wtorek, 31 grudnia 2013

Nowy zaciąg w mojej firmie czyli spotkałem zmarzniętych ludzi

Zgodnie z moim obyczajem pojechałem poodwiedzać kilka projektów.
Przyjeżdżam na jedną budowę, a tam widzę kolesi opatulonych, jakby na Syberię trafili.
Sam jestem w polarze i bluzie, ale żeby zawinąć się kocem na puchówkę to jeszcze nie pora, a tak wyglądali ci goście.
Przyglądam się baczniej, a to jakieś inne twarze niż zazwyczaj.
Co jest ? Ani to ludzkość z Dekanu, ani Nepalczycy to ki czort?
Zagaduję jednego, a koleś płynną angielszczyzną odpowiada, że są z....   Kenii.
Dopiero są pierwszy dzień na budowie i trochę im zimno, a teraz mają przerwę to czekają na herbatę.
To co ? Już zabrakło Hindusów i Pakistańczyków, że Boss ludzi z Kenii sprowadził ?
Okazuje się, że są lepiej wykształceni i oczywiście…  tańsi.
Podobno u konkurencji pojawili się Wietnamczycy.
I tez z podobnych powodów - już ci najlepsi pracownicy z Pakistanu i Indii pracują albo w GCC albo u siebie, bo się zaczynają powoli na niektórych stanowiskach wyrównywać zarobki pomiędzy Indiami i Arabią Saudyjską.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

40% Saudyjczyków nie przestrzega prawa bo….

Przeczytałem dziś artykuł w „Saudi Gazette”, że według szacunków około 40% Saudyjczyków nie przestrzega prawa.
Jako przykłady podano prawo o ruchu drogowym oraz zakazy palenia na uczelniach.
Wisienką na torcie było tłumaczenie tego faktu.
Otóż 40% nie przestrzega prawa bo....  nie jest ono dostępne w wersji drukowanej.
To ja mam dwa pytania:
Dlaczego, aż 60% przestrzega prawa, mimo że nie jest wydrukowane ?
I jak do ciężkiej cholery wygląda egzamin teoretyczny na prawo jazdy jak nie ma drukowanych materiałów ???
Coś mi się tu nie zgadza  :)
Źródło
Źródło

niedziela, 29 grudnia 2013

Egipska jasnowidząca czyli co się wydarzy w przyszłym roku w Arabii Saudyjskiej i na świecie

Joy Ayad – bo o Jej proroctwach będzie mowa zdobyła sławę w Egipcie, kiedy spełniły się proroctwa dotyczące upadku rządów Bractwa Muzułmańskiego i Prezydenta Mursiego.
.. W 2014 roku mapa świata się zmieni, a Rosja zyska większe wpływy niż Stany Zjednoczone i Chiny. W najbliższym czasie Arabię Saudyjską czeka powódź…
Przepowiada również zwiększenie roli Rosji w świecie, ale że wywiadu udzielała rosyjskim mediom, to jest to zrozumiałe … :D
Egipt ma się stać regionalnym mocarstwem, ściśle związanym z Rosją, co byłoby dużym zaskoczeniem i..…   powrotem do przeszłości nie tak znowu bardzo odległej.
Postawiłoby to USA w mocno nieciekawej sytuacji.
Mają nastąpić kolejne rewolucje na Bliskim Wschodzie - w Tunezji oraz zmiana władzy w Libii (tak z ciekawości –  to tam jest jakakolwiek władza ?).
Joy Ayad przepowiedziała również opady śniegu w Egipcie w przyszłym roku (ciekawe czy w oparciu o opady śniegu, jakie już miały miejsce ? :D).
To byłoby coś, bo padało tam ostatni raz 112 lat temu, a teraz rok do roku.
To wszystko pewnie przez globalne ocieplenie :D
Generalnie będzie zgodnie z chińskim przekleństwem – „obyś żył w ciekawych czasach

Źródło

sobota, 28 grudnia 2013

Egzamin na emigranta czyli świąteczne rozważania

Według ludzi, którzy na emigrację zdecydowali się już lata temu, a których miałem okazję wysłuchać najtrudniejszym okresem na obczyźnie był dla nich czas świąt, szczególnie Wigilia.
Cóż, na to się uodporniliśmy z Gadziną wcześniej :)
Nie kręci nas przedświąteczny szał i wymuszone rozmowy o niczym.
Woleliśmy spędzać święta we dwójkę gdzieś daleko, najlepiej w krajach o innej kulturze i tam, gdzie ciepło i przyjemnie. Także ten problem mam z głowy.
Te Święta były jeszcze inne, bo samotne i pracujące.
Też je jakoś przeżyłem bez większych problemów.
Owszem, wolałbym nie siedzieć sam i nie pracować, ale jakoś to poszło :)
Problem jednak  mam - tylko innego typu.
Jak swego czasu świetnie to ujęła Jola w jednym ze swoich komentarzy – tutaj w Zatoce jesteśmy wszyscy tylko emigrantami kontraktowymi i jak skończymy swoją zawodową aktywność to na spakowane się i załatwienie wszystkich spraw mamy miesiąc.
Pojawia się więc pytanie – co dalej ?
Wracać do kraju ? Po co ???
Jak już ktoś popracował w normalnych warunkach, traktowany był z należytym szacunkiem i zarabiał godziwe pieniądze to do Polski raczej mu niespieszno.
Miejsca, gdzie jest dużo Polaków – też nie są dobrym rozwiązaniem, z różnych względów.
Wiem, że odpowiedź na to pytanie będę musiał znaleźć - choć jeszcze nie dziś czy za rok.
Ale już je sobie zaczynam stawiać, żeby nie robić tego na wariata, jak przyjdzie co do czego.
Byłbym wdzięczny za wszelkie sugestie - co Wy byście zrobili na naszym miejscu ?
Jaki kraj byście wybrali ? Co przemawia za wyborem tego właśnie kraju ?
Gdzie spędzić emeryturę ?
Źródło

piątek, 27 grudnia 2013

Jak Święta to Święta czyli pojechałem po prezenty dla.... siebie :)

