sobota, 30 listopada 2013

Śniadanie w doborowym towarzystwie czyli pierwsza w nocy, a ja już w domu :)

Wielu Polaków, w tym także moi serdeczni Znajomi wybiera się na święta do domu, to wdepnąłem rano na śniadanie z myślą, że nie będę za długo przeszkadzał, bo przecież trzeba się spakować, przygotować do wyjazdu  itp.
Ale jak zaczęliśmy „śniadaniować” to się zrobiła 3 po południu, część ekipy poszła jeszcze do sąsiadów na amerykańskie Święto Dziękczynienia, a my  na spacer.
Ale przecież nie pójdę do domu głodny i  bez obiadu mnie nie wypuszczą.
To zjedliśmy przepyszny gulasz z warzywami i prawdziwą kaszą gryczaną,  później były gołąbki ale przyrządzone nieco inaczej, bo w tutejszą kapustę nie da się mięska owinąć (liście są nieduże) - więc kapusta trafia do  środka.
W smaku – rewelacja.
To jeszcze pogadamy, bo gdzie tu się spieszyć.....
Za „chwilę” telefon, żebyśmy przyszli.
Na pytanie „a co z  pakowaniem ?” usłyszeliśmy, że mamy nie filozofować i przychodzić.
To posiedzieliśmy „chwilkę” i już o pierwszej w nocy skończyliśmy spotkanie.
Jak jeszcze trochę poprzebywam na tak smakowitej diecie to będę dwa miejsca w samolocie zajmował :)

Fajnie jest mieć takich ludzi przy sobie, gdzie atmosfera jest taka, że wchodzisz na pół godziny a wychodzisz po ponad 12 z uczuciem  doskonale spędzonego czasu.


piątek, 29 listopada 2013

Karuzela z Iqamami czyli dalej nie mam papierów

Papierów dalej nie ma, paszport i starą Iqamę wysłali do Al-Hasa, bo tam rodzina mojego Bossa ma duuużo więcej do powiedzenia niż w Al.-Khobar.
A dzisiaj mój kolega wysłał mi artykuł z „Arab News”, że osobnicy nie posiadający Iqamy (w sensie oryginału) będą karani mandatami.
Za pierwszy raz 1000 SAR, za drugi promocja podwójna – 2000SAR, za trzeci – potrójna czyli 3000SAR.
Za pracę bez zezwolenia kobiet i dzieci przewidziane są takie same kary.
Ale problem leży w większości przypadków po stronie … urzędu, bo nie ma wystarczającej ilości „plastików” żeby wydrukować Iqamy.
Mnie mój dzielny HR do mojego skanu starej Iqamy dorzucił wydruk ze strony Jawazat czyli urzędu odpowiedzialnego za wydanie dokumentu.
Powiedziałem, że jak mnie zatrzymają to firma pokryje koszty mandatów, a jeżeli do końca przyszłego tygodnia nie dostanę papierów to przestaję przychodzić do roboty, a oni niech mi płacą.
To nie moja wina, że nie potrafią rozwiązać tego problemu.
Poczytajcie komentarze, jaka się jatka zrobiła.
http://www.arabnews.com/news/483756

http://www.arabnews.com/news/483756
Źródło


czwartek, 28 listopada 2013

A jednak się dalej zmienia czyli HyperPanda po nowemu

Wreszcie skończyli rozbudowę mojej ulubionej (bo najbliższej) HyperPandy.
Dołożyli ciuchy, buty i mnóstwo innych ciekawostek, ale z rzeczy mnie interesujących – niewiele przybyło.
Jest jednak jedna zmiana i to poważna.
Nie ma już wydzielanych kas „Family only
I podobnie jak w Danube panie pracują na kasach dla wszystkich.
Jest też kolejny pomysł aktywizacji zawodowej  saudyjskich kobiet i to kobiet niepełnosprawnych.
Zatrudnienie osoby niepełnosprawnej płci pięknej, niezależnie od stanowiska liczy się to jak zatrudnienie czterech Saudyjczyków.
To jest ogromna motywacja dla biznesu, szczególnie prywatnego.
Dodatkowo – w sklepach dla kobiet znajdzie zatrudnienie kilka tysięcy osób, bo obsługa musi być żeńska.
I pomyśleć, że od właśnie tego postulatu Pań zaczęły się zmiany w podejściu Arabii Saudyjskiej do zatrudniania kobiet.
Bowiem sprytne tutejsze niewiasty, które chciały się wyrwać z domów i zająć pracą zawodową użyły takiego argumentu:
Jak mamy czuć się komfortowo w sklepach np. z damską bielizną, kiedy obsługują nas mężczyźni ?"
I na takie dictum najwięksi konserwatyści i przeciwnicy pracy kobiet argumentu już nie mieli :D
Mają również powstać programy aktywizacji zawodowej kobiet, chcących pozostać w domach.
Jak na Saudi - kolejna rewolucyjna zmiana.
Dla większości z Was to nie jest nic nadzwyczajnego, ale jak sobie uświadomicie że jeszcze kilka lat temu kobieta pracująca poza domem to był pomysł zupełnie nie do przyjęcia to wtedy zrozumiecie jaki to jest postęp.


środa, 27 listopada 2013

Poszukiwanie nowych dróg czyli eksploracje ciut nieudane

Mając na głowie trochę mniej „wizyt duszpasterskich”, a i biurwienie też jakby dało się opanować postanowiłem poszukać dróg alternatywnych do miejsc, w które muszę się często udawać.
Wpadłem na genialny pomysł objechania centrum Dammam, które jest notorycznie zakorkowane.
Udałem się tedy drogą na Jubail przez Dhahran, którą jeżdżę dość często (jest to obwodnca Dammam).
Należało tylko znaleźć alternatywny wjazd za centrum na autostradę do Hafer Al – Baten.
Tak, łatwo powiedzieć – znajdź właściwy zjazd.
Są one oznakowane- nazwą firmy lub instytucji, lub odleglej o dobre kilkanaście kilometrów dzielnicy.
I też kombinuj.
Znalazłem drogę, którą z racji odległości od Dhahran uznałem za właściwą.
Błąd – po przejechani ponad 50 km. znalazłem się w miejscu odległym od firmy o jakieś 8 km.
Oczywiście – w samym środku korków, które chciałem sprytnie ominąć.
Nie zrażony tym niepowodzeniem zacząłem szukać jeszcze jednej drogi do Jubail.
I znalazłem:)
Jechało się szybko, bo bezradarowo i dużo puściej na drodze.
Problem się zaczął w samym Jubail.
Oznakowanie od tej strony tragiczne.
Kiedy Hafiz zapytał jakiś gości o możliwość dojazdu to nas wysłali na drogę, która była zamknięta.
Wtedy na własna intuicję pojechaliśmy i....  udało się.
Chcieliśmy wrócić tą drogą. ale nie znaleźliśmy na nią powrotnego wjazdu.
Przestaję narzekać na oznakowania dróg w Polsce.

