środa, 30 lipca 2014

Wizyta rodzinna w Arabii Saudyjskiej - wykaz dokumentów

W związku z dużą ilością pytań dotyczących dokumentów potrzebnych do złożenia tzw. wizyty rodzinnej w Arabii Saudyjskiej podaję poniżej ich listę .
Kiedyś poniższy wykaz był dostępny na stronie Ambasady Saudyjskiej w Polsce, ale po zmianie wizerunku strony niestety zniknął.
Mam nadzieję, że okażą się pomocne - dane na dzień 29 lipca 2014

1. Wypełniony formularz wizowy - do pobrania w Ambasadzie Arabii Saudyjskiej w Warszawie (kiedyś był dostępny na stronie Ambasady, ale na dzień dzisiejszy go nie ma)
2. Rejestracja w saudyjskim systemie wizowym online https://enjazit.com.sa/VisaPerson  i numer aplikacji uzyskany w wyniku rejestracji.
3. Zaproszenie wystawione przez saudyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych na wniosek sponsora osoby zapraszającej.
4. Paszport ważny minimum 6 miesięcy i posiadający dwie wolne strony na wklejenie wizy
5. Bilet lotniczy lub rezerwacja
6. Dwie fotografie en face na białym tle - wymiary zdjęć 4,5 x 3,5 cm
7. Oryginał aktu małżeństwa (w przypadku małżonka) lub aktu urodzenia (w przypadku dziecka)  do wglądu.
Uwaga - akty urodzenia lub akty małżeństwa wystawione przez urzędy zagraniczne muszą być uprzednio zalegalizowane w konsulacie saudyjskim w kraju ich wystawienia
8. Potwierdzenie dokonania opłaty wizowej w wysokości 54,34USD (stan na dzień 29.07.2014) na stronie https://enjazit.com.sa/VisaPerson/VisaFees

źródło


niedziela, 27 lipca 2014

Ulubiony cytat – w końcu znalazłem autora :)

Jakiś czas temu mój kolega Dymitru wysłał mi cytat, który tak przypadł mi do gustu, że zrobiłem z niego myśl przewodnią w moim Skype.
"If you think it’s expensive to hire a professional to do the job, 
wait until you hire an amateur
Czyli w wolnym tłumaczeniu  - “jeżeli myślisz, że zatrudnienie profesjonalisty jest zbyt kosztowne, aby wykonać zadanie - poczekaj aż zatrudnisz amatora
Powiedział to legendarny amerykański…..   strażak znany w branży jako Paul Neal "Red" Adair.
Urodzony w Houston w Teksasie 18 czerwca 1915, przerwał naukę w liceum z powodu Wielkiego Kryzysu w 1930.
Aby pomóc rodzicom w utrzymaniu licznej rodziny (miał czterech braci i trzy siostry) był nawet półprofesjonalnym bokserem.
W 1936 roku wyjechał do pracy na kolei Southern Pacific, a w 1938 pierwszy raz zetknął się z branżą oil & gas  kiedy zatrudnił się w Otis Pressure Control Company pracując na polach naftowych w Teksasie i sąsiednich stanach.
Drugie, niezbędne do jego późniejszej pracy doświadczenie zdobył podczas ostatnich miesięcy II Wojny Światowej. W 1945 roku został wcielony do 139. Dywizjonu Saperów, gdzie dosłużył się stopnia sierżanta. Tam nauczył  się zagadnień związanych z kontrolą pożarów i wybuchów.
Służył do wiosny 1946 roku zajmując się usuwaniem niewybuchów w Japonii. Po powrocie do domu został zatrudniony przez Myrona Kinley z MM Kinley Company.
„Red” pracował dla MM Kinley czternaście lat zajmując się gaszeniem pożarów odwiertów naftowych.
W 1959 roku zrezygnował z MM Kinley i założył własną firmę - The Red Adair Company Inc.
Wykorzystując swoją widzę saperską i doświadczenie w zwalczaniu pożarów wież wiertniczych podczas niekontrolowanych wypływów ropy i gazu opracował wiele narzędzi i technik usuwania takich właśnie specyficznych  zagrożeń.
Szybko zdobył międzynarodową sławę jako ekspert w tej branży.
„Red” walczył z ogniem zarówno na lądzie jak i na morzu na całym świecie. Średnio Jego firma gasiła ponad czterdzieści pożarów rocznie.
Jego najsłynniejszymi akcjami były:
- w 1959 – ugaszenie pożaru na morskiej platformie firmy CATCO,
- w 1961- „Devil's Cigarette Lighter” – pożar szybu gazowego  Phillip's Petroleum w Algierii.
Słup ognia miał wysokość ponad 700 stóp (czyli ponad 200m) spalało się w nim 550 mln stóp sześciennych gazu dziennie. Był widoczny z kosmosu – zameldował o tym amerykański astronauta John Glenn.
Przygotowania do te j operacji trwały kilka miesięcy –„Red” dotarł na miejsce pod koniec listopada 1961 a prace dekontaminacyjne ukończono  28 maja 1962 roku.
Akcja była bardzo utrudniona - były problemy m.in. z dostępem do wody, gdyż szyb był zlokalizowany na Saharze.
„Red” zgasił pożar klasyczną, opracowaną jeszcze w MM Kinley metodą - poprzez wprowadzenie do kolumny ognia..…   nitrogliceryny, która wybuchając zdmuchnęła płomień.
Po wykonaniu tego zadania „Red” stał się legendą i ikoną branży.
Pominę kilka Jego spektakularnych akcji i przejdę do tej, która jest znana praktycznie Wam wszystkim.
Po pierwszej Wojnie w Zatoce czyli w 1991, po spektakularnej klęsce wojsk irackich w konfrontacji z armią aliancką podczas wycofywania się Irakijczycy podpalili szyby naftowe.
Chodziło o wstrzymanie dostaw ropy z Kuwejtu na długi czas, co miałoby bardzo negatywny wpływ na gospodarkę USA już o samym Kuwejcie nie wspominając.
Dla Kuwejtu to była nie tylko kwestia niemożności wydobycia ropy - był to także gigantyczny problem skażenia środowiska.
Podpalone zostało ok. 140 szybów naftowych.
Eksperci z branży oceniali czas niezbędny na ugaszenie pożarów na trzy do pięciu lat.
Zadanie powierzono oczywiście „Redowi” – miał On już wtedy niecałe..… 76 lat.
Razem ze swoją ekipą 117 szybów ugasił w..…  dziewięć miesięcy.
Szczycił się tym, że nigdy, podczas całej jego kariery zawodowej nikt z Jego ludzi nie został ciężko ranny ani nie zginął.
Zmarł  w wieku osiemdziesięciu dziewięciu lat - 7 sierpnia 2004 roku w Houston, będąc aktywnym zawodowo praktycznie do samego końca.
Na kanwie Jego życia i akcji z 1961 roku powstał film „Hellfighters” z Johnem Waynem w roli „Reda”, który był podczas kręcenia filmu konsultantem technicznym.

