środa, 28 stycznia 2015

Szaszłykowa klątwa ?

Coś jest na rzeczy.
Ile razy, od dwóch lat, zabieramy się za robienie szaszłyków zawsze coś stanie na przeszkodzie.
A to zapomnimy kupić patyczków do szaszłyków, bo przecież są na pewno w domu.
Ale nie można ich znaleźć.
Jak kupimy patyczki, to się okazuje, ze w domu jest jakieś 5-6 nienaruszonych opakowań z w/w patyczkami.
Są patyczki, kupujemy mięso, to się okazuje, ze nieświeże, bo było zamrożone i rozmrożone.
I po wyjęciu z opakowania "wali jak z dupy tatrzańskiego misia"; jak się to za młodych mych lat mawiało.
Jak są patyczki, mięso jest świeże, to gdzieś szlag trafia przyprawę do szaszłyków.
Natomiast w momencie kiedy wszystko jest, nawet mięso jest zamarynowane to......   musimy pilnie wyjść  z domu bo coś tam.
I w ten oto sposób nie jadłem szaszłyków od dwóch lat :-(

źródło

niedziela, 25 stycznia 2015

Kto jest kim w dynastii Saudów

Cytuję za artykułem Bartosza Chyż z serwisu BiqData

"Zmarły w piątek król Abdullah, był zaledwie szóstym władcą Arabii Saudyjskiej. Od samego początku jej istnienia, czyli od 1932 r, rządzi jedna dynastia - Saudowie.
Jej korzenie sięgają połowy XVIII wieku, ale na znaczeniu zyskała sto lat temu, kiedy zaczęła podbijać Półwysep Arabski.
W grudniu 1901 r. Abd al-Aziz ben Saud na czele 60-osobowego oddziału, złożonego głównie ze swoich braci i kuzynów wraca z wygnania w Kuwejcie. Błyskawicznie odbijają stolicę państwa z rąk plemienia Raszydów.
Od tego czasu umacnia swoją władzę na Półwyspie Arabskim i mimo że jest wasalem Imperium Osmańskiego sprzeciwia się swoim seniorom wykorzystując ich słabość, a potem I wojnę światową. W 1925 roku podbija Mekkę i Medynę, dwa najświętsze miejsca dla muzułmanów i ogłasza się opiekunem tych miast. Siedem lat później ogłasza się królem nowopowstałego państwa - Arabii Saudyjskiej. Dbając o jego jedność bierze ślub z kobietami wywodzącymi się z 22 najmożniejszych rodów. Z tych małżeństw rodzi się 45 synów. Dziewczynki miały drugorzędne znaczenie, dlatego dokładna liczba dzieci króla ibn Sauda nie jest znana. Szacunki mówią o ponad 200 potomkach.
Jak widać, wszyscy kolejni królowie, to synowie Abd al-Aziz ben Sauda.
Nowy król Salman ma już 79 lat.
O dekadę młodszy jest książę Mukrin, dziś pierwszy następca tronu. Jeśli to on zasiądzie na tronie w Rijadzie, będzie prawdopodobnie ostatnim królem ze swego pokolenia.
Oprócz bezpośredniego następcy nowy władca wyznaczył także drugiego w kolejności następcę - swojego bratanka Mohammada Ben Nayefa, dotychczasowego ministra spraw wewnętrznych. O postępującej zmianie pokoleniowej świadczy też powołanie na stanowisko ministra obrony zaledwie 34-letniego syna, księcia Mohammeda."


środa, 21 stycznia 2015

Przepraszamy

Wiemy, że nie piszemy regularnie
Wiemy, że nie odpowiadamy na komentarze
Wiemy i jest nam bardzo, bardzo przykro :(
Postarajcie się nas zrozumieć - mamy obecnie duże zawirowanie w naszym życiu i najzwyczajniej w świecie nie mamy siły.
Czytamy wszystko co piszecie zarówno na blogu jak i w prywatnych mailach i cieplutko robi nam się w sercach wiedząc, że jesteście z nami. Dziękujemy Wam za to ogromnie.