Wszyscy wyjechali do domów, a ja biedny sam tu tyram, to stwierdziłem, że należy mi się za to duuuża nagroda.
Zaczęło się od tego, że Dinesh chce się zacząć ubierać w stylu nieco bardziej europejskim i rezygnuje z mokasynów i białych skarpetek, niezmiernie modnych wśród tutejszych Hindi :)
Pojechaliśmy więc na zakupy do jednego z dwóch moich ulubionych sklepów z ciuchami czyli do Caterpillara.
W końcu branża budowlana zobowiązuje :)
Tak na poważnie to mają bardzo fajne wzornictwo butów i chodzę w Catach już ładnych kilka lat.
A że buty zużywam w porażającym tempie to kolejne nie zawadzą :D
Dla Dinesha też znalazłem model, który miałem i chyba jeszcze w Polsce dożyje swoich dni jak się tylko w Ojczyźnie pojawię.
Kupiłem sobie dwie pary całkiem fajnych butów do łażenia, w tym jedne za kostkę, bo to przecież zima, panie, prawdziwa saudyjska zima......
Wcześniej wszedłem do Hugo Bossa, ale jak zobaczyłem marynarkę (całkiem fajną, żeby nie było) za ponad  4000 SAR  to sobie dałem siana ;/
Tego typu ciuchy to jednak pod światłym nadzorem Małżonki Mej Aleksandry nabędę w Polsce, bo za te pieniądze to u nas kupiłbym w takim samym sklepie firmowym garnitur i koszulę :P



czwartek, 26 grudnia 2013

Pracowity pierwszy dzień Świąt

Różne rzeczy robiłem w Święta – opalałem się, nurkowałem, próbowałem przełamać moją alergię na owoce morza starając się zjeść wigilijnego…  homara, ale pracowałem po raz pierwszy.
Pogoda i ilość roboty nie sprzyjała myśleniu o tym, że tam, gdzieś daleko ludzie siedzą sobie w domu, po raz kolejny oglądają "Potop" albo „Kevina samego w domu", mają czas pogadać albo iść na spacer.
Jedynym wydarzeniem, które przypominało mi  o tym, że jest inaczej, niż zazwyczaj w środę  były…..    życzenia „Wesołych  Świąt” składane przez Filipińczyków.
Więc "Wesołych Świąt" Wam  wszystkim, ponownie zresztą, ale w dalszym ciągu szczerze, życzę z zimnego Al-Khobar :)

Święta w Hawanie
Wigilijna .... langusta :)


wtorek, 24 grudnia 2013

Podejście do lekarza po raz drugi czyli przygód medycznych ciąg dalszy

Po wczorajszym niepowodzeniu pojechałem z Dineshem do hinduskiego szpitala.
Był dużo mnie ekskluzywny, nie było Costa Café, ale za to w recepcji zamiast jednej znudzonej pańci 4 sprawne recepcjonistki z Filipin.
Byłem tam pierwszym pacjentem z Polski i mieli pewien problem z zapisaniem.
Ale go rozwiązali w przeciągu 5 min. po wykonaniu 2 telefonów.
I jeszcze mnie pani przepraszała, ze tak długo, ale jedyny pacjent jakiego mieli z Europy to był...  Portugalczyk :)
Lekarz przyjmował od razu.
Dostałem numerek 7 i już bo jakiś 40 minutach byłem w środku.
Hinduskim zwyczajem pan doktor osłuchał mnie przez koszulkę, a drugi pan doktor (stażysta) zmierzył mi ciśnienie i zbadał puls.
Nie podobało się doktorowi, że kaszlę już od 3 tygodni, to wysłał mnie na RTG płuc.
Za 15 minnut miałem już zdjęcie z opisem w ręku.
Po obejrzeniu mego bogatego wnętrza, pan doktor pochwalił jakość moich podrobów :)
Stwierdził, że mi się przeziębienie od pogody rozwinęło i tyle.
Wypisał leki, poszedłem to przyszpitalnej apteki i wykupiłem.
Całość operacji – 1,5 godziny.
Ceny ? Za wizytę – 7 SAR czyli połowę mniej niż wczoraj, za RTG – 10 SAR, za leki – duża zniżka, bo powinienem zapłacić ponad 150 SAR, zapłaciłem poniżej 100 SAR.
I mam w dupie ekskluzywną klinikę, skoro w „tanim” szpitalu potraktowano mnie profesjonalnie, z uśmiechem i obsłużono w akceptowalnym czasie.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Z wizytą u lekarza czyli NFZ po saudyjsku

Od trzech tygodni walczę z jakimś choróbskiem, zjadłem już dwa rodzaje antybiotyków.
Obiecałem Małżonce Mej Aleksandrze, że dziś pokopytkuję do lekarza, co też uczyniłem. Nienawidzę chodzić do lekarzy, a kolejki wszelakiego typu budzą moje obrzydzenie i niechęć.
Podejrzewam się o jednostkę chorobową, która jeszcze nie ma nazwy łacińskiej – jest to kolejkofobia.
Ale mus to mus, poszedłem, naiwnie myśląc, że jak mam ubezpieczenie z drugiej półki od góry to coś mi to da.
Musiałem się udać do szpitala, bo nie wykryłem jeszcze żadnej innej przychodni jak przyszpitalna, a że ten szpital znajduje się jakieś 300 m. od biura po poszedłem sobie rano.
Szpital czysty, miły i w ogóle.
Pani  w recepcji uprzejma, ale kazała przyjść po gozinie 16.
OK, to wracam jakieś pól godziny wcześniej, żeby dobrą pozycję startową zdobyć.
Okazało się że muszę… dopłacić do wizyty.
OK, 12 SAR nie majątek, zapłaciłem.
Po wszystkich urzędowych czarach dostałem karteczkę i poszedłem pod gabinet.
Siedzę 20 min, pół godziny. Obok mnie koleś Filipińczyk też czeka do tego samego gabinetu.
Zagaduję, okazuje się, że robi badania, ma kwitek .. wydany...  rano i jest 5 numerów przede mną.
Qrva, to dlaczego ja nie dostałem kwitka rano ???
W między czasie „urocza para dzieciątek” urządziła sobie wyścigi po szpitalnym korytarzu.
Ja rozumiem, że dzieciaki są tu rozwydrzone do granic obłędu, ale myślałem, że są jakieś granice.
Nie, nie ma.
Po 45 minutach, kiedy  absolutnie nic się nie zmieniło vqrviony jak sto smoków poszedłem do pani w recepcji.
Mówię, że siedzę tu już prawie godzinę, nie widać lekarza i chciałbym się dowiedzieć, ile jest osób przede mną.
To pani na to, że pan doktor  to już właśnie idzie (pewnie go qrva zamieć zatrzymała) i ze przede mną jest  tylko....   5 osób.

