poniedziałek, 29 lutego 2016

Omańskie przedwiośnie

U nas już chyba idzie wiosna.
Przeżyłem już trzy burze, w tym dwie naprawdę solidne.
Podobno to anomalia i wszyscy na mnie podejrzliwie zaczynają patrzeć, bo przed moim przyjazdem  padało ostatnio…   pół roku temu i to raczej symbolicznie :-D
Temperatury już całkiem przyjemne, w dzień ponad 30 stopni  - teraz, już po zmroku jest 29,  a o 3 w nocy będzie już tylko…   21 stopni, bo to po deszczu. Normalnie jest 27 ;-)
W Saudi o tej porze roku jest przynajmniej 6-8 stopni mniej. A czasami  nawet i poniżej 15 bywa.
To oznaczać może, ze moje buńczuczne zapowiedzi, że mi omańskie lato nie straszne mogą się okazać mocno na wyrost.
Jakby ktoś zapomniał to jest dopiero koniec lutego :-D

po burzy

powódź w Muscat
Muscat po burzy

niedziela, 28 lutego 2016

Nocne zycie Muscatu

W czwartek po pracy zostałem zaproszony przez Sulejmana na wyprawę do Muscatu, żeby zobaczyć, jak się tutaj ludzie bawią w weekend.
Zabraliśmy kierowcę i dalej w świat.
Zostawiliśmy w spokoju fury służbowe i udaliśmy się do miejsca przeznaczenia sulejmanowym Hummerem H3.
Droga zatłoczona prawie jak w Warszawie, na wylotówce z Muscatu wygląda to mniej więcej tak, jak przed świętami droga na Lublin, a wszystko dlatego, ze sporo ludzi wraca na weekend do domów.
Pierwszym przystankiem był Aviation Civil Club.
Wejście tylko dla osób posiadających karty członkowskie i ich gości.
Przed wjazdem dziesiątki aut.
Odstaliśmy swoje, za wjazd dodatkowych osób -  po 2 OMR od głowy.
Sama karta członkowska na rok kosztuje 170 OMR.
Wszystkie płatności są dokonywane za pomocą tej karty.
Chyba wiem dlaczego, ale o tym za chwile.
Ośrodek o powierzchni 60.000 m2. jest pięknie położony nad samą Zatoką.
Baseny, klub nurkowy, restauracje, muzyka na żywo -  wszystko zrobione z dużym smakiem.
Po kolacji pojechaliśmy do innego klubu.
Tam stwierdziłem, że ja zapłacę.
No to moje honorowe podejście uzmysłowiło mi lokalne ceny :-( 
Wejście -  10 OMR od głowy, kufel Heinekena "z kranu" - 3,8 OMR.
Czyli na PLN odpowiednio -  wejście 100 PLN i piwo 38 PLN.
To już pewnie domyślacie się dlaczego nie podają rachunków w Civil Aviation Club - żeby nie psuć nikomu humoru podczas weekendu.
Na refleksje dotyczące kosztów wypadu do tego przybytku przyjdzie czas w tygodniu :-D

PS
1 OMR (rial omański) to w przybliżeniu 10 pln



źródło

sobota, 27 lutego 2016

Magiczny dom czyli test mojej cierpliwosci

Co chwilę mam jakieś przygody związane z moim obecnym lokum.
Pierwszy przypadek opisałem Wam wcześniej - czyli jak magiczny pstryczek elektryczek pozbawił mnie cieplej wody.
Tylko, ze to dopiero pierwszy numer, jaki wycięła mi ta chata.
Drugim był brak światła.
Budzę się w nocy,  a tu cisza jak w rodzinnym grobowcu.
Acha.........  klima się wyłączyła.
Próbuję włączyć światło - zero reakcji.
Przeleciałem się po chałupie -  nic na prąd nie działa.
A tutaj WSZYSTKO jest na prąd.
Sprawdzam bezpieczniki - na logikę powinno wywalić główny bezpiecznik, jak prądu nie ma nigdzie.
Sprawdzam główny - wszystko OK.
Patrze przy zapalniczce na pozostałe -  tez wyglądają OK.
Wychodzę na zewnątrz  - w dwóch domach obok tez ciemno jak u Murzyna w czterech literach.
Czyli pewnie padło gdzieś poza domem.
Wstałem, wziąłem prysznic na ślepo, w zimnej wodzie, ale już się nie goliłem, bo niby jak.
Rano wezwałem elektryków.
Co się okazało? Oczywiście - bezpiecznik.
No zesz w mordę i nożem -  sprawdzałem i było OK.
Z kolei od wczoraj nie mam wody. Żądnej - ani zimnej, ani ciepłej.
Jakimiś resztkami się spłukałem i zastanawiam się co dalej.
Może jakaś awaria, bo podobno coś tam robią z siecią wodociągową.
No dobra, ale mieli włączyć wczoraj wieczorem a do tej pory ani widu ani słychu.
Co się okazuje? Ano muszę zawezwać beczkowóz, bo nie mam wody z sieci, tylko ze zbiornika na dachu.
Coraz ciekawiej mi się tu żyje- jak nie urok to sraczka.
I tak już trzeci dzień z rzędu chodzę nie ogolony.
Jeszcze parę takich numerów i będę wyglądał jak Dziad Borowy.

