czwartek, 28 lutego 2013

Ruch drogowy po raz drugi i pewnie nie ostatni



Poruszam się sporo po drogach pomiędzy: Al-Aziziyah (gdzie mieszkam), Al-Khobar, gdzie „biurwię” a Jubail, gdzie mam największy projekt i z fotela pasażera obserwuję świat.
Szczególnie uważnie współuczestników drogowej niedoli.
Po głębszej analizie doszedłem do ciekawej konstatacji – praktycznie wszystkie te "numery", jakie wykonują kierowcy w KSA już gdzieś widziałem.
Pomyślicie sobie pewnie - „.co się facet napinasz, i popisujesz, że po świecie pojeździłeś i widziałeś jakichś kamikadze za kółkiem…”
Nic bardziej błędnego – są to reminiscencje z naszej kochanej Ojczyzny.
Krainy wierzb płaczących, Chopina i ...
"... ..tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;
Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,
Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała….”
No i oczywiście krainy wielkich miłośników koni………….. nie tylko arabskich. Bo przecież "koń, szabelka i butelka to Polaka miłość wielka"
I tu, jak mawiał  Gerald z Rivii "jest wampir pogrzebany” :)
Saudyjczycy także uwielbiają konie i podobnie jak my mają ułańską fantazję.
Jeden koń pod d….. czy kilkadziesiąt lub kilkaset pod maską - zadna to różnica 
Trzeba gnać :-)
Zacząłem wspominać pewne zdarzenia z mojej własnej kariery „za kółkiem”,  tego, co wyczytałem w gazetach czy zobaczyłem w Internecie.
Skręt z lewego pasa w prawo?
A kto baranku ty niedostrzyżony, jak przegapił zjazd na Łódź jadąc z Krakowa na Katowice odwalił identyczny numer ? Ano ja sam - choć wstyd się przyznać.
Zawracanie na autostradzie lub cofanie na niej?
Toż to sam nieoceniony Minister Sławomir” Fotoradar” Nowak jadący z Europarlamentu bodajże w Niemczech.
SMS-y wysyłane podczas jazdy – praktycznie co kilkunasty kierowca w Polsce.
Sam widziałem w warszawskim korku kolesia jedzącego śniadanie i drugiego czytającego gazetę.
Wyprzedzanie na trzeciego, pięć pasów zamiast dwóch, wyścigi ciężarówek ??? Wszędzie tak samo - czy to w KSA czy w Polsce.
Różni nas tylko kilka drobiazgów w tej materii.
Korzystając z wiedzy Marka prowadzącego  bloga„ Beżowy świat” (z całego serca polecam bloga „konkurencji” bo zasób informacji, jakie tam znajdziecie jest przeogromny) napiszę jak wygląda tutaj  egzamin na prawo jazdy.
Teoria -  rozpoznawanie kilku znaków (fakt, nie przesadzają z ich ilością)
Praktyka - fura z automatem, zrobić kółeczko po placu i wrócić w miejsce startu.
Taaa daaaam – i już macie prawko :)
Przed tym robią jakieś badania lekarskie (o to jakie badania trzeba podpytać Marka).
Stan techniczny pojazdów nieco inny niż w Polsce.
Większość ma folię na siedzeniach (ktoś kupił tu 4 letnie auto z folią), ale serwisowane przez "magików" z Indii. Bynajmniej  nie chodzi mi o to, skąd są, tylko co potrafią.
Zacytuję tu mojego kolegę, który naprawiał samochód w AUTORYZOWANYM serwisie.
Mechanik walczył z montażem jakiegoś podzespołu i szło mu to dość marnie.
Po godzinie - błysk w  oku naszego Pomysłowego Dobromira.
Popędził na plac, gdzie stały oddane do naprawy samochody klientów i z coolem na pysku…wymontował potrzebny element.
Całe szczęście, że nie był to np. układ hamulcowy, ale następnym razem…hmmm, kto wie?
Poza tym - potłuczone lampy, zwisające, podrywane przy kolizjach elementy karoserii itd.
A „miśki” ? Miśki są cool, i nie czepiają się o drobiazgi.
Według relacji „Zatokowców ze stażem" to i tak jest niebo a ziemia w porównaniu z tym, jak się tu jeździło 8 lat temu.
Teraz na skrzyżowaniach są kamery, wyłapujące przejeżdżających na  „późnym  żółtym" – ciekawostka tu na żółtym można jechać.
Są poustawiane strasznie sprytnie fotoradary (ukryte w atrapach stojących na poboczu terenówek, które nawet mają włączone światła) – cholernie odporne na wykrycie – nie działają na nie nawet najlepsze polskie antyradary :D
Tak więc i to się powoli zmienia.

