niedzielę (czyli nasz poniedziałek) chyba spoza Rijadu niewielu się Polonusów pojawiło.
Mam nadzieję, że zainteresowanie regionem pomoże rozwiązać problem wiz do Bahrajnu, o co już wielokrotnie prosiliśmy.
Znacie moje perypetie związane z wyjazdami w celu przedłużenia wizy.
W takiej samej sytuacji jest tutaj sporo osób.
A nie sądzę, aby państwo, będące bardzo bliskim sojusznikiem Arabii Saudyjskiej nie podpisało takiej umowy z Polską.

Foto: Jacek Turczyk / PAP

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Opór Omanu wobec pełnej integracji czyli rozpad GCC ?

Omański Minister Spraw Zagranicznych na sobotnim  spotkaniu w Manamie sprzeciwił się koncepcji pełnej unifikacji krajów GCC.
Saudyjczycy forsują to rozwiązanie, ale stanowisko Omanu jest jasne - pogłębienie zjednoczenia nie leży w sferze zainteresowań tego państwa.
Mimo podejmowanych przez Arabię Saudyjską prób przekonywania Omańczyków  i wskazywania celowości takich działań ze względu na konieczność stabilizacji regionu i wspólnego udziału w negocjacjach państw P5+1 z Iranem w sprawie irańskiego programu nuklearnego, Oman twardo obstaje przy swoim stanowisku.
Odpowiedź Omańczyków jest jasna - jeżeli pozostali członkowie GCC zdecydują się na unię, to Oman się z GCC wycofa.
Najciekawsi byli goście tego spotkania: brytyjski minister spraw zagranicznych William Hague oraz szef Pentagonu Chuck Hagel.
Śmieszne dla mnie jest to, że doradzać jak działać wspólnie w ramach unii (GCC) przyjechał właśnie Brytyjczyk, jakby kompletnie zapominając o „pełnej współpracy” Wielkiej Brytanii z Unią Europejską np. w sprawie swobodnego przepływu obywateli Unii :D

Więcej informacji tutaj 




niedziela, 8 grudnia 2013

Poranna wyprawa Z Markiem do „Monster garage” czyli w poszukiwaniu motoryzacyjnych skarbów

Umówiliśmy się z Markiem na rano, żeby zobaczyć opisywany przeze mnie wcześniej (tutaj link) obszar za Dammam, na którym znajduje się nieprawdopodobna wręcz ilość warsztatów samochodowych.
Mało kto mi uwierzy, ile to zajmuje miejsca i że np. 100 samochodów to jest nic nie znacząca garstka.
Udało się nam pozwiedzać, ale z ciekawostek znaleźliśmy tylko jednego Oldsmobile.
Po ponad godzinnym spacerze udaliśmy się do innego miejsca, gdzie są sprzedawane samochody używane.
Ale przeżyliśmy rozczarowanie, Mustangi były tylko 4 czy 5 a Hummerów - wcale.
Tyle tylko, że mamy dokumentację zdjęciową części tego obszaru, który roboczo nazwałem „Monster garage” :)

sobota, 7 grudnia 2013

Jak ja nie cierpię zakupów w galeriach handlowych

Wpadłem na pomysł udania się do Dhahran Mall, żeby sobie coś na Mikołajki kupić.
To był zły pomysł.
Po pierwsze, sklepy są otwierane w piątki po godzinie 16, więc wszyscy są spragnieni zakupów, bo przecież cały dzień ich nie można było robić.
Tłumy dzikie, dzieci na: rolkach, rowerach, hulajnogach i butach z kółkami jeżdżą nie patrząc gdzie jadą i czy na kogoś nie wpadną.
Jak wpadną, to jest to problem tego, na kogo wpadły, więc trzeba być czujnym jak ważka.
Oczywiście – wszyscy muszą zaparkować jak najbliżej wejścia - zastanawiam się, czy jakby drzwi były szersze to by do samych sklepów wjeżdżali.
Pewnie tak, bo przejście 100 metrów od parkingu stanowi pewnie jakieś śmiertelne zagrożenie.
W takiej właśnie odległości jest mnóstwo miejsc parkingowych,  można zaparkować nawet ciągnikiem siodłowym z naczepą bez zbędnego wysiłku.
Wszedłem do pierwszego sklepu, który zamierzałem odwiedzić, ale ceny koszul,  na które się zasadzałem były grubo przesadzone.
A do drugiego sklepu już nie wszedłem, bo się zaczęła pora modlitwy.
Dalszy pobyt w tym miejscu uznałem za bezcelowy i oddaliłem się pospiesznie do miejsca zakwaterowania.
Jutro też jest dzień, sklepy otwierają wcześniej, to tłok będzie znacznie mniejszy, bo tutaj życie zaczyna się dopiero po zmroku :D