źródło

piątek, 26 lutego 2016

Kolory tablic rejestracyjnych w Omanie

Generalnie są dwa kolory blach -  czerwone i żółte.
Czerwone tablice rejestracyjne dla samochodów firmowych, a żółte dla prywatnych.
Żeby było śmieszniej -  prawo jazdy też uwzględnia tę różnicę.
Czyli możesz jeździć albo na czerwonych blachach albo żółtych.
Pewnie istnieje jeszcze prawko na oba rodzaje, ale tego nie wiem na pewno.
Po angielsku są podane  informacje takie jak numer prawa jazdy, gdzie wydane, data wydania, data ważności,  imię i nazwisko posiadacza, data urodzenia, adres zamieszkania w Omanie, grupa krwi oraz kategoria prawa jazdy i...   jakiego typu pojazdy (w moim przypadku tylko prywatne) mogę prowadzić.
Jest jednak pewien  kłopot - mam tylko służbowe auto. Czyli nie mogę go prowadzić.
Zapytacie dlaczego?
Ano dlatego, żo moja wesoła firma sprowadziła mnie tutaj uwaga jako ...steel fixera :-D Bo nie mieli wiz inżynierskich.
W takiej sytuacji nie przysługuje mi...   żadne prawo jazdy.
Jednak od czego jest niezrównany Sulejman? :-) Mam prawko tylko dlatego, ze osobistą zgodę wydal tutejszy Dyrektor Policji, prywatnie kuzyn Sulejmana :-D 
Jednak w dalszym ciągu, mimo posiadania już trzech praw jazdy w portfelu,nie powinienem jeździć Wściekłą.
Co mi w niczym oczywiście nie przeszkadza -  wujek Sulejman czuwa, jakby co :-D Teraz procedują moja nowa, już właściwą wizę, żebym mógł pracować w swoim zawodzie i załatwić wizę dla Oli.
Oczywiście nie jest to proste i znowu bede musiał jechać na układach Sulejmana, mimo ze moje papiery przeszły kolejną, już pi ątą czy szóstą weryfikacje i niedługo mi się stemple w dyplomach nie pomieszcza :-D 
Dobrze, ze mam Sulejmana, bo przy tutejszych praktykach firmy byłbym udupiony na milion sposobów ze względu na  ich "spryt i kreatywność" 
A cala historyka arcy ucieszna z wizyt w Imigration i Traffic  Police juz w kolejnym odcinku :-)

źródło

czwartek, 25 lutego 2016

Badania lekarskie w Omanie

Miałem badania wstępne, co jest rzeczą normalna przy przyjęciu do pracy.
To porównam dla Was to zdarzenie w dwóch krajach -  w Arabii Saudyjskiej i w Omanie.
W Saudi było prosto - najbliższa klinika, prześwietlenie płuc, pobranie krwi i internista.
Spędziłem tam pół dnia w dość paskudnych warunkach, żeby wszystko zrobić.
Tutaj -  badania podobne plus próbka moczu.
Ale...........  klinika nie tutaj na miejscu w Samail, tylko wyznaczona, certyfikowana w Muscacie.
Pięknie, czyściutko i błyskawicznie.
Wszystkie badania zrobiłem w jakieś pół godziny.
Dlaczego muszą być w takiej klinice ?
Bo nie dostajecie żadnej karty medycznej, żadnego plastiku ani nic takiego.
Wszystko jest załatwiane na........  odcisk palca i zdjęcia zrobionego na miejscu.
Obowiązkowo na niebieskim tle.
Dane medyczne są dołączone do całej Waszej dokumentacji na terenie Sułtanatu Co ciekawe, tylko do części dokumentów jest wymagane niebieskie tło.
Czyli do wizy i właśnie do dokumentacji medycznej.
Do pozostałych dokumentów wystarczają zdjęcia na normalnym, białym tle.
Nie pytajcie dlaczego -  tak jest i już.
Jeżeli się wybieracie w te strony poszukajcie fotografa, który ma niebieskie tło, lub takiego który ma specjalny program do dostosowania zdjęcia Waszej szacownej facjaty zgodnie z obecnymi wymaganiami poszczególnych krajów.
A różnią sie nie tylko tłem, ale czasami również rozmiarem,  niektóre kraje wymagają zdjęć biometrycznych, na których wyglądacie jak osoby chore na wodogłowie :-D 
OK, może nie wszyscy, ale ja na pewno tak wyglądam.

środa, 24 lutego 2016

Z pamiętnika (nie) młodego behapowca

Czasami w robocie trafiają się takie sytuacje, że mimo kilkunastu lat doświadczenia w tej branży, kompletnie nie mam pomysłu jak ugryźć temat.
No bo popatrzcie - teoretycznie wszyscy na budowie powinni nosić kaski.
Bez wyjątku.
Taaak, tylko jak założyć Sikhowi kask ???
Wyznawcy tej religii są wyjątkowo pracowici, sumienni i serdeczni.
Nie starają się nikogo pouczać, nie można się nawrócić na sikhizm. Sikhowie wychodzą z założenia, że w każdej religii można odnaleźć te same wartości, więc zajmują się tylko swoimi zbłąkanymi owieczkami a innowiercom radzą szukać drogi w tej religii w której się urodzili i wychowali.
Tylko jest w tym sielankowym obrazie jeden myk.
Są uznawania za najlepszych wojowników armii indyjskiej. Tak jak Ghurkowie.
I nie daj Boże, aby ktoś próbował Sikhowi kazać zdjąć nakrycie głowy.
Raczej prędzej spadnie głowa tego, który to zaproponował :-D
Po drugie - kozy.
Łażą po budowie, bo były tu wcześniej niż budowa, a ich właściciele ani myślą z nimi polemizować.
Dziś spotkałem jedną, ale zdarza się, że pomyka stadko.... 50 sztuk i więcej.
Jakbym był złośliwy, to bym powiedział po co przychodzą, ale sobie daruję :P
Sami kombinujcie, co miałem na myśli :-P
I tak mijają dni w słonecznym Omanie w przepięknych górach :-D

jak założyć kask na turban ?

