niedziela, 29 czerwca 2014

Ramadan Kareem !

Wszystkim naszym Czytaczom, Przyjaciołom i Znajomym 
życzymy z okazji zaczynającego się dziś Ramadanu 

Ramadan Kareem !

***************

Ramadan Kareem !

we wish all our Readers and Friends









sobota, 28 czerwca 2014

Nadaję się na emigranta :)


Z perspektywy niemal trzech miesięcy spędzonych w Arabii Saudyjskiej przyszło mi do głowy kilka refleksji.
Arabia Saudyjska jest przez wielu ekspatów uznawana za jednej z trudniejszych krajów dla emigrantów, zwłaszcza dla kobiet. Media straszą prawem szariatu i ograniczeniami swobody. Jakoś tego dotychczas nie odczułam.
Ku zgrozie Wielbłąda poruszam się samodzielnie po naszym "trójmieście" (Dhahran, Dammam, Al-Khobar), robię sama zakupy, chodzę regularnie na spacery, rozmawiam (w miarę moich możliwości językowych) z ludźmi, nie mam żadnych problemów na ulicy.
Nie przeszkadzają mi różnice kulturowe - wprost przeciwnie - wiele się dzięki temu nauczyłam
Bardzo mi się tutaj podoba wszechobecny uśmiech na twarzach ludzi.
Jedyne co tak naprawdę mnie drażni to ruch drogowy, ale o tym już wielokrotnie na blogu pisaliśmy.
Lubię słuchać wezwań na modlitwę płynących kilka razy dziennie z głośników pobliskich meczetów, tego chyba najbardziej będzie mi w Polsce brakowało.
Pokochałam laban i labneh, choć w Polsce nie jadam serów. Nie mogę się jednak nadal przekonać do warzyw i owoców, których mamy tutaj duży wybór.
Nauczyłam się w Arabii Saudyjskiej gotować, bo......
- po pierwsze - nie miałam innego wyjścia,
- po drugie - otrzymałam ogromne wsparcie od naszych Koleżanek, które drogą mailową i telefonicznie pomagały jak tylko mogły (za co im bardzo, bardzo serdecznie w imieniu Wielbłąda i swoim - dziękuję)
- po trzecie - nasi znajomi z compoundu pokazali nam jak przyrządzić nieznane nam dotychczas potrawy.
Faktem jest, że dotychczas nie musiałam tutaj załatwiać żadnych spraw urzędowych, bo robi to za mnie Wielbłąd (i chwała mu za to), ale wszelkie kwestie związane z naszym mieszkaniem rozwiązuję z administracją compoundu samodzielnie i...... znacznie szybciej i skuteczniej niż nasza męska część sąsiadów :)
Reasumując - nie odczuwam (za wyjątkiem temperatury) niemal żadnych różnic pomiędzy życiem w Polsce i w Arabii Saudyjskiej.
A jeśli nie przeszkadza mi życie w tym cudownym (nie pomyliłam się - cudownym) pustynnym świecie, to nie będzie mi chyba przeszkadzało w żadnym innym kraju.

Ola vel Gadzina vel Wielbłądzica Domowa
źródło


piątek, 27 czerwca 2014

Ostatni dzień przed wakacjami

Wczoraj niby wszystko było już dla wszystkich jasne, że mnie praktycznie nie ma w w firmie inaczej niż „ciałem mem fizycznem” bo myśli to już daleko, to jednak znaleźli się jeszcze tacy, którzy mieli pomysły, jak mnie uszczęśliwić.
Co chwilę się jakiś dzięcioł budził i miał problem :-)
A dzień pracy ma tylko 10 godzin i się nie wyrabiałem :(
Ale jak twierdzi nasz dzielny nad wyraz dział HR, "jeden człowiek przy tak dużej firmie nie robi różnicy", to się tego w  dniu wczorajszym trzymałem jaki pijany płotu, czego Państwu i sobie w takich sytuacjach życzę :-)
źródło

czwartek, 26 czerwca 2014

Kartka dla Rafała - ciąg dalszy

Przedwczoraj dostaliśmy maila od Mamy Rafała


-----Original Message-----
From: C.Kuszyk
Sent: Tuesday, June 24, 2014 3:20 PM
To: Ola i Pawel
Subject: witam


Olu i Pawle kartki zaczynają przychodzić z różnych zakątków do Rafała,bardzo się cieszy kiedy oglądamy je,chcieliśmy wam jeszcze raz gorąco podziękować za tą akcję,pozdrawiamy serdecznie.
Czesia i Rafał
Te podziękowania należą się Wam !
 
My jedynie opublikowaliśmy akcję na naszym blogu - tutaj link
Wszystkim, którzy udostępnili miejsce na swoich blogach i kontach na Facebooku bardzo, bardzo gorąco dziękujemy i.... prosimy o jeszcze :)
Równie gorąco dziękujemy tym z Was, którzy wysłali lub dopiero wyślą kartki.
Jednocześnie mamy do Was ogromną prośbę. 
Nie pozwólmy tej akcji zaginąć w czeluściach Internetu.
Zbliżają się wakacje, z wakacyjnych wojaży będziemy wysyłać pozdrowienia dla Rodziny i Znajomych - dopiszcie do Waszej listy także adres Rafała - to tak niewiele, a zarazem tak wiele.
Pomysł podsunął nam Tomek z UK - Tomku był to pomysł godny Prawdziwego Wielbłąda - niniejszym zostałeś przyjęty do naszego Wielbłądziego Stada :)
Jeśli macie jeszcze jakieś pomysły, w jaki sposób rozpropagować akcję  i jak utrzymać ją "przy życiu" to piszcie - każdy pomysł na wagę..... chwil radości Rafała