źródło
W oparciu o materiał z Texas State Historical Association

piątek, 25 lipca 2014

Jak Camel na Kongres Pożarniczy jechał i co z tego wyniknęło

Leje od rana.
Pogoda „pod zdechłym Azorem”, ciśnienie w okolicach podłogi.
Przyzwyczaiłem się wakacyjnie do wstawania rano tak około 10:30-11:00 a tu żeby dojechać, to musiałem wstać o 7:00.
Zasnąłem o jakiejś 2 w nocy, więc z ciężkimi powiekami się zebrałem.
Wczoraj jeszcze na stronie organizatora sprawdziłem adres i godzinę rozpoczęcia to wyruszyłem gracko.
Dojechałem pod Basen Narodowy, a tam ani widu ani słychu – no po prostu nikogo.
Wszystko pozamykane na głucho.
To się pytam różnych ludzi, gdzież się ta impreza odbywa.
Miejsce się zgadza, Kongres niby jest ale jakoś nie widać ani banerów ani nic.
Dzwonie do Oli – nie, no wszystko OK.
Miejsce, czas, data ???
Data na stronie jest zeszłoroczna – w tym roku Kongres był WCZORAJ.
I tyle mi wyszło ze spotkań, na które się poumawiałem 
źródło

czwartek, 24 lipca 2014

Polski pracodawca osobą szczególnej troski

Usłyszałem ostatnio w radiu, że los polskiego przedsiębiorcy wielce na sercu Władzy Naszej Umiłowanej leży.
Czym się to objawia ?
Ano tym, że do "wspierania"rodzimej przedsiębiorczości powołane jest 20 (słownie dwadzieścia) wszelkiego typu organów kontrolnych.
Ani chybi, takie kontrole niesamowicie wręcz wpływają na prężność i wydajność każdej firmy, bo po coś przecież Władza Nasza Umiłowania organa takie powołała.
Po wizycie na stacji benzynowej mam jeszcze kolejny pomysł, jak skutecznie wspierać firmy, a i osoby fizyczne byłoby można wspomagać, ograniczając jednocześnie bezrobocie przez powołanie służby o numerze porządkowym dwadzieścia jeden.
Po tym, jak zapłaciłem za paliwo typu diesel przy jednokrotnym tankowaniu mniej więcej równoważność tego, co wydałem w Arabii Saudyjskiej przez ostatni rok na benzynę narodził się właśnie pomysł bezwzględnego kontrolowania wszystkich osób tankujących samochody do pełna.
Bo poza  przedstawicielami Władzy Naszej Umiłowanej i stowarzyszenia Posady Swoim Ludziom żadnego uczciwego człowiek nie stać na takie rozpasanie jak tankowanie do pełna zbiornika w samochodzie większym od TICO.

źródło



poniedziałek, 21 lipca 2014

Spotkanie z przeciwnikami emigracji

Pojechałem z kumplem na ognisko, gdzie spotkałem jego znajomych którzy, jak się szybko okazało,  są zdecydowanymi przeciwnikami wyjazdów z Polski.
Bardzo mnie to ucieszyło, bo pierwszy raz w życiu miałem okazję podyskutować z ludźmi o takich poglądach twarzą w twarz.
Na początku "gazetowe" argumenty typu - jak ktoś jest dobry to i w Polsce sobie poradzi.
OK -  tutaj dokonałem egzekucji, opisując sukcesy krajowe i zagraniczne moich osobistych kolegów i znajomych .
Argument drugi - bo moja koleżanka, kuzynka, szwagier (niepotrzebne skreślić) wyjechali do Wielkiej Brytanii, Niemiec, Holandii (niepotrzebne skreślić) i tam pracują poniżej swoich kwalifikacji.
A jakie to kwalifikacje pytam ?
I się okazuje, że są to kierunki głównie humanistyczne, ale bez znajomości języka i ktoś pracuje jako masażysta, operator wózka widłowego, magazynier, kasjer w Tesco (niepotrzebne skreślić)  a ma licencjat lub jest magisterium  politologii, zarządzania i marketingu, europeistyki (niepotrzebne skreślić).
To co mnie załamało, to patrzenie na emigrację tylko przez pryzmat emigracji wewnątrz-unijnej przez ludzi, którzy podjęli studia na kierunkach mało perspektywicznych (delikatnie rzecz ujmując) na mało prestiżowych uczelniach (delikatnie rzecz ujmując) i wytykanie im braku odwagi czy zdecydowania w walce o swoją pozycję w Polsce zgodnej w wykształceniem - wyższym zresztą.
A dla mnie ci ludzie to niemalże herosi i desperaci, podobni do emigrantów "za ziemią i chlebem" do obu Ameryk w wieku XIX.
I należy im się szacunek, a nie pogarda, że sobie tutaj nie poradzili.
Wrócą z doświadczeniem w pracy w innej rzeczywistości, z jakąś nawet minimalną znajomością języka i nie siedzą na garnuszku rodziców (czy Państwa - ale ten garnuszek to raczej symboliczny dla nich a kosztowny dla podatników).
Albo i nie wrócą, bo nie będą mieli ochoty bohatersko walczyć o byt nawet "w zawodzie wyuczonym" i będą woleli żyć jako robotnicy wykwalifikowani, ale w stabilnych warunkach finansowych.
Wiem, że wszystko to, co dzisiaj napisałem to banały i komunały, ale tak wygląda dzisiejszy poziom dyskusji na poważne tematy.

piątek, 18 lipca 2014

Biznes w Zatoce czyli jak ja to widzę

Napisałem ostatnio sporo tekstów wesołych, jeden smutny ale już dawno nie popełniłem tekstu "zaangażowanego"
A jest jeden temat, który się mnie uczepił po kilku rozmowach z moimi kolegami i za cholerę się nie chce odczepić, więc muszę go przelać na.....   ekran, bo pisania na papierze nie uprawiam, ze względu na mocno "lekarski" charakter pisma :-D
Ale do meritum.
Kiedyś wydawało mi się, że rozumiem pewne mechanizmy rynkowe.
Ale jak Wiecie, często moje "„pewniki" w zderzeniu z rzeczywistością dostają ostro po uszach.
Uważałem, że firmy, które znam, to samodzielne światowe koncerny, które są potęgami i basta.
Ale zetknąłem się z przypadkiem że jedna z firm, której produkty znają nawet pingwiny i polarne misie z racji specyfiki swej działalności została, oczywiście kulturalnie i z pompą, ale jednak wywalona z portfela firmy - matki.
Wtedy zacząłem się interesować jak to wygląda naprawdę.
Nie napisze o jaką firmę chodzi - ci co wiedzą - to wiedzą, ci którzy wykażą się odrobiną cierpliwości i chęci - dowiedzą się bez problemu.
A nazw nie użyję celowo, żeby się jakiś prawniczy sęp do mnie nie przyssał.
Reasumując - wszelkie podobieństwo do sytuacji i osób jest całkowicie (nie) przypadkowe :-)
Okazało się, że to co brałem za światowego, samodzielnego potentata ma nie tylko firmę -  matkę, ale i firmę - babcię.
A takich firm - babć  na świecie jest kilka -  może ze 25-30 sztuk i obracają sumami, których, nawet w banku nie jestem sobie w stanie wyobrazić,  niczym Olo Żwirski z "Psów", a wyobraźnie co do kasy mam większą niż Olo :-D
Jak to się ma do Zatoki ?
Teoretycznie nijak, bo te firmy zajmują się zbyt dużymi biznesami, aby mieć coś wspólnego z prywatnym biznesem w GCC.
Co innego firmy państwowe - tam pewnie maja jakieś udziały, ale w GCC "społeczna odpowiedzialność" firm państwowych za dobrobyt obywateli jest jakoś inna niż w Europie czy Ameryce Północnej.
Tutaj władca absolutny sprawuje władzę absolutną, ale wiąże się z tym absolutna i jednoosobowa odpowiedzialność.
 A jak ktoś popełni błąd - to kończy jak Kadafi czy Saddam Hussain.
Wiem, co pomyślicie - ale na przykład tak nie skończył np. Baszar Assad mimo podobnie niechętnych mu sil.
Ale co do clou - tutaj są na tyle duże pieniądze zgromadzone w pojedynczych rekach (i mowie tu o firmach prywatnych) że zamkniecie biznesu na zasadzie "zamykam tę budę dziś" nie jest dla tych ludzi niemożliwe.
Ich osobiste majątki przeżyją zamkniecie firmy zatrudniającej kilka tysięcy ludzi tylko dlatego, że nie jest już tak dochodowa, jak była lub się po prostu zmienił pomysł na biznes lub właściciel nie ma już chęci do pracy i woli popłynąć na kilkuletni rejs swoim jachtem.
I dlatego moim zdaniem jest tak trudno zmienić mentalność tutejszych pracodawców, jeżeli chodzi o warunki pracy, bezpieczeństwo itp.
Przykład Kataru - czy Wy myślicie, że ktoś się tam powiesi z rozpaczy, jak Im odbiorą Mundial ???
Wydają dużo większe pieniądze na rożne pierdoły, i naprawdę niewiele osób z tych, którzy o pewnych kwestiach decydują odczuje to swoich portfelach.
Jak to tłumaczył mi jeden kolega - to  trochę przypomina sytuację, kiedy Bill Gates zrezygnował z 80% swojego majątku na rzecz swojej fundacji.
Głodem nie przymiera, firma musi sobie radzić bez Niego jako szefa i jakoś się to kreci bo miał dobrych następców i przygotował ich do swojej rezygnacji.
Podobnie bywa tutaj, tylko jakby części z tych ludzi brakuje klasy Billa Gatesa.
Po prostu zabierają swoje zabawki i idą do innej piaskownicy.
Dla nich rezygnacja z jakiegoś biznesu, bo mają taki kaprys, to nic nadzwyczajnego.
Dlatego tak ciężko jest nam zrozumieć, że nasze dobre chęci, dbałość o dobro firmy nie znajduje poklasku właściciela, który woli słuchać o sukcesach, a nie o problemach.
Bo tego to on nie lubi i po prostu zrezygnuje z takiej firmy w której są problemy.