Źródło

wtorek, 26 listopada 2013

Hussein czyli człowiek do zadań specjalnych

Nie wyobrażam sobie załatwienia czegokolwiek w tutejszych urzędach (a tak po prawdzie to – w żadnych urzędach)  bez fachowej pomocy.
Na szczęście – w domu pomaga mi Ola, wiedząc, że to jest zdrowsze rozwiązanie, tutaj dopiero takiego wsparcia musiałem poszukać :)
I mam – dotarłem do człowieka, dla którego wszelkie instytucje publiczne w KSA są niemalże drugim domem.
Mimo tego, że Królestwa są moim zdaniem zarządzane sprawniej, to po saudyzacji urzędów i to w 100% przestało się to sprawadzć.
Jak już wiecie – muszę załatwić saudyjskie prawo jazdy.
A co ciekawe, teoretycznie - nie musiałbym.
W polskim międzynarodowym prawie jazdy Arabia Saudyjska  nie jest wymieniona jako państwo uznające ten dokument, ale już w niemalże identycznej książeczce ale z Republiki Południowej Afryki w oparciu o tą samą konwencję Arabia Saudyjska jest i to od 1949 roku (ale uznaje prawo jazdy tylko ”męskie”).
Ale lepiej mieć jedno prawo jazdy w zapasie, zwłaszcza takie oryginalne 
To wezwałem na pomoc Husseina, bo uznałem że sam nie podołam wyzwaniu, które opisał Marek.
Dałem książeczkę międzynarodowego ”prawka”, skopiowaliśmy polskie prawo jazdy, zdjęcia zeskanowaliśmy i poszły na papier fotograficzny.
Dziś –dokumenty pojechały do tłumacza – reszta- jest szansa, że będzie jutro. 
Także kibicujcie Husseinowi i mnie – bo już minęły 3 miesiące, jak mam (teoretycznie) Iqamę i już powinienem posługiwać się lokalnym dokumentem.
Źródło

poniedziałek, 25 listopada 2013

Fryzjerzy w Bahrajnie czyli jak to jest z tą tolerancją

Poskarżyłem się Markowi, który wcześniej przeczytał mój wpis o fryzjerze w Saudi i stwierdził, że ma dobry zakład fryzjerski w Manamie.
Cosik się podśmiewał, ale że człowiek z niego z gruntu radosny, to przyjąłem, że to efekt tego, że nas syndrom dnia poprzedniego powoli zaczął opuszczać :)
Po załatwieniu innych spraw związanych z Jihanowo-Markową flotą samochodową udaliśmy się na postrzyżyny, bo i Marek pewnej konserwacji swojej fryzury wymagał.
Dojechaliśmy a tam przed wejściem stoi trzech niedużych facetów z Filipin, którzy mieli akurat przerwę na fajkę.
I doznałem lekkiego szoku poznawczego.
Wiecie, co generalnie mówi się o orientacji seksualnej fryzjerów :D
W ich przypadku to 100% prawda i absolutnie się z nią nie kryją.
Były to trzy najbardziej „przegięte ciotki” jakie w całym swoim długim życiu widziałem.
Jak się komuś nie podoba to określenie i uznaje je za obraźliwe spieszę donieść, że takiego określenia używa jeden  mój znajomy, który „heteronormatywny” nie jest, także oburzenie kierujcie w Jego kierunku :P
Jeden z Panów już się miał brać za strzyżenie mego łba, ale został odsunięty od tej czynności przez drugiego, który ewidentnie poczuł do mnie miętę.
Marek mało się ze śmiechu nie zaczął turlać po salonie.
Tak, On ma fajnie, bo „chłopcy” wiedzą, że za niestosowne zachowanie Jihan by ich wyprostowała, a mnie nie miał kto bronić
Siedze „lekko” spięty a gość mnie zaczyna podrywać.
I weź tu człowieku coś zrób, jak nie chcesz zrobić popeliny.
Całe szczęście, że moja fryzura nie wymagała zbyt dużych wysiłków, ale i tak miałem propozycję masażu i nie obyło się bez mycia włosów oraz komentarzy, że taki spięty jestem i wyglądam jakbym go chciał pogryźć.
I – przypominam- jest to miejsce kilkanaście kilometrów od granicy z jednym z najbardziej surowych obyczajowo krajów.
Nie mam pojęcia jakie byłyby losy tego zakładu w Polsce, a tam sobie spokojnie działa i nikomu to nie przeszkadza.
Co raz bardziej zadziwia mnie Zatoka.



niedziela, 24 listopada 2013

Poradnik emigranta

Zgodnie z poprzednim wpisem - "wspólnie i w porozumieniu" wprowadzamy "Poradnik emigranta" czyli  "Jak przeżyć w Arabii Saudyjskiej bez zbędnych problemów" (link w kolumnie po prawej stronie) - Marek napisał już tekst o umowach o pracę.
Konsultacji prywatnych udzielamy w szczególnych przypadkach - cennik w przygotowaniu.
Wynagrodzenie za konsultacje płatne w następującej walucie: kabanosy, czekolady Wedla, Majonez Kielecki, pasztety drobiowe, ogórki kiszone, polski chleb,  smalec ze skwarkami (może być z gęsi), żurek i barszcz biały  :)

Jednym z elementów, o którym zapomniał Marek jest to, czy macie "single status" czy "family status". Przyjęcie tego pierwszego utrudni Wam lub nawet uniemożliwi sprowadzenie rodziny tak po prostu. Owszem, sam pomogłem mojemu podwładnemu w sprowadzeniu żony z Pakistanu.
Jednak w przypadku "single status" za większe mieszkanie musicie zapłacić sami,  w przypadku osób "dzieciatych" możecie zapomnieć o pokryciu przez firmę kosztów edukacji dzieci, a tanio nie jest szczególnie w szkołach brytyjskich czy amerykańskich.

sobota, 23 listopada 2013

Manama po raz drugi czyli co z Markiem wymyśliliśmy

Tak, wizyty u Jihan i Marka skutkują nie tylko konsumpcją dóbr zabronionych w Arabii Saudyjskiej, ale i nowymi pomysłami mającymi dać nową jakość prowadzonym przez nas blogom.
Marek zaproponował wprowadzenie na obu blogach poradnika z cyklu ”Jak przeżyć w Arabii Saudyjskiej bez zbędnych kłopotów”.
Będzie o tym  np: jak i gdzie otworzyć konto bankowe, jak, gdzie  i po jakim czasie wymienić prawo jazdy, kupić samochód, wykupić ubezpieczenia, wynająć mieszkanie w Bahrajnie czy przeczytać ze zrozumieniem kontrakt, jaki Wam zaproponują.
Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania, na które chcielibyście uzyskać odpowiedzi - wpisujcie je w komentarzach.