Źródło

piątek, 6 grudnia 2013

Promotor w HyperPandzie czyli ubawiłem się.

Poszedłem sobie na przedweekendowe zakupy do mojego najbliższego sklepiku i się snuję i zastanawiam, co też mam sobie do jedzenia kupić.
Nagle z zamyślenia wyrywa mnie jakiś głosik.
No niby męski, ale tak coś nie do końca.
Pada pytanie „czy ma Pan problem z….. włosami ?
Patrzę, a tam lokalny klon Justina Bibera, wyglądający jak siódma kopia kwitu na węgiel i wzrostu siedzącego psa.
Na głowie żelu tyle, że naszej reprezentacji w piłce nożnej na tydzień by wystarczyło, a i Mateusz Borek z Romanem Kołtoniem by się załapali.
Popatrzyłem na kolesia, mało nie wybuchnąłem śmiechem, kiedy naszło mnie jedno skojarzenie z Ojczyzny.
Czy wyobrażacie sobie taką scenę w Polsce, kiedy taki koleś zdaje takie pytanie facetowi ponad 190 cm wzrostu, ważącemu grubo (tak to właściwe słowo ”grubo”) ponad 100 kg. i mającemu fryzurę typu 2 mm. na czubku głowy a po bokach gołą skórę ????
I usłyszał w odpowiedzi, że jedyny problem, jaki mam z włosami to taki, że co dwa tygodnie do fryzjera muszę chodzić :D
źródło

czwartek, 5 grudnia 2013

Futrzak jest wróżką, ale Iqamę oddali starą

Przeczytałem po powrocie komentarz Futrzaka, ale i tak miałem opisać dalsze moje perypetie z dokumentami.
Otóż – papiery wróciły – stara Iqama (ta z błędami) i paszport.
Dali mi Iqamę, ale żebym odebrał paszport muszę po raz n-ty pisać maila z „do wiadomości’ mojego Bossa.
Spotkałem Go w windzie i poprosiłem o stałe pozwolenie na pobieranie paszportu, bo nie po to mam wizę wielokrotną, żeby co weekend prosić o wydanie.
Jutro mam Mu przypomnieć, to takowe przypomnienie napiszę.
Czyli – wszystko po staremu – mam Iqamę, która mogę tylko pokazać Policji w razie kontroli, ale dalej jest nie poprawiona więc do niczego więcej jej nie mogę użyć.
To, co się tutaj dzieje zaczyna mnie już po prostu ciężko vqrviać.

środa, 4 grudnia 2013

Iqama część n-ta czyli najgłupsze tłumaczenie świata

Każdemu z nas zdarzają się sytuacje, w których musimy się tłumaczyć.
W zależności od stanu świadomości lub dnia - tłumaczenia są raz mądrzejsze, raz głupsze.
Dziś zgodnie z zapowiedzią, odwiedziłem moich szacownych „kolegów” z HR w celu odebrania poprawnej Iqamy.
Nie rozczarowali mnie - Iqamy nadal nie ma  bo -  tak macie rację -  „problem, big problem”.
Wyłuszczyłem im, że to jest ICHbig problem” bo ja od jutra przestaję przychodzić do roboty i mam to w …   miejscu na to zasługującym.
I zmierzając do meritum czyli powrotu do rozpoczętych rozważań o tłumaczeniach wszelakich.
Otóż – wyrobienie poprawnej Iqamy jest niemożliwe, bo....  JEDYNA osoba w urzędzie, która ma do tego uprawnienia jest…  na urlopie.
Nie wiem, co mnie bardziej przeraża – to, że mijają się z prawdą jak to często mają w zwyczaju czy to, że jest to prawda
Źródło