źródło

czwartek, 10 lipca 2014

Urlopy w Arabii Saudyjskiej

Kolejna informacja dla tych, którzy chcą podjąć pracę w Saudi, a tego ani Marek, ani ja jeszcze  szczegółowo nie opisaliśmy.
Marecek i ja mamy  inne zapisy w umowach o pracę, bo On pracuje dla firmy międzynarodowej, a ja w firmie saudyjskiej.
Co mówi saudyjskie Prawo Pracy ?
Ano mówi, że urlop nie może być krótszy niż 21 dni. Są w tym dwa haczyki.
Po pierwsze 21 dni to jest to minimalny wymiar  urlopu. Maksymalny wynosi tyle, ile sobie sami wynegocjujecie.
Haczyk drugi - to są dni kalendarzowe, a nie robocze
Znam firmę, gdzie w zależności od statusu można mieć i ...  53 dni urlopu rocznie (jeśli jest się żonatym, ale bez "family status" czyli żona i dzieci mogą przyjechać tylko na "visit visa")
Kolejna porada praktyczna - jeśli pracujecie w systemie pięciodniowym nie zaczynajcie urlopu od czwartku, tylko od niedzieli.
Dlaczego ? Ano dlatego, że jak nie przyjdziecie do pracy w czwartek, to Wam nie zapłacą za weekend, mimo, że w weekend firma  nie pracuje :-)
Dowiedzcie się jak wygląda tydzień pracy u Waszego przyszłego, potencjalnego pracodawcy.
I tu znowu dwa haczyki.
Po pierwsze - firmy państwowe pracują 5 dni w tygodniu w wymiarze 40 godzin, czyli tak jak u nas.
Ale juz firmy prywatne pracują 48 godzin tygodniowo, bo obniżenie roboczogodzin w tygodniu było tylko rekomendacją dla firm prywatnych i nie jest obowiązującym prawem
I tutaj też jest pełna dowolność w podziale tygodnia pracy.
Ja na przykład pracuję 5 dni w tygodniu, ale po 10 godzin dziennie z półgodzinną przerwą obiadową.
Na budowach pracują 6 dni w tygodniu, ale w czwartek tylko pół dnia.
Przerwa obiadowa była godzinna, ale już nie jest :-) Dlaczego ? Bo taki koniec.
Dlatego warto nieć te informacje, zanim podejmiecie ostateczną decyzję o podjęciu pracy w tej, a nie innej firmie.
Ach -  jeszcze jedna, niewesoła wiadomość.
Dni świątecznych w Saudi jest niewiele.
Ja na przykład po Ramadanie nie ma 5 dni wolnych, tylko 3 :-(

wtorek, 8 lipca 2014

Stęskniłam się....

Tak, pewnie wielu z Was wyda się to dziwne, ale tęsknię do Arabii i wcale nie jestem w tej tęsknocie osamotniona.
Tęsknię za tym płaskim, wydawać by się mogło mało ciekawym krajobrazem, za słońcem, które choć grzeje mocniej niż w Polsce to jednak jakoś tak mniej męcząco. Nawet wieczorna "sauna" mi tam nie przeszkadza, a Ci co byli wiedzą, jak potrafi nieraz dać w kość.
Tęsknię za labnehem, bo choć robiłam go już w Polsce, to  smak nie ten sam i za codziennymi pogawędkami w Eastern Market
I pewnie jeszcze długo mogłabym tak wymieniać, ale mogłoby to rozpętać kolejną blogową burzę, a te nam zapowiadają synoptycy więc nie będę robić konkurencji Matce Naturze.
Myślałam, że będę się cieszyć z pobytu w Polsce, a tak się nie stało. Owszem sprawiają mi ogromną radość spotkania z Przyjaciółmi i rozmowy telefoniczne, kiedy nie muszę krzyczeć do mikrofonu, żeby rozmówca mnie usłyszał, ale to nie zmienia faktu, że chętnie wróciłabym już do "beżowego świata".
Nie wiem co Saudia ma w sobie, ale za żadnym krajem nigdy tak nie tęskniłam i chyba nie pozostanie mi nic innego, jak przyznać rację tym, którzy twierdzą, ża Arabię Saudyjską można albo kochać albo nienawidzić,  trzeciej możliwości nie ma.

Ola vel Gadzina vel Wielbłądzica Domowa



poniedziałek, 7 lipca 2014

Wiza wielokrotna i problemy z tym związane

Funkcjonuje od pewnego czasu świetna możliwość uzyskiwania wizy jedno- lub wielokrotnej dla osób posiadających Iqamę oraz mających odpowiednio wysokie stanowiska (może ktoś wie od jakiego pułapu to rozwiązanie przysługuje ???) .
Można takową wizę sobie załatwić przez Internet.
Wiza jednokrotna (tam i z powrotem  :-D) kosztuje 200 SAR, a wielokrotna na pół roku -500 SAR.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie pewien mały problemik.  Otóż w krajach GCC wszyscy mają dostęp do systemu i sobie to sprawdzają .
Ale już na lotniskach w Europie pojawia się pytanie "Jak to ? Nie ma wizy w paszporcie ???"
No nie ma, bo jeszcze nie drukują wiz przez neta.  I się zaczynają kłopoty.
Iqamy teoretycznie wywozić nie wolno, a na lotnisku życzą sobie jej oryginał. Problematyczna sytuacja miała miejsce na lotnisku w Dammam, kiedy system się zbuntował i wpuszczano tylko ludzi mających ze sobą Iqamy, których jak pisałem powyżej teoretycznie mieć ze sobą nie powinni.
Czyli albo naginamy przepisy albo szykujemy się na kłopoty z liniami lotniczymi.
Stosowane jest jeszcze rozwiązanie z wydrukowanym numerem wizy z systemu, ale nie wiem, czy to działa bo powinno, czy po prostu jest to wystarczający "myk" żeby linie lotnicze poczuły się bezpieczne, że nie są zagrożone "karami umownymi".