Wysyłajcie kartki na adres
Rafał Kuszyk 
84-104 Rozewie 
ul.Garnizonowa 30/2 


źródło


środa, 25 czerwca 2014

Policjant - mistrz ciętej riposty

Ostatnio się jakoś tak porobiło, że w przeciągu dwóch dni dwóch moich kolegów - managerów zaliczyło w drodze do pracy  "nagly atak spawacza"
Oba samochody mają skasowany tył - jeden "dostał strzała", kiedy stał na czerwonym świetle, drugi gdy jak mu jakiś "mistrz długiej prostej" śmignął przed nosem przelatując przez trzy pasy na autostradzie.
Kolega zahamował, żeby typa nie trafić i już sam miał klienta w kufrze.
Ale najlepszy był Pan Policjant przy tym drugim wypadku - skomentował tą sytuacje poniższym tekstem, bez jakiegokolwiek sprawdzania co i jak się wydarzyło (a sprawcą wypadku był Saudi).
Kolega usłyszał cytuję:
"Jakbyś nie przyjechał do naszego kraju, to by tego wypadku nie było":-D
Mistrz, po prostu MISTRZ :-D

Arab News

wtorek, 24 czerwca 2014

Zarzadzanie stresem – różnice w podejściu w Arabii Saudyjskiej i gdzie indziej :-D

Szkolenie mi zrobili w firmie z zarządzania stresem w pracy.
Każdy z nas – w sensie tych „ważnych zarządzających” ma w ramach serii szkoleń przygotować prezentację dla pozostałych kolegów ze swojego obszaru.
Teraz padło na HR.
Temat – banał, zawarte w prezentacji wiadomości – poziom podstawowy lub przedszkolny.
Nie tylko ja miałem takie odczucie – kolega z "finansów" też.
Wykoncypowałem więc sobie, że się kolega z HR nie przepracował - 15 min. pogada o kwestiach wszystkim znanych i do domu.
Ale.....  pojawia się pierwsze pytanie.
OK, zadał je niższy rangą manager, zresztą podwładny prelegenta, to pomyślałem, że  „na wazelinie jedzie
Tylko, że padają kolejne pytania, już nie od podwładnych.
Co jest grane ? - myślę sobie
Nagle jeden gość wyskakuje z tekstem, że „nie lubi jak w CV ktoś mu pisze, że umie pracować pod presją
Cooooooooo ??????? Że jak ?????
To się go pytam, co mu nie pasuje
w tym, że ktoś umie pracować pod presją  
A ten mi na to odpowiada, że nie chce mieć pracownika, którego trzeba cisnąć, żeby pracował.
To jak Ty ludźmi zarządzasz ? - indaguję dalej
No dostają termin i się maja wyrobić - pada odpowiedź
OK, - mówię -  a co w przypadku, kiedy przyjdzie Szef Szefów i powie, że coś jest do zrobienia w połowie "ustawowego" czasu, jaki normalnie jest do tego potrzebny, żeby się ludzie wyrabiali bezstresowo ?
I tu padł strzał po którym do tej pory się nie podniosłem.
Koleś mi odpowiada w te słowa - To ty uważasz naszego Szefa Szefów za idiotę ? Przecież wiadomo, że się szybciej nie da, to nie przyjdzie bo się nie będzie narażał na to, że mu ludzie odejdą.
O qrva :-D Gdzie ja żyję ??? To tylko nas dwóch wrzuca ludziom zadania w czasie, który sami określamy jako możliwy do wykonania, a reszta ma z góry założone terminy poniżej których absolutnie się nie da nic zrobić ???
No z takim zarządzaniem w Europie to by długo nie pociągnęli.
Ale z drugiej strony – jakość „materiału ludzkiego” też nie jest z górnej półki – bo kasa także nie, niestety.
A ja, biedny miś, nie wiedziałem, że się nie da i wyszkoliłem tak swoją ekipę tak, że się da :-D
I pracują w moim dziale tacy sami ludzie jak w innych działach, za porównywalne pieniądze, tylko dwa razy efektywniej.
Drugim hitem była wypowiedź prelegenta, że pierwszy raz w życiu zaczął tutaj odczuwać stres w pracy, bo do tej pory pracował „na państwowym
Misiu, jakbyś popracował w firmach gdzie ja pracowałem to z tym podejściem do stresu zszedłbyś ze strachu po pierwszych 15 min. :-D, bo tutaj to są wczasy a nie stres.

źródło

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Urodziny po saudyjsku z niespodzianką w tle :)

Mamy w compoundzie dwóch młodych, a już zdolnych Saudyjczyków.
Świetni goście - z jednej strony tradycjonaliści, ale na codzień nie noszą thobów.
Prawa szariatu przestrzegają, ale nie ma w tym za grosz fanatyzmu czy chęci uszczęśliwiania kogokolwiek na siłę.
Jeden z nich - Hazem - miał w czwartek urodziny .
Tydzień przed tym przyszedł do nas jego najlepszy kumpel - Abdullah z problemem - groszem nie śmierdzi, a chce zrobić przyjacielowi przyjęcie - niespodziankę.
Więc co ja bym mu doradził ?
Jak to co - zapytałem zdziwiony ? Robimy zakupy i jazda do roboty :-D
Ale jak to ? – robimy ???
To się samemu da zrobić przyjęcie ? 