To ja na to, że ani mi się śni siedzieć tu jeszcze ze dwie godziny i niech mnie przepisze na jutro rano.
A ona na to, że nie dwie godziny, tylko góra godzina, półtorej.
Przepisać się nie da, ale muszę w takim razie odwołać wizytę.
Taki ch…j jak „Batorego"  komin – nic nie muszę.
Nigdzie nic nie będę odwoływał, pieprznąłem kwitkiem do śmietnika i do tego szpitala to trafię tylko jak mnie nieprzytomnego karetką zawiozą.


niedziela, 22 grudnia 2013

Sok do budyniu czyli co zawiera syrop truskawkowy

Naszło mnie na budyń.
Mam budynie przywiezione z Polski, ale zawsze lubię sobie je podlać sokiem zagęszczonym – malinowym albo truskawkowym.
To wybrałem się na poszukiwania takiego cuda w sklepach w Al-Khobar.
Szukam i szukam przy sokach – nie ma.
Szukam przy napojach – też nie ma.
W końcu znalazłem – przy dodatkach do ciast.
Przyzwyczajony do soków np. firmy ”Ared" czy innych będących koncentratami z naturalnych soków owocowych spojrzałem na skład.
I włosy stanęły mi dęba.
To jest skład tego „smakołyku” ze strony producenta, żeby nie było, że coś przekłamałem:
HERSHEY'S Sugar Free Strawberry Syrup
WATER; GLYCERIN; ERYTHRITOL; CONTAINS 2% OR LESS OF: CITRIC ACID; XANTHAN GUM; SODIUM CITRATE; ARTIFICIAL FLAVOR; SALT; SODIUM BENZOATE (PRESERVATIVE); SUCRALOSE; ACESULFAME POTASSIUM; ARTIFICIAL COLO R (RED 40); ZINC SULFATE; VITAMIN E ACETATE; NIACINAMIDE; BIOTIN.
Aha - cena tego "wynalazku" to ponad 18 SAR, czyli jakieś 15 PLN.
Czy ktoś w Arabii Saudyjskiej znalazł  sok truskawkowy ???

U nas najpopularniejsze kiedyś były „soki” Paola. Porównałem więc składy
Skład Syropu Paola:
syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, woda, zagęszczony sok malinowy (0,32 %) koncentraty (czarna porzeczka, marchew) regulator kwasowości: kwas cytrynowy, barwnik: karmel amoniakalno siarczynowy, aromat.
Chyba jednak zjem budyń z dżemem, jakoś mi apetyt na „syropy” minął :(
Strona producenta

sobota, 21 grudnia 2013

Saudyzacyjne ciekawostki czyli cwaniaki są wszędzie

Usłyszałem dziś kapitalną historyjkę, którą się z Wami podzielę, albowiem smakowita jest wielce.
Otóż jeden Saudyjczyk, człowiek mądry i patrzący dalej niż do przyszłego wtorku otworzył sobie, jako kolejny biznes przedsiębiorstwo transportowe.
Dalekowzroczność objawiała się jedną decyzją: chciał zatrudnić Saudyjczyków.
Zrobił to z kilku, naprawdę logicznych powodów.
Po pierwsze – saudyzacja będzie postępować, więc teraz jest dobry moment, żeby znaleźć rozsądnych i dobrych pracowników, bo jest jeszcze z kogo wybierać.
Zlecenia miał stałe, pewne i dobrze płatne, także było Go stać na zatrudnienie Saudi nawet na lepszych warunkach, niż minimalne wymogi nakazują.
Po drugie myślał tak: expaci wcześniej czy później będą wyjeżdżać, to lepiej mieć już stałą, pewna ekipę z nutką patriotyzmu.
Jak pomyślał tak zrobił – zrekrutował ekipę dał samochody i zaczęło się kręcić.
Ale któregoś dnia pojechał do jednego ze swoich klientów patrzy – fura jego, wszystko się zgadza oprócz…  kierowcy.
Bo za ”fajerą” jakiś Hindus siedzi.
Co jest grane ?
To się pyta tego Hindusa gdzie jest ten kierowca, który tu powinien być.
W domu, pewnie śpi” – odpowiada Hindus.
Ale jak to śpi ? Przecież powinien pracować
Jak to pracować ? Ja za niego jeżdżę od początku. Facet mi płaci, to jeżdżę” - Hindus na to
Gość się za głowę złapał i zaczął sprawdzać pozostałych.
Z wszystkich których zatrudnił, a była to spora grupa jeździło uczciwie… trzech :D
Reszta wynajmowała ”podwykonawców” i siedziała sobie w domach :D
Najlepsze jajo wyszło, jak podczas sprawdzania, kto jeździ Jego samochodami okazało się, że kilku „podwykonawców” nie ma ważnej Iqamy.
Dobrze, że był człowiek przytomny, wziął jakiegoś znajomego policjanta, porobił zdjęcia, pospisywał opowieści klientów i „podwykonawców
Dlaczego mądrze zrobił ?
To teraz wisienka na torcie: jak wywalił wszystkich nierobów, to nieroby poszły do … sądu skarżąc się na.....  „niesłuszne zwolnienie z pracy
Jakby nie miał tych wszystkich kwitów, to by musiał ich zatrudnić ponownie i pewnie jeszcze zapłacić odszkodowanie.