źródło

niedziela, 6 lipca 2014

O tym jak Rafał poznał przyjaciół

Jakiś czas temu opublikowaliśmy na blogu posta "Mała rzecz a cieszy"
Jak sami doskonale wiecie zależało nam aby Rafał mógł dzięki Wam poznać kawałek świata.
Rafał ma 21 lat i porusza się na wózku, co mocno utrudnia podrózowanie.
W naszą akcję zaangażowało się bardzo wiele osób, dzięki Wam Rafał może poznawać świat - i choć to świat na widokówkach, to jednak sprawia mu to ogromną radość.
Chcielibyśmy abyście mogli poznać Rafała bliżej więc poniżej mail od Niego i Jego Mamy oraz zdjęcie Rafała :)
Wszystkim, którzy wysłali lub dopiero wyślą pocztówki serdecznie  dziękujemy i prosimy -
- wysyłajcie nadal, bo...... to mała rzecz a cieszy :)

Wysyłajcie kartki na adres
Rafał Kuszyk 
84-104 Rozewie 
ul.Garnizonowa 30/2  


Rafał
dzisiejszy mail od Mamy Rafała - te podziękowania są dla Was

sobota, 5 lipca 2014

Klątwa "Stumilowego lasu" czyli mój apel do polityków

W przerwach pomiędzy konsumpcją smakołyków w Saudi niedostępnych oraz zabronionych i oglądaniem meczów Mistrzostw Świata w Brazylii jestem bombardowany przemyśleniami osób wszelakich (od taksówkarzy po sprzedawczynie w zaprzyjaźnionych sklepach) w sprawie afery podsłuchowej.
Wszyscy mają na ten temat własne, wyrobione zdanie - oczywiście zgodne z wyznawaną linią partyjną.
A ja nie mam żadnych opinii w tej materii, za to mam własne spostrzeżenia i serdeczną radę dla polityków wszelkiej maści, bo jakoś dziwnie nie wierzę, że tylko politycy Platformy prowadzą rozmowy w tym tonie.
Prześledźmy sprawę historycznie pod kątem wszelkich afer lub bulwersujących informacji dotyczących świata służb specjalnych, podsłuchów, agentury itp.
A wszystko to układa się w jakże logiczną całość.
Lat temu kilka podobna afera podsłuchowa małe miejsce w restauracji "Pędzący Królik"
Co on tam (oczywiście z krewnymi i znajomymi) pędził to niech się martwią ci od akcyzy na gorzałę.
Teraz "Sowa i Przyjaciele"  Przed takimi przyjaciółmi to chroń mnie Panie, bo w takiej sytuacji to wrogowie są już całkowicie zbędni.
Idąc dalej - jakiś czas temu IPN zarzucał Miodkowi (profesorowi zresztą) jakieś niecne kontakty ze służbami specjalnymi PRL.
Mam nadzieję, że już się domyślacie logicznego ciągu dalszych zdarzeń. Przecież to wszystko jest klarowne - cały "Stumilowy Las" to jedna wielka agentura.
Stąd mój osobisty apel do polskiej klasy politycznej -  żebyście i Wy i ja mieli fajne wakacje nie chodźcie do knajp np. "U Kubusia i Krzysia" (to może mieć jeszcze dodatkowy podtekst szczególnie niebezpieczny dla posłów prawicy, że jakieś niejasne kontakty ze zwolennikami Palikota).
Omijajcie też z daleka restaurację "Pod Figlarnym Prosiaczkiem" - tu się mogą dodatkowo małżonki zbulwersować.
Dzięki temu polski Lud będzie mógł konsumować kawior i szampana ustami swoich przedstawicieli w ciszy i spokoju - czego sobie i Państwu życzę.

źródło

piątek, 4 lipca 2014

Ginger coffee - obrzydliwie skuteczne świństwo

Po poście Jak się pozbyć.... chrapania pojawiły się pytania czy znamy jakieś inne ajurwedyjskie specyfiki i sposoby radzenia sobie z różnymi dolegliwościami. Za wiele ich nie znamy, ale kilka udało nam się od naszych zaprzyjaźnionych Hindusów już uzyskać. Dostaliśmy m.in. przepis na chukku kappi. 
W Arabii Saudyjskiej i wielu innych krajach napój ten jest znany pod nazwą ginger coffee i gotowe mieszanki można kupić w niemal każdym sklepie.
Z kawą - oprócz nazwy - niewiele ma to wspólnego. Przygotowana z tej mieszanki pseudokawa ma obrzydliwy, piekący smak, ale..... nie znam lepszego, opartego na naturalnych składnikach lekarstwa na przeziębienia, gorączkę i niestrawność
Ratowałam się tym po naszym zatruciu shawarmą i jak widać mam się dobrze :)
Na nic się jednak zdały próby poprawienia smaku tegoż panaceum poprzez dosładzanie czy dodawanie cynamonu. Smak ma wstrętny, ale......   kto powiedział, że lekarstwo musi być smaczne ?

Składniki - na dwie porcje czyli na jeden dzień

  • 1/2 łyżeczki kawy mielonej
  • 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1/2 łyżeczki lub więcej cukru palmowego (można zastąpić brązowym cukrem)
  • 1/2 łyżeczki suszonej lub 6-7 całych liści świeżej bazylii***
  • 1/2 łyżeczki grubo mielonego czarnego pieprzu lub 10-12 ziaren całego pieprzu
  • 1/4 łyżeczki kuminu lub kminku
  • 1/4 łyżeczki mielonej kolendry
  • opcjonalnie 1/4 łyżeczki mielonego długiego pieprzu***
  • opcjonalnie dla poprawienia smaku - po szczypcie mielonych goździków, kardamonu i cynamonu
Przygotowanie
Wszystkie składniki z wyjątkiem mielonej kawy zagotować w 500 ml wody. Dodać kawę i gotować jeszcze około 2 minut. Przecedzić i pić gorące dwa razy dziennie przy pierwszych objawach przeziębienia, gorączce lub niestrawności.
Można przygotować zapas chukku kappi i przechowywać w szczelnym szklanym słoiczku, ale wówczas cukier palmowy dodajemy dopiero podczas przygotowywania napoju.
*** W Indiach skąd pochodzi ten przepis używa się nieco innej odmiany bazyli a mianowicie ocimum sanctum (świeta bazylia) znanej też pod nazwami tulsi lub tulusi. My jednak przygotowywaliśmy chukku kappi ze zwykłej bazylii (Ocimum basilicum) i też podziałało.
W Polsce zarówno tulsi jak i pieprz długi można kupić w sklepach z przyprawami azjatyckimi.


