4/30/2014

Głód pisania czyli jestem uzależniony od bloga :-)

37
Głód pisania czyli jestem uzależniony od bloga :-)
Przez braki w dostępie do Internetu w nowej lokalizacji (całkiem sympatycznej zresztą, ale to już temat na inna opowieść) zawiesiłem swoją działaność "pisarską" na dwa tygodnie.
I niby nic się nie stało, bo mam więcej czasu np. na grę z Olą w bilard, to jednak czuję jakiś wewnętrzny niepokój :-D 

Okazuje się, że nieobcy jest mi pewien emocjonalny ekshibicjonizm, o co się wcześniej nie podejrzewałem.
A może to efekt tego, że dzięki tej pisaninie poznałem sporo nowych, bardzo fajnych ludzi ???
Nie wiem, ale doczekać się już nie mogę, żeby wrócić do normalnej aktywności, bo jest co opisywać, a i fotek własnych się trochę pojawiło :-D


Pomimo naszych internetowych perypetii postaramy się publikować posty regularnie, choć dopóki nie będziemy mieć normalnego łącza będziemy mieć problem z odpowiedziami na Wasze komentarze, które sprawiają nam ogromną radość :)

Poniżej Gadzina w pełnym rynsztunku czyli w abaji :)

4/29/2014

Przepraszamy za....... usterki :(

Przepraszamy za.......    usterki :(
Niestety nadal nie mamy dostępu do Internetu i chociaż tematów na nowe posty nam nie brakuje, to możliwości techniczne mocno ograniczyły naszą wirtualną aktywność.
Obecnie Gadzinie udało mi się zalogować dzięki uprzejmości pracowników compoundu do którego tydzień temu się przeprowadziliśmy, ale nie może zbytnio wykorzystywać ich dobrego serca
Mamy nadzieję, że nam wybaczycie zaległości na blogu

pozdrawiamy serdecznie naszych Czytaczy 
Pustynne Wielbłądy w komplecie :)


4/21/2014

Stare przysłowie pszczół mówi...

11
Stare przysłowie pszczół mówi...
............ że lepiej się dwa razy spalić, niż raz przeprowadzać.
Coś w tym jest - przeprowadzamy się do nowego mieszkania już trzeci tydzień.
Część rzeczy już przewieźlismy, ale jeszcze nie zakończyliśmy tego procesu.
Mieszkanie jest "częściowo" umeblowane, co powoduje konieczność nabywania jakiejś astronomicznej ilości pierdól oraz dokonywania zakupów poważnych, które jeszcze przed nami.
Internet ma być, ale...
Generalnie jest kapitalnie, bo mieszkanie przypomina mieszkanie a nie obskurną norę dla bezdomnych.
Miało byc większe, ale nie jest.
Cóż, tak jak pisałem - nic na gębę wszystko na papierze, bo łaska pańska na pstrym koniu jeździ.
Ważne, żeby już skończyć i znaleźć jakąś alternatywę, jeżeli chodzi o pracę, bo tutaj mi "lekko" dojadło.
Problem w tym, ze nie zgodzą sie na zmianę firmy "po dobroci".
Musiałbym się zwolnic i przejść kilkumiesięczny proces rekrutacyjny siedząc w Polsce, co z finansowego punktu widzenia jest bez sensu.
Ale nic to - może się uda znaleźć coś poza Saudi.
Choć nie ukrywam, ze i mnie jak i Szacownej Małżonce Mej Aleksandrze saudyjskie klimaty służą.
Mam nadzieje, ze następna relacja już z nowej siedziby będzie wysłana w najbliższym czasie bo podłącza w końcu Internet.


