piątek, 27 marca 2015

Rekruterzy - dziwna kasta

Jak do tej pory nie wiem ani co, ani gdzie będę robił w swym życiu zawodowym.
Zajmuję się tym, co jakiś czas temu obiecałem sobie, że zrobię, więc nie narzekam na brak zajęć :)
Ale oczywiście nie czekam, aż się wszystko zrobi samo.
Oprócz mnie, ciężko pracują nad tym moi Znajomi i Przyjaciele, ale jak to w świecie arabskim  bywa - "wszystko musi to potrwać" :-D Wysyłam CV do różnych agencji rekrutacyjnych, bezpośrednio do firm lub sami mnie znajdują w na różnistych portalach.
Opiszę Wam kilka sytuacji z ostatnich dni.
Telefon z Rijadu z firmy bezpośrednio zainteresowanej pozyskaniem do pracy mojej niezwykle skromnej  osoby.
Dzwoni szef HR.
Rozmowa miła, konstruktywna no cud, miód i orzeszki.
I później kilka dni cisza.
Kiedy już odpuściłem temat - dostaję maila z draftem kontraktu.
Wygląda zachęcająco, w mailu odpisuję, że jest OK, tylko chcę poznać kilka detali.
Cisza, wysyłam drugiego maila - cisza.
Wcale się nie zdziwię, jak się odezwą np. za pół roku i będą ciężko zdziwieni, że nie czekałem na kontakt, tylko zająłem się czymś innym.
Kolejny telefon - tym razem agencja rekrutacyjna z UK.
Naprawdę fajny projekt (i wielce prestiżowy) w Jeddah. OK, czekam na kontakt z firmy.
Dzwoni jakiś Brytol Rozmawiamy, opowiada mi o projekcie, zakresie obowiązków etc.
Myślałem, że ten projekt dopiero startuje, ale okazuje się, że coś przegapiłem, bo już go dłubią od 2 lat, tylko jakoś cicho o tym było.
Mówię facetowi, że może wziąłby pod rozwagę to, że mogę wziąć ze sobą kilku moich chłopaków, to szybko temat ogarniemy.
Usłyszałem, że niestety, ale już mają pełną obsadę.
Tłumaczę mu, że  będzie korzystniej dla projektu, jeśli nie dołączę sam, tylko z ludźmi z którymi już pracowałem i mam do nich zaufanie.  Jeśli jednak jest to  niemożliwe, to nie ma sprawy, poprowadzę wszystkie sprawy związane z HSE i Fire Protection zespołem, który już mają.
Stwierdził, że pogada z kierownikiem projektu na temat moich "wesołków".
Po godzinie dostaję maila od rekrutera, że "nie będą ze mną kontynuować procesu, bo sam nie chcę przyjść."
Może się koleś poczuł urażony, jak mu powiedziałem, że musi być z tą budową coś niefajnie,  skoro po 2 latach wyrzucają szefa HSE i dlatego chcę mieć tam swoich ludzi ?
Kolejne zostawiłem na deser.
Telefon z Singapuru. Oferta zacna, robota ciekawa, pieniądze i warunki też.
Pani rekruterka prowadzi ze mną interview, jak się to fachowo w języku "language" nazywa :-D Rozmawiamy dobre 15 minut, Pani zadowolona, ja również, nic tylko się pakować i do Singapuru w te pędy wybierać.
Nagle zonk -  "A masz rezydenturę w Singapurze?" pyta rekruterka ?
Ze przepraszam qrva co ???
A skąd u licha miałbym ją mieć ???
W jaki sposób Pańcia po przeczytaniu mojego CV wysnuła tak śmiałą teorię, że mogę takową rezydenturę posiadać, mimo, że nigdy nie byłem w odległości mniejszej jak 2000 km. od tego kraju ???
Nieco rozjaśniła mi w głowie moja serdeczna Koleżanka, pracująca w tej branży w duuużej firmie. "Wiesz, ile czasu zajmuje rekruterowi podjęcie decyzji o losie CV danego delikwenta ?" - zapytała. - "6 sekund"
Kurde, muszę Ją zapytać, czy później poświęcają temu dokumentowi nieco więcej czasu, czy w dalszym ciągu jest to łut szczęścia, że przez agencję headhunterską dostaniesz jakąkolwiek robotę :-D
Zetknąłem się też z bardzo profesjonalnym podejściem, gdzie rekruter stara się i walczy o jak najlepsze warunki dla prowadzonego przez siebie kandydata.
Mam takie dwie życzliwe dusze - Anię i Ashley :-D
Jak widzą, ze coś jest nie za bardzo ze strony firmy, to wbrew swojemu interesowi (bo przecież mają płacone za zrekrutowanego osobnika, a nie za to,że szukają), dbają o to, żebym w jakieś bagno nie wdepnął. Jak już Wam wcześniej pisałem jest niezmiernie trudno zerwać kontrakt na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza w Katarze, gdzie po zerwaniu kontraktu obowiązuje 2-letnia karencja przed podpisaniem nowej umowy.
Ale osób o takiej etyce zawodowej to ze świecą szukać :-D