Ola vel Gadzina vel Wielbłądzica Domowa
zdjęcie ze strony producenta

czwartek, 3 lipca 2014

Nadaję się na emigranta - zakończenie

Myślę, że pora już zamknąć temat - nic nowego  chyba nie wymyślimy, a chciałabym uniknąć niepotrzebnych spięć i sporów.
Reasumując - pisząc pierwszego posta z serii "Nadaję się na emigranta" pisałam o sobie - o tym co mnie się w Arabii Saudyjskiej podoba, jak ja odbieram ten kraj podczas mojej, bardzo krótkiej jeszcze bytności w "beżowym świecie", o tym jak ja się tutaj odnajduję, jako żona ekspaty.
I nadal z całą stanowczością podkreślę - dla mnie jest to cudowne miejsce w którym doskonale się czuję i w którym pobyt daje mi dużo radości.
Z czego to wynika - wyjaśniałam już wcześniej kilkakrotnie.
Nie rozbierałam na czynniki pierwsze ani prawa szariatu, ani w realiów życia innych emigrantów, ponieważ post tych aspektów nie dotyczył.  Nie stanowił  też próby oceny Arabii Saudyjskiej, ani tym bardziej nie było moim zamiarem wgłębianie się w sytuację kobiet, mniejszości narodowych czy religijnych.   
To był post o moim "tu i teraz".
Ponieważ jednak podniosły się głosy krytyki - jak mogę nazywać Arabię Saudyjską cudownym miejscem, skoro.........  (w miejsce kropek proszę wpisać to co Wam tylko przyjdzie do  głowy) i dyskusja potoczyła się wielowątkowo starałam się odpowiadać zgodnie z moimi poglądami i moją wiedzą na większość poruszanych kwestii.
Czy się to komuś podoba czy nie - takie są moje opinie na podnoszone w komentarzach problemy.
Myślę, że każdy z nas ma prawo do własnych osądów, ale mimo iż jestem tutaj jeszcze bardzo, bardzo krótko, to - proszę wybaczyć - ale śmiem przypuszczać, że moja wiedza jest mimo wszystko odrobinę większa, niż osób, które znają "Kraj Czarnej Legendy" jedynie z przekazów medialnych.
Przed wyjazdem Wielbłąda do Arabii przeczytaliśmy setki stron na temat tego kraju i rzeczywistość dość mocno te informacje zweryfikowała - jedne in plus, inne in minus.
Nie zmienia  to jednak faktu, że nadal oboje "uczymy się" Arabii Saudyjskiej, choćby dlatego, że chcemy dobrze zrozumieć mentalność jej mieszkańców.
Wszystkim bardzo, bardzo serdecznie dziękuję za udział w dyskusji.
Mam także nadzieję, że nikt z komentujących nie czuje się urażony.
Nikogo z Was nie traktuję jako ignoranta, ale uważam, że czasem warto zachować większą ostrożność w ferowaniu wyroków.

pozdrawiam serdecznie
Ola vel Gadzina vel Wielbłądzica Domowa
źródło




środa, 2 lipca 2014

Nadaję się na emigranta - część trzecia

Jako, że dyskusja nadal się rozwija, a mnie najłatwiej jest odpowiadać w formie postów, to pozwoliłam sobie zachować wczorajszą konwencję tej dyskusji
Postaram się odpowiadać zgodnie z kolejnością komentarzy, więc..... do dzieła :)

Futrzaku nasz najmilszy - uwielbiamy dyskusje z Tobą, ale..,...  na podstawie Twoich wypowiedzi, wiedzę, że mamy diametralnie różne charaktery i inaczej kształtują się nasze relacje z ludźmi, których poznajemy. Przede wszystkim nie zgadzam się, że uzyskane przez nas informacje mają charakter powierzchowny. Blog niestety nie jest miejscem w którym o wszystkim chciałoby się pisać, ale jeśli dokładnie prześledzisz nasze relacje z KSA i innych podróży, to zrozumiesz (mam przynajmniej taką nadzieję), że nie zależy ani mnie ani Wielbłądowi, na tym aby "liznąć nieco sensacyjnych wieści" o kraju w którym jesteśmy.
Rozmowy które prowadzimy, nie zaczynają się i nie kończą przy kawie w przydrożnym barze (choć i takie się zdarzają), ale są to długie godziny spędzone na kolejnych spotkaniach. Zastanów się choćby na przykładzie relacji z Al-Qatif, dlaczego odwiedzamy po raz kolejny miasto, które można zwiedzić w dwa dni. Niestety nie wszystko nadaje się do publikacji na blogu, jeśli nie chcemy nadużyć zaufania naszych rozmówców.
Jeśli już nawiązujesz do Indii i Pakistanu - Wielbłąd pracuje w ich środowisku i wielokrotnie pokazał, że doskonale potrafi bronić ich racji. Oni odwdzięczają się natomiast wiedzą, którą dość trudno znaleźć w prasie.  Podobnie wygląda sytuacja z Saudyjczykami.
Widzisz Futrzaku - znam doskonale  zarówno bloga Umm Latify jak i Layli - różnica między nami jest zasadnicza - One wyszły za Saudyjczyków, ja jestem żoną ekspaty. Jaki to ma wpływ na postrzeganie rzeczywistości ? Otóż moim zdaniem, każda z nas ma świadomość konsekwencji jakie taka decyzja za sobą niesie. Dla nich jest to życie w Arabii Saudyjskiej to końca ich dni, albo..... rozwodu.
Dla mnie Arabia Saudyjska jest tymczasowym miejscem zamieszkania cieszę z każdej spędzonej tutaj chwili.
Po raz kolejny podkreślę, że wszystkie moje wypowiedzi stanowią bardzo subiektywny obraz tego kraju - Arabii Saudyjskiej widzianej oczami ekspatki, od dość dawna zafascynowanej kulturą arabską
która na dodatek jest w tym kraju szczęśliwa. Po raz kolejny napiszę - Arabia Saudyjska jest krajem z moich marzeń - jest tu wszystko co mnie fascynowało - pustynia, którą kocham od dawna i na którą zawsze chętnie pojadę, bo nie ma piękniejszych chwil, nad noc na pustyni. Są wielbłądy i mój Wielbłąd, są polowania z sokołami, są wspaniałe zabytki, o których tak mało się mówi. I wreszcie - są ludzie, kobiety i mężczyźni, którzy potrafią pokazywać swój kraj, takim jakim jest ze wszystkimi jego problemami i zaletami.

Tak Futrzaku - nie żyjemy ani w Sudanie, ani we Włoszech, ale...... skoro napisałam już wielokrotnie, że jest to moja prywatna ocena Arabii Saudyjskiej, a zarówno Ty, jak i niektórzy z Komentatorów nawiązujecie np. do sytuacji kobiet lub pracowników z krajów azjatyckich, to chyba mam prawo do dygresji nie na temat prawda ???

PS. sprawdziłaś epuba ?

Światodpodszewki - dzięki :)

Lemesos11,  Lola i Jordania Fidel  - bardzo ładnie ujęłyście, to co starałam się (jak widać bezskutecznie) pokazać

Sznupciu - rozumiem, ale.... właśnie dlatego staram się weryfikować informacje przedstawione na blogach z otaczającą mnie rzeczywistością, niezależnie od kraju w którym przebywam

MariaAgdalena - nie napisałam, że wszystkim Saudyjkom podoba się życie w KSA. Nota bene czy wszystkim Polkom podoba się życie i przepisy prawne w Polsce ? Z pewnością także nie.
W każdym kraju, jakaś grupa będzie walczyć o jakieś zmiany i to też jest normalne. Tyle tylko, że my - mam na myśli osoby żyjące i wychowane w kulturze europejskiej lub amerykańskiej nieco inaczej postrzegamy świat niż kobiety arabskie. To co dla nas jest dziwne i niemożliwe do zaakceptowania, dla nich jest czymś normalny, to co dla nas jest normalne - dla nich jest nie do przyjęcia. To się nazywa "różnice kulturowe". Mamy np. super sąsiadkę z Asamu, jest w Saudi od ośmiu miesięcy, dla Niej fakt, że ja przerywam wypowiedź Wielbłąda jest szokujące i pytała mnie już kilkakrotnie dlaczego nie czekam aż On skończy mówić. Dla mnie jest to norma, bo nie raz wpadamy sobie z Wielbłądem w słowo, dla Niej jest to dziwne.