omańska koza

poniedziałek, 22 lutego 2016

Wielbłąd i "Wściekła"

Tradycją już jest, że każda nasza fura ma jakieś imię.
Nad imieniem dla X-Terry myślałem kilka dni.
Ale już mam. :)
Nazwałem ją "Wściekła"
Nowe imię wzięło się z sytuacji, kiedy trochę za wcześnie skręciłem z drogi do roboty i lekko się zakopałem.
Wysoce poręcznym pokrętłem przestawiłem napęd na wszystkie cztery łapy, zapiałem dwójkę i depnąłem leciutko, żeby się z tego cholernego żwirku wykaraskać.
Poszła chmura kurzu, żwirek wyskoczył na wysokość pierwszego piętra, a mnie obróciło o 90 stopni.
Szybka kontra, but w podłogę i poszedł jak przecinak po zewnętrznej :-) 
Generalnie na tutejszych nawierzchniach poza głównymi drogami przy napędzie tylko na tył "Wściekła" uwielbia driftować. Ja też to uwielbiam, więc się dogadujemy :-D 
Zgodnie z parametrami, jakie znalazłem w Necie ten model ma silnik V6 VQ40DE 4.0 o mocy 269 KM.
I to się czuje pod nogą.
Wspomaganie jak marzenie, na łapach porządne terenowe Bridgestone i właściwie poza terenem cywilizowanym poruszamy się bokiem przez sporą cześć czasu :-D 
Ale jak trzeba, potrafi grzecznie jeździć, tylko ma jedną wadę - cholerną gastrofazę.
Całe szczęście, że mam całkiem przyzwoity limit na paliwo -  100 litrów dziennie :-D 
Mimo tego, że poruszam się (prawie) zgodnie z przepisami i jeżdżę stosunkowo niedużo, to stację odwiedzałem już dwa razy. Teraz na zegarze mam przejechane niecałe 100 km., a w baku już tylko resztki
W Polsce, bez firmowego limitu paliwowego, poszedłbym na żebry przez tego żarłoka :-(

:)

niedziela, 21 lutego 2016

Jak zrobić z siebie idiotę przez cholerne pstryczki - elektryczki

W chałupie mam na ścianach niezliczoną ilość wszelakiego typu, gatunku i maści włączników.
W samej kuchni jest ich tylko osiem nie licząc pokrętła do wiatraka.
O tym, ile ich jest na całym parterze poinformuję Was jak je w końcu policzę i ustalę ich przeznaczenie, co jak się za chwilę przekonacie może mieć niebagatelne znaczenie dla mojej wielbłądziej reputacji.
W okolicach głównej łazienki (tej z "małyszomanią" i normalnym kibelkiem ) od jakiś dwóch dni nie ma ciepłej wody.
A w pozostałych łazienkach jest.
Tam myję zęby, golę się, ale prysznic biorę w drugiej, bo tam jest normalna słuchawka, a nie zafiksowany na sztywno pałąk.
W dodatku użycie tego prysznica skutkuje całkowitym zalaniem  łazienki.
A męska część czytelników doskonale wie, że golenie się w zimnej wodzie to żadna frajda.
Podczas wczorajszych prac mających na celu udoskonalenie mojej obecnej rezydencji jednego ze speców poinformowałem o tej anomalii.
Koleś poszedł, popatrzył, wraca i mówi:
"Sir,  jak wyłączysz bojler, to nie będziesz miał ciepłej wody" 
Qurva, jak to "wyłączysz bojler???" nie wyłączałem bojlera, bo i po co.
Otóż okazało się, że owszem, tak -  wyłączyłem.
Jeden z pieprzonych pstryczków na ścianie przy wejściu do łazienki służy do odcięcia dopływu prądu do bojlera.
Chłopaki to się mało ze śmiechu nie posikali.
Dlatego drugi post o licznej familii wszelkiego gatunku i maści wyłączników, przełączników i pierdzielonych pokręteł do prądu pojawi się w piątek lub w sobotę jak je wszystkie policzę i ustalę do czego służą.

PS. podczas dzisiejszej akcji upgradu rezydencji wielbłądziej odkryłem...... trzecią łazienkę.
Kibel typu "małyszomania" i nieśmiertelny prysznic na sztywnym pałąku.
Znajduje się przy jadalni, do której jeszcze nie miałem potrzeby wchodzić, to i przegapiłem dodatkową łazienkę rozmiaru szafy :-)