źródło

środa, 18 marca 2015

Szynkowar - co to za stwór :)

Jako, że do wczorajszego posta komentarzy było niewiele, za to maili z pytaniem "co to jest szynkowar" całkiem sporo postaram się w skrócie odpowiedzieć.
Szynkowar służy do robienia w domu doskonałych, zdrowych wędlin z dowolnego rodzaju mięsa.
Na dzień dzisiejszy przygotowaliśmy już w naszych szynkowarach:
- kiełbasę drobiową,
- mielonkę typu gulasz angielski (za mało przypraw wsypałem, ale wyszła super)
- kiełbasę szynkową,
- pojutrze będziemy parzyć prasowany boczek w pikantnej posypce,
a następna w kolejce jest szynka prasowana na wzór słynnej szynki konserwowej "Krakus"
Samo urządzenie nie jest skomplikowane - składa się z mocnej sprężyny dociskowej, metalowej pokrywy i naczynia w którym umieszcza się mięso.- vide zdjęcia poniżej.
Mamy obecnie dwa szynkowary - jeden prostokątny o pojemności 900 gramów z firmy Tradismak, drugi okrągły o pojemności 1,5 kg. Szynkowary są oczywiście w różnych rozmiarach, ale dla nas te dwa rozmiary były optymalne. 
Zdecydowanie lepiej sprawdza się u nas szynkowar prostokątny. Znacznie łatwiej ułożyć w nim wkład mięsny i wyjąć gotową wędlinę.
Do przyprawiania wędlin z szynkowaru możecie użyć gotowych mieszanek np. takich jak tutaj lub poeksperymentować w poszukiwaniu ulubionego smaku.
Bardzo żałuję, że nie znaliśmy tego sprzętu przed wyjazdem do Arabii Saudyjskiej, bo dla emigranta zwłaszcza pracującego na Bliskim Wschodzie lub w kraju, gdzie trudno o dobrą kiełbasę takie urządzenie to prawdziwy skarb.
Na następny kontrakt szynkowary pojadą z nami - gdziekolwiek by to nie było :)

nasz szynkowar - zdjęcie ze strony producenta


budowa szynkowaru - zdjęcie ze strony producenta


wtorek, 17 marca 2015

Kooperatywy spożywcze czyli jak się zostaje spółdzielcą (nieformalnym)