Źródło

czwartek, 21 listopada 2013

Cierpliwość do idiotów to nie jest moja mocna strona czyli szukam nowego fryzjera

Nastał termin postrzyżyn, więc poszedłem do fryzjera.
Ale zamiast tego, który zawsze mnie strzygł jest jakiś jego kuzyn, bo gęby mają podobne.
Tamten przynajmniej coś dziamał po angielsku – ten  młotem ciosany, ani w ząb.
Strzyże jakiegoś kolesia, to pytam, pomagając sobie gestami, czy skończy przed porą ostatniej modlitwy.
Odpowiada, że tak. Pytam ponownie, tak oczywiście, na pewno.
To usiadłem i czekam.
Ten się z tym strzyżeniem pi…doli jak matka z łobuzem i w gadkę uderza, a nie robotę robi.
Czekam pół godziny , 40 min. a ten q.....va się bawi.
Wchodzi następny koleś, za chwilę odzywa się do tego nowego klienta, że jego to po „salar”.
Gość wychodzi, ja siedzę.
A za kolejne 10 min. co się rozlega ??? Tadam ..   nie domyślicie się …  wezwanie na modlitwę.
Twardo siedzę, może koleś posadzi mnie migiem na fotelu, okna zasłoni i do modlitwy zdąży.
Ale nie teraz zaczął temu łebkowi głowę myć, potem suszyć …  długo.
A zanim skończył powiedział mi, że mnie to po modlitwie.
Gość miał duuuuuuuużo szczęścia, że wiem, w jakim kraju jestem.
Mało przez szklane drzwi nie wyszedłem bez otwierania.
Ale wiem, że do tego kretyna to nie dotrze nawet za 1000 lat, że zmarnował mój czas i że dopóki nie wróci jego pociotek na pewno tam nie przyjdę, a teraz muszę znaleźć nowego fryzjera.

Źródło

środa, 20 listopada 2013

Dalej leje jak wściekłe czyli błogosławię „Krasulę2”

Rano nie padało, ale w nocy była burza i to nawet całkiem konkretna, bo grzmiało z dobre pół godziny.
Już się jeździło nieciekawie, bo woda potrafi stać na środku skrzyżowania.
Teraz jest jeszcze weselej, bo się znowu wzięło za padanie na poważnie.
Kurtką przeciwdeszczową, która przytomnie wrzuciłem wczoraj do samochodu budziłem bądź lekką zazdrość bądź zachwyt przemoczonych Saudyjczyków, którzy w thobah i ghutrach wyglądają jak zmokłe kury.
Z jednym pogadałem na temat drenażu dróg.
Okazało się, że w Jeddah dwa lata temu była taka powódź, że ludzie potopili się w domach i w tym rejonie zaczęto powoli budować infrastrukturę kanalizacji burzowej.
Teraz, gdy wracałem to gdybym miał inne auto, to bym do compoundu z tej strony, od której zawsze jadę raczej nie dał rady dojechać, bo wody miałem tak powyżej połowy koła.
Ma padać do końca tygodnia.
Dzisiaj jakoś z moich „powodziowych"  zaleceń nikt już się pod wąsem nie podśmiewał :D

Źródło

wtorek, 19 listopada 2013

Dzień pełen wrażeń czyli dwie burze i pomoc przy wypadku

W nocy sobie troszkę popadało, ale obyło się bez jakiś większych sensacji.
To stwierdziłem, że pojadę z „wizytą duszpasterską” do Jubail.
Po drodze dosłownie kilkaset metrów przede  mną ktoś zaczął uczyć latać swoją Toyotę Camry.
Jak się zatrzymałem okazało się, że to żołnierzyk młody,  któremu widać znudziła się kariera w piechocie i chciał zostać lotnikiem.
Średnio mu to wyszło, bo jakoś Jego fura nielotem się okazała.
Zanim doszedłem już inni żołnierze wyciągnęli go ze środka.
Udało mi się „rzutem na taśmę” ustabilizować mu kręgi szyjne, bo nieśli chłopaka jak worek z ziemniakami.
Krwawić nie krwawił, gadał nawet z sensem, wiedział co się stało (tak twierdził Hafiz, który mówi po arabsku), miał tylko złamaną nogę i pewnie lekkie wstrząśnienie mózgu, bo źrenice miał nierówne.
Co jest fajne tutaj – jak się coś stanie wiadomo, kto dzwoni po pomoc.
Jeden dzwoni po Policję, drugi po medyków i robi to informując pozostałych na miejscu zdarzenia że już zadzwonił i co mu powiedzieli.
Nogę mu usztywniliśmy, kazaliśmy kolegom z nim gadać, zrobiliśmy prowizoryczny daszek i za 10 min. było pogotowie.
Przekazałem klienta fachowcom i dalej w świat.
Pokręciliśmy się po budowach, zbieramy się do wyjazdu, a tu grzmieć zaczyna i to całkiem zdrowo.
Jak za chwilę dmuchnęło piachem, to płot mi na budowie przewróciło.
Widoczność bliska zeru, a „Krasula 2” bardzo nie lubi bocznego wiatru, to się snułem jak smród za wojskiem.
Za 20 min. – przestało.
No to jazda dalej.
Ale za kolejne 10 min. jak kurde nie lunie ....
I tak prawie do samego Dammam.
Nawet się ucieszyłem, że już jestem w domu.
Jakoś przygód mam na dziś już dość