Wielbłądzia "norka"
widok z okna

widok z okna


sobota, 20 lutego 2016

Wizyta wiceministra transportu

Nie dalej jak przedwczoraj mieliśmy wizytę reprezentanta inwestora czyli Ministerstwa Transportu na bardzo wysokim szczeblu, bo w randze wiceministra z zawodu, a z racji urodzenia – Jego Książęca Mość.
To uruchomcie swoją wyobraźnię, co się działo przez ostatnie dwa dni :-D
Czekamy na dostojnego gościa w napięciu, a ja zaczynam się zastanawiać, jak wyglądają wizyty na tym szczeblu w Sułtanacie.
I znowu – uruchomcie wyobraźnię – kraj Zatoki Perskiej, monarchia, książę – minister.
To jak już macie wizje tej wizyty, to napisze Wam jak było w rzeczywistości.
Wiceminister przyjechał w asyście...... kierowcy i sekretarza.
Po czym wsiadł z jednym z naszych inżynierów do jego samochodu, a służbówka została na parkingu razem z kierowca.
Według relacji, często się zdarza tak, ze minister..... przyjeżdża sam – siedząc za fajerą.
Wytłumaczenie – Jego Wysokość Sułtan również dość często sam prowadzi samochód, a całego splendoru urzędu sułtańskiego używa tylko na okoliczność przybycia zagranicznych gości.
Generalnie porusza się z absolutnie minimalną eskortą.
Tak, jest władcą absolutnym. I wychodzi z założenia, ze szkoda mu kasy na splendory.
Ciekaw jestem co na to nasze, demokratycznie wybrane władze, w mimo wszystko nieco bezpieczniejszym zakątku świata i w kraju, który nie ma dość pokaźnych złóż ropy naftowej.
Szczególnie jeden poseł, którego ochrona kosztuje podatników (w oparciu o doniesienia mediów) ok. 1 mln. PLN rocznie.

a takie oto mosty pod przyszłą autostradę się tutaj buduje


Jego Książęca Mość - wiceminister transportu



piątek, 19 lutego 2016

Co ja robie tu ?

Otóż zajmuję się tym co zwykle, tylko przy autostradzie via GCC.
Nie wiem, czy już to kiedyś pisałem, ale nie lubię wysokości i mam pewnie jakąś odmianę lęku przestrzeni.
Odmianę, bo nie mam lęku przestrzeni pod wodą.
Tutaj muszę brykać po elementach konstrukcyjnych mostów.
Najwyższych mostów drogowych w regionie czyli w całym GCC.
Cholera, ze to musiało na mnie trafić.
Widoki piękne, ale jakoś nie cieszą, bo cały czas powtarzam sobie jak Osiol ze Shreka:  "nie patrz w dół, nie patrz w dół" 
Tylko często jest tak, że i druga część sekwencji się pojawia: "Shrek - ja w dół patrzę"  :-D 
Podesty są ażurowe, dlatego nie bardzo jest opcja nie podziwiania widoków pięknych i niepowtarzalnych z wysokości 60-70 metrów.
Jak się nieco oswoję z tym, ze przeciskam się jakimiś ciasnymi otworami łażąc po drabinach oraz jeżdżąc mocno niepewnie wyglądającymi windami to porobię fotki.
Widoczki naprawdę warte sfocenia.
Projekt jest ważny i jutro pojawi się jeden z ministrów Jego Wysokości Sułtana, wiec może jakoś się uda zrobić wspólne  zdjęcie  ?
Fotki z saudyjskim księciem nie doczekałem sie dwa lata,  a tu proszę- pierwszy tydzień w robocie i już spotkanie z księciem i to w randze ministra :-D 
Ani chybi - dowiedział się, że przyjechałem :-D

droga do Nakhal

czwartek, 18 lutego 2016

Przygoda z pralką

Mam w domu pralkę, ale....  nie podłączoną.
To jak zapewne wiecie, nieco utrudnia pranie.
Jestem tu prawie tydzień i trochę ciuchów się już naskładało, więc warto by było jakieś pranie zrobić w czwartek wieczorem.
Camp chief, którego już poznaliście obiecał mi, że ktoś przyjedzie.... wczoraj.
Przedwczoraj też to obiecał, ale że to Zatoka, to nie jest to nic nadzwyczajnego.
Jednak chcę zrealizować swoje plany, więc poprosiłem chłopaka, który zajmuje się u mnie w dziale szeroko rozumianą administracją, żeby zadziałał, bo ja nie mam na to ani czasu, ani cierpliwości.
Chłopak przyzwyczajony do różnych powierzanych zadań zaczął dzwonić i załatwił sprawę.
Mają przyjechać dzisiaj.
Jednak podczas spotkania na fajce z moim kumplem od "dziubrówki" i jeszcze jednym chłopakiem z Turcji, też bardzo fajnym kolesiem o imieniu Imran, zacząłem coś mówić, ze muszę dopilnować sprawy z pralką, bo coś hydraulik ma do mnie nie po drodze.
I nieopatrznie otworzyłem bramy piekieł.
Co się okazało? Ano mój kumpel od fajki jest..... managerem administracyjnym, odpowiedzialnym między innymi za zakwaterowanie i to On wydał polecenie dotyczące wyposażenia mojego domu.
"To twoja pralka JESZCZE NIE DZIAŁA I NIE MASZ ZAŁOŻONEJ SATELITY ??? "
Złapał za telefon i po 5 minutach niczym dżinn z butelki pojawił się, blady jak ściana campus chief.
Jak Imran go zrypał, to aż mi się przykro zrobiło.
"Dziś ma być wszystko zrobione, a sprawdzę sam, bo Paweł nas zaprosił na wieczór.
Satelita z programami po polsku ma być i gówno mnie obchodzi jak to zrobisz. To ma być na jutro, bo dziś nie zdążysz"
Po takim dictum zaprosiłem chłopaków do siebie i właśnie na nich czekam.
Chyba na liście priorytetów campus chiefa moje potrzeby awansowały w hierarchii ważności, skoro Jego szef jest moim osobistym kolegą i to takim, który przychodzi do mnie w gości :-D
To jednak nie jest najlepsze - przychodzi do mnie Rizwan czyli mój specjalista od papierów i administracji i pyta:
- "Boss, coś Ty się tak uparł na tę pralkę?"
Lekko zaniemówiłem, bo chłopak wygląda normalnie i chodzi w czystych ciuchach i nie śmierdzi.
- No...  pranie chciałem zrobić - stwierdziłem.
- "Boss, to Ty tak lubisz prać ?"
- Nie, qrva, nie znoszę, ale jeszcze bardziej nie lubię chodzić w przepoconych łachach.
- "OK, Boss ale po co SAM masz prać, jak tu jest firmowa pralnia???? Przywieź jutro ciuchy to zaniosę do pralni i tyle"
Odpadłem po prostu :-D