źródło

piątek, 20 grudnia 2013

Mandat za frajer czyli nie ogarniam tematu

Dziś dostałem pierwszy mandat od Policji w Saudi.
Jakbym zapłacił za przekroczenie prędkości to bym nie jęczał, bo ją „czasami” przekraczam i wiedziałbym za co .
Ale dostałem mandat za złe parkowanie
Najlepsze jest to, że mandaty dostali wszyscy parkujący na tej ulicy.
Pewnie pomyślicie, że staliśmy na zakazie.
NIE, nie było ŻADNYCH znaków – ani pionowych ani poziomych.
Po prostu- taka fanaberia.
I nie vqrviło by mnie to tak bardzo, gdybym nie widział, jak zaparkowane są samochody w centrum miast, gdzie miejsca parkingowe są zajęte, a za zaparkowanymi samochodami ustawiają się jeszcze 2 rzędy i blokują pól jezdni.
I to nikomu nie przeszkadza, bo patrole tam widuję regularnie.
Natomiast zaparkowanie w bocznej uliczce pod hotelem wywołuje natychmiastowa akcję „drogówki”.
Dobrze, że mnie przy tym nie było, bo by się mogło skończyć deportem,  nienawidzę, jak się ze mnie wała robi :(
Źródło

czwartek, 19 grudnia 2013

Skrócenie czasu pracy do 40 godzin tygodniowo równiż w firmach prywatnych

W celu zachęcenia Saudyjczyków do podjęcia pracy w firmach prywatnych Shoura Council podjęła decyzje o skróceniu tygodnia pracy z 45 godzin tygodniowo do 40 oraz ustanowienia 2 dniowego weekendu.
Co ciekawe,  niektóre firmy prywatne podjęły taką decyzję już dużo wcześniej.
Ja na przykład pracuję 10 godzin dziennie 5 dni w tygodniu, ale te 2 godziny  to tzw. „gwarantowane godziny nadliczbowe”.
Ciekaw jestem, czy się coś zmieni w innych firmach, bo z tego co wiem, takie decyzje nie są dla sektora prywatnego obligatoryjne.
Ciekawe, że w kraju będącym monarchia absolutną decyzję podejmowane na szczeblu rządowym mogą być traktowane przez prywatne firmy uznaniowo.
W demokratycznej Polsce to jest nie do pomyślenia , żeby ktoś w swojej firmie mógł się nie stosować do urzędniczych decyzji, które są traktowane niemal jak prawdy objawione.
Źródło

środa, 18 grudnia 2013

Ucz się polski Rządzie jak się pomaga obywatelom

Jego Wysokość Król Abdullah obniżył o… 50% opłaty za paszporty, opłaty rejestracyjne za samochody, przeniesienie tytułu własności oraz za odnowienie pozwoleń na pobyt pomocy domowych i kierowców dla rodziny.
Nie dotyczy to innych pracowników zagranicznych, bo ma to ulżyć doli „biednych" Saudyjczyków zatrudniających gosposie i kierowców dla żon(y) :D
Obniżki te były wprawdzie prze ostatnie 6 lat, ale termin obniżek upłynął 4 grudnia.
A u nas ?
Może i upłynie czas podwyższonej stawki VAT, ale do poprzedniego poziomu nie wrócimy zbyt prędko, bo wiadomo – „kryzys”
O ich obniżce nie o 50%  ale choćby o 1 czy 3% to możemy sobie pomarzyć.
Patrząc na moje życie to jeszcze się chyba nie załapałem po czasach Gierka na inne czasy jak kryzysowe ;/
Rys. Andrzej Mleczko

wtorek, 17 grudnia 2013

Nowe prawo czyli coś dla hejterów Arabii Saudyjskiej

Została przedstawiona propozycja zmiany prawa w oparciu o ustalenia Ministrów Sprawiedliwości GCC  z 1998 roku.
Określa ona minimalny wiek zawarcia związku małżeńskiego przez kobiety na 18 lat.
Nawet zgoda prawnego opiekuna kobiety na małżeństwo nie będzie poniżej tego wieku wiążąca bez zgody sądu.
Nowe prawo ma na celu osiągnięcie równości między kobietami i mężczyznami we wszystkich aspektach życia.
Reguluje również kwestię kurateli nad kobietami z wyjątkiem małżeństw (relacje pomiędzy małżonkami reguluje tutaj Prawo Szariatu).
Z tego, co zrozumiałem, nie daje to zwierzchności brata na siostrami, ale poczekam na ogłoszenie tych przepisów.
Nowa ustawa w obecnie proponowanej formie opisuje związek między małżonkami jako partnerstwo, a nie jako qiwamah (przewaga mężczyzn nad kobietami), jak było do tej pory.
Źródło

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Pada śnieg, pada śnieg … u nas też

Gdzie ja biedny mam uciec przed zimnem i śniegiem?
Myślałem – Arabia Saudyjska  - to się tu śnieg nie zdarzy.
A gdzie tam – już w północnej części Arabii Saudyjskiej spadł śnieg z deszczem i temperatura spadła poniżej zera.
W Tabuk, Turaif, Jouf i Arar zrobiło się biało i chłodno.
Wypadków – dużo więcej niż normalnie, bo tutaj ludzie nie wiedzą co robić na drodze jak pada deszcz, to co dopiero myśleć o śniegu.
Turyści, którzy poszli w góry w okolicach Tabuk i zobaczyli śnieg w panice zaczęli uciekać i doszło do wypadków, 26 osób uwięzionych przez śnieg ratowały samoloty wysłane przez Jego Wysokość Gubernatora - Fahda bin Sultana, który zapewnił im pomoc  z własnej kieszeni.
Mam cichą nadzieję, że do nas nie dojdzie.
Ja pierdzielę, wykończy mnie to globalne ocieplenie.