wtorek, 26 lutego 2013

Drobne niedogodności

Od przyjazdu minęło już 3 tygodnie, a nadal są pewne kwestie które pozostały nierozwiązane.
Po pierwsze, od początku nie mam Wi-Fi w domu, ale przez pierwszy tydzień Internetu wogóle nie miałem, więc nie narzekam za mocno.
Tylko mnie kręgosłup boli, bo mam za niski stolik do "klepania" na kompie
Po drugie - nie mam nadal telefonu z możliwością dzwonienia na inne numery niż firmowe
Nie mam Iqamy, więc go nie kupię bo do kodu pre-paida trzeba dopisać jej numer.
Utrudnia mi to życie jak cholera, bo muszę dzwonić m.in. do Polski czy Anglii ze względu na projekty, które prowadzę.
Odwołałem się do "najwyższych dostępnych mi czynników", ale .....  nadal czekam na rozwiązanie problemu.
Wodę gorącą mam od kilku dni.
Większość problemów wynika z tego, że w compaundzie wszyscy pracują w tych samych godzinach co ja, a jestem tu na razie sam.
Mam samochód z kierowcą tylko w tygodniu. W weekendy – nie pracują.
Na taksówkę czeka się jak w Warszawie w Sylwestra. Mając tego świadomość wziąłem numer komórki do taryfiarza, jak jechałem na brydża. Zadzwoniliśmy, - telefon wyłączony.
Hitem jest to, że facet zadzwonił na drugi dzień o 7:00 rano i był cały obrażony, jak wiózł mnie następnym razem, że na niego nie czekałem :)
"Osobisty" samochód dostanę  najszybciej jak to możliwe, ponieważ są  inni którzy potrzebują samochodu z kierowcą. Ucieszyli się, żem taki samodzielny i wyrywny za kółko i "fura"  będzie natychmast..... to znaczy nie później, niż za miesiąć :D
No ponarzekałem sobie -  to znowu się czuję Prawdziwym Polakiem :D

poniedziałek, 25 lutego 2013

KSA a język angielski

Podobno w KSA wszyscy się uczą angielskiego jako drugiego języka.
Efekty przypominają jednak wysiłki edukacyjne nauczycieli  języka rosyjskiego za czasów mojej młodości.
Niby uczyli się wszyscy, a mówiło niewielu :)
Tak więc angielszczyzna na poziomie  „efficient” stanowi czasami większą szkodę niż pożytek.
O ile z większością managerów wyższego szczebla porozumiesz się bez problemu, to jak zaczniesz za bardzo „dziwaczyć” w rozmowach z innymi,  to zginałeś bracie jak Andzia w pokrzywach.
Ja nie mam tego problemu, bo mój angielski jest „naumiany” głównie za pomocą lektorów (native speakerów i najczęściej  poza Polską),  którzy kładli nacisk tylko na jeden aspekt – KOMUNIKATYWNOŚĆ.
To czy moja gramatyka doprowadzi do stanu agonalnego purystę językowego – „doesn't matter” :)
Ważne, żebym ja zrozumiał i żeby mnie zrozumieli.
Jednak zdarzają się sytuacje, w których żeby się dogadać muszę stosować „English –pidgin”  połączony z machaniem łapami.
Mam teraz kierowcę Hindusa – Ali Radżę.
Kochani to jest wyzwanie, żeby przekazać o której godzinie mamy być w określonym miejscu, albo że chcę pojechać do sklepu lub na obiad - absolutny hardcore.
Gość jest przemiły, i szalenie uczynny ale to nie Jego wina, że ja nie mówię w urdu :)
On zna urdu i się prawie ze wszystkimi dogaduje :D

Konkluzja - uczmy się języków obcych. Angielski to za mało - teraz pora nauczyć się arabskiego, hindi, urdu,  mandaryńskiego i każdego innego jężyka, który wydaję się bardziej lub mniej przydatny.
Tylko kiedy ja na to znajdę czas ???

niedziela, 24 lutego 2013

..... i dla wizy przedłużenia rzucim się przez morze...

Jako, że czas płynie nieubłaganie musiałem się udać za granicę KSA.
Ważne: jeżeli macie wizę biznesową wielokrotnego przekroczenia granicy musicie opuścić terytorium KSA nie w przeciągu 30 dni, ale co 28, bo tyle dni liczy sobie miesiąc w kalendarzu muzułmańskim.
Nie sugerujcie się tym, co jest napisane w wizie (30 dni) bo tak to tutaj nie działa, i były przypadki wstemplowania „misia” w paszport i zakaz powrotu do KSA na okres 5 lat.
Tak więc, jako że Bahrajn to najbliżej położone obce państwo w okolicy Al.- Khobar o godzinie 16:00 zasiadłem z  kierowcą do samochodu.
Tu kolejna ważna informacja – nawet, jak macie samochód służbowy a nie macie pozwolenia na opuszczenie kraju tym samochodem to Was zawrócą z granicy.
Załatwcie  „permit” na wyjazd za granicę, jak otrzymacie samochód,  bo później wszyscy o tym zapomną a Was czekają kłopoty na granicy.
Ale wracając do tematu – po drodze udaliśmy się na stację benzynową i za 10 SAR (8,40 PLN) mój kierowca zatankował 16 litrów benzyny 95.
Wiem, że o tankowaniu pisałem, ale ceny paliwa zawsze wprawiają mnie w zachwyt i osłupienie.
Później wjechaliśmy na piękny mający 26 km długości.most łączący Arabię Saudyjską i Bahrajn.
Cena za przyjemność podróżowania przez saudyjską cześć tego cudu inżynierii wynosi 20 SAR czyli 16, 80 PLN.
To tylko parę groszy drożej, niż podróż  „wyrobem  autostradopodobnym" na trasie Kraków - Katowice, a widoki niezapomniane.
Praktycznie na samym brzegu budowane są dwa wieżowce.
Droga równa jak stół, dwa pasy w każdą stronę.
Dojechaliśmy do przejścia granicznego- najpierw sprawdzono czy samochód może opuścić kraj, mimo, że za kierownicą siedział Saudyjczyk ubrany jak na Saudyjczyka przystało :)
Później dojechaliśmy do kontroli paszportowej i znowu zaskoczenie.
Pan Pogranicznik rzucił tylko na mnie okiem, natomiast mój kierowca musiał się gdzieś udać w celu sprawdzenia jakiegoś detalu (podobno nie wyrejestrował go system i figurował w nim jako osoba, która jeszcze nie wróciła z Kataru.
Na rubieży pomiędzy Bahrajnem i KSA wypaliliśmy papieroska, i jako, że nie można otrzymać z polskim paszportem żadnego typu wizy na granicy drogowej (co ciekawe, na lotnisku w Manamie, jeżeli macie wizę innego kraju Zatoki dostaniecie bez problemu 2 dniową wizę tranzytową za skromną opłatą bodajże 99$) powróciliśmy do KSA.
Samochód sprawdzono na okoliczność posiadania zabronionych substancji płynnych i bez problemu przejechaliśmy prze most (ty razem bezpłatnie, bo za przyjazd z tamtej strony kasują Was w Bahrajnie.:-)