środa, 17 lutego 2016

Wrażenia z podróży

Podróż minęłaby bez przeszkód, gdybym sam sobie życia nie utrudniał :-D
W samolocie z Warszawy  do Doha miałem bardzo sympatycznych współpasażerów, z którymi przegadałem praktycznie całą drogę.
W samym Doha już zacząłem sobie komplikatora włączać.
Od razu, na kontroli bezpieczeństwa  po wyjściu z samolotu  zostawiłem w kuwecie…  swoje Zippo.
To samo, o które toczyłem kiedyś boje na Okęciu, że niby teraz są nowe przepisy i nie wolno mieć tego typu zapalniczek w samolotach.
Ciekawe, że te przepisy obowiązywały… tylko na Okęciu, bo na innych lotniskach twierdzili, że można mieć jedno Zippo z benzyną, a dowolną ilość suchą.
Teraz jednak  i w Warszawie przepisy się zmieniły i już nikt się o nieszczęsną zapalniczkę nie czepiał.
Dobrze, że w plecaku miałem jeszcze drugie, zapasowe. Tylko benzynę miałem w walizce co nieco utrudniało korzystanie z ognia, ale korzystałem z uprzejmości innych palaczy.
Sprawdziłem gate – lot do Muscatu z gate'u B9.
Palarnia jest przy B1 to tam sobie zasiadłem z kawą, bo miałem trochę czasu do odprawy.
Posiedziałem, pogwarzyłem i jakieś 5 minut przed boardingiem ruszam pewnym krokiem do B9.
Tylko mała zaskoczka - owszem samolot do Muscatu, jak najbardziej, tylko…   lot KLM, a nie  QA  :-D
Całe szczęście obok było stanowisko QA i tam zjawiskowa stewardesa  objaśniła mi że o tej porze również jest mój samolot tylko z gate'u …  C11.
Co w przypadku takiego „kameralnego" lotniska jak w Doha oznacza jakieś 10-15 min. kurz–galopku.
Ruszyłem niczym rączy jeleń i spocony jak nieboskie stworzenie dotarłem prawie o czasie :-)
Później już było z górki. Lot – 55 min. Jazda po lotnisku w Muscacie – kolejne 15 :-D
Odprawa – błysk światła. Profilaktycznie stanąłem w kolejce do której pędzili prawie wszyscy Westerni.
Okazało się jednak po dojściu do okienka, że to jest punkt zakupu wiz turystycznych.
A ja już mam wizę tylko..…  tak trochę nietypowo :-)
Bo mam jej..... skan wydrukowany na drukarce w domu.
W Saudi za cholerę by taki numer nie przeszedł, no chyba, że byłbym krewnym lub znajomym (tylko bardzo bliskim) Królika :-)
Tutaj dwóch uśmiechniętych Omańczyków obejrzało moją kartkę, sprawdziło coś w systemie, wbili pieczątkę i… witamy w  Sułtanacie Omanu.
Walizka wyjechała jako jedna z ostatnich ,ale to już norma.
Ruszam więc na podbój nowego kraju.
Praktycznie od razu znalazłem mojego odbiorcę :-D
Okazało się, że jeszcze dzień wcześniej potwierdzała mój przylot moja rekruterka :-D
Gość okazuje się nie byle kim bo samym jak to powiedział - „camp thief”.
WTF ??? Ach, już zapomniałem, że pakistański angielski rządzi się swoimi, dość dziwnymi, prawami. Oczywiście jest to „camp chief” ale tego się raczej domyśliłem, niż usłyszałem.
Nie byłby to Bliski Wschód, żeby tak poważna persona nie posiadała odpowiedniego orszaku.
Dziś był on skromny, bo był z Nim tylko pan od noszenia moich bagaży.
Okazuje się, że lokum dla mnie Mujataba  (to imię chiefa, jak się domyślacie)   znalazł… wczoraj, bo HR takie postawił przed Nim zadanie właśnie dwa dni temu.
Trochę zbladłem na takie dictum, ale po Saudi jestem już zaprawiony w bojach i niespodziankach. Najczęściej niemiłych.
Tu jest jednak inaczej, zupełnie inaczej. Mam dom. Dwie sypialnie, pokój dzienny i jadalnia. Duża kuchnia i taras na imprezę dla jakiś 30 osób.
Jest zupełnie nowy, w pełni wyposażony.
W podłączonej lodówce woda, soki, masło, miód, owoce.
Komplet garnków, 3 rozmiary patelni, czajnik. No wsio. Nie działa tylko światło w łazience, ale jutro mają zrobić.
Idę spać, a jutro napiszę co dalej.
Ach Internet ma być za dwa dni, to będę miał jak Wam wysłać swoje opowieści.
Na razie piszę na gorąco, żeby nie zapomnieć.