Autor Mohamed Alhwaity- pustynia w okolicach Tabuk
Źródło

Źródło

niedziela, 15 grudnia 2013

W zdrowym ciele zdrowe ciele czyli wypacanie obiadu


Pojechałem odwiedzić moich Kolegów, którzy zostali „słomianymi wdowcami”. Mieliśmy zamiar  pogadać i spożyć wspólnie jakiś ciepły posiłek, bo zamróz tu przeokrutny i temperatura tylko lekko przekracza 20 °C
Posiedzieliśmy sobie troszkę, pogwarzyliśmy i udaliśmy się na zasłużony obiadek.
Tylko okazało się, że jest obowiązkowy poobiadkowy spacerek, w celu redukcji przyswojonych kalorii.
Ochoczo przytaknąłem, bo obiadek smaczny i suty, także pomysł wydał mi się znakomity.

Nie widziałem jednak po co Zygmunt musi popędzić do domu w celu zmiany butów.
No bo jak spacerek, to można w każdych butach iść, co nie ?
Na zwykły spacerek – owszem, zwyczajne buty są OK, ale nie na to co mnie czekało.
Wyruszyliśmy na… 6 km. lekki galop, bo musieliśmy się wyrobić w godzinę.
To znaczy, dlatego, że jestem nieprzyzwyczajony i przeziębiony to godzinę.
Chłopaki schodzą na tej trasie poniżej 50 min.
Tak to ja dawno nie pędziłem, a Jurek i tak nas popędzał, bo uważał, że poruszamy się w tempie emerytów.
Mało ducha nie wyzionąłem z tymi maratończykami.
A wydawało mi się, że jestem zahartowanym zawodnikiem


Źródło

sobota, 14 grudnia 2013

Ludzie listy piszą i co z tego wynika

Jak wiecie już z perspektywy tych paru miesięcy,  za punkt honoru przyjąłem sobie pomagać innym, odwdzięczając się tym samym za pomoc  jaką sam uzyskałem od bardziej zasiedziałych  expatów.
Do spółki z Markiem staramy się zapewnić w miarę „miękkie lądowanie” nowo przybywającym  lub takim, którzy tylko wstępnie rozważają przyjazd do Saudi czy Bahrajnu.
Znakomita większość z nich to świetni ludzie i pomaganie im sprawia nam niesamowitą frajdę.
Ale niestety są również mniej ciekawe postawy.
Część traktuje nas jak swoich rękodajnych, którzy „muszą” coś dla nich zrobić.
Ja na słowa  „…bo ty musisz coś tam…” reaguję alergicznie i budzą się we mnie mroczne instynkty.
Obaj prowadzimy nasze blogi „pro publico bono”  poświęcając swój czas i energię i jedynym naszym „zyskiem” są świetne kontakty, które udaje się nam nawiązać dzięki blogom.
Ja poznałem Marka właśnie przez Jego bloga i tylko dzięki Niemu zacząłem prowadzić swój .
Blog pomaga (nie wiem jak Markowi, ale mnie na pewno) odstresować się po niektórych przygodach, jakie spotykają tutaj ekspatów.
Trafiają się też wśród piszących do nas egzemplarze, które traktują nas jak darmowe, interaktywne bazy danych.
Ale już poproszeni o jakieś drobne przysługi (jak lecą z Polski to czasami zdarza mi się poprosić o jakiś drobiazg, bo stałe źródło zaopatrzenia mam zapewnione) zapadają się pod ziemię....
I wtedy zapada taka niezręczna cisza :D
Cóż, nie stanie mi się z tego powodu krzywda, że ktoś mnie w takiej sprawie oleje, ale ruszyła mnie jedna sytuacja.
Chciałem poprosić o przywiezienie drobiazgów na prezenty dla moich znajomych, których pragnąłem  obdarować przed Świętami i Ich wyjazdem do domów, a nikt inny w tym czasie do Saudi nie leciał.
Niestety, po otrzymaniu informacji jakie osoba ta chciała ode mnie uzyskać kontakt się urwał.
Ale karma ma to do siebie, że wraca i to dobre i to złe.
Polonia tu jest nieliczna, a osobnicy typu „półprzewodnik”  - czyli wszystko ma płynąć w jedną (oczywiście ich) stronę dość szybko przekonują się, że samotne dwa lata w Saudi to nie jest najmilszy okres w życiu.
Tutaj nie chodzi nikomu o to, żeby ktoś rewanżował się tobie – ma pomóc innym.
W tym przypadku po prostu poinformuję moich znajomych o tej sytuacji i nie sądzę, aby ktoś specjalnie rwał się do pomocy temu osobnikowi :D
Może coś do niego dotrze za jakiś czas, czego mu serdecznie życzę.