Jordania Fidel - nie zamykaj "dzioba" - my dzięki tym komentarzom, także poszerzamy swoją wiedzę. Również wiedzę, na temat tego jak  postrzegany jest "Kraj Czarnej Legendy", który moim zdaniem, wcale nie jest tak zły, jak go malują.
To co także podoba mi się w Arabii Saudyjskiej, to..... klanowość w najlepszym tego słowa znaczeniu. Mam nadzieję, że chociaż w tej kwestii, nie uda się Saudyjczyków to końca "zwesternizować"

Młoda Ekspatka - liczę bardzo na Twój głos w dyskusji - może wreszcie uda nam się choć trochę pokazać KSA w lepszych barwach, bo Arabia nie zasługuje moim zdaniem na to, w jakim świetle jest przedstawiana.

Ania -  właśnie dlatego tak mi bardzo zależy, żeby te stereotypy nieco osłabić, być może jest to walka z wiatrakami, ale chyba w każdym z nas drzemie jakaś cząstka Don Kichota :D

Moja Ameryka - ja jestem dość upartym stworzeniem i byle szpilka mi nie straszna, ale tak już na poważnie - każdy z nas jest inny, każdy inaczej nawiązuje i pielegnuje swoje znajomości i każdy z nas ma inne tego rezultaty. Nie zamieniłabym swoich doświadczeń na cudze. Cieszę się z tego, że mogę poznawać Arabię Saudyjską, w taki sposób w jaki to robię.

Dwa Koty - w 100% zgadzam się z Tobą, że życie emigranta na dożywociu, różni się od życia ekspaty. Moje spostrzeżenia, nawet jeśli to jedynie wizja z "miodowego miesiąca" są opiniami ekspaty, który wiecznie tutaj nie będzie.

Anna/Stockholm - Wielbłąd, jest w swojej firmie jedynym Euroamerykaninem, w całym holdingu jednym z dwóch. Firma ma bardzo wysoki poziom saudyzacji i żaden, literalnie żaden z Wielbłąda kolegów nie ma nawet dwóch żon, że o czterech już nawet nie wspomnę. Owszem, Koran dopuszcza taką możliwość i są też w KSA, takie rodziny, ale.....  prawo koraniczne nakłada wówczas na mężczyznę szereg obowiązków, m.in. równorzędne traktowanie wszystkich żon i zapewnienie im takiego samego statusu materialnego.
Aby małżeństwo mogło być zawarte wymagana jest do tego zgoda kobiety i to także jest to zapisane w Koranie. W Arabii Saudyjskiej kobieta może sobie zastrzec, że mężczyzna nie będzie mógł mieć kolejnych żon.
Pytasz czy prawo szariatu jest możliwe do zaakceptowania przez Europejkę - to zależy od jednostki, dla jednych tak, dla innych nie.Znam przypadek Polki, która jest drugą żoną Saudyjczyka i na to się zgodziła.
Pytasz, czy to że w innych krajach dzieją się złe rzeczy uniemożliwia krytykę Arabii Saudyjskiej. Odpowiem więc - oczywiście, że nie, ale......    jeśli wielokrotnie już podkreślałam, że  wszystko co piszę jest  bardzo, bardzo subiektywną oceną mojego "tu i teraz" w Arabii Saudyjskiej, a w wielu komentarzach jestem krytykowana, za to, że podoba mi się moje życie w tym kraju, to - wybacz Aniu - dlaczego tylko ja mam trzymać się ściśle określonych granic ?

Z tego co pamiętam to właśnie w Szwecji,  w ramach równouprawnienia całkiem poważnie rozważano likwidację pisuarów, aby kobiety nie czuły się dyskryminowane, nie zwracając przy tym uwagi na fakt, że w tym aspekcie kobiety "dyskryminuje" sama Matka Natura.  Dodatkowym komicznym aspektem przeogromnej szwedzkiej tolerancji jest dla mnie to, że politycznie poprawne myślenie, potrafi być zdecydowanie bardziej uciążliwe niż przestrzeganie prawa szariatu.
W przypadku Szwecji idea wybudowania osiedli "muslim free" była powodem odsądzania od czci i wiary pomysłodawców - w KSA nazywa się to "compound" i ma się świetnie.

Kojot - cieszę się, że nie jestem osamotniona w swoich poglądach. Kto chce niech wierzy w to co piszę, jeśli ktoś nie uwierzy to też płakać nie będę. Rozwinęła się dyskusja i ważne, że wymieniamy się nawzajem  poglądami, ale przyznaję, że drażnią mnie wypowiedzi, których autorzy ograniczają się jedynie do krytyki, nie umiejąc dostrzec żadnych pozytywów.

Jola z Mazowsza - dziękuję za miłe słowa. Ze mną jest tak, że dość szybko przyzwyczajam się do nowych miejsc i nie przeszkadzają mi ani różnice kulturowe, ani odmienne poglądy moich interlokutorów., ani inne lub gorsze standardy życia (to ostatnie akurat ku zgrozie Wielbłąda :D)
Na Sri Lance prałam, gotowałam, robiłam to co robią zwykłe Lankijki. W Turcji zamiast się opalać obierałam w wiosce fasolę i wracałam do hotelu brudna jak nieboskie stworzenie ale szczęśliwa. Taki jest mój sposób na życie i to daje mi satysfakcję i radość.

Miki - bardzo mądra wypowiedź i dotyczy zarówno Polski "B", jak i Saudi "B".
A i w "najlepszej demokracji świata" takich przypadków znajdziesz mnóstwo.
Jeśli chodzi o tradycjonalizm, to fascynuje mnie dlaczego nie znalazłam nigdzie wpisów krytykujących np. Amiszów czy niektórych odłamów Mormonów (a propos wielożeństwa), których przywiązanie do tradycji jest nie mniejsze, niż najbardziej konserwatywnych Saudyjczyków.

Futrzaku (po raz drugi) - zgodnie z prawem w Arabii Saudyjskiej nie powinno się przekraczac prędkości 120 km/h
Jak tutaj się jeździ i z jaką prędkością wiesz doskonale choćby z tego bloga. Sądzę, że więcej na temat obowiązujących przepisów tłumaczyć nie muszę
Odnośnie Twojej wypowiedzi
"kojot:
Prosze, nie porownuj _obyczaju_ z faktem, ze jesli wybranek Saudyjki nie zyska przychylnosci jej rodziny, to ona NIGDY nie będzie w stanie wziąć z nim slubu, bo na ten slub MUSI udzielic zgody jej mahram. Bo takie jest tam PRAWO"
Oczywiście, że wyjdzie za mąż, choćby za najbliższą granicą. Małżeństwo nie zostanie co prawda uznane w KSA, ale nie możesz napisać, że nigdy nie będzie mogła wziąć ślubu ze swoim wybrankiem.
Uzyskanie przez Saudyjczyka czy Saudyjkę zgody na ślub z obcokrajowcem, nie jest tak trudne jak to opisujesz, choć istotnie trwa dość długo, ale...... w końcu tutaj nikomu się nie śpieszy :D
Wielu naszych saudyjskich znajomych pochodzi z mieszanych małżeństw lub zamierza zawrzeć związek małżeński z dziewczynami legitymującymi się innym "kolorem" paszportu.