Muscat airport

wtorek, 16 lutego 2016

Pierwsze wrażenia ogólne z Omanu

Noc minęła spokojnie, tylko komary z całego Sułtanatu przybyły, aby mnie powitać :-(
Klima chodzi jak traktor i to w wersji „super quaiet”, ale da się przeżyć.
Są pewne ciekawostki w samym domu, które mnie jak zawsze nieco zbijają z tropu.
Otóż w domu są dwie łazienki. Obie bez wanny, obie mają prysznice, obie są niewydzielone od toalety.
W każdej łazience jest kibelek typu narciarskiego,  ale w jednej jest też normalna muszla klozetowa.
Wszystko w jednym pomieszczeniu, więc wzięcie prysznica oznacza zalanie całego obszaru.
To zostawiam ciuchy i ręcznik na zewnątrz i też jest dobrze :-)
Stołuję się w firmowej jadłodajni.  Jest to …   Sodexo :-D
Jem w części dla managerów, ale tylko do jutra, bo jest też mesa dla Hindusów :-D
Zapachy są na tyle interesujące, że na pewno się skuszę.
Po managerskiej stronie jedzenie jest OK, ale drugi dzień z rzędu jest to samo.
Zupy są bardzo smaczne, ale drugie mnie nie powala.
To na tyle, jutro relacja z pierwszego dnia w pracy.
Może dorzucę jakieś spostrzeżenia dotyczące samego Sułtanatu, ale nie obiecuję, bo czeka mnie dość długi dzień w robocie. Z ciekawostek – mieszkam praktycznie w górach i rano oraz wieczorem ciągnie zdrowo po rajtuzach

PS. Z dostępem do Internetu nadal jest problem, więc nie  odpowiem chwilowo na Wasze komentarze za co gorąco przepraszam.

kibelek typu narciarskiego

poniedziałek, 15 lutego 2016

Pierwsze pytanie w Omanie.... ?

"Masz dziubrówkę ?"
To było pierwsze pytanie jakie usłyszałem od mojego nowego kolegi, Turka, który przez dwa lata studiował w Polsce. Dziubrówki nie miałem, ale zatkało mnie całkiem na takie powitanie :)
Zacznijmy jednak od początku. Doleciałem, wylądowałem i o dziwo mój kierowca już na mnie czekał. Po około 40 minutach jazdy z przepisową prędkością 120 km/h dotarłem do domu.
Pierwszy szok – dom jest w pełni wyposażony – od pralki, dystrybutora na wodę, po nowiutkie garnki i patelnie, na pościeli i ręcznikach kończąc.
Otwieram lodówkę, żeby umieścić przywiezione wiktuały czyli kabanosy i krakowską, a lodówka….. zaprowiantowana – są owoce, woda mineralna, ser, masło itd. Jakbym chciał się do czegoś przyczepić to zabrakło tylko powitalnego szampana.
O czymś takim mogłem w Arabii Saudyjskiej tylko pomarzyć, ale to już nie jest wina kraju, a kultury firmy.
Dom jeszcze położony w szczerym polu, a właściwie w szczerej pustyni. Do najbliższej drogi asfaltowej mam jakieś 1,5 kilometra. Krajobraz iście księżycowy, wszędzie kamienista pustynia, a w tle góry. Wydostanie się stąd bez samochodu jest praktycznie niemożliwe, na szczęście obok mieszka omański taksówkarz. Zieleni, która tak pięknie wyglądała na zdjęciach ani śladu.
Wzbogaciłem się natomiast o kota. Nie mam pojęcia skąd się wziął, ale pewnie wyczuł, że Ola niebawem przyjedzie i będzie mógł nią rządzić po kociemu.

okolice Samail
Samail po deszczu

środa, 10 lutego 2016

Nowa przygoda - Oman

Nastąpi krótka przerwa w pisaniu bloga.
Mam nadzieję, że tylko kilkudniowa, bo nie wiem jak będzie wyglądać sprawa z dostępem do Internetu.
Jutro wylatuję do Sułtanatu Omanu.
Mam nadzieję, że znajdę czas i siły, aby regularnie pisać - się postaram :-D 
Kraj dużo bardziej zróżnicowany od Saudi pod względem krajobrazowym i mam smaka na duuuużo fotek , co powinno Wam PT Czytacze przynieść odrobinę rozrywki.
Myślę, że nie zrezygnuje z informowania Was o wydarzeniach w Saudi, ale skoncentruję się na Omanie.
Polonia omańska jest bardzo nieliczna, bo z szacunków wynika, że jest to ok. 70 osób.
Jednak jest też dobra wiadomość -  można przyjechać do Omanu na wizę turystyczną, kupowaną na lotnisku.
Tak więc  uzbrójcie się proszę w cierpliwość,  a ja postaram się szybko coś napisać.

źródło

poniedziałek, 8 lutego 2016

Żebracy na usługach terrorystów ?