wtorek, 3 grudnia 2013

Zamówienie czyli ile jest rodzajów oleju kokosowego

W Polsce olej kokosowy, jest uznawany za wyjątkowo zdrowy tłuszcz do użytku wszelakiego. Można go kupić (często za niemałe pieniądze), głównie jako produkt kosmetyczny, bo niewielu firmom chce się szarpać z urzędami i Sanepidem.
Dlatego dostałem polecenie partyjne nabycia takowego oleju w Al-Khobar.
W "Pandzie" był niedostępny,  udałem się więc do LuLu, w którym z definicji taki olej występować musi, bo jego największym producentem są Indie, a właścicielem LuLu jest Hindus z Kerali.
Szukam, szukam ale....  bez rezultatu.
Poprosiłem o pomoc jakiegoś ”ludzia” z obsługi i po wielu pytaniach, do czego chcę tego oleju używać zostałem zaprowadzony w miejsce, gdzie jest ten olej w wersji kosmetycznej. Nie było dużego wyboru: raptem 5 rodzajów.
Ok, to zapytałem o spożywczy.
Rzeczony „ludź” zaprowadził mnie do alejki z olejami i tam przepadłem. Do wyboru miałem kilkadziesiąt rodzajów tego smakołyku
Wybrałem najdroższe, bo już mi się myśleć nie chciało.
Także mam dziś na koncie dobry uczynek i jest szansa na pochwałę od Szacownej Małżonki Mej Aleksandry :)

PS.
Ola mówiła, że w Polsce olej kokosowy najłatwiej można kupić w dwóch wariantach
- rafinowany - bez zapachu i smaku kokosa, doskonale sprawdza się do smażenia
- nierafinowany - z aromatem, który Małżonka Ma Aleksandra stosuje m.in. do kanapek i naleśników

Zdjęcie ze strony producenta

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Ubezpieczenie auta czyli kolejna genialna zagrywka

Jeżdżę już tak od ponad miesiąca nową „Krasulą” zwaną „Krasulą 2”.
Do jej użytkowania otrzymałem jakiś papiery wydrukowane na drukarce (w sensie, że mam dowód rejestracyjny i pozwolenie na użytkowanie tego samochodu) oraz jak podejrzewałem – również polisę OC/AC.
Tylko zweryfikować tego nijak nie mogę bo wszystko „robalami” napisane.
To jeżdżę po całej Prowincji Wschodniej z poczuciem, że wszystko jest OK.
No, a nie było :(
Bo dziś dostałem maila z kolejnym dokumentem wypełnionym „robalami” z dopiskiem w mailu, że to jest właśnie moja polisa do auta.
Całe szczęście, że żadnego „dzwona” nie miałem, bo firma ubezpieczeniowa bez polisy do danego auta nie wykonuje żadnych czynności, nawet lawety nie wezwą.
Stój se Pan i się martw sam


niedziela, 1 grudnia 2013

Jak zostałem Khobarskim słoikiem czyli smakowite prezenty

W Warszawie osobnicy przybywający z „prowincji do Stolycy”  "Słoikami" są zwani ze względu na przywożone z domów zapasy.
My „Boat-people” którzy byliśmy pierwszą fala Hunów najeżdżających Warszawę tym mianem nie zostaliśmy ochrzczeni. Nazwano nas właśnie „boat-peoople
Ale będąc  na emigracji pozazdrościłem jednak warszawskim „Słoikom”  i....  zostałem pierwszym „Słoikiem” w Al - Khobar :)
Jola wczoraj upiekła specjalnie dla mnie prawdziwy, domowy  chleb oraz dostałem może nie w słoiki, ale w plastikowe opakowania gulasz i saudyjską wersję gołąbków.
I jestem panisko, bo mam dwa pyszne obiady (właściwie to już jeden :D) i chleb na jeszcze dwa-trzy dni.
Ja to mam dobrze, nie?