No się da, jak się nie ma kasy, to się robi wszystko samemu, zamiast zamawiać w knajpie
W wielkim sekrecie udaliśmy się w środę po zakupy.
Ola pozbierała co ciekawsze i możliwe do wykonania potrawy z przepisów od naszych Koleżanek.
Ja skoncentrowałem się na stekach i sosach.
Przy tutejszej wołowinie przyrządzenie wyśmienitych steków (jeśli się cokolwiek umie) jest mniej więcej tak trudne jak mieć słoneczny urlop na Bora-Bora :-D
Ola wykonała ciast wszelakich moc, bo aż trzy rodzaje: 

- piernik wg przepisu Lulu, 
- bajaderki z przepisu Krysi58 
i sławne już w całym Al-Khobar ciasto drożdżowe Halinki i Minia511
Do tego ziemniaczki w mundurkach, steki w pieprzu i specjalnej amerykańskiej przyprawie do steków, sos tzatzyki, sos z sera pleśniowego z zielonym pieprzem oraz sos do steków mojego własnego pomysłu i dwa rodzaje chleba z Oli wypieku.
Goście się zjechali i Abdullah poszedł po Jubilata.
A jubilat myślał, że wszyscy o nim zapomnieli i za cholerę zejść na dół nie chce, bo ma.....   dola.
Abdullah walczył z pół godziny, żeby Hazem łaskawie zlazł :-)
Jego minę jak zobaczył gości i swoje party- macie na zdjęciach :-)

A polską kuchnię chwalili wszyscy niezależnie od kraju pochodzenia - Saudyjczycy, Pakistańczycy, Syryjczycy, Palestyńczycy i nawet dziewczyna z Republiki Południowej Afryki - a dowody poniżej :)

Dziękujmy polskim Amazonkom



Hazem (w środku) ze swoimi najlepszymi kumplami - Abdellahem (po prawej) i Ahmedem (po lewej)


niedziela, 22 czerwca 2014

Lulu - nie cierpię robienia zakupów w "Twoim" sklepie :P

Mamy cudowną Koleżankę o nicku Lulu, która wielokrotnie ratowała nas przepisami na bardzo smaczne jedzonko.
Mamy też w Al-Khobar hipermarket, który nazywa się "Lulu"
"Lulu" - jest ogromny (oczywiście sklep, a nie Koleżanka) - dwa piętra - na parterze kosmetyki i chemia, artykuły kuchenne i oczywiście artykuły spożywcze w ogromnym wyborze.
Na pierwszym piętrze artykuły AGD i RTV  oraz odzież.
Co piątek rano jeździmy do "Lulu" na nasze weekendowe zakupy. I generalnie rzecz biorąc bardzo lubiłabym te wyjazdy gdyby nie jedna, jedyna wada tego sklepu. Jeśli kupuję tam coś (z wyjątkiem artykułów spożywczych) to od razu muszę kupić potrzebną mi ilość np. food containerów, miseczek, kubeczków czy innego typu utensyliów kuchennych.
Nie mam czasu, żeby zastanowić się czy sprawdzić w domu, jak się dany produkt sprawuje w użyciu,  bo po południu już go nie będzie.
Kupiliśmy super kubeczki ceramiczne, które można używać także w kuchenkach mikrofalowych - po południu chcieliśmy jeszcze kilka dokupić - oczywiście już nie było.
Kupiliśmy hot pot - food container - przetestowaliśmy go w domu, świetnie się sprawdził (utrzymuje ciepło ponad 6 godzin), więc wymyśliłam, że chcę mieć taki także w Polsce.
Pojechaliśmy dokupić drugi - akurat ten model został już wyprzedany.
Owszem były inne, ale nie ten, który chciałam :(
I tak jest niemal zawsze.
Niniejszym postulujemy - Lulu zwiększ zamówienia do swojego sklepu - nie chcmy się stresować za każdym razem, kiedy kupujemy coś do kuchni :P

Ola vel Wielbłądzica Domowa

Właśnie drugi taki sam food container chciałam dokupić, ale......  już nie było  (zdjęcie ze strony producenta)

sobota, 21 czerwca 2014

A jednak mnie zdradzila........ moja ulubiona knajpa :-(

Nie mieliśmy melodii na robienie obiadu w poprzednią sobotę, więc poszliśmy na shawarmę do knajpki, którą już Wam wielokrotnie opisywałem, gdzie zawsze było dobrze i tanio
Tanio jest nadal :-(
Ale dobrze..... to się tam struliśmy.
Cala noc jechałem do Rygi przez Ząbkowice, a dołem też nie było lepiej.
Taka kołomyja do białego rana, a w niedzielę do roboty, bo się audyt zewnętrzny ISO zaczął.
I z audytu w szybkich abcugach do domu wrócić musiałem, żeby jeszcze jakimś specyfikiem się podratowć, bo
moja jazda jeszcze się nie skończyła.
Ola noc przeżyła spokojnie, ale Ją wzięło z opóźnieniem.
Jak na razie na shawarmę mamy daleko posuniętą alergię.
Oby się nie skończyło w moim przypadku jak z dżemem pomarańczowym.
Był to mój (poza przepyszną kwaśną śmietaną i doskonałym chlebem) podstawowy produkt spożywczy podczas pobytu na obozie w ZSRR w.... 1986 roku. 

Od tamtej pory nie jem dżemu pomarańczowego, bo po miesiącu takiej diety to nawet na pomarańcze szczekałem, co w tamtych czasach nie było specjalnie zrozumiałe i wychodziłem na zarozumiałego snoba.
To, że jestem zarozumiałym snobem, akurat w tym przypadku, jak widzicie nie miało żadnego wpływu :-D

źródło

czwartek, 19 czerwca 2014

Mała rzecz a cieszy ,,,,

Lubicie kiedy ludzie wokół Was są radośni i uśmiechnięci ???  
My lubimy - bo radość innych to także nasza radość
Lubicie pomagać ? Tak po prostu - bezinteresownie, w zamian za uśmiech drugiego człowieka ???
My też :)  Świat nie stanie się przez to lepszy, ale przynajmniej jednej osobie będzie lżej na sercu i duszy. A to już dużo, bardzo, bardzo dużo.
Lubicie podróże ???
My bardzo lubimy.  Każdą wolną chwilę poświęcamy na poznawanie świata i nowych ludzi. 


Rafał niestety nie może podróżować - jeździ na wózku inwalidzkim.
Rafał to syn naszej Koleżanki 
i w Jej imieniu zwracamy się do Was nasi Drodzy Czytacze 
z gorącą prośbą.
Wyruszcie w minipodróż - podróż na najbliższą pocztę 
i wyślijcie do Rafała pocztówkę z pozdrowieniami.