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony Skyscraper City

Poniżej King Fahad Causeway Bridge - most łączący Arabię Saudyjską i Bahrain 
Długość mostu prawie 26 km


piątek, 22 lutego 2013

Plac zabaw dla dużych chłopców

Tak jak się wczoraj zdeklarowałem przybliżę Wam jak wygląda ośrodek szkoleniowy dla Rescue Teamów w Arabii Saudyjskiej.
W oparciu o moje doświadczenia krajowe spodziewałem się salki z tablicami poglądowymi, kilkoma przekrojami gaśnic, rzutnikiem multimedialnym i prezentacjami.
W sferze ćwiczeń praktycznych – placyku do ułożenia kilku palet, ewentualnie skromniutkiej wanny do pożarów cieczy i hasta la vista, baby. :)
Taaak, ale KSA ma zwyczaj mnie zaskakiwać.
Jak się ktoś za młodu naczytał „Jak Wojtek został strażakiem” a później obejrzał „Ognisty podmuch"  z Robertem de Niro  to znalazł się naprawdę we właściwym miejscu ;-)
Przyjechaliśmy, a tam pachnący jeszcze farbą budynek, świeżo otwarty przez jakiegoś Ważnego Pana Ministra (o czym świadczyły zdjęcia na ścianach z datownikiem).
Salek wykładowych – od groma –wszystkie tematyczne. BHP, pierwsza pomoc, pożarówka.
Wyposażenie multimedialne - pierwsza klasa.
Ale dopiero plac do ćwiczeń praktycznych mnie powalił na kolana.
Poszliśmy się przebrać- a tam w szatni nowiutkie Nomexy do wyboru do koloru, amerykańskie buty pożarnicze, hełmy, jakie tylko dusza zapragnie (nie znalazłem” Kaliszanki”, ale i tak było w czym wybierać)
Aparaty powietrzne  i ucieczkowe Drägera, sprzęt  nurkowy Maresa.
Na placyku: 3 kondygnacyjna komora dymowa, komora rozgorzeniowa,  wydzielone miejsca do ćwiczeń gaszenia wszystkich typów pożarów z gazami włącznie.
W środku – basen do ćwiczeń z ratownictwa morskiego głęboki na jakieś 15 metrów. z symulatorem łodzi otwartych i zamkniętych oraz symulator helikoptera ratowniczego do podejmowania rozbitków lub pracowników z platform wiertniczych.
Na tym zakończę swoją opowieść- za tydzień tam wracam :)

Ośrodek szkoleniowy

Chciałbym mieć w Polsce, choć jeden tak wyposażony ośrodek szkoleniowy jak ten w którym wczoraj byłem. Na szczegółowy opis musicie poczekać do jutra :)

Powrót do przeszłości - czyli Forever Young

Dziś w ramach weekendu pracującego zostałem wysłany na szkolenie Rescue Teamów do specjalnego ośrodka treningowego. Nie byłby w tym nic zabawnego i ekscytującego, gdyby nie fakt, że w takich szkleniach od lat biorę udział nie jako kursant, a jako trener. Mimo tego, że w Szkole Głównej Służby Pożarniczej językiem, który pracowicie studiowałem był rosyjski to przez kilka ostatnich lat życia wbił mi się do głowy spory słowniczek pożarniczy w języku "language". To umożliwiło mi wypełnienie testu kompentencyjnego - wstępnego na pozimie 100% zanim znakomita część współkursantów zdążyła przeczytać pytania ze strony pierwszej  :-)

Kiedy zatwierdzałem plan tego szkolenia, wymusiłem na organizatorze gaszenie praktyczne. Bo tutaj szkolenia w zakresie p.poż nie są integralną częścią szkolenia wstępnego BHP,  tylko osobnym kursem specjalistycznym.
Szkolenie prowadził starszy, przesympatyczny emerytowany policjant dochodzeniówki z Filipin. Nieźle sobie chłop radził, ale zawsze jest jakieś "ale" jak się człowiek uprze :-D
Parę razy zastrzeliłem go pytaniami lub wykazałem niepełną znajomość środków gaśniczych. Ponieważ w SGSP miałem naprawdę niezłego sadystę jako wykładowcę akurat tego zakresu wiedzy, to wpędziłem biedaka na takie pole minowe, że pozwolił mi prowadzić kilka części wykładu, kiedy zauważł mój specyficzny wyraz twarzy (wszyscy, którzy mnie dobrz znają, wiedzą o którą z moich minek chodzi,  a facet szybko sie nauczył ją rozpoznawać :-DDD).  Mieli błąd w materiałach szkoleniowych z gatunku tych, za które na kolokwium wyleciałbym niczym północnokoreańska rakieta za drzwi :-DDD.
Błąd polegał na doborze środka gaśniczego do typu pożarów. Chodzi o pożary typu "A" (ciała stałe pochodzenia organicznego),  ktore chcieli gasić gaśnicą śniegową czyli CO2. Powiedziałem, że jak zgaszą tego typu pożar "śnigówką",  to ja zacznę po powierzchni basenu chodzić :-)
W części praktycznej czułem sie jeszcze lepiej :-).
Ale dam im szansę się odegrać - jest jeden certyfikat, którego jeszcze nie mam (Offshore Survival - niezbędny przy pracach na platformach). Podejrzewam, że moja dzisiejsza upierdliwość zostanie sowicie wynagrodzona :-DDD