Źródło

sobota, 30 listopada 2013

Śniadanie w doborowym towarzystwie czyli pierwsza w nocy, a ja już w domu :)

Wielu Polaków, w tym także moi serdeczni Znajomi wybiera się na święta do domu, to wdepnąłem rano na śniadanie z myślą, że nie będę za długo przeszkadzał, bo przecież trzeba się spakować, przygotować do wyjazdu  itp.
Ale jak zaczęliśmy „śniadaniować” to się zrobiła 3 po południu, część ekipy poszła jeszcze do sąsiadów na amerykańskie Święto Dziękczynienia, a my  na spacer.
Ale przecież nie pójdę do domu głodny i  bez obiadu mnie nie wypuszczą.
To zjedliśmy przepyszny gulasz z warzywami i prawdziwą kaszą gryczaną,  później były gołąbki ale przyrządzone nieco inaczej, bo w tutejszą kapustę nie da się mięska owinąć (liście są nieduże) - więc kapusta trafia do  środka.
W smaku – rewelacja.
To jeszcze pogadamy, bo gdzie tu się spieszyć.....
Za „chwilę” telefon, żebyśmy przyszli.
Na pytanie „a co z  pakowaniem ?” usłyszeliśmy, że mamy nie filozofować i przychodzić.
To posiedzieliśmy „chwilkę” i już o pierwszej w nocy skończyliśmy spotkanie.
Jak jeszcze trochę poprzebywam na tak smakowitej diecie to będę dwa miejsca w samolocie zajmował :)

Fajnie jest mieć takich ludzi przy sobie, gdzie atmosfera jest taka, że wchodzisz na pół godziny a wychodzisz po ponad 12 z uczuciem  doskonale spędzonego czasu.


piątek, 29 listopada 2013

Karuzela z Iqamami czyli dalej nie mam papierów

Papierów dalej nie ma, paszport i starą Iqamę wysłali do Al-Hasa, bo tam rodzina mojego Bossa ma duuużo więcej do powiedzenia niż w Al.-Khobar.
A dzisiaj mój kolega wysłał mi artykuł z „Arab News”, że osobnicy nie posiadający Iqamy (w sensie oryginału) będą karani mandatami.
Za pierwszy raz 1000 SAR, za drugi promocja podwójna – 2000SAR, za trzeci – potrójna czyli 3000SAR.
Za pracę bez zezwolenia kobiet i dzieci przewidziane są takie same kary.
Ale problem leży w większości przypadków po stronie … urzędu, bo nie ma wystarczającej ilości „plastików” żeby wydrukować Iqamy.
Mnie mój dzielny HR do mojego skanu starej Iqamy dorzucił wydruk ze strony Jawazat czyli urzędu odpowiedzialnego za wydanie dokumentu.
Powiedziałem, że jak mnie zatrzymają to firma pokryje koszty mandatów, a jeżeli do końca przyszłego tygodnia nie dostanę papierów to przestaję przychodzić do roboty, a oni niech mi płacą.
To nie moja wina, że nie potrafią rozwiązać tego problemu.
Poczytajcie komentarze, jaka się jatka zrobiła.
http://www.arabnews.com/news/483756