I dla Was i dla nas to niewielki wysiłek, a na twarzy Rafała pojawi się radość, że na świecie, jest tylu wspaniałych ludzi, którzy chcą mu ten świat pokazać.
Nigdy dotąd nas nie zawiedliście, wielu z Was jest z nami niemal półtora roku, Wspieraliście nas  słowem pisanym i czynem.
Wierzymy, że i tym razem spełnicie naszą gorącą prośbę.
W szczególności kierujemy nasze słowa do tych z Was, którzy mieszkają poza granicami Polski
- do niezastąpionego, cudownego Futrzaka,  
- do zawsze trafnie komentującej BasiB, 
- do żyjącej w innej strefie czasowej Moja Ameryka, 
- do naszych  cudownych dziewczyn na Cyprze -  Ingalill i  Lemessoss, 
- do odwiedzających nas czasami Sułtańskich Rodzynków, 
- do Magdy z UAE, której dawno już nie widzieliśmy, 
- do Mamy Ammara, 
- do polskich Mulinowych Misiów z prośbą o miśka na szczęście dla Rafała, 
- do Sznupków, którzy całe życie są w podróży, 
- do Oleny z "Kichadłowa" 
- do Ecota z Korei
- do Ani co przeprowadziła się na Bali
- do naszych chłopaków na misjach wojskowych 
- do Na wsi w Japonii i Jej Mamy, które choć nieczęsto komentują, to jednak nas czytają
- do  Czarnej ze Szwecji, która nam chyba jeszcze nie zamarzła :)
- do tych, których nie sposób tu wymienić z nicka czy imienia, ale którzy czytają naszego bloga 
- do Każdej i Każdego  z Was - nieważne, gdzie mieszkacie - w Polsce czy na świecie - wyślijcie pocztówkę do Rafała
To mały gest, a cieszy.....

Prosimy też, aby Ci którzy prowadzą blogi zamieścili naszą prośbę na swoich blogach - mamy nadzieję, że nie będzie to dla Was zbyt wielkim problemem.

Towarzyszki i Towarzysze z blogosfery !!!
Pomożecie ???
Jesteśmy pewni, że pomożecie - tak jak zawsze nam pomagacie :)

Wysyłajcie kartki na adres
Rafał Kuszyk 
84-104 Rozewie 
ul.Garnizonowa 30/2 

źródło
 

wtorek, 17 czerwca 2014

Mamy służbowego psa :-)

To znaczy nie my, a nasz sąsiad z compoundu.
Pies jest prywatny, ale posłuży społecznym celom :-D
Sunia wielorasowa w wieku kiedy wszystkie łapy mają swoje zdanie co do kierunku marszu, a uszy i ogon też są już lokalną atrakcją.
Ciekaw jestem reakcji naszych nowych (niestety) sąsiadów – Palestyńczyków udających Jordańczyków.
Kompletnie nie mam pojęcia, po co ci ludzie mieszkają w compoundzie, skoro są zdecydowanymi zwolennikami tradycyjnego stylu życia.
Jest w okolicy mnóstwo miejsc gdzie zwolennicy tego stylu życia znajdą większe mieszkania za lepszą cenę.
A tutaj ani oni, ani my nie czujemy się teraz komfortowo.
Pani ubierająca się w gruby dres ze szczelnie zawiniętymi chustką włosami przy temperaturze ponad 40 stopni, z rozlicznym, bo 5 sztukowym potomstwem drącym mordy jakby ich ktoś ze skory obdzierał i robiącym niesamowity chlew to nie jest to, co tygrysy i Wielbłądy lubią najbardziej zwłaszcza w weekendowy poranek.
Ale teraz mam jakieś wsparcie :-D


poniedziałek, 16 czerwca 2014

Jak się pozbyć.... chrapania :D

Nigdy byśmy nie wpadli na to, że dzięki kurkumie można się pozbyć chrapania, gdyby nie Panchami - nasza Sąsiadka z compoundu.
Otóż lubię sobie w nocy pochrapać i podobno nie jest to tak ciche i miłe jak mruczenie kota, więc niejednokrotnie Wielbłąd wstaje do pracy delikatnie mówiąc niewyspany.
Od naszej sąsiadki z compoundu dowiedziałam się, że jej mąż też chrapie, więc wyraziłam wyrazy głębokiego współczucia i zapytałam jak sobie z tym radzi.
Dowiedziałam się, że chrapanie to w sumie żaden problem, wystarczy wypić raz - dwa razy w tygodniu mleko z kurkumą. Tak przynajmniej rozwiązuje się ten problem w Asam (Indie) skąd pochodzi Panchami.
I to rzeczywiście działa :)


Przepis
Podgrzać mocno mleko, dodać 1-2 łyżeczki kurkumy w proszku albo 1/2 łyżeczki mielonego kardamonu, dokładnie wymieszać, wypić przed snem i dzięki temu, Wasza niechrapiąca połówka ma szansę na przespanie całej nocy :)

PS
Kurkuma działa na mnie lepiej niż kardamon


Ola vel Camelot vel Gadzina vel Wielbłądzica Domowa 

niedziela, 15 czerwca 2014

Arabia Saudyjska członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Inspekcji Pracy

3 czerwca 2014 Arabia Saudyjska oficjalnie dołączyła do Międzynarodowego Stowarzyszenia Inspekcji Pracy (IALI)
W oświadczeniu do Saudyjskiej Agencji Prasowej (SPA), Abdullah Abu Thunyan, podsekretarz d/s. inspekcji i rozwoju środowiska pracy w Ministerstwie Pracy, powiedział, że członkostwo Arabii Saudyjskiej w IALI umożliwi podniesienie standardów i efektywności kontroli warunków pracy przy wykorzystaniu doświadczeń i rozwiązań wypracowanych przez tą organizację.