źródłó

4/20/2014

Zdrowych, radosnych Świąt, mokrego dyngusa, pogody, takiej jaką my tutaj mamy oraz aby każda i każdy z Was otrzymał w prezencie przynajmniej takie jajko jak to poniżej :)

źródło

4/18/2014

Al-Jubail - wcale nie takie nudne, jak się wydaje

20
Al-Jubail - wcale nie takie nudne, jak się wydaje


Wadą i zarazem zaletą Arabii Saudyjskiej jest jej wielkość. Królestwo Saudów jest prawie 7-krotnie większe od Polski, więc aby wybrać się gdzieś dalej samochodem potrzebujemy sporo czasu, a latać samolotami nam się nie chce, bo wbrew pozorom lot do np. Al-Ula zajmuje często więcej czasu niż przelot do Warszawy.  Postanowiliśmy więc, że najpierw zwiedzimy Prowincję Wschodnią zwaną tutaj Ash-Sharqīyah, która jest raptem..... dwa razy większa od Polski :)
Po wypadach do Hofuf, Qatif i na wyspę Tarut odwiedziliśmy Al-Jubail, które Wielbłąd zna nienajgorzej z racji Jego częstych wizyt duszpasterskich na tamtejszej budowie
Al-Jubail skojarzyło mi się trochę z Dubajem, bo......  to także miasto godne Księgi Rekordów Guinnessa  :)
Poniżej kilka jubailowych naj:
- największe miasto przemysłowe na Bliskim Wschodzie
- siedziba największej na Bliskim Wschodzie i czwartej na świecie firmy petrochemicznej
- Jubail Industrial City jest obecnie największym projektem inżynierii cywilnej na świecie.
- posiada największy na świecie zintegrowany system wody i elektrowni, produkujący 2743,6 MW energii elektrycznej i 800 tysięcy m3 wody na dobę.
Jubail jest również znany ze swojej ogromnej liczby ogrodów i parków.
Tyle z ciekawostek, a poniżej fotki :)

Ola vel Camelot vel Gadzina
Jedno z wejść  na corniche w Jubail


"Kuzyni" podczas posiłku w przydrożnym "barze" :)
Jeden z meczetów przy corniche w Jubail
Na plaży :)

4/17/2014

Współczesny Ali-Baba czyli któż to zacz jest?

13
Współczesny Ali-Baba czyli któż to zacz jest?

Po wizycie w Al-Hasa i zwiedzaniu "oryginalnego" Sezamu z Baśni Tysiąca i Jednej Nocy Szeherezady przypomniało mi się, że imię Ali-Baby funkcjonuje w języku potocznym do dzisiaj.
Jest to dość często używane określenie (szczególnie przez Egipcjan) opisujące osobę podobną w typie do polskich biznesmenów z początku lat 90 ubiegłego stulecia.
Czyli koleś typu "drogo kupić, tanio sprzedać i dużo na tym zarobić"
A w szerszym znaczeniu cwaniaczek lub człowiek niesłowny, który sprzeda Cię za drobne przy pierwszej nadarzającej się okazji.
Z mojego własnego doświadczenia - świetnie określa właściwie większość znanych mi...... Egipcjan.
Cóż, określenie z powietrza wśród właśnie tej nacji się nie wzięło :-D

PS
Ola zaprzyjaźniła się z compoundowym kotem - wypisz wymaluj - kot - Ali-Baba :-)
Kot drąc mordkę domaga się żarcia i głaskania.
Jak się nażre, to dalej miauczy, bo masz go zabawiać.
Wczoraj kot rąbnął Oli.......  klucze do mieszkania. (a mamy tylko jeden komplet)
Nie wiem, czy się szykował z kolegami do włamu - ale jako przykład na typ mentalności współczesnego Ali-Baby pasuje znakomicie :-D

PS.
Przeprowadzki nadal nie było, być może będzie dzisiaj....
Zaczynam się już z tego śmiać :D 