Po spektakularnej „wykładce” gospodarki hiszpańskiej gdzie, jak podaje AFP, około 24 proc. Hiszpanów pozostaje bez pracy, a na 46,5 mln mieszkańców ponad pięć milionów zmuszonych jest korzystać z pomocy Czerwonego Krzyża (dane z listopada ubiegłego roku) ludzie utracili - absolutnie nie wiem dlaczego - ….... zaufanie do Państwa.
I zaczęli funkcjonować poza oficjalnym systemem.
Z powodu braku gotówki w kieszeniach  nastąpił powrót do wymian barterowych czyli "Ja tobie pomarańcze, a Ty mi kran naprawisz"
Zaczęły funkcjonować kooperatywy, nam kojarzące się z sowchozami czy wymuszanymi przez system socjalistyczny spółdzielniami.
Tylko w obecnej rzeczywistości i w Polsce ludzie zaczynają dostrzegać zalety współpracy i szukają innych sposobów na życie niż bycie jedynie korposzczurem.
Słynnymi polskimi spółdzielniami są np. producenci Majonezu Kieleckiego, wody "Muszynianka" czy "Jurajska"
Okazuje się, że spółdzielczość już powoli przestaje być postrzegana jako coś obarczonego grzechem pierworodnym realnego socjalizmu.
 Przestaje się kojarzyć z wszechwładnymi „spółdzielniami” mieszkaniowymi, które moim zdaniem są karykaturą tej idei.
Okazuje się, że spółdzielczość ta prawdziwa, ma korzenie w  początkach XIX w. i działaniach Stanisława Staszica (np. Towarzystwo Rolnicze Hrubieszowskie powstałe w 1816 roku).
Początki spółdzielczości w Polsce są związane z propagowaniem idei kooperacji, uprawianym w zaborze pruskim przez księży — S. Adamskiego, A. Szamarzewskiego i P. Wawrzyniaka; w Galicji przez E. Milewskiego i F. Stefczyka; w Królestwie Polskim przez E. Abramowskiego, Z. Chmielewskiego, R. Mielczarskiego i S. Wojciechowskiego. W zaborze pruskim organizowano banki ludowe zrzeszające drobnomieszczaństwo i chłopów; na przełomie XIX i XX w. organizowano spółki parcelacyjne i rolniczo-handlowe (tzw. rolniki); spółdzielczość w zaborze pruskim broniła polskości i z powodzeniem konkurowała ze spółdzielczością niemiecką. W zaborze austriackim, począwszy od 1860 (założenie Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy Rękodzielników, Przemysłowców i Mieszczan Lwowskich), organizowano spółdzielnie kredytowe rzemieślników, kupców i właścicieli ziemskich, w 1874 połączone w Związek Stowarzyszeń Zarobkowych i Gospodarczych. W ostatnim dziesięcioleciu XIX w. rozpoczął się intensywny rozwój chłopskich kas oszczędnościowo-pożyczkowych, zwanych kasami Stefczyka, a na początku XX w. — spółdzielni mleczarskich i spożywców; we wschodniej części zaboru, obok spółdzielczości polskiej, rozwijała się spółdzielczość ukraińska. W Królestwie Polskim najwcześniej rozwinęła się spółdzielczość spożywców (pierwsze spółdzielnie w 1869 w Płocku i Warszawie); po rewolucji 1905 dynamicznie rozwijała się spółdzielczość mleczarska i kredytowa. (źródło).
Obecnie powstają jak grzyby po deszczu wszelkiego typu kooperatywy spożywcze w Polsce.
My także zaczęliśmy, z racji posiadania znacznej ilości wolnego czasu, sami produkować wędliny w szynkowarze, który wraz z zestawem przypraw Szacowna Małżonka Ma Aleksandra otrzymała od firmy Tradismak
Poszukując receptur i inspiracji trafiamy na liczne fora, gdzie ludzie dzielą się przepisami na różnego typu przetwory.
Ale to nie wszystko - okazuje się, że ludzie w kilka - kilkanaście osób umawiają się na zakup np. świni czy świniodzika (to moje ulubione zwierzę ostatnio, bo wcześniej nigdy o nim nie słyszałem :-D) i sami przerabiają to na kiełbasy.
Są ekipy robiące sery łącznie z żółtymi i robią je z mleka od krowy, a nie z pseudomleka ze sklepu.
Mój kochany Teść należy do kooperatywy domowych producentów wina.
Taka kooperatywa jest dla mnie znakomitą zachętą do spółdzielczości, tylko że czasami dzień następny po degustacjach bywa „łogólnie męcący” :-D
Myślę, że po ruchach miejskich jest to kolejny sygnał dla rządzących, że jakość ich „pracy” zaczyna zwyczajnych ludzi vqrviać do tego stopnia, że wyrywają się z marazmu.
Na ich miejscu poważnie bym przemyślał swoje działania, żeby Naród, podobnie jak  "Lord Farquaad „…dmuchał chuchał i… zarządził - świnia eksmisja…
(Shrek, jakby ktoś zapomniał )