Mirka -  częściowo przyznaję Ci rację, trzy miesiące to istotnie bardzo krótko. Jednak jak zwykle w takich przypadkach są to kwestie bardzo indywidualne. Są wśród emigrantów ludzie, których postrzeganie otaczającej rzeczywistości zmienia się bardzo szybko,, są i tacy, którzy mieszkają w jakimś kraju lat kilkanaście i nie zamieniliby go na żaden inny.
Nie oczekuję, że będziesz wierzyć w moje słowa - to jest tylko i wyłącznie Twój wybór - opisałam to jak się tutaj czuję, a znając siebie nie przypuszczam, abym zmieniła zdanie, choć dostrzegam oczywiście także minusy Arabii.
A czym według Ciebie jest "nostalgia" ???  Moja Ojczyzna jest tam gdzie jest mój Wielbłąd.
Nie oznacza to bynajmniej, że zapomniałam lub zapomnę o kraju, w którym się urodziłam. Moja następna abaja będzie miała wyhaftowaną  polską flagę i biało-czerwony napis "POLAND". Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli los pozwoli to nie zamierzam w najbliższym czasie wracać do Polski na stałe.
Zgroza Wielbłąda wynika przede wszystkim z tego, że jak słusznie zauważyłaś obawia się np. moich tête-à-tête ze skorpionem, które niedawno miało miejsce i temu podobnych wydarzeń.

Kizia - trudno byłoby mi zachwycić się innością, bo nie jest to mój pierwszy  pobyt za granicą, ani pierwsze zetknięcie z innym kręgiem kulturowym :D
Głos zabierać zamierzam nadal, choć jak wiesz nie piszę tak często jak Wielbłąd. A że uparte ze mnie stworzenie (i czasami nawet wredne) to z pewnością nie będę uciekać od wymiany merytorycznych (mam nadzieję) poglądów.
Zanim Wielbłąd wyjechał do Saudi mieliśmy "obczytane" setki stron dotyczących tego kraju, panujących tutaj zwyczajów i norm. Wiedzieliśmy więc oboje, czego możemy się spodziewać, choć nie zaprzeczę, że wiele sytuacji nas zaskoczyło i pewnie nie raz zaskoczy, zwłaszcza, że Saudia bardzo szybko się zmienia, co już wielokrotnie było tutaj podkreślane.
Podobnie jak Ty mam "nieco" więcej niż naście lat i  choć wiem, że nie jest to mój kraj "na stałe", to chciałabym tutaj zostać najdłużej jak to możliwe.  Arabia jest kwintesencją moich wyobrażeń na temat  krajów arabskich. Prawdopodobnie stąd wynika moje ogromne rozczarowanie zwesternizowanym na wskroś Dubajem i niekłamany zachwyt nad Sharjah.

*****************************************

I jeszcze jedna uwaga, która nasunęła mi się podczas tej dyskusji.
Otóż z naszych rozmów z mieszkańcami KSA i na podstawie wielu powyższych wypowiedzi nasuwa się jeden wniosek -  status i pozycja kobiet w Arabii Saudyjskiej, bardziej przeszkadza Europejkom, niż samym Saudyjkom - ot taki paradoks.
Cóż - my Polacy mamy we krwi "walkę o wolność waszą i naszą" - i nie nieważne, czy ktoś tej wolności rzeczywiście chce.

Na zakończenie  mała dygresja - jakoś dziwnym trafem nikt z dotychczas krytykujących Arabię Saudyjską i sytuację pracujących tutaj emigrantów z krajów azjatyckich nie odniósł się do kwestii abolicji, o której pisał Wielbłąd, i do której nawiązałam w poprzednim poście.
Czyżby zabrakło argumentów ???

Druga kwestia - nikt z komentujących (zwłaszcza tych czytających blogi z tego kraju), nie zauważył, jak wielkim problem społecznym staje się kwestia samotnych, niezamężnych, często doskonale wykształconych i pracujących Saudyjek oraz sytuacja dzieci z około 700 tysięcy małżeństw Saudyjek z obcokrajowcami.
Obie te kwestie mają być uregulowane prawnie z jak największą korzyścią dla kobiet.
Dla Arabii Saudyjskiej jest to znacznie poważniejszy problem do rozwiązania, niż np. kwestia noszenia przez kobiety abaji czy zakaz prowadzenia samochodu, tak często podnoszone jako przejaw dyskryminacji kobiet.
źródło




wtorek, 1 lipca 2014

Nadaję się na emigranta - ciąg dalszy dyskusji

Ponieważ pod postem Nadaję się na emigranta :) wywiązała się ożywiona dyskusja, obiecałam, że temat będzie kontynuowany.
Gwoli wyjaśnienia - wszystkie przedstawione zarówno w poprzednim, jak i w tym poście opinie, stanowią moją bardzo subiektywną ocenę mojej sytuacji i statusu w Arabii Saudyjskiej, jako miejsca w którym obecnie mieszkam.
Nie odnoszę się w ani do sytuacji kobiet, ani do sytuacji robotników z krajów azjatyckich, ani do prawa szariatu itd., ale do mojego i tylko mojego "tu i teraz".
Z pewnością nawiążę jednak do pewnych aspektów dotyczących statusu i sytuacji emigranów.
Żeby miało to jakiś sens i ład postaram się też adresować swoje wypowiedzi do poszczególnych komentarzy, na które jeszcze nie odpowiedziałam.

A więc Drogi Panie  i Panowie - zaczynamy :)

Karolina z Wyspy Wiecznych Deszczów - do łamania praw człowieka (nie tylko kobiet) dochodzi wszędzie - niezależnie od kraju. W tym wypadku zgadzam się w 100% z Anią.
Odnośnie pytania - na ile reprezentatywną grupę stanowią moje rozmówczynie - odpowiem krótko - nie stanowią żadnej grupy. Nie bawię się w statystykę, ale najzwyczajniej w świecie staram się w miarę moich możliwości językowych poznać ich opinie, ich codzienne problemy i ich sposób patrzenia na świat. Nie prowadzę badań dotyczących poziomu satysfakcji (lub jej braku) Saudyjek z życia w "beżowym świecie" Staram się jedynie (podobnie jak na Sri Lance) poznać "życie codzienne od kuchni"  -i dosłownie i w przenośni (wtajemniczeni wiedzą co mam na myśli :D), a nie z prasy lub Internetu.
W nawiązaniu do Twojej wypowiedzi, że "tubylcy nie sa w ogole sklonni opowiadac obcokrajowcom o najgorszych stronach swojego kraju" - nie zgadzam się zupełnie z taką oceną. Z naszych (Wielbłąda i moich) doświadczeń wyłania się zupełnie inny obraz. Ludziom niejednokrotnie o wiele łatwiej się "otworzyć się" przed obcym człowiekiem, niż przed najbliższym otoczeniem. I bynajmniej nie potrzeba do tego nawiązywać głębokich przyjaźni - wystarczy jedynie umieć słuchać tego co mówią.
Często zdarza się nam rozmawiać z ludźmi z różnych krajów i różnych warstw społecznych - nie spotkałam się z sytuacją, w której ktoś miałby opory przed krytykowaniem lub chwaleniem realiów życia w swoim kraju. 