4/16/2014

Qatif i wyspa Tarut - zapomniana brama Zatoki Perskiej

19
Qatif i wyspa Tarut - zapomniana brama Zatoki Perskiej

Jako, że wiele osób zgodnie twierdzi, że w Arabii Saudyjskiej nie ma co zwiedzać postanowiliśmy to sprawdzić organoleptycznie :)
Wybraliśmy się z wizytą do pobliskiego Qatif, miasteczka, w którym pierwsze ludzkie osady założono około 3500 lat p.n.e.
Qatif - znane też wcześniej jako Al-Khatt, a przez starożytnych Greków nazywane Cateus pełniło ważną rolę zarówno jako miasto jak i jako główny port tego regionu Zatoki Arabskiej (tak od naszej strony nazywana jest Zatoka Perska).
Niektóre wczesne mapy europejskie, określały nawet całą dzisiejszą Zatokę Arabską jako Morze El Catif lub Katif.
Od wieków region i miasto Qatif słynęły ze swych źródeł wody, owoców, palm daktylowych i wyrobu doskonałych włóczni. Obecnie Qatif jest głównym dostawcą ryb, a także największym ośrodkiem rybackim w Arabii Saudyjskiej.
Na zachód od Qatif rozciąga się pustynia Al-Dahna z charakterystycznym dla tego regionu bogatym w rudy żelaza złoto-czerwonym piaskiem i labiryntem jaskiń.
Qatif jest połączone dwoma mostami z wyspą Tārūt
Nazwa wyspy pochodzi od nazwy starożytnej fenickiej i kananejskiej bogini miłości Ashtarat. W średniowieczu wyspa była często nazywana Dairin lub Daryn od nazwy jednego z lezących na niej miast. Znaleziska archeologiczne wskazują, że była zamieszkana już 5000 lat p.n.e.
Tārūt jest drugą (po wyspie Awal - obecny Bahrajn) co do wielkości wyspą zachodniej części Zatoki Arabskiej.
Wyspa odgrywała znaczącą rolę w działalności handlowej w całym regionie Zatoki Arabskiej, a port Dairin był ośrodkiem handlu między Indiami, Chinami i wschodnim wybrzeżem Afryki.
W centralnej części wyspy Tarut znajdują się ruiny zamku wzniesionego tutaj w latach 1515 - 1521. Do tej pory nie wiadomo, kto go zbudował, niektórzy archeolodzy sugerują, że został zbudowany przez mieszkańców Qatif i Tarut, aby chronić ich przed atakami z Portugalii. Inni badacze wskazują, że zamek został zbudowany przez Portugalczyków, w celu ochrony przed atakami Turków.
Niestety urokliwe uliczki i sam zamek powoli popadają w ruinę.

PS.
Przeprowadzki nie było, być może będzie dzisiaj

Zabudowa Qatif
Meczety na wyspie Tarut

Ruiny zamku na wyspie Tarut
Ruiny zamku na wyspie Tarut
Uliczki Tarut
Meczet w Qatif

4/15/2014

Przeprowadzka

Przeprowadzka
Dzisiaj i jutro przeprowadzamy się do innego compoundu, gdzie przez pewien czas będziemy pozbawieni Internetu.
Za wszelkie niedogodności PT Czytaczy serdecznie przepraszamy