źródło




poniedziałek, 16 marca 2015

Wielbłądzie memuary część 1 - islamizacja

Pogoniony nieco do roboty przez Szacowną Małżonkę Mą Aleksandrę oraz Macieja J. (PS. dzięki za maila Maćku) biorę się do snucia wspomnień saudyjskich.
Całkiem niedawno natknąłem się na świetny wywiad Pawła Smoleńskiego z dr Patrycją Sasnal.
Uważam, że od dłuższego czasu nie trafiłem na lepszą analizę i syntezę świata arabskiego.
To, co próbowałem Wam przybliżyć pisząc bloga zostało w krótkiej, przystępnej formie, bez naukowego zadęcia ujęte.
Najważniejszym, w mojej opinii, fragmentem wywiadu jest …
Właściwie co znaczy "islamizacja"? Arabowie są bardzo religijni. Wyobraźmy sobie, że w praktyce od dwóch do pięciu razy dziennie się modlą - jak ogromnie wpływa to na życie codziennie, na układ dnia, na widzenie życia. Tylko że nie zawsze religia była jedyną ideologią, a tak właśnie rozumiem słowo "islamizacja" - uznawanie religii za jedyną alternatywę….”
Pięknie ujęte. To jest właśnie to, co było dla mnie najtrudniejsze do przedstawienia Wam, kochani „PT Czytacze”.
Spora grupa wyznawców Islamu jest przez islamistów uważanych za… wrogów Islamu.
Islamiści to jest dewocja typu ludowego, jak występuje u nas, szczególnie wśród fan-clubu jedynego słusznego Radyja. Moim zdaniem większość z tych osób nie przebrnęła przez Biblię, podobnie jak tam przez Koran czego jestem w 100 % pewny.
Tak mniej więcej wygląda religijność prostych, niepiśmiennych chłopów z Pakistanu, Afganistanu czy Afryki Północnej.
Słuchają tylko imamów, nie mając kontaktu z Koranem, bo..... nie potrafią czytać.
W wielu regionach  medresa jest jedynym miejscem, gdzie można zdobyć jakiekolwiek wykształcenie.
Dlatego moi bardzo pobożni znajomi znający Koran na pamięć, twierdzą ,że jedyną droga walki z terroryzmem jest edukacja, a nie naloty wojsk sojuszniczych.
Tam, po piątkowych modłach rozmawia się o treści „kazania” a nie przygląda jak ubrana była sąsiadka i czym przyjechała do kościoła.
Dla nas chrześcijaństwo jest religią napływową – dla wyznawców Islamu w krajach arabskich, a szczególnie w Arabii Saudyjskiej – „domową”
Wszystkie zdarzenia miały miejsce „za rogiem”, większość miejsc opisanych w Koranie można obejrzeć, dotknąć.
Jasne, że jest mnóstwo osób religijnych „pod publiczkę”. Jest nacja, która się w tym specjalizuje np. nacierając czoła czosnkiem lub cebulą, co pozostawia trwałe ślady mające świadczyć o wielkiej pobożności. Takie „otarcia” mają być dowodem „żarliwej modlitwy”.
Najprostszym przykładem różnic między katolikami a muzułmanami jest podejście do modlitwy
Gdzie różnica ?
Ano w tym, że w Islamie przestrzeganie godzin modlitwy dotyczy wszystkich wiernych.
W katolicyzmie – tak naprawdę tylko zakonników i to raczej tych klauzurowych.