Takie posuniecie daje w końcu jakieś szanse na precyzyjniejsze umocowania prawne i lepszą kontrolę państwa nad standardami bezpieczeństwa pracowników.
Jeżeli nie będzie to tylko krótkotrwały zapał może to bardzo pozytywnie wpłynąć na standardy pracy i jakąś zmianę mentalności pracodawców prywatnych, bo obecnie standardy BHP zależą tylko i wyłącznie od wymogów klienta.

czwartek, 12 czerwca 2014

Procesy rekrutacyjne w GCC

Często dostaję maile z pytaniem jak tu znaleźć jakąś ciekawą i dobrze płatną robotę w Zatoce.
Można to zrobić na kilka sposobów - wymienię je po kolei.
Transfer - czyli po prostu przeniesienie się do któregoś z krajów GCC jako pracownik międzynarodowego koncernu, który bądź już posiada,  bądź dopiero otwiera swój oddział w którymś z krajów Zatoki Perskiej.
Jasne, proste i nie wymaga dodatkowych komentarzy.
Drugi sposób to szukanie pracy na portalach rekrutacyjnych i przesłanie swojego CV na interesujące nas oferty. Ma to kilka wad.
Po pierwsze, są to z reguły najgorzej płatne oferty, z najsłabszym socjalem i bonusami.
Takie stanowisko wystawia się na portalach jak nie ma nikogo wśród znajomych, znajomych znajomych i innych krewnych Królika.
Kolejna metoda to kontakt z agencjami rekrutacyjnymi - wysłanie CV do takiej firmy i czekanie na odzew.
Brałem już udział w kilkudziesięciu rozmowach rekrutacyjnych z takimi firmami przez Skype, telefon, mailowo etc.
I z reguły gówno z tego wynika, z powodów jak powyżej :-)
Jedyny moim zdaniem sprawdzony sposób to "metoda JPDP" czyli Jedna Pani Drugiej Pani.
Czyli masz kolegę, który ma kolegę, który ma możliwość położenia na biurko jakiegoś managera branżowego, który może być zainteresowany Twoją kandydaturą lub  sensownego HR-owca lub generalnie jakiegoś decyzyjnego osobnika Twojego super przygotowanego CV (ważne, żeby nie było za długie, bo czytanie to bardzo męczący proces).
Bez Agencji JPDP o szansę na fajną robotę na rozsądnych warunkach jest naprawdę ciężko.
Dlaczego ?
Po pierwsze- wojna w Syrii, niepewna przyszłość w Egipcie i na Filipinach.
To drastycznie obniża oczekiwania finansowe ludzi z tamtych krajów i czasami jest taniej wziąć dwóch - trzech ludzi z wymienionych miejsc niż jednego Europejczyka.
Wiem, ze kwalifikacje, poziom wykształcenia itp. są większe po stronie europejskiej, przynajmniej w większości przypadków, ale  w wyniku opisanego stanu rzeczy przyjeżdżają tu ludzie wykształceni na Zachodzie.
I to drastycznie zmienia sytuacje na rynku pracy, bo w normalnych warunkach wcale nie byliby dużo tańsi niż Westerni.
źródło

środa, 11 czerwca 2014

Moja Żona jest wyjątkiem ???

Wiele osób łącznie ze mną martwiło się, jak Ola poradzi sobie po przyjeździe do Arabii Saudyjskiej. Ja pracuję ponad 10 godzin dziennie, więc przynajmniej teoretycznie Ola powinna umierać z nudów biorąc pod uwagę panujące tutaj ograniczenia.
Nic bardziej mylnego :)
Ja widać, trafił mi się na żonę wyjątkowo nietypowy egzemplarz ;-D
Po pierwsze - moja Żona się nie nudzi.
Dla wielu pewnie to zaskakujące, ale tak rzeczywiście jest. Poukładała sobie życie w compoundzie w ten sposób, że czasami brak Jej czasu, żeby odpocząć. Bez problemów robi zakupy, a potrafi to na dodatek, tak zorganizować, żeby zakupy zostały przyniesione pod samą bramę compoundu. Do tej pory nie udało mi się dowiedzieć, w jaki sposób to osiągnęła, ale.... niech to już pozostanie Jej słodką tajemnicą :)
Po drugie - moja Żona w Arabii Saudyjskiej..... schudła i to bez odchudzania.
Niby nic szokującego, ale tutaj większość ekspatów (łącznie ze mną) dość szybko łapie dodatkowe kilogramy. Cóż, jadanie w knajpach plus słodycze robią swoje. Ola jada to co zwykle, ale.... gotując w domu. Mam nadzieję, że dzięki temu i mnie uda się pozbyć nadmiaru sadełka.
Ps. tutaj dodatkowy plus dla mojej Żony - nauczyła się gotować takie potrawy, których ja w życiu bym nie zrobił :D
Po trzecie - moja Żona nie posługując się językiem angielskim na poziomie umożliwiającym w teorii załatwienia czegokolwiek, jak tylko znikam z horyzontu radzi sobie wcale nie gorzej od native speakera :-)
W czym tkwi tajemnica ?
To jest podstawowa kwestia - w Jej podejściu.
Są tutaj ludzie od razu nastawieni na "nie i ch.... j".
I ci, albo sami będą bardzo nieszczęśliwi, że tutaj mieszkają, albo doszczętnie "umilą" życie również tym, z którymi tu przyjechali.
Wszyscy, jak tu jesteśmy, przyjechaliśmy zarabiać pieniądze, a nie na wakacje na Bora-Bora.
Ale można się tak tu urządzić, że otaczająca rzeczywistość nie musi być koszmarem, a może być całkiem przyjemna :)

Autor zdjęcia - Marecek

wtorek, 10 czerwca 2014

Budowanie zespołu czyli da się :-)