źródło


4/14/2014

Dubaj - moje wielkie rozczarowanie

18
Dubaj - moje wielkie rozczarowanie
Przed przyjazdem do Arabii Saudyjskiej zrobiłyśmy sobie z Aishą krótki wypad do Emiratów Arabskich. Jak to zwykle z turystami bywa zaczęłyśmy od Dubaju, który dla mnie okazał się największym...... rozczarowaniem.
Cóż, każdy z nas ma prawo do własnych opinii.
Stolica komercji, olbrzymich centrów handlowych, nocnych klubów i rekordów Guinnessa praktycznie niczym mnie nie zachwyciła. Nie należę do gatunku "ćma barowa", nie gonię za najnowszymi kolekcjami mody uznanych projektantów i nie bawią mnie fotki typu "Tony Halik - tu byłem", a większość przewodników opowiadając o Dubaju koncentruje się na bardziej lub mniej ekskluzywnych restauracjach i nocnych klubach, centrach handlowych i markach luksusowych samochodów zaparkowanych w Dubaj Marina
Owszem miło jest obejrzeć z bliska Burj al-Arab czy porobić zdjęcia z położonego na wysokości ponad 400 metrów tarasu widokowego Burj Khalifa, ale nie tylko tego oczekiwałam po jednej z najmodniejszych turystycznych destynacji współczesnego świata.
Jednym z nielicznych miejsc, które zrobiło na mnie wrażenie jest utworzone w 1997 Heritage Village zlokalizowane w historycznej dzielnicy Al Shindagha. Pierwotnie leżała tam mała osada handlowo - rybacka, która dała początek obecnej aglomeracji.
Heritage Village odwiedziłyśmy dwukrotnie - po raz pierwszy podczas nocnego spaceru po cornichu i zwiedzania muzeum szejka Saeeda Al Maktoum - dziadka obecnego władcy Dubaju. Dom szejka Saeeda Al Maktoum z przepięknymi wieżami wiatrowym, został wybudowany w 1896 roku i stanowi moim zdaniem prawdziwą perełkę dubajskiej architektury.
Po raz drugi pojechałyśmy do Heritage Village na branch połączony z krótką prezentacją na temat historii i kultury Dubaju i był to według mnie najbardziej udany dzień w tym mieście.
Bardzo miło wspominam dzień naszego wylotu z Dubaju, kiedy miałam wreszcie czas aby pospacerować mniej luksusowymi uliczkami i porozmawiać z ludźmi, którzy przyjechali tu do pracy z Pakistanu, Indii czy Filipin.
Przykro mi, że nie potrafię napisać nic ciekawszego o Dubaju, ale trudno jest pisać, o tym co rozczarowało
Mam nadzieję, że zdjęcia wynagrodzą Wam lakoniczność tego posta.

Muzeum - dom szejka Saeeda Al Maktoum z charakterystyczną wieżą wiatrową, która pełni rolę klimatyzatora

Dubajskie taksówki na tle stacji metra

Dworzec autobusowy w Dubaju

Widok na Dubaj ze 124 piętra Burdż Chalifa

Wieżowce w Dubaj Marina

Muzeum Dubaju w forcie Al Fahidi
Burdż al-Arab - budynek w kształcie żagla położony na
wyspie Jumeirah - 280 metrów od wybrzeża.
Jeden ze "znaków firmowych" Dubaju i zarazem jeden z najdroższych hoteli świata, gdzie cena za noc zaczyna się od 11.000 $



4/13/2014

Globalizacja czyli paradoksy kulinarne

Globalizacja czyli paradoksy kulinarne
Jako, że jesteśmy w kraju arabskim, to na stole królują arabskie potrawy.
Moją specjalnością jest marokański tajine, ale brakowało mi specjalnego garnka do jego przyrządzenia. Wybrałyśmy się więc z Aishą na poszukiwanie do pobliskiego Centerpoint. Garnków do tajine do wyboru do koloru - od bardzo małych - jednoosobowych po niemal trzylitrowe.
Syte chwały wróciłyśmy do compoundu z największym garnkiem i zagoniłyśmy Wielbłąda za kierownicę, żeby nas zawiózł na poszukiwanie ingrediencji, które można byłoby w tym garnku upichcić. Kupiłyśmy nowozelandzką pokrojoną w kostkę wołowinę (kotom bardzo smakowała) w cenie 33 SAR za kilogram (około 30 pln) oraz całą masę przypraw.
Zabrałam się za gotowanie i po dwóch dniach gotowania mieliśmy na obiadokolację przygotowany w chińskim garnku marokański tajine z nowozelandzkiej wołowiny z indyjskimi przyprawami :)
To się nazywa globalizacja :)

Ola vel Camelot vel Gadzina

4/12/2014

Nie proś, bo będzie Ci dane :-)

Nie proś, bo będzie Ci dane :-)