Jordania Fidel -  tak posługujemy się często stereotypami i opieramy na informacjach kreowanych przez media, a że media gonią za sensacją, to tworzymy sobie obraz strasznego kraju, który w rzeczywistości wygląda nieco inaczej. 
Z ciekawostek - w pierwszy dzień Ramadanu na lotnisku w Dammam spotkanie kobiety w abaji graniczyło z cudem. W abaje ubrane były głównie.....  Europejki i Amerykanki, które zresztą  dość szybko je zdejmowały.
Kiedyś abaja mogła być wyłącznie czarna i skromna czyli bez ozdób. Obecnie nadal nosi się czarne (lub w ciemnych kolorach) abaje, ale z kolorowymi haftami lub wstawkami, niejednokrotnie bogato zdobione koronkami i.... coraz krótsze.
Ale tego, że Saudia bardzo szybko się zmienia, media jakoś nie chcą zauważyć.
Te zmiany nie zawsze idą w dobrym kierunku. Jeden z "naszych" Saudyjczyków opowiadał nam, że jeszcze kilkanaście lat temu na zakończenie Ramadanu, normalnym było wychodzenie przed dom i robienie wspólnych kolacji z sąsiadami.  Teraz, coraz częściej - ludzie zamykają się w swoich domach - a to Jego zdaniem efekt "westernizacji" i zachodniego podejścia do pieniędzy. Jest to jednak temat na oddzielny post.

BasiaB -  wbrew pozorom znane mi Saudyjki mają tego pełną świadomość i potrafią z tego korzystać :) 

Futrzaku - częściowo odpowiedziałam już powyżej - nie potrzebujemy zawierać przyjaźni, aby poznać opinie mieszkańców danego kraju, na temat życia w ich ojczyznach. Nie wiem skąd przyszło Tobie i Karolinie do głowy, że bez przyjaźni nie usłyszycie szczerych relacji. Dla mnie takie podejście to jakaś fikcja, której nie rozumiem.
W naszym compoundzie jest dość liczne grono Saudyjczyków - wiele godzin przegadaliśmy wieczorami o Arabii Saudyjskiej i Polsce. Oni doskonale potrafią dostrzec plusy i minusy życia w Saudi i nie mają oporów, aby o tym mówić.

Owszem poruszam się bardzo dużo pieszo i zawsze to lubiłam. Vide mój sławetny już samotny, ponad 40-kilometrowy marsz z pełnym osprzętem fotograficznym (około 12 kg wagi) przy temperaturze ponad 40 stopni. W Saudi nie przeszkadza mi  temperatura, bo bardzo często wychodzę z domu około 6 rano i wracam przed południem.
Taksówki w Saudi są tanie (nie zapominaj, że litr paliwa kosztuje tutaj około 40 groszy)
Odnośnie pracy w Saudi - pisałam już w jednym z komentarzy, że jest tutaj całkiem liczne grono ekspatek aktywnych zawodowo, które mieszkają w Saudi bez mężów i.... nie narzekają.
Nie żyję Futrzaku w zamkniętej enklawie - większość dnia spędzam poza compoundem

Nie oczekuję od żadnej ze spotkanych osób, że opowie mi o tym jakie są relacje rodzinne w jej domu i nie było to tematem mojego posta. 
Raz jeszcze podkreślę - pisałam o sobie

ps. alkoholu nie piję, bo... nie lubię :)

Anonimowy - cóż - na merytoryczną dyskusję z Tobą raczej nie ma co liczyć - zbyt pobieżnie przeczytałeś jednak bloga. Nie Ty mi to "gotowe" przygotowałeś więc nie bardzo rozumiem Twój zapał w krytykowaniu kogokolwiek. Ja występuję jako ja - nie kryję się za anonimowością Internetu. Jeśli masz coś do powiedzenia tutaj to stosuj się do zasad tego bloga. Nie - to hejtuj gdzie indziej - mam nadzieję, że mój przekaz nawet dla Ciebie jest teraz czytelny.

Światodpodszewki - dobrze, że chociaż Ty zauważyłeś, że jest to moja subiektywna ocena :)
Nie jest to jednak tylko i wyłącznie pogląd  osoby, która cały dzień spędza w compoundzie, bo większość czasu jestem poza nim.

Krysia - ja się chyba z większości rzeczy potrafię cieszyć, co nie oznacza, że nie dostrzegam ich wad :)

Monika - bardzo trafne spostrzeżenia. W nawiązaniu do nich pozwolę sobie na kilka słów do pozostałych Komentatorów. Nikt nikogo nie zmusza do przyjazdu tutaj. Jeśli komuś nie podoba się Arabia Saudyjska, to nie musi tutaj mieszkać. 

A teraz odpowiedzcie mi drodzy Komentatorzy na jedno pytanie - skoro ten kraj jest aż tak zły dla tych biednych uciśnionych służących i robotników, to czemu z abolicji o której kilka miesięcy temu pisał Wielbłąd skorzystało raptem kilka procent emigrantów ?
Sami osobiście znamy ludzi, którzy z tejże abolicji nie skorzystali.
Owszem wielu naszych znajomych z różnych środowisk - i tych managerskich i tych robotniczych -  twierdzi, że chętnie wyjechałoby z Saudi, tylko dziwnym trafem..... podpisują tutaj kolejne kontrakty i zostają
Dziwne ?
Może i dziwne, ale.... obsługę naszego  compoundu stanowią ludzie z Indii i Bangladeszu. Zdarza mi się dość często robić zakupy w tym samym "osiedlowym" sklepie razem z nimi i zazwyczaj kupujemy te same lub podobne produkty. Oprócz wypłaty zarabiają dodatkowo na sprzątaniu mieszkań (40-60 SAR za jedno - dość pobieżne sprzątanie) i myciu samochodów (250 SAR za jeden samochód). Wszystko w godzinach pracy. Pracują od 8 rano, kończą o 18 w tym przerwa na obiad.
Największe zakupy złota robią w Saudi nie Europejczycy czy Amerykanie, ale właśnie mieszkańcy krajów azjatyckich i jakoś ich na to stać.

Dlaczego jakoś nikt z Was nie współczuje biednym Polakom, poniżanym i wykorzystywanym w "cywilizowanych" Włoszech ? Tak wiele o tym było w mediach.
Czemu nie użalamy się nad losem wietnamskich emigrantów w Polsce, choć ich warunki pracy bywają często gorsze niż emigrantów w KSA ? Tego nikt nie zauważył ?
Dlaczego tak  bardzo użalacie się nad sytuacją kobiet w krajach arabskich (dla których np. noszenie abaji czy fakt, że nie prowadzą samochodu, wcale nie jest jakimś wielkim ograniczeniem), ale nie zauważacie problemu handlu kobietami w "cywilizowanej" Europie ?
Dlaczego nikt nie zastanowi się nad sytuacją (także obecną) w Rwandzie, Sudanie, Indiach czy Nigrze ?
Za mało na ten temat w mediach ? No fakt, trudno coś znaleźć o kanibalizmie we współczesnych Indiach

Kizia i Marek 1 kod kreskowy -  ja mam zazwyczaj mówić, ewentualnie pisać, o tym co myślę. A czy mi się przy tym oberwie czy też nie - nie mam znaczenia :) 
Potrafię bronić swoich poglądów nie gorzej niż Stary Wielbłąd 

Moja Ameryka - bo Polak to nawet brzmi dumnie :D

Sznupcia - moim zdaniem bardzo często błędną niestety  "prawdę objawioną" tworzą media na potrzeby wzrostu poczytności. Znacznie większe emocje wzbudzi tytuł "Kobieta skazana za......" niż "Przystąpienie do Międzynarodowego Stowarzyszenia Inspekcji Pracy"

źródło











Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...