środa, 20 lutego 2013

Jak się przeziębić – poradnik dla początkujących „Zatokowców”

Po pierwsze- zachłysnąć się pięknym słońcem i przyjemną temperaturą (było ok. 26-29 stopni przez pierwszy tydzień).
Po drugie – zlekceważyć ochłodzenie do 19-21 stopni, (bo to u nas przecież ciepełko) i chodzić w samej koszuli.
Po trzecie – zlekceważyć pierwsze pociągania nosem i lekki ból gardła i…..proszę bardzo – wizyta w aptece gwarantowana :(

wtorek, 19 lutego 2013

Poszukiwania fryzjera zakończone sukcesem

Pamiętacie, jak szukałem fryzjera w mallu ?
Nie poddałem, i ruszyłem wczraj na dalsze poszukiwania ;-)
Zgodnie z sugestiami udałem się do Pandy - czyli lokalnego hipermarketu.
Jak każe tradycją, niezależnie od tego o której wyjdę z pracy i dojadę w jakiekolwiek miejsce – za chwilę zaczyna się czas modlitwy. Tak też i było tym razem – znalazłem Pana Fryzjera – usłyszałem, że po modlitwie bo miał klienta na fotelu.
Klientowi robił profesjonalne oczyszczanie twarzy ( z parą wodną i w ogóle).
Zdążyłem jeszcze spożywkę kupić i czekam na koniec przerwy.
Na którymś z blogów przed wyjazdem znalazłem informację, że Panowie Fryzjerzy często mają swoje wizje fryzur, a pojęcie "ostrzyc krótko” nie specjalnie znajduje uznanie.
Cóż, ja mam na głowie max 5-6 mm. szczeciny do dużo nie namiesza ;-)
Jak mu się uda namieszać – to też niewielka strata – za dwa tygodnie odrośnie.
Pan grzecznie zapytał co ma zrobić, potem zapytał jeszcze raz, wziął maszynkę założył końcówkę i ponownie zapytał  – ja jednak byłem bardzo zdecydowany. Pan chyba poczuł się lekko urażony, że jego propozycja nie znalazła mojego uznania, ale robotę wykonał perfekcyjnie. 
Później delikatnie acz stanowczo skrytykował stan mojej cery (podobno się świeciła) i w ramach promocji dla nowego klienta namaścił jakimś kremem.
Po zakończonym zabiegu  położył mi na twarz gorący ręcznik.
Bajka, jak z amerykańskich filmów – do wyrównania boków i ogolenia szyi użył jednorazowej brzytwy.
Podsumowanie odnośnie doświadczeń w tym obszarze innych osób piszących z Zatoki:
Tak - Panowie Fryzjerzy próbują forsować swoje koncepcje.
Nie  potrafią ostrzyc krótko zgodnie z życzeniem klienta.
Cena za tę przyjemność? Razem z maseczką i gorącym ręcznikiem - 45 riali.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Podział zadań

      Normalnie nie przeszkadza mi ścisły podział zadań w firmie.
Założenie jest takie - jeżeli firma płaci managerom konkretne pieniądze za myślenie,  to oni mają mysleć, organizować, egzekować i robić to wszystko co osoba kierująca robić powinna
Manager nie musi zajmować się drukowaniem materiałów na spotkania, zanoszeniem potrzebnych dokumentów do innych managerów, nawet kawę dostarcza się managerom do pokoju.
I OK, nawet mi się to podobało - ja mowię, a osoba predystynowana do wykonania tak skomplikowanej roboty ją wykonuje, ja zajmuję się opracowywaniem strategii i rozdzielam zadania.
Dziś jednak pierwszy raz prawie wyszedłem z siebie.:-)
System obrócił się przeciwko mnie.
  
      Kazałem od razu, pierwszego dnia  zrobić porządek z niesprawnym sprzętem. Po słuchaniu przez półtora tygodnia "ok, ok boss" wczoraj wyznaczyłem ostateczny termin realizacji zadania na dziś.
Okazało się,  że sprawa jest "so complicated" i że się nie da bo to, bo tamto. No po prostu jakbym mu kazał w przydomowym ogródku zbudować elektrownią jądrową za pomocą młotka, przecinaka i kłębka drutu. Wziąłem pracownika ze sobą i poszliśmy do innego działu. Okazuje się, że problem można rozwiazać praktycznie od reki.
      Ale, ale  ..........   ktoś musi ten sprzęt zanieść do samochodu. Mój pracownik nie może, bo on jest zbyt ważny, aby wykonywać takie czynności. Pracownik działu numer 2 też nie może, bo to nie jego bajka, może jedynie zlecić zawiezienie i przywiezienie sprzętu. I dawaj szukać osoby, która jest predystynowana do wykonania takiej skomplikowanej czynności jak zaniesienie czegoś do samochodu.
Dym mi poszedł z uszu - złapalem sprzęt i pytam gdzie go zanieść ? do windy czy do samochodu ?
No i się wtedy zaczęło  ...........  bieganie w celu znalezienia osoby,  ktora jest odpowiedzialna za zaniesienie sprzętu ...........