Dzisiejsza wycieczka miała zawierać dwa punkty programu - zwiedzanie Al-Jubail (gdzie według uczonych przewodników nie ma absolutnie nic ciekawego) oraz łowy na kuzynów czyli podglądanie wielbłądów w naturalnym środowisku pustynnym.
Moje obie Panie były dziś wyjątkowo słowne i udało się wyjechać całe 5minut przed założonym czasem.
Al-Jubail mnie się osobiście bardzo podoba jako zupełnie nowa jakość urbanistyczna w Saudi.
Wrażenia z tego miasta Ola opisze jutro, a ja wrócę do naszych wielbłądów.
Otóż, wiem, gdzie w okolicach Al-Jubail jest jeszcze solidny kawałek pustyni na którym Beduini wypasają swoje stada.
Problem jest tylko taki, że słowem - kluczem w tej sytuacji jest wyraz "solidny"
Objechaliśmy sporo potencjalnych miejsc wypasu a tam zima, ani sztuki.
Gdzieś tam zamajaczyły w oddali wielbłądy, ale piasek był zbyt sypki, żeby się tam wybrać samochodem, jaki mam do dyspozycji, a do kopytkowania - nie dość że za sypki, to jeszcze cholernie gorący.
I już wyglądało, że ze zdjęć nici, ale podjąłem jeszcze jedną próbę.
Udało się, mimo odległość była spora i zdjęcia nie dały takiej satysfakcji, jakiej oczekiwaliśmy.
Zaczęło się więc marudzenie, że wielbłądy jakieś takie nie kooperujące i w ogóle i oczywiście to moja wina, bo nie dogadałem tematu z kuzynami.
Wyjeżdżamy już w kierunku Dammam a tam..... niespodzianka.
Stadko wielbłądów urzęduje sobie pośrodku drogi :-)
To się zaczęło "taś taś" oraz inne formy kuszenia modelek, bo wiadomo, że to tylko panie wielbłądzice sobie brykają na swobodzie.
Wielbłądki zareagowały na "taś, taś" i przyszły.
A Aisha i Ola dały nura do samochodu :-D
Na dowód ich wielkiej dzielności poniżej dwa zdjęcia, lekko kompromitujące bohaterskie reporterki :-D

Saudyjski Wielbłąd

Kuzynki witające nas przy drodze do Dammam

Aishy i Oli już na tej fotce nie zobaczycie, bo....... zamknęły się w samochodzie :D

4/10/2014

Dyskryminacja nałogowca - to mnie wkurza w Arabii Saudyjskiej

30
Dyskryminacja nałogowca - to mnie wkurza w Arabii Saudyjskiej

Przez ostatnie dwa lata paliłam sobie spokojnie elektronicznego papierosa nikomu nie wadząc i nie narażając na przesiadywanie w oparach dymu ani tym bardziej na utratę zdrowia.
W Arabii Saudyjskiej palenie e-papierosów jest zabronione, więc wróciłam do tradycyjnych "śmierdzieli".
Jeszcze w Emiratach Arabskich zaczęłam przestawiać się normalne papierosy. Szło mi to raczej kiepsko, bo po każdym wypalonym "śmierdzielu" kręciło mi się w głowie, ale nałóg a właściwie odruch trzymania czegoś w ręku i zaciągania się był silniejszy.
Pierwszą lekcję tego, że na ulicy kobieta palić nie powinna dostałam jeszcze w Ajmanie (Emiraty Arabskie). Otóż po zakupach przysiadłam sobie dyskretnie na ławeczce przed sklepem i zapaliłam. Nie zdążyłam dopalić do połowy, kiedy to jakaś młoda dziewczyna w abaji pogroziła mi palcem, podeszła i dała.... flakonik perfum.
Przypuszczam, że chodziło Jej o to aby nikt z mojej rodziny, a tym bardziej mąż nie wyczuł, że paliłam. Był to bardzo miły gest z Jej strony, ale ja poczułam się dość nieswojo :(
Po przylocie do Al-Khobar Wielbłąd też podkreślał, żebym nawet nie próbowała palić na ulicy. Prawdę mówiąc niespecjalnie się tym przejmowałam wychodząc z założenia, że przecież mogę sobie zapalić po powrocie do domu.
Nie przewidziałam tylko jednej rzeczy - tutaj wyjście do sklepu zajmuje nieprawdopodobnie dużą ilość czasu. Najpierw trzeba zamówić taksówkę, która owszem przyjedzie, ale..... może to zająć godzinę lub dłużej. Później trzeba do sklepu dojechać i zrobić zakupy. W centrach handlowych są co prawda kawiarnie, ale tam zapalić też nie wolno. Reszty sie pewnie domyślacie - po powrocie do compoudu pierwsza rzeczą, po którą sięgam jest właśnie papieros.