http://www.arabnews.com/news/483756
Źródło


czwartek, 28 listopada 2013

A jednak się dalej zmienia czyli HyperPanda po nowemu

Wreszcie skończyli rozbudowę mojej ulubionej (bo najbliższej) HyperPandy.
Dołożyli ciuchy, buty i mnóstwo innych ciekawostek, ale z rzeczy mnie interesujących – niewiele przybyło.
Jest jednak jedna zmiana i to poważna.
Nie ma już wydzielanych kas „Family only
I podobnie jak w Danube panie pracują na kasach dla wszystkich.
Jest też kolejny pomysł aktywizacji zawodowej  saudyjskich kobiet i to kobiet niepełnosprawnych.
Zatrudnienie osoby niepełnosprawnej płci pięknej, niezależnie od stanowiska liczy się to jak zatrudnienie czterech Saudyjczyków.
To jest ogromna motywacja dla biznesu, szczególnie prywatnego.
Dodatkowo – w sklepach dla kobiet znajdzie zatrudnienie kilka tysięcy osób, bo obsługa musi być żeńska.
I pomyśleć, że od właśnie tego postulatu Pań zaczęły się zmiany w podejściu Arabii Saudyjskiej do zatrudniania kobiet.
Bowiem sprytne tutejsze niewiasty, które chciały się wyrwać z domów i zająć pracą zawodową użyły takiego argumentu:
Jak mamy czuć się komfortowo w sklepach np. z damską bielizną, kiedy obsługują nas mężczyźni ?"
I na takie dictum najwięksi konserwatyści i przeciwnicy pracy kobiet argumentu już nie mieli :D
Mają również powstać programy aktywizacji zawodowej kobiet, chcących pozostać w domach.
Jak na Saudi - kolejna rewolucyjna zmiana.
Dla większości z Was to nie jest nic nadzwyczajnego, ale jak sobie uświadomicie że jeszcze kilka lat temu kobieta pracująca poza domem to był pomysł zupełnie nie do przyjęcia to wtedy zrozumiecie jaki to jest postęp.


środa, 27 listopada 2013

Poszukiwanie nowych dróg czyli eksploracje ciut nieudane

Mając na głowie trochę mniej „wizyt duszpasterskich”, a i biurwienie też jakby dało się opanować postanowiłem poszukać dróg alternatywnych do miejsc, w które muszę się często udawać.
Wpadłem na genialny pomysł objechania centrum Dammam, które jest notorycznie zakorkowane.
Udałem się tedy drogą na Jubail przez Dhahran, którą jeżdżę dość często (jest to obwodnca Dammam).
Należało tylko znaleźć alternatywny wjazd za centrum na autostradę do Hafer Al – Baten.
Tak, łatwo powiedzieć – znajdź właściwy zjazd.
Są one oznakowane- nazwą firmy lub instytucji, lub odleglej o dobre kilkanaście kilometrów dzielnicy.
I też kombinuj.
Znalazłem drogę, którą z racji odległości od Dhahran uznałem za właściwą.
Błąd – po przejechani ponad 50 km. znalazłem się w miejscu odległym od firmy o jakieś 8 km.
Oczywiście – w samym środku korków, które chciałem sprytnie ominąć.
Nie zrażony tym niepowodzeniem zacząłem szukać jeszcze jednej drogi do Jubail.
I znalazłem:)
Jechało się szybko, bo bezradarowo i dużo puściej na drodze.
Problem się zaczął w samym Jubail.
Oznakowanie od tej strony tragiczne.
Kiedy Hafiz zapytał jakiś gości o możliwość dojazdu to nas wysłali na drogę, która była zamknięta.
Wtedy na własna intuicję pojechaliśmy i....  udało się.
Chcieliśmy wrócić tą drogą. ale nie znaleźliśmy na nią powrotnego wjazdu.
Przestaję narzekać na oznakowania dróg w Polsce.

Źródło

wtorek, 26 listopada 2013

Hussein czyli człowiek do zadań specjalnych

Nie wyobrażam sobie załatwienia czegokolwiek w tutejszych urzędach (a tak po prawdzie to – w żadnych urzędach)  bez fachowej pomocy.
Na szczęście – w domu pomaga mi Ola, wiedząc, że to jest zdrowsze rozwiązanie, tutaj dopiero takiego wsparcia musiałem poszukać :)
I mam – dotarłem do człowieka, dla którego wszelkie instytucje publiczne w KSA są niemalże drugim domem.
Mimo tego, że Królestwa są moim zdaniem zarządzane sprawniej, to po saudyzacji urzędów i to w 100% przestało się to sprawadzć.
Jak już wiecie – muszę załatwić saudyjskie prawo jazdy.
A co ciekawe, teoretycznie - nie musiałbym.
W polskim międzynarodowym prawie jazdy Arabia Saudyjska  nie jest wymieniona jako państwo uznające ten dokument, ale już w niemalże identycznej książeczce ale z Republiki Południowej Afryki w oparciu o tą samą konwencję Arabia Saudyjska jest i to od 1949 roku (ale uznaje prawo jazdy tylko ”męskie”).
Ale lepiej mieć jedno prawo jazdy w zapasie, zwłaszcza takie oryginalne 
To wezwałem na pomoc Husseina, bo uznałem że sam nie podołam wyzwaniu, które opisał Marek.
Dałem książeczkę międzynarodowego ”prawka”, skopiowaliśmy polskie prawo jazdy, zdjęcia zeskanowaliśmy i poszły na papier fotograficzny.
Dziś –dokumenty pojechały do tłumacza – reszta- jest szansa, że będzie jutro. 
Także kibicujcie Husseinowi i mnie – bo już minęły 3 miesiące, jak mam (teoretycznie) Iqamę i już powinienem posługiwać się lokalnym dokumentem.
Źródło