      Obaj pracownicy (ten mój i ten z drugiego działu) popedzili do windy wjechali 2 piętra wyżej do managera działu numer 3. zapytać kto jest predystynowany do wykonania tak "trudnego i odpowiedzialnego" zadania.
Wrocili  z ................ asystentem managera działu numer 3 i we trójke zaczeli szukac osoby, ktora.  ........... (no już wiecie co miała zrobić - oczywiście zanieść sprzęt do samochodu)

Po pół godzine znaleźli i sprzęt  szczęśliwie udał się do serwisu.
      Ja staram się dojść do siebie.  Tak - kawę  mi przynieśli do biurka - osoba od przynoszenia kawy ...........byla dostępna

niedziela, 17 lutego 2013

Zakupy w Dhahran Mall (post ze specjalną dedykacją dla Nessuno, Potarganej, Misteg i wszystkich miłośników zakupów)


 
Jako że lata temu zrezygnowałam z noszenia długich włosów na rzecz fryzury zbliżonej do tej preferowanej przez większość armii świata po prawie dwóch tygodniach od ostatnich postrzyżyn wpadłem na pomysł odwiedzenia przybytku kultu niewiast wszech krajów i wszech kultur  - salonu fryzjerskiego w centrum handlowym "Mall of Dhahran"
Skromny ten budynek jest widoczny z odległości około 3 km i przy nim np. takie Centrum Handlowe w Jankach wygląda jak Gminny Ośrodek Zdrowia.
Jednak nie dane było mi od razu skorzystać z uroków tego przybytku, ponieważ nastąpił czas modlitwy.
W kulturze Islamu nie ma stałych pór modlitw - są one związane z realnymi porami dnia – czyli pierwsza modlitwa o wschodzie słońca a ostatnia przy jego zachodzie. Sposób wyboru godziny modlitwy jest ściśle określony i codziennie pora ta się zmienia.
Tak więc wpadłem do centrum handlowego a tam wszystkie sklepy właśnie są zamykane i pracownicy udają się na modlitwę.
Wykorzystałem ten czas na penetrację i lokalizację potencjalnych miejsc wartych odwiedzenia, co by zadośćuczynić prośbom moich Szanownych Koleżanek i ceny produktów różnorakich, acz luksusowych im sprawdzić.
Znam się na tym jak kura na pieprzu, ale co tam ... :)
Znalazłem sklep kosmetyczny. Hala potężna a ja z biednym Asifem (mój kierowca) sami otoczeni hordą spragnionych zakupów…....   Pań oczywiście chciałem napisać ;-)
Zaatakował mnie od razu bardzo uprzejmy sprzedawca, więc nieśmiało zapytałem o jakieś męskie perfumy, bo na szczęście o tym mam niejakie pojęcie.
Duuuższy błąd – Pan zaczął oprowadzać mnie po tym lotnisku, pokazując produkty wszystkich najlepszych marek. Wyhamowałem go zapytawszy o cenę Chanel Egoist 100 ml.
Cena – drobiazg – 540 riali.
Dalej nie było wcale lepiej – wszedłem do sklepu CK.
Zobaczyłem całkiem fajne bokserki. Cena 275 riali.
Buty wyjściowe Geoxa – 750 riali.
Ku wielkiej uldze Asifa odpuściłem sobie wizytę w sklepie Bossa – to co zobaczyłem już mi wystarczyło.
Później tylko dzięki czujności mojego Kolegi uniknąłem kłopotów – nie wtargnąłem do części zarezerwowanej tylko dla kobiet (jakby cała reszta była dla facetów :-DDD).
Moja konkluzja po dzisiejszym dniu - Saudyjczycy to bardzo mądrzy ludzie - zawsze mogą powiedzieć żonie – „Moja droga, nie mogę zobaczyć tych koszuleczek, bluzeczek, torebeczek  i  nie, wiem czy  wyglądasz w tym dobrze BO MNIE TAM NIE WOLNO WEJŚĆ
I Panowie  myk, myk do stoiska Ferrari, Omegi albo innego z gadżetami dla facetów.
Czy się ostrzygłem ?
NIE!!!
W tym przepięknym budynku nie przewidzieli fryzjera męskiego ;-)