piątek, 13 grudnia 2013

W świecie olejów czyli kolejny prezent gwiazdkowy dla Oli

Ola, jak zauważyliście zasmakowała w produktach indyjskich.
Ostatnio zażyczyła sobie oleju kokosowego, a mnie udało się z tego zadania wywiązać.
Nabyłem oleje zarówno jadalne jak i upiększające włosy także byłem z siebie niezmiernie dumny.
Dziś wywiało mnie na weekendowe zakupy do LuLu i powędrowałem to stoiska z olejami w poszukiwaniu czegoś egzotycznego.
I znalazłem olej sezamowy, który podobno ma (jak to zwykle przy zakupach bywa :D) moc niezmiernie ważnych dla zdrowia składników (tak wynikało z wypowiedzi Pana Sprzedawcy).
Profilaktycznie wziąłem dwie małe butelki oleju „wyłącznie na export” i zobaczymy, jak to zostanie ocenione przez Szacowną Małżonkę Mą Aleksandrę.
Mam ktoś jakieś własne doświadczenia z tym wynalazkiem ?
źródło

czwartek, 12 grudnia 2013

Tego jeszcze nie grali czyli moja reputacja to potęga

Jestem tutaj, z niewiadomych zresztą mi powodów, uznawany za jednego z bardziej srogich osobników.
Wynika to pewnie z tego że dość rygorystycznie podchodzę do kwestii bezpieczeństwa i przestrzegania obowiązujących w tym zakresie przepisów.
Podobno straszny ze mnie typ i ludzkość na mój widok zaczyna się zachowywać ciut nerwowo, jeżeli wie, że coś jest nie tak, jak powinno być.
Raz mój kolega z zaprzyjaźnionej firmy pojechał z wizytą na jedną z moich budów.
W Jego firmie używa się czerwonych kasków, takich, jakie normalnie noszą ludzie związani z bezpieczeństwem (inżynierowie, brygadziści i inne osoby z dozoru noszą białe – reszta kolorów nie jest przypisana do funkcji).
Dzwoni i opowiada, że jak tylko wysiedli z samochodu do w ludzi jakby piorun strzelił – wszyscy zakładali kaski, dopinali szelki bezpieczeństwa jak pracowali na wysokości, generalnie zaczyna panować wszechogarniająca atmosfera zainteresowania kwestiami BHP.
Pośmialiśmy się, ale nie ukrywam cieszy mnie to, że do pracowników zaczyna docierać jedna kwestia.
Wiedzą, co robią ŹLE  a to już jest sukces :D
Ale dziś powaliła mnie inna sytuacja.
Wjeżdżam na budowę, a że jak na razie „Krasula 2” jest jedynym tego typu samochodem w firmie, to wszyscy już wiedzą kto za „fajerą” siedzi.
Jadę sobie spokojnie do biura, patrzę, a kierowca jednej  z ciężarówek ma na mój widok oczy jak 5 złotych z rybakiem i siedząc w kabinie zaczyna…   zakładać kask :D
Myślałem, że padnę z wrażenia :D
Ale na wszystkich, którzy lekko traktują wymogi bezpieczeństwa nadchodzą ciężkie czasy – flota firmowa powiększyła się o kolejne …   dziewięć takich samych aut, jak to którym jeżdżę :D
źródło

środa, 11 grudnia 2013

Szpitale nie będą mogły odsyłać pacjentów po wypadkach

W Arabii Saudyjskiej każdego dnia na drogach ginie (wg oficjalnych danych) 20 osób.
Do tej pory prywatne szpitale mogły odsyłać pacjentów, nawet powypadkowych, jeżeli nie posiadali ubezpieczenia medycznego odpowiedniej klasy (klasy są od VIP do E).
Obowiązek przyjmowania pacjentów miały tylko szpitale państwowe (królewskie).
Jednak od dzisiaj prawo zostało zmienione i każdy szpital na obowiązek przyjąć pacjenta po wypadku, niezależnie od typu posiadanego ubezpieczenia.
W najbliższym możliwym czasie ma być on przeniesiony do szpitala państwowego, ale jeżeli stan pacjenta by to uniemożliwiał lub w szpitalu publicznym nie byłoby miejsc, pacjent ma być leczony w placówce, która była najbliżej miejsca zdarzenia.
Określono jedynie, że za odesłanie pacjenta będą kary, natomiast nie znalazłem informacji o sposobie refundacji kosztów leczenia.
Myślę, że może być to początek wymuszania na firmach prywatnych (szczególnie :D) podwyższania składek ubezpieczeniowych dla pracowników.
Może być tak, że prywatne lecznice będą domagały się zwrotu poniesionych kosztów od pracodawcy poszkodowanego obcokrajowca.

King Fahad Specialist Hospital w Dammam

źródła - Arab News i Alriyadh Newspaper

wtorek, 10 grudnia 2013

Wizyta Prezydenta Polski w Rijadzie

W "Saudi Gazette" pojawiła się tylko informacja o podpisaniu umowy o współpracy obronnej pomiędzy Polską a Arabią Saudyjską  (nie bardzo wiem, na czym ma to polegać, ale OK).
Ale już w "Arab News" są dodatkowe informacje.
Przede wszystkim Pan Prezydent przyjechał z delegacją polskiego biznesu.
Przypomniał o kontaktach między Polską i Arabią Saudyjską (były dwie wizyty saudyjskich władców w Polsce - w 1932 i 2007 roku), ale nadmienił, że Polska jako jedyny z  krajów UE zachowała wzrost gospodarczy.
Pewnie przez ten wzrost tak szybko przybywa Polaków w Saudi  :)
Jest to jednak dobra wizyta, bo wspiera polski biznes, a jeżeli odbywa się na poziomie oficjalnej wizyty głowy państwa wskazuje to na zaangażowanie polskich władz.
Prezydent „Komorroski” – bo tak napisano Jego nazwisko zachęcał również do inwestycji w Polsce.
Nasza Ambasada zaprosiła nas na kolację z Panem Prezydentem, ale z racji tego, że zaczynała się ona o godzinie 18 w niedzielę (czyli nasz poniedziałek) chyba spoza Rijadu niewielu się Polonusów pojawiło.
Mam nadzieję, że zainteresowanie regionem pomoże rozwiązać problem wiz do Bahrajnu, o co już wielokrotnie prosiliśmy.
Znacie moje perypetie związane z wyjazdami w celu przedłużenia wizy.
W takiej samej sytuacji jest tutaj sporo osób.
A nie sądzę, aby państwo, będące bardzo bliskim sojusznikiem Arabii Saudyjskiej nie podpisało takiej umowy z Polską.