Tak przed wakacjami, a po comiesięcznym spotkaniu z moimi "Wesołkami" naszła mnie taka refleksja.
Mam zajefajną ekipę i kropka.
Ale jak tak zacząłem sięgać pamięcią wstecz, to wcale mi nie było do śmiechu, jak tu przyjechałem.
Przejrzałem swoje wcześniejsze wpisy na blogu to mi się parę klapek w głowie pootwierało :-D
Ale przez te prawie półtora roku jakoś doszliśmy do porozumienia.
Mój zespól działa jak solidna niemiecka maszyna i nie jest to przesada.
Po pierwsze - powiększył się ponad dwuipółkrotnie od czasu, jak zaczynaliśmy.
Po drugie - w rankingach naszego głównego, szalenie prestiżowego i wymagającego  klienta zawsze jesteśmy w TOP 10 w HSE włącznie z nagrodami za recycling.
A mamy 98 konkurentów w tej kategorii, w tym firmy układające rury, co w porównaniu z pełną budowlanką jest dziecinną zabawą, a  i tak od niektórych jesteśmy lepsi.
W TOP 10 od ponad roku jesteśmy zawsze "na pudle" ;-D
Dzięki współpracy z QM (Quality Manager) wprowadziliśmy nagrody za innowacyjność, prowadzącą do ograniczania kosztów lub poprawy bezpieczeństwa, czy redukcji odpadów.
I tutaj na (jak na razie) 10 nagrodzonych tylko dwóch nagrodzonych nie jest z mojego działu, ale jeden został "doproszony" do naszego projektu, bo był naprawdę bardzo pomocny.
Jest to nagroda finansowa, ale ważniejszy jest dyplom i zdjęcie z naszym CEO.
Wprowadziłem działową nagrodę za najlepszy progres na obiekcie i tu nagroda ogranicza sie do dyplomu, zdjęcia ze mną i .....   obiadu, na który zapraszam zwycięzcę :-D
Żeby nie było – za obiad place z własnej prywatnej kieszeni :-P
Do utworzenia tej nagrody nakłonili mnie Dinesh z Hafizem, ja nie bylem do tego przekonany, bo niby co to za wyróżnienie ?
Ale okazuje się, że chłopaki naprawdę ostro walczą o to, żeby się na taką nagrodę załapać.
Czyli da się zbudować coś z niczego, jeżeli się tylko chce i nie trzeba od razu ludziom fundować nowego BMW.
Często wystarczy okazać im szacunek i w nawet symboliczny sposób nagrodzić za wykonaną pracę.
I bardzo często to wystarczy, żeby pchać ten wózek mniej więcej w tym samym kierunku :-D
Na zdjęciach poniżej cześć mojej zacnej ekipy - są to tylko Site Safety Managers. Kaidy z Nich ma w swoich zespołach od kilku do ponad 20 osób.


poniedziałek, 9 czerwca 2014

Pożytek z alarmu pożarowego płynący - czyli kto jeszcze mieszka w naszym compoundzie.

W czwartek,, tak około 9 wieczorem rozwył się alarm pożarowy w naszym budynku.
Grzecznie wykopytkowaliśmy z Olą przed dom czekając na jakieś dalsze informacje.
Ale czułem, że alarm ma podłoże w czymś innym niż pożar.
Dlaczego ? Ano z dwóch powodów - znając życie, wiedziałem że czujki pożarowe były kupione "po wielkiej taniości" a chłopcy z compoundu mają takie pojęcie o konserwacji czujek jak ja o mongolskim balecie. Na dodatek cały dzień wiał hamsin, czy jak się ta cholera tutaj nazywa i takiego piasku o konsystencji pudru nawiało od metra.
Czyli czujki zatrute piachem, to będzie bal do białego rana :-(
Nie spodziewałem się tłumów, bo ludzie tutaj do alarmów pożarowych mają podejście dość swobodne, a i sąsiadów jak na lekarstwo.
I tu się mile rozczarowałem.
Pojawiło się całkiem sporo ludzi z których większość widziałem pierwszy raz w życiu.
Zaczęły się powitania i okazuje się, że.....    język polski jest drugim językiem obcym w tym compoundzie.
Jak to możliwe ? Ano mieszka tutaj jeszcze dwóch chłopaków - pół Greków, pół Polaków :-D
Grecki jest trzecim najpopularniejszym compoundowym językiem, bo jest jeszcze jeden Cypryjczyk.
Alarm wyje, ochroniarz biega jak szalony :-D
Co się okazuje - kolejna rzecz łatwa do przewidzenia tutaj czyli popierdzielone adresy czujek.
Alarm wyje w moim bloku, a czujka jest w bloku na przeciwko :-D
Przyszedł wreszcie jeden rozsądny chłopak, to mu tłumaczę, że będzie wyło, dopóki czujek nie wyczyszczą.
Ale jak to zrobić ? - pyta  Bardzo prosto - odkurzyć :-D
Po wysłuchaniu i wdrożeniu sugestii Wujka Dobra Rada system się uspokoił,  a fire alarm party trwało jeszcze dobre dwie godziny :-)
źródło


niedziela, 8 czerwca 2014

Jak zostalem ARBITREM ELEGANTIARUM :-)