Zimno jak w psiarni czyli jak się człowiek szybko przyzwyczaja do dobrego



Dziś od rana pogoda mnie nie rozpieszczała.
Smutno, ponuro, słońca jak na lekarstwo i wieje jak cholera.
Podczas przerwy na papierosa (mam na swoim piętrze taki malutki taras wielkości lotniska dla awionetek) wyszedłem tylko w koszuli a tam tak duje, jakby się kto powiesił.
Wypaliłem skulony, trzęsący się i jak niepyszny wróciłem błyskiem za biurko.
O 17:00 kiedy nastąpił czas powrotów jak nie lunie (wg oceny bardziej obiektywnych osób, jak np. Iwonka było to tylko kilka kropel deszczu przez parę minut). Normalnie – zamróz i poniewierka.
Ja galopem w zapiętej „pod szyję” marynarce do samochodu i ………spojrzałem na termometr.
Temperatura na zewnątrz ……..21 stopni Celsjusza ;-)

sobota, 16 lutego 2013

Fog or smog czyli pogoda zmienną jest

Sobotni poranek Wam kojarzy się z początkiem weekendu.
Dla nas - z jego końcem.
Dziś rano, oczekując na mojego kierowcę wyjrzałem przez okno  i stwierdziłem, że muszę poprosić o umycie okien bo nic nie widzę przez szyby.
Ale nie – to tylko mgła jak mleko. Ruszyliśmy w kierunku firmy a na drodze Apokalipsa.
Wygląda na to, że samochody w Saudi nie mają świateł przeciwmgielnych albo nie jest przyjęte ich używanie. Do sygnalizowania swojej pozycji na drodze używa się ….świateł awaryjnych.
I bądź człowieku mądry i pisz wiersze kto gdzie ma zamiar pojechać ... ?
Efekt - kosmiczny korek, a po drodze – kilka spektakularnych  "dzwonów".
A później ...  znowu piękna pogoda jak w lipcu w Polsce (jak lato jest łaskawe).

Saudyjczycy



Bardzo mili, uśmiechnięci,  z doskonałymi  manierami i wielką kulturą.
Wymagają szacunku oraz respektowania ich praw i zwyczajów zdecydowanie bardziej restrykcyjnie niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni w Europie.
Fakt bycia obcokrajowcem nie jest powodem do pobłażliwego traktowania i taryfy ulgowej.
Nie spotkałem się z traktowaniem z góry, o czym słyszałem lub czytałem na innych blogach.
Może to wynikać ze środowiska w jakim pracuję - jestem jedynym Europejczykiem w firmie.
Wszyscy starają się mi nieba przychylić i są w stosunku do mnie bardzo troskliwi. 

Ich kultura wymaga przywiązywania wielkiej uwagi dla wypowiadanych słów oraz bardzo uważnego słuchania tego, co Wam chcą powiedzieć.
Nie spotkacie się tutaj z wypowiedzianą wprost krytyką Waszych niewłaściwych zachowań.
Tutaj wymaga się od Was zrozumienia aluzji, bo zwrócenie komuś uwagi jest przejawem złego wychowania.

Myślę, że najprościej będzie na moim własnym przykładzie. 
W środę, czyli ostatni dzień przed weekendem tak jak w większości dużych firm czy korporacji  na świecie obowiązuje „Casual Day” – czas mniejszej dyscypliny w ubiorze.
Mając w perspektywie wyjazd na budowę założyłem bojówki, bluzę z długim rękawem (ważne – łokcie i kolana w Arabii Saudyjskiej muszą być zakryte – tak stanowi i zwyczaj i prawo)  pojechałem do firmy zabrać resztę rynsztunku czyli Catepillary (buty) na łapy, okulary ochronne w wersji lustrzanka oraz kask. Zanim się do końca wyposażyłem spotykam mojego kolegę , który pracuje na równorzędnym stanowisku z moim.
Bo bardzo serdecznym powitaniu usłyszałem – „ O -  widzę, że się wybierasz na budowę”.
I tak umarły moje marzenia o bojówkach i bluzie w pracy w środę – mogę zdjąć marynarkę i krawat, zmienić spodnie na inne niż garniturowe, ale to już wszystko na co mogę liczyć.
Tak właśnie to działa – nikt Wam nie powie wprost: "Stary, tak nie przychodzimy do pracy mimo „casual day” – na twoim stanowisku wymagamy jednak zachowania pewnych standardów ubioru”.
I nie ma znaczenia, że pracownicy niższego szczebla nawet na co dzień chodzą w jeansach, bluzach i w klapkach.

Kobiety w Arabii Saudyjskiej są otoczone szacunkiem i troskliwą opieką, tylko okazywaną inaczej niż w naszej kulturze.
Moja firma jest bardzo liberalna jak na warunki saudyjskie – zresztą Prowincja Wschodnia jest zdecydowanie bardziej „rock&rollowa"  niż np. Riyadh.
Pracują z mami kobiety – część w wydzielonej strefie, do której faceci nie mają wstępu, ale jest także grupa kilku pań, które pracują  w sekretariatach działów i mają stały kontakt z pracownikami firmy.
Można się oczywiście grzecznie przywitać, porozmawiać chwilkę o pogodzie ale na tym doradzałbym zakończenie nieformalnych kontaktów.
Istotne jest zachowanie w windach – jeżeli windą jedzie sama kobieta lub ich grupa to raczej poczekajcie na następną windę, chyba że sama Wam zasygnalizuje, że nie ma nic przeciwko Waszemu towarzystwu.
Inaczej możecie się wpędzić w poważne kłopoty - wejście do windy mimo braku akceptacji albo wręcz zlekceważenie sygnału „nie może doprowadzić do konsekwencji karnych.
W tym przypadku prawo jest naprawdę bardzo surowe.
Kobietom w Arabii Saudyjskiej nie wolno prowadzić samochodów.
Ale patrząc na sceny na drogach wcale się nie dziwię. Odezwie się teraz we mnie męski szowinizm i narażę się wojującym feministkom, ale rozumiem i w pełni popieram Saudyjczyków ;-)

piątek, 15 lutego 2013

Ruch drogowy w Arabii Saudyjskiej

Wbrew moim wyobrażeniom nie wszyscy Saudyjczycy jeżdżą Bentleyami z platynowymi klamkami ;-) 
Ruch drogowy w Arabii Saudyjskiej jest  ……  intrygujący.
Nie jest prawdą, że nie używa się  kierunkowskazów.
Często jednak włączony np. lewy kierunkowskaz nie oznacza chęci skrętu w lewo lub zmiany pasa na lewy.
Może oznaczać wszystko – od chęci skręcenia w prawo, po fakt, że kierowca zapomniał wyłączyć migacz.