Źródło

poniedziałek, 18 listopada 2013

W czasie deszczu dzieci się nudzą czyli coś nowego

Normalnie w Saudi jak pada to jest to śmiechu warta impreza.
Popada góra pół godziny i finito.
Jakby się uprzeć to między kroplami przelecisz :)
Ale dziś – niespodzianka.
W Rijadzie tak popadało (podobno były to największe opady od 25 lat) że samochody ulicami płynęły.
Tutaj nie ma żadnej kanalizacji burzowej (bo i po co ?) więc jak popada, to faktycznie robi się dramat.
Do mnie ta ulewa ma dojść dziś w nocy.
Lać ma według prognoz cały tydzień.
Wydałem w firmie okólnik z zaleceniami i się zobaczy co dalej.
Jest z tego deszczu u nas jeden pożytek – mistrzowie długiej prostej jakoś tacy pokorni i cisi się na drogach zrobili :)
Trzeba będzie jednak uważać na samochody popowodziowe z Rijadu i okolic, które tutejsze "Mirki" będą oferować w promocyjnych cenach :)

Deszcz w Riyadzie - źródło
Deszcz w Riyadzie - źródło

niedziela, 17 listopada 2013

Wizy, karty i Iqamy - wszystko… jutro już Ci damy

Moich „kwitologicznych"  perypetii część kolejna, lecz nie ostatnia.
Spieszę poinformować, że poprawioną kartę ubezpieczenia medycznego otrzymałem  i to osoba, która ją dla mnie wyrabiała osobą własną do „akwarium” mego przyniosła :)
Tylko do pełni szczęścia brakowało mi wizy i Iqamy.
Bo bez tych dwóch elementów kartę mogę sobie wsadzić w cztery litery, bo nie zadziała.
To mknę do moich dzielnych kolegów z HR.
Na górze- niespodzianka.
Nowa dziewczyna na recepcji.
Poznałem, że nowa, bo poprzednie nie miały zasłoniętych twarzy nikabem.
I dziewczę mnie „haltuje” – Do kogo ? po co? i w ogóle dlaczego?
Chwilunia, ale ja to akurat mogę łazić wszędzie po budynku i nic nikomu do tego.
Całe szczęście przykopytkował jeden z młodych Saudi i „cerberowi" w abaji wyłuszczył któż jam jest :)
To lecę do mojego „niezawodnego" kolegi i słyszę moje ulubione słówko „problem
Nie ze mną te numery Brunner, ja muszę mieć dziś wizę i paszport.
To On do mnie, że „system” i muszę wysłać maila do mojego Bossa z „CC” do niego, że chcę paszport.
To ja mu na to, że niech się domyśli gdzie ja mam jego system, jak od 3 tygodni nie może mi ten „system” wyrobić poprawnej Iqamy.
Na co mój kolega się rozsierdził, że „system” u niego dobry, tylko ten w Ministerstwie Pracy nowy i się jeszcze uczą go obsługiwać, ale nie u niego w dziale tylko w jakiejś delegaturze, pod którą podlegamy.
I jedyne, co On może zrobić, to pójść po urząd z transparentem „ Dajcie Pawłowi Iqamę” :D
Tym tekstem powalił mnie na kolana :D
Bo już to widziałem oczyma wyobraźni – kilkuosobowa grupa młodych  Saudi z  takim wielkim transparentem pod urzędem.
Ale z paszportem i wizą słowa dotrzymał :)

sobota, 16 listopada 2013

Checkpoint „Charlie” czyli kontrola

Tak, jak już to opisywałem skończył się czas karencji we wdrażaniu nowego prawa dotyczącego pracowników zagranicznych.
Do wykrywania osób, nie posiadających prawa pobytu służą m.in. policyjne punkty kontrolne.
Z reguły jeździliśmy w ciągu dnia i moja biała facjata wystarczała do tego, aby Panowie Policjanci machali ręką żeby jechać.
Teraz wracaliśmy już ciemną nocą, bo było grubo po godzinie..... 19:00
A wiadomo, że w nocy wszystkie koty są czarne i Wielbłądy w samochodach również.
Także na puncie kontrolnym przed wjazdem do Jubail zatrzymał nas..… zmarznięty patrol Policji.
Panowie Policjanci byli odziani jeden w szalik, a drugi w...… prawdziwą czapkę-uszankę.
I nie dziwota - było już poniżej 25 stopni :D
Poprosili o dokumenty kierowcę, Hafiza i mnie.
Ale Pan Policjant w uszance zapytał :
 - „American ?
-„No, Bolanda” – odpowiedziałem.
Wtedy włączył się drugi z pytaniem „Drinking ?
Już miałem na końcu języka tekst -  „Jak masz, to nie odmówię” – ale w ostatniej chwili powstrzymałem się, odpowiadając, że jest to przecież surowo zabronione w Jego kraju.
Uśmiechnęli się, życzyli miłej drogi i pomknęliśmy dalej do celu :)

Droga w okolicy miasta Taif


piątek, 15 listopada 2013

Jakbym nie dojechał na Święto Niepodległości czyli zator informacyjny

Polonia w Dammam, Al-Khobar i Dhahran działa bardzo prężnie,  jest tutaj grupa osób dbających o kultywowanie polskości w Arabii Saudyjskiej.
I jak co roku, organizują spotkanie z okazji Święta Niepodległości.
Ale jakoś tak bardziej „humanitarnie” bo w weekend, a nie jak nasza kochana Ambasada – o godzinie 20:00 w niedzielę w Rijadzie.
Przypominam, że nasz tydzień pracy zaczyna się właśnie w niedzielę, także udział ludzi pracujących w innych miastach, mających tak jak ja 10-godzinny dzień pracy jest raczej mało prawdopodobny.
Bo po pracy trzeba by się jakoś odszykować i pojechać w - naszym przypadku – ponad 400 km. w jedną stronę.
Wracając do wątku głównego – jakiś czas temu już Robert wspominał, że na dniach mamy się spotkać na „garden-party” z tej okazji.
OK, to czekam na jakąś informację - co, jak i gdzie.
A tu cisza. W zeszłym tygodniu spotykam Kamilę w sklepie i czujna ta niewiasta pyta mnie, czy będę.
Pewnie tak, jak tylko ktoś mnie oświeci kiedy i gdzie :)
To dostałem od Niej maila z detalami.
Niestety, siedzenie w „Krasuli 2” nieco nadwyrężyło moje wiekowe plecki, więc stwierdziłem, że się nie wybieram.
Tak myślałem do….. wczorajszego popołudnia :)
Spotkałem znajomych – organizatorów, którzy w żołnierskich słowach określili, gdzie mają moje dolegliwości.
 Dziewczyny wydały mi polecenie partyjne, co mam przywieźć i o której się mam zameldować.
Na władzę nie poradzę, to jutro jadę.
Gadam dziś z Robertem i pytam, dlaczego mi nie powiedział o spotkaniu.
Był święcie przekonany, że dostałem maila.
To samo pomyślał Rysio.
Gdyby nie czujność Kamili, to bym nie pojechał i jeszcze z dużym prawdopodobieństwem -  oberwałbym od dziewczyn, że nie przyjechałem.