Zdjęcie - Ariandra Fokker

niedziela, 15 marca 2015

Takie sobie spostrzeżenia czyli moje frustracje sklepowe i ich potencjalne korzenie

Wielokrotnie  opisywałem Wam różnicę w robieniu zakupów w  Polsce i w Arabii Saudyjskiej oraz różnicę komfortu w zakupach, którą mocno teraz odczuwam.
Tak właściwie to nie tylko ja - chyba cała polska ekipa w Saudi miała podobne wrażenia po powrocie do Ojczyzny.
Teraz, kiedy mam więcej czasu na obserwację doszedłem do następujących wniosków.
We wszystkich sklepach saudyjskich pracuje znacznie większa liczba ludzi z obsługi niż u nas.
W Polsce to się nazywa "optymalizacja zatrudnienia"
Tak więc w "wolnych chwilach" np. Panie Kasjerki wykładają towar i zajmują się wieloma innymi zadaniami, których nijak do stanowiska "kasjer"w normalnym kraju nie podepniesz.
To co się dziwić. Jeżeli nawet są jakieś premie za wyniki sprzedaży, to są one raczej symboliczne, gdyż jakiś "stachanowiec" z Centrali  tak to wyliczy, że w następnym roku wynik podstawowy ma być zbliżony do tegorocznego rekordu.
Więc gdzie jest motywacja ? Może tylko negatywna, jak przed Wojną  - "jak się nie podoba to mam 100 osób na twoje miejsce" Gdzieś trzeba odreagować, a klient jest pod ręką :-)
W Arabii Saudyjskiej - owszem, stawki nie są wysokie jak na saudyjskie warunki, ale dla człowieka np. z jakiejś małej miejscowości w Indiach czy Pakistanie to tak jak dla nas pensja w RFN (nawet najbardziej gówniana) przed 1989 rokiem. Czyli po kilku latach daje szansę na jakiś progres życiowy lub po prostu bieżące utrzymanie rodziny na przyzwoitym poziomie i możliwość, minimalnych choćby, inwestycji.
Kolejna historia - inna, ale powiązana z tym tematem.
Mamy Przyjaciółkę po bardzo ciężkiej chorobie.
W przypadku tego schorzenia naprawdę trudno mówić  o całkowitym spokoju po operacji - cały czas kontrole lekarskie i ciągły strach czy czegoś znowu nie wykryją. Dziewczyna pracuje, bo musi, żeby się budżet domowy jako tako spinał.
Ostatnio (jak prawie pół Warszawy i okolic) pochorowała się na grypę.
Zadzwoniła do firmy i poprosiła o dzień wolny. Nie, nie  poszła do lekarza po zwolnienie, tylko chciała mieć jeden wolny dzień na żądanie.
I co usłyszała ? - "Ależ Pani Haniu, ale jak to ? Dzień wolny ??? Tak nie można. Kto wszystko dla Prezesów przygotuje ?";
Chcąc nie chcą poszła do pracy.  A wiecie co jest największym sqrvysyństwem w tej sytuacji ?
Firma, w której pracuje nasza Przyjaciółka to zakład pracy chronionej.
I niech jeszcze ktoś się dziwi, że proroctwo Jana Pietrzaka, że "bociana za nogi i dalej w świat a ostatni zgasi światło" jakoś w moim pojęciu jest coraz bardziej realne.

PS.
Imię naszej Przyjaciółki zmieniłem, pewne szczegóły też, ale historia jest w 100% prawdziwa.

źródło

czwartek, 12 marca 2015

Ambasada Królestwa Arabii Saudyjskiej w Warszawie - nowy adres

 Nowy adres: 
Ul. Wiertnicza 30
 02-952 Warszawa

Dział konsularny
Telefony
(22) 160-50-00
 (22)160-50-27
(22) 160-50-28 
telefon sekcji konsularnej jest czynny wyłącznie od poniedziałku do czwartku 
w godz. 12.00-13.00
Fax. (22) 223-33-23
e-mail: acc.pocon@mofa.gov.sa