Skręt z prawego pasa w lewo ?
Żaden problem. I w tym miejscu ważna jest inna informacja – "mistrzami kierownicy" są bardzo często Hindusi i Pakistańczycy. Ich styl prowadzenia samochodu przypomina połączenie stylu jazdy warszawskiego cwaniaka i przedstawiciela handlowego sprzed 10 lat z umiejętnościami sieradzkiego kapelusznika. (mam nadzieję, że nikt z Was  nie obrazi się za takie porównanie)

Poniższą informację powtarzam za doświadczonymi „zatokowcami” – w przypadku kolizji z Saudyjczykiem nawet w przypadku jego ewidentnej winy (no może poza wjazdem w tył Waszego samochodu, ale na to też nie ma gwarancji) macie w kontakcie z Policją szansę na to, że nie Wam zostanie przypisana wina mniej więcej taką jak bałwan w piekle.

Wynika to z prostej rzeczy – Panowie Policjanci nie zawsze znają angielski w stopniu umożliwiającym pełne zrozumienie Waszego tłumaczenia, natomiast z Saudyjczykiem rozmawiają w języku ojczystym i to Jego wersja zdarzenia trafi do raportu ;-)

Jednego dnia widziałem dwa "kwiatki" - oba w wykonaniu Saudyjczyków.
Pierwszy – pan w wieku średnio-średnim jadąc bardzo ładnym, nowiutkim Cadillac”iem w korku pisze oburącz SMS-a. Efekt oczywisty – bliskie spotkanie 3 stopnia z tyłem poprzedzającej go Toyoty.
Przypadek drugi – młody Saudyjczyk w Dodge Viperze jedzie idealnie zgodnie z przepisami, gdzie maksymalna dopuszczalna prędkość w KSA to 120 km/h.
Przecież każdego z nas by powiodło na pokuszenie, żeby na w miarę pustej trzypasmówce wcisnąć pedał gazu do oporu :)

Wielkim problemem nawigacyjnym jest bardzo duża ilość istotnych lokacji pozbawionych adresów.
Adres podaje się bardzo często na zasadzie „ Wedle rosochatego dębu, gdzie się latoś łońskiego roku stary Maciaszczyk obwiesił
Tak więc bardzo ważne jest planowanie trasy za pomocą map Googla, które jest dobrze wydrukować i liczyć zjazdy i skrzyżowania mając nadzieję, że któraś z ulic ma nazwę lub numer.

Jeżeli macie możliwość – przez pierwszy tydzień – dwa starajcie się korzystać z usług firmowych kierowców i uczcie się zasad ruchu – np. jak ktoś się wciska to nie udowadniajcie mu, że to Wy jesteście na prawie.
On i tak wjedzie ....   a co do kontaktów z drogówką - czytaj wyżej.
Wszystkie zdarzenia drogowe muszą być zgłoszone drogówce.
Szczególnie jeżeli jedziecie służbowym samochodem i jesteście expatami.
Stracicie na to mnóstwo czasu – ponieważ takich zdarzeń jest naprawdę bardzo dużo, a poza tym wydaje mi się że dugi czas dojazdu drogówki ma też element wychowawczy .
Następnym razem dwa razy się zastanowisz, czy naprawdę się tak spieszysz mając w perspektywie godzinkę czy dwie czekania na ich przybycie.

Saudyjczycy część stłuczek załatwiają między sobą przepraszając się wzajemnie, życząc sobie dobrego dnia i odjeżdżając każdy  w swoją stronę.  Takiego podejścia do "stłuczki" bardzo im zazdroszczę.

Dużo wypadków jest z udziałem bardzo młodych kierowców w bardzo dobrych samochodach – ale to akurat nie jest specyfiką tylko KSA.

Kolejna kwestia – reakcje na zachowanie innych kierowców.
Typowa reakcja polskiego wściekłego kierowcy – z machaniem rękoma i komentowaniem moralności przodków adwersarza, szczególnie po kądzieli  - tu się nie sprawdzi.
Po pierwsze - tracicie twarz, po drugie jak zbluzgacie kogoś po angielsku używając najpopularniejszych zwrotów w języku angielskim może się to skończyć aresztowaniem za obrazę moralności.
Za to można dostać deport, porcję batów lub odsiadkę.

Lepiej przecisnąć klakson na drugą stronę kierownicy ;-) Tak tu robią wszyscy i jest to akceptowana forma wyrażenia swojej dezaprobaty :-D

Most  pomiędzy Arabią Saudyjską a Bahrainem (zdjęcie pochodzi z Wikimapii)

Ważne słowo – Saudyzacja



Ostatnimi czasy w krajach GCC (Gulf Cooperation Council)  został wdrożony system kształcenia i aktywizacji zawodowej obywateli poszczególnych krajów Zatoki. Tak więc jest saudyzacja, kataryzacja, emiratyzacja itd.

Z czego się to moim zdaniem bierze i jakie ma dla nas konsekwencje?