Mamy do Was ogromną prośbę
- Trzymajcie za nas kciuki - to dla nas bardzo, bardzo ważne


wtorek, 20 stycznia 2015

Śmieją się ze mnie, żem zmarzlak

Temperatura spadła do nieznośnych 14 stopni.
W dodatku wieje i jest naprawdę nieprzyjemnie.
To się ubieram zgodnie z pogoda (i kalendarzem...bo to zima akurat......  ).
Mam na sobie ostatnio zawsze jakąś grubą bluzę i polar.
A moi koledzy z krajów cieplejszych niż Polska czyli Portugalia czy Indie chodzą ubrani dość wiosennie.
I się zastanawiają, jak to może być, ze koleś z kraju słynącego z białych niedźwiedzi przechadzających się po ulicach ubiera się jak w zimę stulecia.
Grzecznie więc odpowiadam, ze "paliwa" nie ma i rozgrzać starych kości nie ma jak to się ubieram ciepło.
Luis stwierdził, ze w takim razie najwyższy czas abym udał  się do Bahrajnu.
W pełni popieram to rozwiązanie, bo faktycznie jakieś rozgrzewające krew w żyłach mych wiekowych likwory byłyby bardziej niż mile widziane :-D


poniedziałek, 19 stycznia 2015

Fish market - misja numer 658

Od dłuższego czasu obiecywałem sobie, że wreszcie uda się nam dotrzeć na targ rybny w Qatif.
Sporo naszych znajomych Saudyjczyków reklamowało ten targ jako może mniejszy od targu w  Dammam, ale za to znacznie lepiej zaopatrzony.
Dodatkowym atutem miało być przygotowanie ryb na miejscu.
Jest to dużo, bo Szacowna Małżonka Ma Aleksandra nie ma specjalnego doświadczenia w przyrządzaniu ryb, gdyż ja na wszelkie wodne stwory mam alergią, a sama dla siebie to woli kupic...... paluszki rybne :-)
Próbowaliśmy wiele razy tam dotrzeć, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie.
A to byliśmy za późno, a to było jakieś święto i nigdy się nam nie udało.
W końcu podjęliśmy wyzwanie po raz kolejny z nadzieją na finalny sukces.
Pojechaliśmy w doborowym składzie: SMMA, Leszek oraz Luis& - -mój portugalski kolega z firmy.
Zebraliśmy się nawet zgrabnie, tylko jakieś 20 minut czekaliśmy na  Luisa.
Ale taki urok Połudnowców - oni się szybko adaptują do tutejszych warunków :-D Dojechaliśmy jakoś rankiem - -świtkiem o 10 AM.
Idziemy do Oli ulubionej piekarnio-cukierni, żeby się dowiedzieć gdzie ten fish market jest.
No -  zaraz za rogiem.
Patrzę - nie ma.
Ale znalazł się jakiś uprzejmy młody Saudi, który mówi, ze to daleko -  5 minut jazdy samochodem.
Oczywiście, zadeklarował pomoc.
To wsiadamy w nasze szalejące maszyny i jedziemy.
Wjechaliśmy na pobliskie rondo, jakieś mniej więcej 100 m. od naszego parkingu, przejechaliśmy kolejne 100 metrów, a nasz przewodnik pokazuje żebyśmy skręcali w lewo.
To skręciliśmy.
Owa niesamowita wyprawa zakończyła się po kolejnych 100 m. :-D Faktycznie, jest jakiś ryneczek, z rozmiarów  - taki mniej więcej osiedlowy.
Trochę mnie to rozczarowało, bo miałem wizje jakiegoś nieprzebranego morza stoisk, przekrzykujących się sprzedawców - słowem jakiegoś souqu na miarę Marrakeszu.
Chodzimy, chodzimy i nic.
Zapach ryb faktycznie czuć, ale samych ryb ani stoisk nie ma.
Zapytałem, gdzież to ten sławetny fish market się znajduje jakiegoś lekko zaspanego sprzedawcy owoców. Ano tutaj, za murkiem - odpowiedział.
Dochodzimy - faktycznie jest.
Ale z wizji Marrakeszu nici :-(
Kilkanaście straganów i tyle.
To na Rynku Bałuckim jest ze dwa razy tyle sprzedawców ryb :-( (troche przesadzam, ale to dla podniesienia dramatyzmu opowiadania i opisu mojego zawodu) Oczywiście - sprzedawcy ani w ząb po angielsku.
Na szczęście pojawił się jakiś saudyjski dżentelmen, który doskonalą brytyjska angielszczyzną zagaił, czego poszukujemy.
Powiedziałem, ze jakiejś smakowitej tutejszej ryby i to jeszcze żeby mam ją ktoś przyrządził.
Pan błyskawicznie zlustrował wszystkie stragany i zaprowadził nas do jednego ze sprzedawców.
Powiedział, ze goście z Europy (nawet wiedział, ze stolicą Polski jest Warszawa, bo mnóstwo młodych ludzi z Qatif studiuje w  Polsce medycynę) poszukują jakiejś smakowitej ryby i On prosi , żeby jakiś przysmak nam wybrać.
Luis, jako Portugalczyk z krwi i kości na rybach się zna i wiedział o co  zapytać.
Pokazano nam kilka ryb w tym ryby głębinowe, co wzbudziło uznanie Luisa (podobno ma to jakieś znaczenie, ale ja się na tym nie znam) i przystąpiliśmy do wyboru obiadu.
Pan pokazał kilka ryb, ale polecił jedną sztukę, wyjątkowo okazałą, która potem na zapleczu została wyfiletowana.
OK - to ryba już jest, tylko co dalej?
Żadnych smażalni jak okiem sięgnąć nie widać.
Cale szczęście, ze nasz saudyjski przewodnik cierpliwie czekał i.....  zaprowadzil na do......  maleńkiego baru.
Okazuje się, ze w trzech okolicznych barach przygotowują ryby na życzenie klienta.
Zapytał nas, jak ma być przyrządzona, więc poprosiłem o takie wykonaie, jakie jest specjalnością tego miejsca.
Niezmiernie dumny Pan Kucharz coś zaczął opowiadać, szeroko gestykulując, złapał rybę i pomknął w głąb swego królestwa.
Patrzymy, a tam stoi.....  grill węglowy.
Oli się mina wydłużyła, bo nie przepada za grillowanymi rybami.
No cóż, czyli wszystko wygląda na wtopę.
Pan Kucharz przyjął opłatę (skromną dość, trzeba przyznać) i wyznaczył nam termin powrotu po gotowe danie za ...  2 godziny :-D Wróciliśmy trochę wcześniej, bo o wyznaczonej porze zaczynała się modlitwa.
I dobrze zrobiliśmy, jak się okazuje.
Pan Kucharz pochwycił nasza obsypana wszelkimi przyprawami rybkę i na ruszt ją wrzucił.
Po 15 min. 2,5 kilowa rybka została zapakowana w folię, ugarnirowana papryką i cebulą i była gotowa do transportu.
Przywieźliśmy ja jeszcze ciepłą.
Efekt był powalający.
SMMA, która jak wcześniej już opisywałem nie lubi ryb z grilla zajadała tak, aż Jej się uszka trzęsły.
Mariusz, który nie dal rady pojechać z nami zjadł rybę wieczorem, podgrzaną w mikrofali.
I nawet ten bandycki eksperyment nie pogorszył smaku rybki.
Po następną mam pojechać za tydzień :-D