wtorek, 10 marca 2015

Festiwal Studiów Azjatyckich w Krakowie



W imieniu organizatorów - Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego  w Krakowie zapraszamy serdecznie na tegoroczną edycję 
Festiwalu Studiów Azjatyckich
Będzie to wydarzenie szczególne, obfitujące w szereg zróżnicowanych, darmowych atrakcji związanych z kulturą, kuchnią i tym, co wiąże się z życiem Bliskiego i Dalekiego Wschodu w ogóle, oraz z podróżami po tych wyjątkowych regionach. 
Festiwal to także okazja, by w nieco luźniejszej atmosferze poznać bogaty program studiów azjatyckich UJ. Dlatego na Festiwalu Organizatorzy proponują liczne i różnorodne atrakcje: od warsztatów językowych i kaligraficznych, przez degustację potraw kuchni wschodniej, do zabawy z orientalną modą i wymiany doświadczeń z podróży. 
Gorąco zachęcamy do udziału!



sobota, 7 marca 2015

Wielbłądzie krajowe peregrynacje czyli nie ogarniam PKP

Nie pisałem albowiem po chorobie udałem się w podróże rozliczne.
Z powodu "niemania" własnego automobilu skazany zostałem przez porażającą rzeczywistość na podróże pociągami maści wszelakich.
Pojechałem do Krakowa najnowszym  nabytkiem czyli Pendolino.
Co pozytywne, można kupić bilet przez Internet.
Jest tylko jedno ale - mogłem zarezerwować bilety jedynie na klasę 2.
Dlaczego nie można na 1 ? Pojęcia nie mam. Może już wszystkie miejsca w "jedynce" wykupili ?
Cena tak z przytupem, bo 2 klasa na trasie Warszawa - Kraków to wydatek rzędu 135 - 150 PLN.
Klimat taki trochę jak w klasie ekonomicznej moich "ulubionych" linii lotniczych przez znawców "Lufą" zwanych.
Czyli czysto, schludnie, ale nóg to już nie mam gdzie wcisnąć.
Po drugie - bagaż główny tylko na stojakach na końcu i na początku przedziału. Nad głową jedynie bagaż podręczny.
I OK, trzeba było na graty zerkać tylko dwa razy - na Centralnym i na Zachodniej, ale to jednak nieco upierdliwe.
Fakt -  szybko, cicho itp.
Ale normalne pociągi jakieś kilka lat temu jeździły 5 minut dłużej niż ten cud techniki, a komfort podróży zupełnie inny.
O cenach nie wspomnę. Kara za brak biletu - 650 PLN plus....   cena biletu. Oczywiście tylko w trosce o pasażera - tzn. w celu podniesienia komfortu podróży :D
Kilka dni później pojechałem do Łodzi.
Tym razem już normalnym składem, ale.....  ;też nie mogłem kupić biletu na 1 klasę.
Pan Kolejarz coś mi mętnie tłumaczył, ale nawet po zastosowaniu się do Jego uwag, że coś tam źle zrobiliśmy czyli że wybraliśmy "bilet trakcyjny" (??? - wie ktoś co to za cudo ???) a nie inny i tak nie dało się kupić jedynki na powrót.
W drodze powrotnej - ten sam skład z Wrocławia.
Jadą 3 wagony -  jeden zaj.....;ny po sufit, a dwa puste.
Tak sprzedawano bilety z obowiązkową rezerwacją miejsc.... ???
Kolejne kuriozum - po kupieniu biletu przez Internet i posiadaniu go w telefonie muszę....  okazać dowód tożsamości ze zdjęciem.
Ale qrva  - DLACZEGO, skoro nie mam żadnej zniżki ???
Bo podobno skorzystałem z takiej taryfy, że muszę.
A jak kupię w biletomacie albo w kasie taki sam bilet ? Za te same pieniądze, z miejscówką itd.???
A to już nie muszę okazywać dokumentu.
Okazałem saudyjskie prawo jazdy :-D
I z równym uporem twierdziłem, że nie ma słowa jaki to ma być dokument, poza tym, że ze zdjęciem.
Wiem, że Pan Konduktor był Bogu ducha winny, ale inaczej nie potrafiłem wyrazić swojego "głębokiego uznania" dla tej radosnej  "tfurczości" PKP.


źródło

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...