czwartek, 14 listopada 2013

Hafar al Batin czyli tam mnie jeszcze nie było

Jest nowy projekt, który zaczynamy realizować.
Robimy to na zlecenie Uniwersytetu w Dammam, to myślałem, że będzie gdzieś w okolicy.
Cóż pomyliłem się – jest to ponad 500 km stąd.
Nic to – zamówiłem kierowcę i jedziemy.
Była to moja, jak do tej pory, pierwsza wyprawa po Arabii Saudyjskiej.
Pierwszą część trasy do Jubail znam już jak własną kieszeń, także zacząłem się przyglądać okolicy dopiero po 150 km.
Okazało się, że nie wszystkie drogi w Arabii Saudyjskiej to autostrady :)
To znaczy – to była i będzie autostrada, ale jest częściowo w trakcie remontu.
Z nieznanych mi przyczyn jest budowana nieco podobnie jak u nas.
To znaczy – budowana jest w kilku miejscach na raz.
Musi być w tym jakaś logika, ale poczekam aż się jakiś spec od budowy dróg wypowie, bo ja pojęcia zielonego nie mam dlaczego trzeba rozgrzebać drogę w kilku miejscach, oddalonych od siebie po kilkadziesiąt kilometrów.
Z tej przebudowy wynikają kwiatki pod tytułem brak oznakowania i nie tylko.
Na jeden z wiaduktów musieliśmy wjechać wykorzystując możliwości terenowe „Krasuli2”, bo za cholerę nie byliśmy w stanie znaleźć normalnego wjazdu.
Kolejnym problemem jest to, że w związku z tą budową droga staje się jednopasmowa, ale za to dwukierunkowa.
Zastanawiałem się jak to może wyglądać, jak tutejsi kierowcy poradziliby sobie w takich sytuacjach.
Nie zawiedli moich oczekiwań – to była jatka nie z tej ziemi.
Zakaz wyprzedzania ? No stoi sobie jakieś „cóś” na patyku, ale kto by to brał na serio? :D
W drodze powrotnej było już ciemno i błogosławiłem swoją przezorność.
Pojechanie z kierowca dało mi komfort, że to nie ja się musiałem zastanawiać, czy to co widać z jednym światłem jadące na obowiązkowych „długich” to motor, osobówka czy jebitna lora :)
Najczęściej było to trzecie.
Innym ciekawym rozwiązaniem jest wyprzedzanie „na trzeciego” i mruganie” długimi” na tych jadących (prawidłowo zresztą ) z naprzeciwka.
Resztę opiszę jutro.
Dlaczego ? Bo jednak nie jestem już nastolatkiem (co mnie nieustannie zaskakuje) i mi coś chrupnęło w grzebiecie, więc słabo ruszam.
A siedzenie na mojej „ergonomicznej” sofie tylko pogłębia uczucie daleko idącego dyskomfortu :(

Burza piaskowa w Hafar al Batin

środa, 13 listopada 2013

„Family status” czyli ktoś nas robi w bambuko

Obydwaj z moim kolegą z RPA mamy, z racji stanowiska, możliwość sprowadzenia rodzin.
Dla nas było jasne, że jak się komuś oferuje taki przywilej, to razem z jego opłaceniem.
No to się pomyliliśmy.
Okazuje się, że jedyne co nam w tej firmie przysługuje to większe mieszkania.
Ale bilety (ja mam prościej, bo tylko Ola – ale Kolega ma dwójkę dzieci) i wiza rodzinna to już po naszej stronie.
To nie wiem, czym to się różni od pozwolenia, które załatwiłem dla jednego ze swoich pracowników.
Też pozwolili mu sprowadzić żonę z Pakistanu na własny koszt.
Moja cierpliwość i spokojne znoszenie różnych dziwnych sytuacji w tej firmie zaczyna się powoli wyczerpywać.

wtorek, 12 listopada 2013

Wiza wielokrotna czyli jak zwykle „bukra”

Tak, jak Wam opisywałem wcześniej jakiś geniusz pominął moje drugie imię w wersji arabskiej i moja Iqama jest dla urzędów  i banków gówno warta.
Próbuję wydusić od gamoni z HR wymianę tego dokumentu od dwóch tygodni.
Co słyszę ?  - „bukra, Inshallach” czyli „jutro, jak Bóg pozwoli”.
Ale żeby zrobili coś, co Mu da szansę, to jakoś nie widać.
Jak nie wyrobią Iqamy, to nie mogę wyrobić wizy.
Podobnie sprawa się ma z moją kartą ubezpieczenia medycznego gdzie ktoś ”omyłkowo” rzecz jasna, wpisał mi kategorię ubezpieczenia niższą, niż mam.
I to wcale nie jest kwestia tego, gdzie aktualnie mieszkam.
Tylko nieróbstwa, lenistwa i niekompetencji kilku osób (osłów ?)
Bo znam kilka firm i nie mówię tutaj o kolosach jak SADARA,  ale  o firmach podobnych do mojej, gdzie takie problemy są załatwiane od ręki
I szlag mnie trafia, że muszę się zajmować takimi duperelami, zamiast tym, co powinienem.
Ale jak odpuszczę, to wizę dostanę tuż przed „final exit”.
Nie mam w zwyczaju straszyć, że się zwolnię, co jest tutaj dość popularną metodą egzekwowania swoich praw – jak mnie jeszcze trochę povqrviają to po prostu to zrobię.


poniedziałek, 11 listopada 2013

W życiu każdego żółwia przychodzi …czyli mam nastrój „nieprzysiadalny"