poniedziałek, 25 listopada 2013

Fryzjerzy w Bahrajnie czyli jak to jest z tą tolerancją

Poskarżyłem się Markowi, który wcześniej przeczytał mój wpis o fryzjerze w Saudi i stwierdził, że ma dobry zakład fryzjerski w Manamie.
Cosik się podśmiewał, ale że człowiek z niego z gruntu radosny, to przyjąłem, że to efekt tego, że nas syndrom dnia poprzedniego powoli zaczął opuszczać :)
Po załatwieniu innych spraw związanych z Jihanowo-Markową flotą samochodową udaliśmy się na postrzyżyny, bo i Marek pewnej konserwacji swojej fryzury wymagał.
Dojechaliśmy a tam przed wejściem stoi trzech niedużych facetów z Filipin, którzy mieli akurat przerwę na fajkę.
I doznałem lekkiego szoku poznawczego.
Wiecie, co generalnie mówi się o orientacji seksualnej fryzjerów :D
W ich przypadku to 100% prawda i absolutnie się z nią nie kryją.
Były to trzy najbardziej „przegięte ciotki” jakie w całym swoim długim życiu widziałem.
Jak się komuś nie podoba to określenie i uznaje je za obraźliwe spieszę donieść, że takiego określenia używa jeden  mój znajomy, który „heteronormatywny” nie jest, także oburzenie kierujcie w Jego kierunku :P
Jeden z Panów już się miał brać za strzyżenie mego łba, ale został odsunięty od tej czynności przez drugiego, który ewidentnie poczuł do mnie miętę.
Marek mało się ze śmiechu nie zaczął turlać po salonie.
Tak, On ma fajnie, bo „chłopcy” wiedzą, że za niestosowne zachowanie Jihan by ich wyprostowała, a mnie nie miał kto bronić
Siedze „lekko” spięty a gość mnie zaczyna podrywać.
I weź tu człowieku coś zrób, jak nie chcesz zrobić popeliny.
Całe szczęście, że moja fryzura nie wymagała zbyt dużych wysiłków, ale i tak miałem propozycję masażu i nie obyło się bez mycia włosów oraz komentarzy, że taki spięty jestem i wyglądam jakbym go chciał pogryźć.
I – przypominam- jest to miejsce kilkanaście kilometrów od granicy z jednym z najbardziej surowych obyczajowo krajów.
Nie mam pojęcia jakie byłyby losy tego zakładu w Polsce, a tam sobie spokojnie działa i nikomu to nie przeszkadza.
Co raz bardziej zadziwia mnie Zatoka.



niedziela, 24 listopada 2013

Poradnik emigranta

Zgodnie z poprzednim wpisem - "wspólnie i w porozumieniu" wprowadzamy "Poradnik emigranta" czyli  "Jak przeżyć w Arabii Saudyjskiej bez zbędnych problemów" (link w kolumnie po prawej stronie) - Marek napisał już tekst o umowach o pracę.
Konsultacji prywatnych udzielamy w szczególnych przypadkach - cennik w przygotowaniu.
Wynagrodzenie za konsultacje płatne w następującej walucie: kabanosy, czekolady Wedla, Majonez Kielecki, pasztety drobiowe, ogórki kiszone, polski chleb,  smalec ze skwarkami (może być z gęsi), żurek i barszcz biały  :)