Dla nas, Europejczyków i Amerykanów raczej żadne.  
Po prostu z Europy czy z Ameryki firmy w GCC sprowadzają tylko wysokokwalifikowanych specjalistów, których brakuje na rynku i nie stanowimy konkurencji ani zagrożenia na rynku pracy dla tutejszych specjalistów bo praktycznie wszyscy sa „zagospodarowani”.
Problem dotyczy  pracowników wykonujących najprostsze prace (sprzątaczki, kierowcy, robotnicy budowlani) którzy przyjeżdżają tu z Indii, Pakistanu, Sril Lanki czy Filipin.


Rządzącym chodzi o zmuszenie ludzi do podjęcia pewnego wysiłku, a nie tylko oczekiwania na wsparcie.
Nawet prace, które mogą się Wam wydać bezsensowne i niepotrzebne służą jednemu celowi – zmuszeniu człowieka do pewnej dyscypliny zawodowej, wstania rano z łóżka, spędzenia ośmiu godzin na robieniu czegoś pożytecznego, a nie na oglądaniu kolejnych odcinków lokalej wersji „Klanu”.  
Powoduje to również wzrost szacunku dla pieniądza i pracy innych. 
Moim zdaniem to doskonały pomysł na aktywizację zawodową społeczeństwa.

Polska grupa w Al.-Khobar



Dla przybywających tu „żółtodziobów zatokowych” ogromnym wsparciem i kopalnią wiedzy są Iwonka  i Robert. 
Pomogli mi zrobić zakupy, pokazali najważniejsze miejsca w okolicy, przekazali niezbędne informacje, których na próżno będziecie szukać na stronach MSZ czy w Ambasadzie.
Zawieźli mnie do banku, żebym wymienił walutę bo mimo stałego kursu riala do dolara w sklepach można płacić tylko rialami. 
I wszystko to w środę – czyli tutejszy odpowiednik naszego piątku, kiedy Robert podpierał się już nosem ze zmęczenia po całym tygodniu pracy.
Naszym „kaowcem” jest Rysiu – człowiek - instytucja, posiadający informacje o wszystkich ważnych i interesujących wydarzeniach w Al.-Khobar.
Nie bez znaczenia jest jego długoletni pobyt w Arabii Saudyjskiej.
Wokół tych trzech osób koncentruje się życie sporej części polskiej „community” w Al.-Khobar.
Dzięki ich pomysłom nie popadniecie w weekendową depresję, bo zawsze znajdą coś ciekawego do zrobienia.


Lotnisko



Po przylocie warto się wykazać czujnością i refleksem, jak przy starcie do promocyjnych zakupów (polecam film instruktażowy - Kabaret Ani Mru Mru - "Otwarcie hipermarketu").
Za pierwszym razem odprawa zajmuje to dość dużo czasu –  musicie stanąć do właściwych okienek.
Ja się wykazałem „czujnością rewolucyjną” i  w kolejce byłem 15.
Za mną przycwałowało ok. 600-800 osób :) .
Jeśli na odprawie będzie fajna obsada i szybko obsłużą obywateli GCC dla których jest osobna kolejka to możecie przejść odprawę tak jak ja – w 15 minut
Przy złych wiatrach ta zabawa może zająć (w skrajnych przypadkach) do 4 godzin.
Procedura obejmuje pobranie odcisków palców, zrobienie zdjęcia i dość skrupulatną kontrolę dokumentów połączoną z wywiadem.
WAŻNE – wypełnijcie formularze wjazdowe, które wręczą Wam stewardessy na pokładzie. Dlatego warto jest mieć długopis na podorędziu.

Powitanie



Po pierwszym tygodniu pobytu w KSA chciałbym dołożyć swoją "cegiełkę" do informacji o Arabii Saudyjskiej. Mam nadzieję, że okaże się ona przydatna dla osób mających zamiar przybyć do tego kraju.

Sam korzystałem z cennych informacji na temat różnic, jakie panują między Polską i Arabią Saudyjską zawartych na blogach osób przebywających tutaj od dłuższego czasu.
Moje spostrzeżenia mogą dać Wam obraz odczuć człowieka który przeniósł się tutaj bez jakichkolwiek doświadczeń w Zatoce, przez to bardziej przypominają one znaną Wam zapewne bajkę „Marceli Szpak dziwi się światu”
Większość osób rozpoczęło pisanie blogów mając już przynajmniej kilkumiesięczne doświadczenia i dlatego pewne mniej odciskające się w pamięci zdarzenia uległy zatarciu


A to sem ja z Małżonką :)

środa, 6 lutego 2013

Polskie placówki dyplomatyczne w Arabii Saudyjskiej

Ambasada RP
Abdullah Bin Dżafar Street, House No.20
Al-Woorood District Riyadh (Rijad)
Adres pocztowy Ambasady: 

Embassy of Poland, Riyadh, Saudi Arabia
P.O.Box 94016, Riyadh 11693
tel. (00966-1) 4549274, 4508889; fax: (00966-1) 4549210
e-mail: rijadamb@shabakah.net.sa
www.polandembassy.org.sa

Wydział konsularny: tel. (00 966-1) 4549274

Konsulat RP w Jeddah (
Dżudda)
Konsul Honorowy: Szejk Hassan Attar (arabski, angielski)
tel. +(966-2)55617855 lub +(966-2)6484811
fax. +(966-2)6484705
e-mail: hattar@sbm.net.sa
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...