środa, 14 stycznia 2015

Brytyjska profesura - bez stresów, problemów za jedyne 1600 SAR - jacyś chętni ? :-D

O rożnych zagrywkach z dyplomami już słyszałem lub o nich czytałem.
Ale ta wiadomość zwaliła mnie z nóg.
W Internecie na terenie Saudi funkcjonował sprzedawca "bezstresowych" dyplomów.
To nie jest coś, co mnie zaskoczyło, bo od dawna wiadomo, ze fałszywe dyplomy są plaga w tym kraju.
Szczególnie, jeżeli chodzi o dyplomy z Indii czy Pakistanu.
Sam widziałem dyplom inżyniera chemii (ogólnej) :-D Rozwaliły mnie ceny -  goście rozdają dyplomy praktycznie za darmo.
No bo co to jest za cena - 1000 SAR za licencjat, 1200 SAR za magisterkę, 1400 SAR za doktorat a 1600 SAR za profesurę  -  tanio jak barszcz.
I to jeszcze dyplom szacownego Buxton University z Wielkiej Brytanii :-) No nic, tylko zostać profesorem za mniej niż półtora tysiąca złotych.
Ale jak tak patrzę na niektórych profesorów prowadzących "naukowe" wywody typu "pijuuu, wziuuu" czy zgniatających puszki po piwie  co ma służyć jako niezbity dowód zamachu a nie na katastrofy lotniczej  to się poważnie zaczynam zastanawiać nad zakupem takiego dyplomu :-D Zostałbym cenionym ekspertem, Panem Profesorem z UK, zacząłbym opowiadać niewyobrażalne brednie a rzesza fanów spijałaby słowa z ust mych.
Poznałbym ciekawych ludzi i pewnie pieniądze niemałe zarobił.
Ale niestety, oferenta bezstresowego wykształcenia już zawinęli i ekspertem od spraw wszelakich już nie zostanę.
Musze sam na swoje (kolejne) dyplomy pracować i stresu pewnie się przy nich pojawi sporo.
A mogło być tak pięknie :-(
Źródło: Saudi Gazette