Jednym z elementów, o którym zapomniał Marek jest to, czy macie "single status" czy "family status". Przyjęcie tego pierwszego utrudni Wam lub nawet uniemożliwi sprowadzenie rodziny tak po prostu. Owszem, sam pomogłem mojemu podwładnemu w sprowadzeniu żony z Pakistanu.
Jednak w przypadku "single status" za większe mieszkanie musicie zapłacić sami,  w przypadku osób "dzieciatych" możecie zapomnieć o pokryciu przez firmę kosztów edukacji dzieci, a tanio nie jest szczególnie w szkołach brytyjskich czy amerykańskich.

sobota, 23 listopada 2013

Manama po raz drugi czyli co z Markiem wymyśliliśmy

Tak, wizyty u Jihan i Marka skutkują nie tylko konsumpcją dóbr zabronionych w Arabii Saudyjskiej, ale i nowymi pomysłami mającymi dać nową jakość prowadzonym przez nas blogom.
Marek zaproponował wprowadzenie na obu blogach poradnika z cyklu ”Jak przeżyć w Arabii Saudyjskiej bez zbędnych kłopotów”.
Będzie o tym  np: jak i gdzie otworzyć konto bankowe, jak, gdzie  i po jakim czasie wymienić prawo jazdy, kupić samochód, wykupić ubezpieczenia, wynająć mieszkanie w Bahrajnie czy przeczytać ze zrozumieniem kontrakt, jaki Wam zaproponują.
Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania, na które chcielibyście uzyskać odpowiedzi - wpisujcie je w komentarzach.

Źródło

czwartek, 21 listopada 2013

Cierpliwość do idiotów to nie jest moja mocna strona czyli szukam nowego fryzjera

Nastał termin postrzyżyn, więc poszedłem do fryzjera.
Ale zamiast tego, który zawsze mnie strzygł jest jakiś jego kuzyn, bo gęby mają podobne.
Tamten przynajmniej coś dziamał po angielsku – ten  młotem ciosany, ani w ząb.
Strzyże jakiegoś kolesia, to pytam, pomagając sobie gestami, czy skończy przed porą ostatniej modlitwy.
Odpowiada, że tak. Pytam ponownie, tak oczywiście, na pewno.
To usiadłem i czekam.
Ten się z tym strzyżeniem pi…doli jak matka z łobuzem i w gadkę uderza, a nie robotę robi.
Czekam pół godziny , 40 min. a ten q.....va się bawi.
Wchodzi następny koleś, za chwilę odzywa się do tego nowego klienta, że jego to po „salar”.
Gość wychodzi, ja siedzę.
A za kolejne 10 min. co się rozlega ??? Tadam ..   nie domyślicie się …  wezwanie na modlitwę.
Twardo siedzę, może koleś posadzi mnie migiem na fotelu, okna zasłoni i do modlitwy zdąży.
Ale nie teraz zaczął temu łebkowi głowę myć, potem suszyć …  długo.
A zanim skończył powiedział mi, że mnie to po modlitwie.
Gość miał duuuuuuuużo szczęścia, że wiem, w jakim kraju jestem.
Mało przez szklane drzwi nie wyszedłem bez otwierania.
Ale wiem, że do tego kretyna to nie dotrze nawet za 1000 lat, że zmarnował mój czas i że dopóki nie wróci jego pociotek na pewno tam nie przyjdę, a teraz muszę znaleźć nowego fryzjera.

Źródło

środa, 20 listopada 2013

Dalej leje jak wściekłe czyli błogosławię „Krasulę2”