Foto: Jacek Turczyk / PAP

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Opór Omanu wobec pełnej integracji czyli rozpad GCC ?

Omański Minister Spraw Zagranicznych na sobotnim  spotkaniu w Manamie sprzeciwił się koncepcji pełnej unifikacji krajów GCC.
Saudyjczycy forsują to rozwiązanie, ale stanowisko Omanu jest jasne - pogłębienie zjednoczenia nie leży w sferze zainteresowań tego państwa.
Mimo podejmowanych przez Arabię Saudyjską prób przekonywania Omańczyków  i wskazywania celowości takich działań ze względu na konieczność stabilizacji regionu i wspólnego udziału w negocjacjach państw P5+1 z Iranem w sprawie irańskiego programu nuklearnego, Oman twardo obstaje przy swoim stanowisku.
Odpowiedź Omańczyków jest jasna - jeżeli pozostali członkowie GCC zdecydują się na unię, to Oman się z GCC wycofa.
Najciekawsi byli goście tego spotkania: brytyjski minister spraw zagranicznych William Hague oraz szef Pentagonu Chuck Hagel.
Śmieszne dla mnie jest to, że doradzać jak działać wspólnie w ramach unii (GCC) przyjechał właśnie Brytyjczyk, jakby kompletnie zapominając o „pełnej współpracy” Wielkiej Brytanii z Unią Europejską np. w sprawie swobodnego przepływu obywateli Unii :D

Więcej informacji tutaj 




niedziela, 8 grudnia 2013

Poranna wyprawa Z Markiem do „Monster garage” czyli w poszukiwaniu motoryzacyjnych skarbów

Umówiliśmy się z Markiem na rano, żeby zobaczyć opisywany przeze mnie wcześniej (tutaj link) obszar za Dammam, na którym znajduje się nieprawdopodobna wręcz ilość warsztatów samochodowych.
Mało kto mi uwierzy, ile to zajmuje miejsca i że np. 100 samochodów to jest nic nie znacząca garstka.
Udało się nam pozwiedzać, ale z ciekawostek znaleźliśmy tylko jednego Oldsmobile.
Po ponad godzinnym spacerze udaliśmy się do innego miejsca, gdzie są sprzedawane samochody używane.
Ale przeżyliśmy rozczarowanie, Mustangi były tylko 4 czy 5 a Hummerów - wcale.
Tyle tylko, że mamy dokumentację zdjęciową części tego obszaru, który roboczo nazwałem „Monster garage” :)

sobota, 7 grudnia 2013

Jak ja nie cierpię zakupów w galeriach handlowych

Wpadłem na pomysł udania się do Dhahran Mall, żeby sobie coś na Mikołajki kupić.
To był zły pomysł.
Po pierwsze, sklepy są otwierane w piątki po godzinie 16, więc wszyscy są spragnieni zakupów, bo przecież cały dzień ich nie można było robić.
Tłumy dzikie, dzieci na: rolkach, rowerach, hulajnogach i butach z kółkami jeżdżą nie patrząc gdzie jadą i czy na kogoś nie wpadną.
Jak wpadną, to jest to problem tego, na kogo wpadły, więc trzeba być czujnym jak ważka.
Oczywiście – wszyscy muszą zaparkować jak najbliżej wejścia - zastanawiam się, czy jakby drzwi były szersze to by do samych sklepów wjeżdżali.
Pewnie tak, bo przejście 100 metrów od parkingu stanowi pewnie jakieś śmiertelne zagrożenie.
W takiej właśnie odległości jest mnóstwo miejsc parkingowych,  można zaparkować nawet ciągnikiem siodłowym z naczepą bez zbędnego wysiłku.
Wszedłem do pierwszego sklepu, który zamierzałem odwiedzić, ale ceny koszul,  na które się zasadzałem były grubo przesadzone.
A do drugiego sklepu już nie wszedłem, bo się zaczęła pora modlitwy.
Dalszy pobyt w tym miejscu uznałem za bezcelowy i oddaliłem się pospiesznie do miejsca zakwaterowania.
Jutro też jest dzień, sklepy otwierają wcześniej, to tłok będzie znacznie mniejszy, bo tutaj życie zaczyna się dopiero po zmroku :D

Źródło

piątek, 6 grudnia 2013

Promotor w HyperPandzie czyli ubawiłem się.

Poszedłem sobie na przedweekendowe zakupy do mojego najbliższego sklepiku i się snuję i zastanawiam, co też mam sobie do jedzenia kupić.
Nagle z zamyślenia wyrywa mnie jakiś głosik.
No niby męski, ale tak coś nie do końca.
Pada pytanie „czy ma Pan problem z….. włosami ?
Patrzę, a tam lokalny klon Justina Bibera, wyglądający jak siódma kopia kwitu na węgiel i wzrostu siedzącego psa.
Na głowie żelu tyle, że naszej reprezentacji w piłce nożnej na tydzień by wystarczyło, a i Mateusz Borek z Romanem Kołtoniem by się załapali.
Popatrzyłem na kolesia, mało nie wybuchnąłem śmiechem, kiedy naszło mnie jedno skojarzenie z Ojczyzny.
Czy wyobrażacie sobie taką scenę w Polsce, kiedy taki koleś zdaje takie pytanie facetowi ponad 190 cm wzrostu, ważącemu grubo (tak to właściwe słowo ”grubo”) ponad 100 kg. i mającemu fryzurę typu 2 mm. na czubku głowy a po bokach gołą skórę ????
I usłyszał w odpowiedzi, że jedyny problem, jaki mam z włosami to taki, że co dwa tygodnie do fryzjera muszę chodzić :D
źródło

czwartek, 5 grudnia 2013

Futrzak jest wróżką, ale Iqamę oddali starą

Przeczytałem po powrocie komentarz Futrzaka, ale i tak miałem opisać dalsze moje perypetie z dokumentami.
Otóż – papiery wróciły – stara Iqama (ta z błędami) i paszport.
Dali mi Iqamę, ale żebym odebrał paszport muszę po raz n-ty pisać maila z „do wiadomości’ mojego Bossa.
Spotkałem Go w windzie i poprosiłem o stałe pozwolenie na pobieranie paszportu, bo nie po to mam wizę wielokrotną, żeby co weekend prosić o wydanie.
Jutro mam Mu przypomnieć, to takowe przypomnienie napiszę.
Czyli – wszystko po staremu – mam Iqamę, która mogę tylko pokazać Policji w razie kontroli, ale dalej jest nie poprawiona więc do niczego więcej jej nie mogę użyć.
To, co się tutaj dzieje zaczyna mnie już po prostu ciężko vqrviać.