Terroryści mogą wykonywać misje rozpoznawcze w przebraniu żebraków, przebierając się za kobiety i nosząc abaje.
Stanowią oni poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, ostrzega ekspert w zakresie bezpieczeństwa.
"Żebranie samo w sobie  jest złym zjawiskiem . Jednakże, może to stanowić poważne zagrożenie, jeśli terroryści przebrani za żebraków będą rozpracowywać zabezpieczenia  instalacji wrażliwych lub meczetów w celu przygotowania planów ataków" - powiedział Saleh bin Saleh Al-Saleh Faris Zahrani, były członek Rada Shoura  cytowany przez lokalne media.
Stwierdził, że  ludzie widzieli żebraków wyglądających na członków profesjonalnych gangów w wielu miejscach, w różnych częściach Taif .
"Ci ludzie i wykonywany przez nich zawód może być wykorzystywany do działalności przestępczej, a nawet terroryzmu."
Rządowy komitet składający się z przedstawicieli Ministerstwa Spraw Społecznych, policji, służb specjalnych, gmin i Komitetu Krzewienia Cnót i Zapobiegania Złu (Haia lub Muttawa, jak kto woli) ma skutecznie walczyć z plagą żebractwa.
Ciekawe czy dzięki temu  Muttawa dostanie nowe uprawnienia.

źródło


Kolejne umowy międzynarodowe Arabii Saudyjskiej – tym razem z Meksykiem

Arabia Saudyjska i Meksyk podpisały dziewięć umów i protokołów ustaleń o współpracy technicznej w obecności Strażnika Dwóch Świętych Meczetów Króla Salmana i prezydenta Meksyku Enrique Pena Nieto.
Protokoły ustaleń w sprawie współpracy w dziedzinie turystyki zostały podpisane przez księcia Sultana bin Salmana, prezesa Saudyjskiej  Komisji Turystyki i Dziedzictwa Narodowego oraz meksykańskiego sekretarza Stosunków Międzynarodowych Claudia Ruiz Massieu.
Umowy o współpracy w walce z międzynarodową przestępczością zorganizowaną w obu krajach zostały podpisane przez zastępcę księcia Muhammada bin Salmana, II Wicepremiera i Ministra Obrony Narodowej i meksykańskiego Sekretarza Spraw Zagranicznych Claudia Ruiza Massieu.

źródło


niedziela, 7 lutego 2016

Kolejna ofiara konfliktu w Jemenie

Żołnierz Straży Granicznej  ranny w ataku rakietowym przeprowadzonym z terytorium Jemenu w Dhahran Al Janoub w prowincji Asir zmarł w sobotę wieczorem.
Mężczyzna, zidentyfikowany jako szer. Abdullah Abdullah Al-Shahrani Hamoud, patrolował granicę w tym rejonie kiedy miał miejsce atak.
"Został męczennikiem" -  powiedział  rzecznik MSW.
Jak widzicie,  potwierdza się to co pisałem wcześniej
Nie ma żadnych artykułów dotyczących sukcesów armii saudyjskiej oraz wojsk sojuszniczych w tym konflikcie, a ofiarami są bardzo często ludzie znajdujący się po saudyjskiej stronie granicy.
Nie najlepiej to świadczy o możliwościach bojowych armii koalicyjnej, a jej głównego komponentu w szczególności.
Dlatego deklaracja o gotowości do operacji lądowej w Syrii, gdzie naprzeciw staną doskonale wyszkolone jednostki nie tyle Daesh co Hezbollahu,  to nie będzie już tylko wojną w Kalifatem.
Saudyjczycy, póki co, nie są gotowi na współpracę z Prezydentem Baszarem Al.- Asadem.
Bez udziału Prezydenta Syrii w koalicji anty- Daesh nie ma szans na rozwiązanie problemu i wojska saudyjskie mogą się dodatkowo zderzyć z lotnictwem rosyjskim, a to już jest przepis na solidny ból głowy.

źródło

piątek, 5 lutego 2016

Deklaracja saudyjskich wojskowych o gotowości do operacji lądowej w Syrii i Iraku


Gen. bryg. Ahmed Al-Assiri, rzecznik sił koalicyjnych i doradca w gabinecie Ministra Obrony, ogłosił, że Arabia Saudyjska jest gotowa do udziału we wszelkich operacjach naziemnych, które Międzynarodowa Koalicja przeciwko Daesh (tzw. IS) może przeprowadzić w Syrii.
W wywiadzie dla telewizji Al-Arabiya, Al-Assiri powiedział:
"Jeśli przywódcy koalicji międzynarodowej jednogłośnie postanowią, aby przeprowadzić takie operacje, Królestwo Arabii Saudyjskiej będzie gotowe do wzięcia udziału w tych wysiłkach."
Od końca 2014 roku Arabia Saudyjska jest częścią koalicji pod przewodnictwem USA, która oficjalnie liczy 65 członków i prowadzi bombardowania zajętych przez Daesh obszarów Syrii i Iraku.
Gen. bryg. Ahmed Al-Assiri jest rzecznikiem osobnej koalicji państw arabskich pod patronatem Saudyjczyków która od marca, przeprowadzi naloty i operacje naziemne w Jemenie. Wspiera koalicyjny rząd w walce z rebeliantami Huthi, którzy zajęli znaczne połacie kraju i są wspierani przez Iran.
Iran jest również jednym z głównych sojuszników syryjskiego prezydenta Baszara al-Assada, którego reżim walczy z rebeliantami około pięciu lat.