Rano nie padało, ale w nocy była burza i to nawet całkiem konkretna, bo grzmiało z dobre pół godziny.
Już się jeździło nieciekawie, bo woda potrafi stać na środku skrzyżowania.
Teraz jest jeszcze weselej, bo się znowu wzięło za padanie na poważnie.
Kurtką przeciwdeszczową, która przytomnie wrzuciłem wczoraj do samochodu budziłem bądź lekką zazdrość bądź zachwyt przemoczonych Saudyjczyków, którzy w thobah i ghutrach wyglądają jak zmokłe kury.
Z jednym pogadałem na temat drenażu dróg.
Okazało się, że w Jeddah dwa lata temu była taka powódź, że ludzie potopili się w domach i w tym rejonie zaczęto powoli budować infrastrukturę kanalizacji burzowej.
Teraz, gdy wracałem to gdybym miał inne auto, to bym do compoundu z tej strony, od której zawsze jadę raczej nie dał rady dojechać, bo wody miałem tak powyżej połowy koła.
Ma padać do końca tygodnia.
Dzisiaj jakoś z moich „powodziowych"  zaleceń nikt już się pod wąsem nie podśmiewał :D

Źródło

wtorek, 19 listopada 2013

Dzień pełen wrażeń czyli dwie burze i pomoc przy wypadku

W nocy sobie troszkę popadało, ale obyło się bez jakiś większych sensacji.
To stwierdziłem, że pojadę z „wizytą duszpasterską” do Jubail.
Po drodze dosłownie kilkaset metrów przede  mną ktoś zaczął uczyć latać swoją Toyotę Camry.
Jak się zatrzymałem okazało się, że to żołnierzyk młody,  któremu widać znudziła się kariera w piechocie i chciał zostać lotnikiem.
Średnio mu to wyszło, bo jakoś Jego fura nielotem się okazała.
Zanim doszedłem już inni żołnierze wyciągnęli go ze środka.
Udało mi się „rzutem na taśmę” ustabilizować mu kręgi szyjne, bo nieśli chłopaka jak worek z ziemniakami.
Krwawić nie krwawił, gadał nawet z sensem, wiedział co się stało (tak twierdził Hafiz, który mówi po arabsku), miał tylko złamaną nogę i pewnie lekkie wstrząśnienie mózgu, bo źrenice miał nierówne.
Co jest fajne tutaj – jak się coś stanie wiadomo, kto dzwoni po pomoc.
Jeden dzwoni po Policję, drugi po medyków i robi to informując pozostałych na miejscu zdarzenia że już zadzwonił i co mu powiedzieli.
Nogę mu usztywniliśmy, kazaliśmy kolegom z nim gadać, zrobiliśmy prowizoryczny daszek i za 10 min. było pogotowie.
Przekazałem klienta fachowcom i dalej w świat.
Pokręciliśmy się po budowach, zbieramy się do wyjazdu, a tu grzmieć zaczyna i to całkiem zdrowo.
Jak za chwilę dmuchnęło piachem, to płot mi na budowie przewróciło.
Widoczność bliska zeru, a „Krasula 2” bardzo nie lubi bocznego wiatru, to się snułem jak smród za wojskiem.
Za 20 min. – przestało.
No to jazda dalej.
Ale za kolejne 10 min. jak kurde nie lunie ....
I tak prawie do samego Dammam.
Nawet się ucieszyłem, że już jestem w domu.
Jakoś przygód mam na dziś już dość

Źródło

poniedziałek, 18 listopada 2013

W czasie deszczu dzieci się nudzą czyli coś nowego

Normalnie w Saudi jak pada to jest to śmiechu warta impreza.
Popada góra pół godziny i finito.
Jakby się uprzeć to między kroplami przelecisz :)
Ale dziś – niespodzianka.
W Rijadzie tak popadało (podobno były to największe opady od 25 lat) że samochody ulicami płynęły.
Tutaj nie ma żadnej kanalizacji burzowej (bo i po co ?) więc jak popada, to faktycznie robi się dramat.
Do mnie ta ulewa ma dojść dziś w nocy.
Lać ma według prognoz cały tydzień.
Wydałem w firmie okólnik z zaleceniami i się zobaczy co dalej.
Jest z tego deszczu u nas jeden pożytek – mistrzowie długiej prostej jakoś tacy pokorni i cisi się na drogach zrobili :)
Trzeba będzie jednak uważać na samochody popowodziowe z Rijadu i okolic, które tutejsze "Mirki" będą oferować w promocyjnych cenach :)

Deszcz w Riyadzie - źródło
Deszcz w Riyadzie - źródło

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...