W jednym z tutejszych malli jest całkiem interesujący sklep z ciuchami.
Za bardzo rozsądne pieniądze można kupic garnitury dobrych projektantów np. Bossa czy Cerruti .
Poza tym jakieś jeansy Diesla,  Armaniego itp.
Problem jest tylko w rozmiarach, bo atrakcyjna cena wynika z tego, że są to po prostu końcówki serii.
Udało mi się raz kupić garnitur, ale po tym jakże szczęśliwym wydarzeniu już nic więcej w swoim rozmiarze nie znalazłem.
Jednak tak co dwa - trzy tygodnie wpadamy kontrolnie poszukać czegoś ciekawego.
Ola poszukuje jakiejś odzieży, w którą moja dobrze odżywiona postać da się wcisnąć, a obok mnie przyzywa męki Tantala przy wyborze garnituru jakiś Hindus.
Co chłop coś na siebie założy, do bardziej żałośliwie wygląda i patrzy z wyrzutem na swoją żonę.
Ale żona nieubłagana, bo garnitur jest niezbędny do odziania biedaka z okazji otrzymania dyplomu przez ich syna.
W końcu Pani Hidusowa zaczepiła Olę, czy Jej Szacowny Małżonek czyli po prostu ja nie byłby w stanie jakoś pomoc jej mężowi uporać się z tym wyzwaniem, bo jej połowica garniturów nie znosi jak morowej zarazy.
Co miałem zrobić ? Zacząłem coś dobierać.
Problem był taki, że chłopina niewysoki, a odżywiony jeszcze lepiej ode mnie.
Spodnie skrócić na miejscu to nie problem, ale dobrać marynarkę to było wyzwanie.
Jakoś się udało, i zaczął wyglądać po ludzku.
Tylko jak zobaczyłem, jaką wybrał do tej marynarki koszulę, to zawyłem z rozpaczy.
Pani Hindusowa zbeształa małżonka i prosi o dobór koszuli i krawatu.
Już po jakichś 40 minutach gość zaczął przypominać człowieka w garniturze, a nie nieszczęśliwego stracha na wróble.
Z radości zrobili sobie z nami zdjęcia :) Pan Hindus z Australii po raz pierwszy w życiu był zadowolony ze swojego wyglądu w niedorzecznym odzieniu rodem z Europy :-)

sklep Hugo Bossa w Bombaju

sobota, 7 czerwca 2014

Ciekawostka z Indii - imieniny, czyli mogłem paskudnie trafić.

Jakoś się nam  z Dineshem zgadało, że imieniny mam dwa dni po urodzinach.
A On mocno zdziwiony pyta mnie ponownie  - "jak to 2 dni po urodzinach ?"
Widzę, że coś jest na rzeczy, więc zaczynam drążyć temat.
Okazuje się, że w Indiach nie ma zbyt dużej swobody w wyborze imienia dla dziecka - dostaje imię z 28 dnia po urodzinach.
Hmm, sprawdziłem jakby to wyglądało w moim przypadku i nie było to zbyt optymistyczne na początku, szczególnie na samym początku :-D
Ale i tak sprawiedliwości hinduskiej stało się zadość :-D

Podaje wyniki:
ALFONS, ANTONI, DARIUSZ, FRANCISZEK, JAKUB, KRZYSZTOF, OLIMPIA, PAWEŁ, PIOTR, RUDOLF, WALENTYNA, ŻAKLINA.

czwartek, 5 czerwca 2014

Cholerna fauna pustynna czyli kolejny ból głowy

Były "wonsze", były skorpiony i myślałem, że pustynia nie zafunduje mi kolejnych "atrakcji".
Cóż, myliłem się, co jak wiecie dość często mi się tu zdarza.
Otóż do moich licznych już kłopotów dołączyły dzikie lub zdziczałe...... psy.
Tak, w Saudi żyją dzikie psy i obecnie zbierają się w większe watahy.
Zapytałem moich "Wesołków" czy to psy dzikie czy może zdziczałe, ale towarzystwo jest raczej mocno nieczule na uroki przyrody i na to pytanie nie umieli odpowiedzieć
Już się ze mnie lekko podśmiewają, że jak skądś przychodzi raport o "wonszu", to należy oczekiwać, ze wyruszę tam natychmiast, z nieodłącznym Nikonem rzecz jasna.
Okazuje się, że "wonsze" objawiły się liczniej, niż do tej pory myślałem, ale nikt nie był łaskaw mnie o tym poinformować.
Dlaczego ? Ano,  pisałem powyżej, że moje "wesołki" są mało czułe na piękno przyrody ?
To dlatego nie pisali o "wonszach" bo uznali, że nie ma o czym.
Upolowali jakiegoś jadowitego bydlaka, oskórowali, wypatroszyli, przyprawili i......  tak zeżarli z grilla.
Ciekaw jestem, czy z dzikimi psami zrobią to samo czy wezwą np. Koreańczyków czy Chińczyków z zaprzyjaźnionej firmy na "fresh hot dog party"

źródło


środa, 4 czerwca 2014

Saudyzacja skromnej nad wyraz osoby mej

Jak wszystkich, to wszystkich dotyka saudyzacja.
Wczoraj dopadła mnie bezpośrednio.
Wszedłem do zaprzyjaźnionego działu, a tam na miejscu młodego, sympatycznego Saudi siedzi jakiś małolat w thobie, lecz bez ghurty.
Okazało się, że to jest jedna i ta sama osoba, tyko bez nakrycia głowy Go nie poznałem, bo wyglądał jakoś bardziej smarkato :-)
Zaczęły się żarty, wygłupy i mój ulubieniec Abdulaziz (chłopak, który się naprawdę stara być pomocny i nawet mordercza bariera językowa nie przeszkadza nam w porozumiewaniu się - arabski, polski i angielski dają rade :-D) rzuca hasło, żebym założył  ghurtę :)
Zabrał ją Salimowi i mi podał.
To pytam Salima, czy nie ma nic przeciwko temu. Nie miał, zapewnił mnie tylko, że wszystko jest  czyste, bo mama wyprała więc mogę zakładać.
Od razu zostałem lokalną wersją misia z Krupówek, co możecie zaobserwować poniżej.
Ten na zielono, ale w ghurcie to ja :-)



wtorek, 3 czerwca 2014

Wypadek z wielbłądami (uwaga - drastyczne zdjęcie)