Tyle artykuł.
Od siebie dodam tylko tyle, że jak na razie koalicja anty – Huthi w Jemenie nie odnosi spektakularnych sukcesów.
Patrząc na filmiki prezentowane w sieci przez rebeliantów - wskazują one na to, że saudyjskie wojska lądowe dostają tam srogie baty.
Jasne, że są to filmy propagandowe, ale podobnymi propagandowymi filmikami, poza nielicznymi z ataków samolotów czy śmigłowców, koalicja odpowiedzieć nie może.
Przy takiej przewadze militarnej, szczególnie jeżeli chodzi o wyposażenie w ciężki sprzęt i lotnictwo powinno być już dawno po zawodach. Ale Saudyjczycy zaczynają grzęznąć w Jemenie tak jak Amerykanie w Wietnamie czy Rosjanie w Afganistanie.
Pytanie, czy deklaracja jest tylko papierowa, bo nikt póki co z ofensywą lądową w Syrii i Iraku się nie wybiera czy może jest próba ucieczki do przodu i próba wyjścia z impasu w Jemenie.
Na zasadzie my pójdziemy z Wami na Daesh, ale Wy z nami na Jemen.

źródło

czwartek, 4 lutego 2016

Żeby wygrać trzeba grać - wyniki konkursu

Przyznam, że ilość odpowiedzi w tym konkursie nas zaskoczyła - nie spodziewaliśmy się tak wielkiego zainteresowania. Wszystkim serdecznie dziękujemy za udział i zapraszamy niebawem na następne konkursy

Książkę "Apetyt na Francję" otrzymuje

Małgośka L 

Książkę "Hummus, za'atar i granaty" otrzymuje

Mała Mi

Zwycięzcom gratulujemy i prosimy o kontakt mailowy

Duży deficyt budżetowy Arabii Saudyjskiej za 2015 rok.

Rząd Arabii Saudyjskiej wprowadził deficyt budżetowy w wysokości 367 mld SAR ( 97,9 mld$) w 2015 roku z powodu niskich cen ropy.
Deficyt jest "uznawany za akceptowalny" w  okolicznościach, spowodowanych osiągnięciem minimów cenowych na światowych rynkach ropy niespotykanych od 2000 roku.
Wydatki państwa w 2015 roku wyniosły 975 mld SAR czyli więcej niż zakładano.
Oryginalny, zapisany deficyt budżetowy wynosił 860 mld. SAR.
Założenia pierwotnie zostały zwiększone z powodu dodatkowych wydatków, takich jak premie do  wynagrodzenia dla pracowników sektora publicznego.
Mniejsze były również przychody do budżetu .
Realne przychody wyniosły  608 mld. SAR, czyli o 107 mld. SAR ( to jest ok. 28 mld.$) mniej niż oryginalny cel budżetowy wynoszący 715 mld SAR.

Dziś po południu ma być ogłoszony  w Rijadzie plan budżetowy na rok 2016.

źródło

środa, 3 lutego 2016

Zamach w Al-Hasa

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych  ujawniło tożsamość drugiego niedoszłego samobójcy w niedawnym ataku na meczet w wschodnim regionie Al-Ahsa.
W ataku zginęło 4 Saudyjczyków, a 33 osoby, w tym trzech funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa, zostało rannych.
Drugim winowajcą, który nie był w stanie zdetonować  ładunku był Egipcjanin Talha Hisham Mohammed Abda, który przyjechał  do Królestwa ponad dwa lata temu wraz z ojcem na wizie rodzinnej.
Zamachowiec  - samobójca odpowiedzialny za wybuch był Saudyjczykiem.
Zidentyfikowano go jako Abdulrahmana Abdullaha Sulaimana Al-Tuwaijri, miał 22 lata.

Widok na Al-Hasa

poniedziałek, 1 lutego 2016

Saudyjskie CBA w akcji



Apelacyjny Sąd Administracyjny podtrzymał kary administracyjne i utrzymał w mocy wyroki skazujące wydane przez sąd niższej instancji dla dwóch pracowników sektora publicznego na karę pozbawienia wolności i grzywny za defraudację.
Rzecznik prasowy Komisji Krajowej do Walki z Korupcją (Nazaha) Abdulrahman Al-Ajlan powiedział, że otrzymuje raporty od obywateli o  przypadkach korupcji i nadużycia władzy przez pracowników Gubernatora.
Jednemu z pracowników zatrudnionemu  na stanowisku biurowym udowodniono prowadzenie działalności gospodarczej w obszarze, który jest niedozwolony dla pracowników sektora publicznego.
Pilotowi z Saudi Arabian Airlines została udowodniona współpraca z pracownikiem  Gubernatorstwa w jego przestępczej działalności.
Sąd administracyjny, skazał pracownika na półtora roku więzienia i grzywnę w wysokości 10,000 SAR. Pilot został skazany na rok więzienia i ukarany  grzywną 10,000 SAR.

Prawdopodobnie chodzi o "przyspieszenie" (za łapówki) pewnych decyzji będących w gestii urzędu Gubernatora, a nie defraudację, jak jest to w tekście.
Biurokracja saudyjska jest całkiem spora i różnych kwitów, druczków i zezwoleń potrzeba co niemiara.
Dlatego zapewne co bardziej "przedsiębiorczy" urzędnicy zakładają firmy zajmujące się przyspieszaniem procedur. Jasne, że jest to nielegalne, ale jak macie do załatwienia kilka kilogramów papierów to z chęcią skorzystacie z takiej przyspieszonej ścieżki załatwiania niezbędnych dokumentów.
Tylko jak widać kary nie są niskie, więc rok za "sprawstwo pomocnicze"  może dać do zrozumienia niektórym, że się taka dodatkowa forma zarobkowania może nie opłacać.

źródło
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...