Od kilku dni „jestem w nastroju nieprzysiadalnym” jak śpiewały Świetliki.
Mam przed oczyma rysunek Andrzeja Mleczki z żółwiem , a właściwe z -żółwiami i słoniem.
Niestety, na osobniku który mnie tak vqrvił nie jestem się w stanie odegrać w krótkim okresie czasu, a do najcierpliwszych nie należę.
Nakładają się na to jeszcze inne czynniki, wywołujące vqrv i niechęć do świata.
Na szczęście - kontrolowaną.
Ale jak widać, są ludzie na tej Ziemi, którzy wyszczerzone kły biorą za…uśmiech frajera ;)
Walczę ze sobą, od wczoraj lepiej do mnie nie podchodzić, a jak już podchodzić to nie drażnić.
Przyszedł dzisiaj (po dwóch tygodniach moich próśb ) Pan Sprzątający – inny niż zwykle.
Umył podłogę dostarczoną przeze mnie chemią, pokręcił się po chałupie góra 15 min.
Kurzu z mebli nawet nie tknął, po prostu przetarł podłogę w mieszkaniu.
Stoi i czeka na gratyfikację.
Normalnie daję 10 SAR,  ale za dobrze zrobioną robotę.
Jak pisałem – nie mam nastroju, to też dam dychę i niech sobie typ idzie w cholerę.
Daje mu kasę, a ten na mnie wzrokiem ranionej łani, że jego kolega za sprzątanie domu to dostaje 20-30 SAR.
O żesz ty w mordę jeża chamie zbuntowany.
W niewybrednych słowach powiedziałem, że za taką robotę to w ramach premii może solidnego kopa w dupę dostać i ma się tu więcej nie pojawiać,  bo się przekona, ze mówiłem serio.
Wiadro i mopa w powietrzu złapał i tak spieprzał, że mało laczków nie pogubił.
Czy to jest jakiś zorganizowana akcja żeby mnie do szału doprowadzać czy co ?
Źródło

niedziela, 10 listopada 2013

Salon samochodowy czyli poznaj siłę swoich pieniędzy

Marek kupił nowego Forda.
I jak to z Fordami bywa (zwłaszcza amerykańskimi) swoją przygodę zaczął od..…  powrotu do serwisu.
Dzięki temu, że musiał gonić w świat szeroki udało mi się zasiąść za sterami Jego nowego bolidu.
Przyjechałem i zobaczyłem - Forda Edge .
Jest to według opisów średni crossover SUV.
Ale w środku jest więcej miejsca niż w Toyocie Fortuner, która chyba dla żartu jest nazywana  „sportowo-użytkowym samochodem osobowym
Śmieszy mnie zwłaszcza człon „sportowy”
Ciekaw jestem, jaki sport można tym cudem uprawiać :D
Może jeszcze się dowiem – czas pokaże :D
Wsiadłem sobie, fotel odsunąłem, odpaliłem.
Silniczek pracuje jak marzenie – w środku – cud, miód i orzeszki.
Wystartowałem spokojnie, bo znając Marka nie jest to samochód dla starszych Pań i Panów.
Nie myliłem się – znaczek „Sport”  nie jest żartem.
Lekko depnąłem na prostej i tak z niczego zrobiło się 150 na zegarze.
Aż szkoda go było oddawać  jakimś obcym ludziom.
Stwierdziłem, że jak już jestem w serwisie to zobaczę,  jak to tutaj wygląda od środka.
I…..  miłe zaskoczenie.
Po pierwsze - sterylnie czysto.
Nie śmierdzi, nawet jak lakierowali jakąś cześć.
Później popełniłem wielki, niewybaczalny błąd – wszedłem do salonu sprzedaży :)
Miły Pan, z którym Marek mnie umówił, pokazał mi samochód o który zapytałem.
Na moje nieszczęście była to jeszcze mocniejsza wersja niż ta, która zakłóca mój spokojny sen.
Wiem, że to kryzys wieku średniego, ale nic na to nie poradzę.
Podszedłem – Pan przyniósł kluczyki i wsiadłem do..…  Forda Mustanga Shelby GT-500 SuperSnake.
O jasna cholera.
Uczucie Jak w kabinie myśliwca.
Na całe szczęście gość nie pozwolił mi odpalić silnika.
Za kradzież w Arabii Saudyjskiej obcinają rękę, ale pokusa mogłaby się okazać zbyt wielka, żeby nie wybrać się na nawet krótką przejażdżkę,  nawet jeżeli właściciel miałby jakieś „ale” :D
Teraz najsmutniejsza część tej opowieści – koszt tego cuda na czterech kołach to, bagatela – 400,000 SAR.
Nie jestem dziś najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi.
Ale jest to doping do zwiększonych wysiłków w celu gromadzenia środków, żeby się móc „polansować” w takiej furze jeszcze przed emeryturą.
Jak znajdę drugi etat, to jest taka szansa , nieduża ale jest
Źródło

sobota, 9 listopada 2013

Znajomi ze stacji benzynowej czyli kłopoty dobrych ludzi

Pamiętacie, jak Wam opisywałem chłopaków ze stacji benzynowej, (tutaj link do posta) którzy ryzykując surową karę nalali mi benzyny już po wezwaniu na modlitwę i się obrazili, że chciałem im się finansowo odwdzięczyć ?
Okazało się dzisiaj, że są w nie lada kłopotach.
Obaj są z Bangladeszu, a nie jest to najmilej tu widziana nacja.
Dlaczego ? – trochę wiem na ten temat, ale za mało na rzetelny wpis.
Jak się dowiem więcej, to będzie niezła, choć bardzo bulwersująca historia.
Pracodawca obiecał im, że oczywiście załatwi wszystkie formalności związane z ich nowymi Iqamami i nie będą mieli żadnych problemów.
Ale tego nie zrobił.
Chłopaki są załamani, bo teraz skończył się okres karencji w egzekwowaniu prawa i jeżeli pracodawca się nie wywiąże ze swojej deklaracji, a zostaną złapani przez Policję czeka ich więzienie i gigantyczna kara finansowa.
Szkoda ludzi, bo naprawdę porządni i to dzięki ich pracy i zaangażowaniu ta stacja ma tylu stałych klientów.
A może się skończyć tak, że kowal ukradł a Cygana powiesili :(

piątek, 8 listopada 2013

Szczęśliwego Nowego 1435 roku życzy kominiarz

Gdyby nie to, że z kilku zaprzyjaźnionych firm dostałem życzenia noworoczne, to bym się nie zorientował, że jest  Nowy Rok.
Atmosfera jest tu tak gorąca jak w Rio de Janeiro  podczas karnawału :)
Jest w compoundzie impreza: zaczyna się o  18:00.
Z atrakcji: Baloon Party, cakes, games and noisy kids.
Wiedzą jak mnie zachęcić do… pozostania w domu :)
Niemniej jednak życzę Wam wszystkim, żeby Wasz Nowy Rok był bardziej radosny i emocjonujący jak mój :)