Tak jak Wam opisywałem wcześniej - wielbłądy uważają, że skoro one gdzieś były pierwsze, to prawo jest po ich stronie.
Nie ważne - droga, autostrada czy wodopój w oazie.
Spóźniłeś się to teraz poczekaj.
Niestety, w konfrontacji z pędzącym samochodem nie mają żadnych szans.
Po prawdzie to kierowca też ma niewielkie szanse na przeżycie zderzenia z solidnej konstrukcji stworem, ale teoretycznie przynajmniej powinien być mądrzejszy i wiedzieć, że wielbłądy mu nie ustąpią.
Efekt braku myślenia ze strony człowieka widzieliśmy po drodze do Uqair.
Wypadek miał pewnie miejsce w nocy tak przynajmniej wynikało ze śladów.
Rozpędzona terenówka (wg naszego motoryzacyjnego eksperta - Marecka - najprawdopodobniej Toyota Land Cruiser) uderzyła w wielbłądzie stadko przechodzące przez autostradę.
Efekt ???  -  samochód był w stanie rozpoznać, ale tylko z dużym prawdopodobieństwem facet, który ma w żyłach etylinę zamiast krwi, bo auto było doszczętnie spalone.
Na poboczu leżało pięć zabitych wielbłądów, a trzy które przeżyły czekały aż ich martwi towarzysze wreszcie wstaną i pójdą z nimi dalej przez pustynię.
Najprawdopodobniej jednym z zabitych wielbłądów była przewodniczka stada.
Dobrzy ludzie dali tym, które przeżyły wodę, ale ich smutek i niedowierzanie, że pozostałe wielbłądy nie żyją były przerażające
Patrzyły otępiale i nie chciały pić, ani nie wykazywały żadnego zainteresowania tym, co się wokół nich dzieje.
Zrobiliśmy kilka zdjęć, ale mam poważne obiekcje, czy chce je tutaj wszystkie zamieszczać - do tej pory widzę smutne wielbłądzie miny i czuję powalający odór śmierci :(



poniedziałek, 2 czerwca 2014

Wycieczka do Uqair czyli jednak coś tu jest :-)

Z racji wcześniejszego nadejścia lata, które objawiło się już w maju temperaturami powyżej 40 stopni w cieniu, a jednocześnie nie zniechęciło nas do eksploracji Prowincji Wschodniej w poszukiwaniu jakichś zabytków podjęliśmy śmiałą decyzję o wyjeździe wczesnoporannym.
Nie specjalnie wierzyłem, że Ola i Marecek  zerwą się o 4 rano, bo w przeciwieństwie do mnie siedzieli przy komputerach do jakiejś barbarzyńskiej godziny, ale jednak już o 5:15 udało się nam  wyruszyć na szlak.
Podroż była dość ciekawa, bo poruszaliśmy się drogą której nie było ani w moim GPS-ie ani nawet Marecek -  przy wykorzystaniu jego ogromnej wiedzy i doświadczenia w odnajdywaniu w Internecie wszystkiego, co jest tam możliwe do znalezienia  nie był w stanie jej wykryć :-)
A był to po prostu nieistotny drobiazg - kilkuset kilometrowa szerokopasmowa autostrada, która według wszelkich map istnieć nie powinna :-D
Dojechaliśmy jakoś przed siódmą rano, więc temperatura była jeszcze całkiem przyzwoita.
Może nie są to zabytki klasy Taj Mahal czy zamków nad Loara, ale jednak są.
Urokliwe ruiny nadmorskiego fortu oraz wieża obserwacyjna  do dziś robią wrażenie. Już w czasach przedislamskich Al-Uqair odgrywało ważną rolę jako miejsce z którego rozpoczynały się wyprawy do Persji, Indii i Chin, a w początkowym okresie panowania Króla Abd Allah ibn Abd al-Aziz Al Su’ud'a było jednym z głównych portów regionu Al-Ahsa
Odległość kilku kilometrów pomiędzy budynkami wskazuje na spory obszar, na jakim się port z przyległościami znajdowały.
W drodze powrotnej jadący z na przeciwka samochód zasygnalizował nam światłami jakieś zagrożenie na drodze albo saher (fotoradar) albo.....  raźno spacerujące przez drogę stadko wielbłądów.
Takie spotkanie miało miejsce dwukrotnie i udało się nam zrobić zdjęcia, które bardzo przypomiają obraz, jaki nabyliśmy jakiś czas temu - połączenie tradycji i współczesnej Arabii Saudyjskiej - - wielbłądy, pustynia a w tle nowoczesna fabryka lub rafineria i samochody
Wielbłądy na drodze wychodzą z założenia, że skoro one tu były pierwsze, to Ty masz problem a nie one.
Czasami kończy się to tragicznie, ale to temat na innego, bardzo smutnego posta, bo efekt ludzkiej niefrasobliwości i wielbłądziego uporu zmącił nasza radosna wyprawę :(








niedziela, 1 czerwca 2014

"Wonsz" - tym razem na serio

W związku ze stale rosnącą temperaturą- w ciągu dnia dochodzącą do 48 stopni węże zaczynają wędrować w poszukiwaniu cienia.
I pojawiają się tam, gdzie mogą go znaleźć czyli w w moim przypadku na znajdujących się w pobliżu pustyni obiektach.
Oprócz magazynu pojawiły się również w Hafr-al-Battan na terenie....  biur.
Pojawiają się również skorpiony Androctonus crassicauda***
Są to skorpiony z tzw.  grupy pierwszej czyli najbardziej jadowite.
Dlatego rada dla wszystkich, którzy przebywają w Zatoce - uważjacie gdzie chodzicie, patrzcie gdzie siadacie.
Noście długie buty, jeżeli macie zamiar pospacerować po pustyni.
Do tego grube spodnie np. jeansy.
Wiem, że przy tych temperaturach nie jest to komfortowe, ale albo po prostu zrezygnujcie z wycieczek albo przecierpcie w takim stroju.
Bo jednak tysiąc razy lepszy jest dyskomfort związany z taką odzieżą niż konsekwencje po ukąszeniu lub ukłuciu przez skorpiona.

*** Androctonus crassicauda - bardzo niebezpieczny skorpion, występujący w południowo-zachodniej Azji (głównie w Arabii Saudyjskiej). Ubarwienie jego przechodzi od oliwkowo-brązowego przez czerwono-brązowe do czarnego. Dawka śmiertelna LD50 jego jadu wynosi od 0,08 do 0,5 mg/kg (Simard i Watt: 0,4 mg/kg). Uznawany za najjadowitszego skorpiona na świecie (źródło)






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...