Po kilku dniach pobytu w Arabii Saudyjskiej jest to dla mnie największa wada tego kraju.
Nie przeszkadza mi chodzenie w abaji, zwłaszcza, że głowy i tak nie zakrywam, nie przeszkadza mi nawet to, że Wredny Wielbłąd wprowadził zakaz palenia w domu i w samochodzie, a sam czasami pali na ulicy, ale brakuje mi możliwości zapalenia wtedy kiedy chcę i gdzie chcę.

Ola vel Camelot vel Gadzina


4/08/2014

Orzeł wylądował...... w Arabii Saudyjskiej

29
Orzeł wylądował...... w Arabii Saudyjskiej


Po tygodniowym zwiedzaniu Emiratów Arabskich wczoraj udało nam się wreszcie dotrzeć do Arabii Saudyjskiej. Jeden dzień pobytu w Al-Khobar to zbyt mało aby cokolwiek powiedzieć o tym mieście, ale pierwsze wrażenia są jak najbardziej pozytywne.
Al-Khobar zdecydowanie różni się od przereklamowanego moim skromnym zdaniem Dubaju. Tutaj wszystko jest.... zwyczajne, arabskie z olbrzymim (niestety) nalotem europejskości. Ogromne centra handlowe jak Dhahran Mall czy Al-Rashid Mall mają powierzchnię znacznie większą niż warszawska Arkadia czy łódzka Manufaktura.  Hipermarkety Carrefour niczym nie różnią się od tych znanych mi z Polski (może z wyjątkiem stoisk z daktylami, których jest tutaj pełna gama i działu warzywno-owocowego, gdzie po raz pierwszy widziałam..... kwiaty bananowca (wie ktoś może jak to przyrządzić ?????).
Natomiast sklepy sieci handlowych Al-Danub, LuLu i HyperPanda to prawdziwy raj dla miłośników przypraw arabskich i hinduskich.
Souk w Al-Khobar to gąszcz uliczek tematycznych - uliczka z perfumami, uliczka z zegarkami, uliczka z ubraniami, uliczka z......
Na szczęście nie miałam jakichś konkretnych wizji tego miasta, choć tęsknię za tą Arabią z czasów  Sir Lawrence i okresu sprzed proklamowania Królestwa Arabii Saudyjskiej.
Wiem, że postęp jest nieunikniony, wiem, że prędzej czy później znikną z oaz i pustyni nieliczne już osady Beduinów, a wielbłądy zostaną całkowicie wyparte przez i tak wszechobecne  Toyoty, ale..... tęsknię do tej romantycznej wizji rdzennych mieszkańców Półwyspu Arabskiego przemierzających Arabia Felix ze swoim dobytkiem w poszukiwaniu lepszych miejsc do życia.
Tak rozmarzyłam się, ale jestem tutaj szczęśliwa. Mam wreszcie Mojego Wielbłąda i właśnie zaczynam życie Wielbłądzicy Domowej :)

pozdrawiam 
Ola vel Camelot vel Gadzina
Nasze lotnisko wylotowe czyli Al Maktoum International Airport (Dubaj)