Źródło

czwartek, 7 listopada 2013

Sympozjum dzień drugi czyli.... ale ja jestem przemądrzały

Dziś udało mi się wziąć udział w pozostałych prezentacjach.
Jedna szczególnie przypadła mi do gustu.
Był to wykład o bezpieczeństwie w strefach zamkniętych.
No niby nic ciekawego, ale prelegent poruszył jeden temat – detekcję gazów.
I tu był mój :)
Bo na temat detektorów wszelakiego gatunku i maści miałem w Szkole Głównej Służby Pożarniczej  co nieco na ten temat,  a i przestrzenie zamknięte były obecne w obu fabrykach, w których pracowałem i robiliśmy nad tym „doktoraty
Miałem dwóch nauczycieli – w SGSP - obecnie Szacownego Pana Dziekana (za czasów moich  studenckich znanego jako „Lenin” – wysokiej klasy specjalistę od ratownictwa chemiczno -ekologicznego ) oraz w jednej z firm mojego wielkiego Mentora i Przyjaciela – Andrzejka.
Obaj ci Panowie mieli nieprzyjemny zwyczaj robić ze mnie „dzięcioła” i jak byłem za pewny siebie to mnie sprowadzali do parteru :)
Zapamiętałem te lekcje dobrze, oj dobrze.
Ale dziś przyszedł czas, że się mogłem wykazać, że ich wysiłek nie poszedł na marne.
Postąpiłem z prelegentem tak jak moi nauczyciele ze mną.
Chyb mnie nie polubił, bo po trzecim kontrolnym pytaniu (już na korytarzu, bo wsi nie chciałem robić) umknął niczym rączy jeleń zalecając mi lekturę jednej z procedur.
Oczywiście wcześniej podziękowawszy za ciekawą dyskusję :)
Źródło

środa, 6 listopada 2013

Sympozjum dotyczące bezpieczeństwa

Dziś spędziłem cały dzień na sympozjum zorganizowanym  dla zleceniobiorców kontraktorami zwanych.
Część prezentacji była naprawdę interesująca, pokazująca kierunek w którym będzie zmierzać cała Arabia Saudyjska.
Ale niektóre pomysły wyglądają mi na lekko oderwane od rzeczywistości.
Bo jak poważnie traktować zapowiedź, że od 2015 roku autobusy dla pracowników będą musiały mieć pasy bezpieczeństwa oraz klimatyzację ?
Takich cudów to jeszcze w życiu nie widziałem.
A szara rzeczywistość w Arabii Saudyjskiej jest taka, że podstawowym środkiem transportu robotników są mocno wysłużone…  autobusy szkolne doskonale Wam znane z amerykańskich filmów.
I świetnie jest, jak każdy z robotników ma miejsce siedzące.
Drugim nieco kosmicznym pomysłem było budowanie…  szpitali polowych na daleko położonych od cywilizacji obiektach.
Pomysłowi tylko przyklasnąć,  jest jednak kilka „ale
Skąd wziąć tyle wykwalifikowanego personelu lekarsko-pielęgniarskiego?
 Bo pomysł był taki, że jak daleko i dużo ludzi na budowie i do tego praca niebezpieczna to powinien być nawet aparat rentgenowski na wyposażeniu.
Po drugie – co? – szpitale mobilne, szpitale wojskowego typu ?
A trzecie i najważniejsze – kto za to ma zapłacić ?
Mam do pojedynczego projektu dopisać do rachunku wynajęcie autobusów turystycznych wysokiej klasy, a do tego w pełni wyposażonego szpitala polowego ?
A może kupić to wszystko i włącznie z kosztami amortyzacji dopisać do faktury ?
Pojęcia nie mam, ale Arabia Saudyjska jeszcze pewnie  nie raz mnie zaskoczy.

Źródło

wtorek, 5 listopada 2013

Pakistańskie opowieści Hafiza czyli prace zlecone wykonane

Marek (jeden z „nielicznych"  Marków na blogu) był ciekaw opinii Haifza na temat  Malali Yousafzai, czyli dziewczynki zaatakowanej przez Talibów za działania na rzecz dziecięcej i kobiecej edukacji.
Prosił, żebym to zrobił delikatnie.
Tej prośby nie udało mi się spełnić, gdyż czasami subtelnością przypominam radziecką dywizję pancerną :)
Cóż, zapytałem wprost, kiedy opowiadał mi o swojej rodzinie.
Okazało się, że jest najstarszy z czworga rodzeństwa, ale dwóch młodszych braci i siostra studiują w Pakistanie.
To drogę do Markowego pytania miałem otwartą.
Hafiz wytłumaczył mi, że Pakistan tak naprawdę to kilka odmiennych części.
Jest  pas graniczny z Afganistanem, gdzie są Terytoria Plemienne Administrowane Federalnie na których władza federalna jest bardzo słaba, bo nawet oficjalna stolica terytorium jest inna (Peszawar – który znajduje się w Północno-Zachodniej Prowincji Pogranicznej) niż w rzeczywistości ( Miran Shah).
Tam mieszkają ludzie najsłabiej wykształceni.
Teoria Hafiza jest taka – to, co tam się dzieje ma bardzo niewiele wspólnego z Islamem, a za to dużo z lokalną tradycją.
Zaczął mi wymieniać imiona ważnych kobiet w Islamie, ale nie zapamiętałem.
Wszystkie były  - w Jego relacji - bardzo dobrze wykształcone, więc nie rozumie, czego Talibowie w ogóle chcą.
Zdniem Hafiza są zbyt leniwi,  żeby się samemu uczyć i boją się, że ich żony i córki będą od nich mądrzejsze i w tym widzą zagrożenie dla swoich pozycji .
Twierdzi też, że jedyną droga do zmiany postrzegania Pakistańczyków przez świat jest tylko i wyłącznie edukacja.
Obojętnie kogo ta edukacja ma dotyczyć - kobiet, dzieci, starców - jeżeli tylko ktoś chce się uczyć powinien mieć pełne wsparcie rodziny i władz.
Hafiz uważa, że tylko poprzez kształcenie (nie tylko religijne) ludzie są w stanie sprostać wyzwaniom i patrzeć bez strachu, ale z sympatią i empatią na innych ludzi - niezależnie od wyznania.

Zlewisko rzek Indus i Zanskar

Faisal Mosque w  Islamabadzie.