Źródło: Saudi Gazette


poniedziałek, 5 stycznia 2015

Imiona, nazwiska czyli jak to wyglada gdzie indziej

W naszym kręgu kulturowym można spotkać zwyczaj dodawania imienia ojca do imienia danego osobnika.
Tak jest w kulturze np. rosyjskiej, gdzie zwrotem familiarnym do mnie byłoby Pawle Nikodemowiczu. 
Czasami moi kumple tak do mnie przy obcych mówili :-D
Ale połapanie się w imionach i nazwiskach mieszkańców krajów azjatyckich to już wyższa szkoła jazdy na wrotkach.
Na przykład na Sri Lance mają kilkanaście hiszpańsko (a właściwie portugalsko :-D) brzmiących nazwisk. I tak się nazywa jakieś 60% populacji danej wsi czy miasteczka :-)
Pewnie imiona, które teraz traktuje się jako nazwiska były nadawane podczas chrztu, ale się chyba nie przyjęło, bo znakomita większość Lankanczyków to buddyści :-D Wzięło się to pewnie z okresu kolonizacji portugalskiej z początku XVI w.
Nasz kolega ma następujące imiona: Ponim Baduge Deepal Kumar i nazwisko dajmy na to  Lopez.
Brzmi to, dla mnie przynajmniej, komicznie, ale OK - ja mam nieco perwersyjne poczucie humoru.
Hindusi pod względem ilości imion nie specjalnie różnią się  od Lankanczyków, tylko nie mają nazwisk wcale.
Dinesh ma w paszporcie (i we wszystkich oficjalnych dokumentach od świadectwa z podstawówki począwszy) wpisane Dinesh S. :-D
Brzmi jak Malcolm X., ale to już inna bajka i luźne skojarzenia.  Jego Ojciec miał na imię dajmy na to Singh, więc Jego dane brzmią Dinesh Singh.
Ale Singh to nie jest nazwisko, jak mi się długo wydawało i Wam pewnie też  - tylko imię ojca.
Pierwsze imię, bo Tata Dinesha był posiadaczem dość długiej litanii imion, które w dokumencie są wpisywane tylko jako pierwsze litery, a nie całe imiona, bo by się w rubryczki nie pomieściło.
I tak na przykład Deepal (bo tak brzmi imię naszego Kolegi ze Sri Lanki) jest Jego imieniem "domowym", ale w paszporcie ma wpisane P.B.D.K Lopez :-D
Żeby Was dobić jeszcze jedna ciekawostka z Filipin.
Nieślubne dziecko otrzymuje nazwisko ......   Ojca,  a ślubne - Matki :-D

czwartek, 1 stycznia 2015

Post bardzo noworoczny


Wszystkim naszym Czytaczom i Lubiaczom życzymy
bardzo szczęśliwego i dostatniego Nowy Roku

Wish you all a very happy and prosperous New Year

أتمنى لكم جميعا سنة سعيدة جدا ومزدهرة الجديد

آپ کی مرضی کے تمام ایک بہت خوش اور خوشحال نیا سال

काश आप सभी एक बहुत खुश और समृद्ध नया साल

ਤੁਹਾਨੂੰ ਚਾਹੁੰਦੇ ਸਭ ਨੂੰ ਇੱਕ ਬਹੁਤ ਹੀ ਖੁਸ਼ ਅਤੇ ਖੁਸ਼ਹਾਲ ਨਿਊ ਸਾਲ

Ps. Odpowiem od razu na niezadane jeszcze przez Was pytanie -
- Nie, my nie obchodzimy dzisiaj Nowego Roku.
Nowy 1437 Rok zacznie się w Arabii Saudyjskiej 14 października 2015


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...