środa, 4 grudnia 2013

Iqama część n-ta czyli najgłupsze tłumaczenie świata

Każdemu z nas zdarzają się sytuacje, w których musimy się tłumaczyć.
W zależności od stanu świadomości lub dnia - tłumaczenia są raz mądrzejsze, raz głupsze.
Dziś zgodnie z zapowiedzią, odwiedziłem moich szacownych „kolegów” z HR w celu odebrania poprawnej Iqamy.
Nie rozczarowali mnie - Iqamy nadal nie ma  bo -  tak macie rację -  „problem, big problem”.
Wyłuszczyłem im, że to jest ICHbig problem” bo ja od jutra przestaję przychodzić do roboty i mam to w …   miejscu na to zasługującym.
I zmierzając do meritum czyli powrotu do rozpoczętych rozważań o tłumaczeniach wszelakich.
Otóż – wyrobienie poprawnej Iqamy jest niemożliwe, bo....  JEDYNA osoba w urzędzie, która ma do tego uprawnienia jest…  na urlopie.
Nie wiem, co mnie bardziej przeraża – to, że mijają się z prawdą jak to często mają w zwyczaju czy to, że jest to prawda
Źródło


wtorek, 3 grudnia 2013

Zamówienie czyli ile jest rodzajów oleju kokosowego

W Polsce olej kokosowy, jest uznawany za wyjątkowo zdrowy tłuszcz do użytku wszelakiego. Można go kupić (często za niemałe pieniądze), głównie jako produkt kosmetyczny, bo niewielu firmom chce się szarpać z urzędami i Sanepidem.
Dlatego dostałem polecenie partyjne nabycia takowego oleju w Al-Khobar.
W "Pandzie" był niedostępny,  udałem się więc do LuLu, w którym z definicji taki olej występować musi, bo jego największym producentem są Indie, a właścicielem LuLu jest Hindus z Kerali.
Szukam, szukam ale....  bez rezultatu.
Poprosiłem o pomoc jakiegoś ”ludzia” z obsługi i po wielu pytaniach, do czego chcę tego oleju używać zostałem zaprowadzony w miejsce, gdzie jest ten olej w wersji kosmetycznej. Nie było dużego wyboru: raptem 5 rodzajów.
Ok, to zapytałem o spożywczy.
Rzeczony „ludź” zaprowadził mnie do alejki z olejami i tam przepadłem. Do wyboru miałem kilkadziesiąt rodzajów tego smakołyku
Wybrałem najdroższe, bo już mi się myśleć nie chciało.
Także mam dziś na koncie dobry uczynek i jest szansa na pochwałę od Szacownej Małżonki Mej Aleksandry :)

PS.
Ola mówiła, że w Polsce olej kokosowy najłatwiej można kupić w dwóch wariantach
- rafinowany - bez zapachu i smaku kokosa, doskonale sprawdza się do smażenia
- nierafinowany - z aromatem, który Małżonka Ma Aleksandra stosuje m.in. do kanapek i naleśników

Zdjęcie ze strony producenta

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Ubezpieczenie auta czyli kolejna genialna zagrywka

Jeżdżę już tak od ponad miesiąca nową „Krasulą” zwaną „Krasulą 2”.
Do jej użytkowania otrzymałem jakiś papiery wydrukowane na drukarce (w sensie, że mam dowód rejestracyjny i pozwolenie na użytkowanie tego samochodu) oraz jak podejrzewałem – również polisę OC/AC.
Tylko zweryfikować tego nijak nie mogę bo wszystko „robalami” napisane.
To jeżdżę po całej Prowincji Wschodniej z poczuciem, że wszystko jest OK.
No, a nie było :(
Bo dziś dostałem maila z kolejnym dokumentem wypełnionym „robalami” z dopiskiem w mailu, że to jest właśnie moja polisa do auta.
Całe szczęście, że żadnego „dzwona” nie miałem, bo firma ubezpieczeniowa bez polisy do danego auta nie wykonuje żadnych czynności, nawet lawety nie wezwą.
Stój se Pan i się martw sam


niedziela, 1 grudnia 2013

Jak zostałem Khobarskim słoikiem czyli smakowite prezenty

W Warszawie osobnicy przybywający z „prowincji do Stolycy”  "Słoikami" są zwani ze względu na przywożone z domów zapasy.
My „Boat-people” którzy byliśmy pierwszą fala Hunów najeżdżających Warszawę tym mianem nie zostaliśmy ochrzczeni. Nazwano nas właśnie „boat-peoople
Ale będąc  na emigracji pozazdrościłem jednak warszawskim „Słoikom”  i....  zostałem pierwszym „Słoikiem” w Al - Khobar :)
Jola wczoraj upiekła specjalnie dla mnie prawdziwy, domowy  chleb oraz dostałem może nie w słoiki, ale w plastikowe opakowania gulasz i saudyjską wersję gołąbków.
I jestem panisko, bo mam dwa pyszne obiady (właściwie to już jeden :D) i chleb na jeszcze dwa-trzy dni.
Ja to mam dobrze, nie?

Źródło

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...