Bala Hissar Fort (tzw. Wysoki Fort) w Peszewarze

poniedziałek, 4 listopada 2013

Koniec karencji dla nielegalnie zatrudnionych czyli wielkie powroty do domów

Jak podają saudyjskie (i nie tylko) media nie zostanie przedłużona możliwość „zalegalizowania" swojego pobytu w Saudi już praktycznie od dzisiaj.
Od 3 kwietnia dano na załatwienie spraw trzy miesiące, później przedłużono o kolejne cztery.
Jest to próba uzdrowienia systemu sponsorskiego w Arabii Saudyjskiej
Ma to również zmniejszyć zaskakująco wysokie bezrobocie wśród Saudyjczyków (wg artykułu otrzymanego od Rysia - 12.5%  Saudyjczyków jest bez pracy)
Jeżeli co do pierwszej kwestii się całkowicie zgadzam – nie można, tak jak robiła to część firm traktować swoich pracowników jak niewolników, oszukiwać ich i wykorzystywać często w podły sposób.
Ale czy wpłynie to na spadek bezrobocia ?
Mam mieszane uczucia.
Dlatego, że wyjeżdżają głównie robotnicy niewykwalifikowani - z Indii, Bangladeszu czy Nepalu, czyli najtańsi z najtańszych.
Nawet, jeżeli doprowadzi to do zwiększenia ilości miejsc pracy o ok. 900 tys. do miliona, co w przypadku populacji poniżej 20 mln. rdzennych Saudyjczyków  powinno całkowicie wyeliminować bezrobocie, to moim zdaniem tak się nie stanie.
Bo Saudyjczycy tych miejsc pracy po prostu nie zechcą.
Jestem bardzo ciekawy jakie będą konsekwencje tego posunięcia.

AFP Photo - Fayez Nureldine

niedziela, 3 listopada 2013

Manama czyli raj utracony (z wizytą u Jihan i Marka)

W czwartek wieczorem udało się nam z Markiem zsynchronizować plany i udałem się na drugą stronę mostu nie tylko podbić  paszport, ale również wkroczyć do „Las Vegas Arabii Saudyjskiej” tutejszego miasta westchnień nie tylko expatów – Manamy.
Staliśmy na granicy wcale nie tak długo jak na początek weekendu, bo już po … 2 godzinach z hakiem byliśmy bo drugiej stronie.
Jakie różnice są odczuwalne od pierwszej sekundy ?
Drogi się różnią jak polskie i niemieckie :)
Wiem, że w kraju wielkości Al.-Khobar z przyległościami, to nie jest duże wyzwanie, ale zawsze coś.
Oznakowania - wszystkie napisy dwujęzyczne, system znany z Wielkiej Brytani.
Ale nic nie może się równać ze zmianą, jakiej doświadczyłem, jeżeli chodzi o różnicę klas zakwaterowania.
Z mojej piwnicznej izby trafiłem na salony.
Do tego przesympatyczna, śliczna Jihan – Żona Marka.
Przyjechaliśmy dość późno, także po przywitaniu Jihan umknęła spać pozostawiając na samych z....  piwem :)
Rankiem – świtkiem jakoś po 10 rano zebraliśmy się na śniadanko i udaliśmy na podbój miasta.
Marek jest świetnym kierowcą i nie tylko – swoją „Subarynę” lekko zmodyfikował więc samochodzik ten do 100 km/h. dochodzi w … 5,4 sek. :D
Jakiś łoś jadąc za nami zaczął mrugać światłami.
Jak tylko Marek znalazł kawałek  wolnej przestrzeni  „wyjaśnił" łosiowi kto tu jest zawalidrogą :)
I tu pokazało się wielkie serce Jihan.
Przy tym przyspieszeniu wykonałem ruch radości, który został odebrany przez  Nią jako wyraz mojego zaniepokojenia czy przerażenia.
I od razu zareagowała przemawiając takim uspakajającym  tonem, pełnym  troski o mnie:
 „Nie bój się jest OK, Marek naprawdę dobrze jeździ. Jesteś bezpieczny
A mówi to malutka, drobniutka  niewiasta nie ważąca nawet połowy tego co ja, niższa o dobre pół metra.
Po tym już wiedziałem, dlaczego Marek poza Jihan nie widzi świata :)
Eksploracja Bahrajnu doprowadziła nas do obowiązkowego punktu wycieczki – czyli na tor Formuły 1.
Miałem szczęście, bo był akurat dzień otwarty i jeździli ludzie z klubu Corvette z Kuwejtu.
A razem z nimi: gość w …  VW GOLFIE (fakt -  wersja mocno sportowa)
Do tego jakaś para w Aston-Martinie jakieś GTR i inne takie sobie samochodziki.
Wrażanie kapitalne, bo mniej w tym wszystkim było takiego rasowego ścigania a więcej wspólnej zabawy.
Specjalnie dla widzów zrobili kilka parad jadąc w szyku.
No miód na me serce.
Później obiadek, spacer (jak wiecie spacer w Saudi to luksus poza Cornishe niedostępny) oraz kolacja z shishą.
Wieczorem obejrzeliśmy nową część „Epoki lodowcowej” przy piwku :)
Aż żal było dziś rano wracać.
Jihan, Marek – serdeczne dzięki za gościnę :D
Mam nadzieję, że za dwa tygodnie uda się nam to powtórzyć.
Jihan – żurek będzie zgodnie z obietnicą :)
Al Fateh Mosque w Manamie

Bahrajn nocą
XV-wieczny fort w Arad


Bahrain International Circuit (źródło)

Manama - stolica Bahrajnu

piątek, 1 listopada 2013

Mała rzecz, a cieszy :)

Chcielibyśmy bardzo serdecznie podziękować naszym Czytaczom i Lubiaczom za głosowanie na nas Blogowskazie:)

Tylko dzięki Waszym głosom i odwiedzinom uzyskaliśmy tytuł Bloga Miesiąca.
Blogowskaz cały czas się rozwija więc w następnych miesiącach konkurencja będzie jeszcze większa, nie mniej jednak zapraszamy wszystkich blogująch do  rywalizacji :)
Będziemy wdzięczni, jeśli podczas rejestracji wpiszecie na stronie www.blogowskaz.org że jesteście z naszego polecenia.
Raz jeszcze bardzo, bardzo dziękujemy za Wasze głosy i odwiedziny 

pozdrawiam z Bahrajnu :)
PS
Na wszystkie zaległe komentarze odpowiem po powrocie

http://blogowskaz.org/



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...