Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sri Lanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sri Lanka. Pokaż wszystkie posty

5/07/2013

Czkawka cwaniaka czyli jak się kończy robienie mnie w „bambuko” - Sri Lanka część piąta

18
Czkawka cwaniaka czyli jak się kończy robienie mnie w „bambuko” - Sri Lanka część piąta
Pisałem wcześniej o „chłopcach z plaży” i jednym cwaniaczku, który mnie naciął pierwszego dnia.
To nie był jego jedyny występ, ale opiszę Wam ten, który podobał mi się najbardziej.
Poznaliśmy na Sri Lance kolesia, który wraz z małżonką przyleciał tutaj na tygodniowe wakacje.
Na potrzeby naszej opowieści nazwijmy go "Bodziem", bo jakoś nie lubię tego imienia - ale to z zupełnie inna historia :- ).
Otóż nasz "Bodzio" już w samolocie dał pokaz inaczej pojmowanej kultury – ale wiemy o tym tylko z relacji osób, które z nim podróżowały.
Nawalił się podobno jak stodoła wuja Mietka po żniwach i brewerie zaczął wyczyniać takie, że mało go inni pasażerowie w locie nie wysadzili, a obsługa w Bahrajnie podczas międzylądowania.
Przyjechał i zaczął się zachowywać tak, jak nasi legendarni rodacy w Egipcie, korzystający z wyjazdów „last minute”  na tydzień za kilkaset złotych.
Facet był w stanie doprowadzić do rozpaczy praktycznie całą obsługę i np. oczekiwał, że ktoś będzie za niego załatwiał tak ważne „życiowo” sprawy, jak poszukiwanie jego rzekomo skradzionych kąpielówek itp.
Ale trafiła kosa na kamień – czyli na naszego lokalnego cwaniaczka Silvę
W jakiś niepojęty sposób udało im się porozumieć i lokalny cwaniaczek  obiecał mu zakupić kartę pre-paidową do telefonu, żeby nasz Bodzio do znajomych i rodziny z wakacji tanio mógł zadzwonić.
Jak obiecał – tak zrobił. Kupił kartę, skasował Bodzia na kilkadziesiąt „baksów” (karta w rzeczywistości kosztowała 3 USD) i poszedł.
Bodzio po włożeniu karty zdążył tylko powiedzieć  „Cześć k...…, Zdzisiu z wakacji do Ciebie dzwonię ze Sri Lanki” i…  się skończyły minutki :)
Bodzio zaczął poszukiwać lokalnego cwaniaczka, zemstę mu srogą obiecując.
Zauważył go przed hotelem i kłusem ruszył w pogoń.
Lokalny cwaniaczek wpadł do sklepu naprzeciwko i ewakuował się oknem. Bodzio - za nim, ale że tuszy był pokaźnej, więc w okienku utknął :-DDDD.
W kilku go musieli wyciągać, ubaw mając po pachy.

Ja lokalnemu cwaniaczkowi zapowiedziałem, że był to jego ostatni numer z Polakami, bo następnym razem skończy się to moją wizytą u Panów Policjantów z Policji Turystycznej i będzie miał przez dłuższy czas widok na "firanki w szkocką kratę"
Ale do furii doprowadzało go co innego – oficjalnym organizatorem praktycznie wszystkich wyjazdów polskich grup, niezależnie od kierunku, potrzeb i ilości osób został Deepal .
Widział, że również jeżeli chodzi o prezenty (bo tak się składa, że większość rodziny Deepala ma urodziny w okresie okołoświątecznym – w sensie Bożego Narodzenia) nie jesteśmy z Olą skąpi :).
Tyle zyskał, że jak mnie widział, to zębami zgrzytał, bo wszystkich nowo przyjeżdzających ostrzegaliśmy przed nim i jego „usługami”.


Dopisek od Oli
Podczas naszych pobytów na Sri Lance Paweł sporo czasu spędzał na nurkowaniu. Po moim powrocie do zdrowia, dostałam "ochronę" w osobie przesympatycznego Kalu***
Kiedy Paweł jechał nurkować, gdziekolwiek się nie ruszyłam Kalu szedł ze mną choć starałam się mu uciekać, jak tylko mogłam.
Pewnego razu poszliśmy z Kalu na spacer. Po drodzę spotkaliśmy Bodzia, który co prawda pijany jeszcze nie był, ale kilka drinków tego dnia już chyba miał na koncie. Bodzio prawie nie mówił po angielsku, więc odezwał się do mnie w mniej więcej następujących słowach.
"Powiedz, k.....  temu czarnuchowi, żeby mi papierosy przyniósł"
Moja odpowiedź była dość krótka:
"Dla Ciebie to nie jest żaden "ten" tylko PAN Kalu, a papierosy możesz sobie kupić sam"
Bodzio jeszcze coś tam mamrotał pod nosem, ale Kalu i ja poszliśmy dalej konwersując sobie radośnie w łamanym angielskim, przeplatanym łamanym syngaleskim i doskonale opanowanym "machanym rękoma" :)

*** Paradoksalnie - Kalu w języku sinhala oznacza "czarny", ale tego Bodzio raczej nie wiedziął  :D
Sinhala jest jednym z trzech oficjalnych języków używanych na Sri Lance (pozostałe dwa to tamilski i angielski). Posługuje się nim ok 18 milionów ludzi. Najstarsze znane dokumenty napisane w tym języku pochodzą z VI w p.n.e.

Kalu z wnukami

 
Kalu i Moja "Gadzina" :D

Idziemy na wesele - 
od lewej: Ola, Księżniczka Dulmini, Sabee i na końcu Deepal


5/04/2013

Księżniczka Dulmini czyli jak się to zaczęło - Sri Lanka - część czwarta

18
Księżniczka Dulmini czyli jak się to zaczęło - Sri Lanka - część czwarta
Pytaliście zarówno na blogu, jak i w mailach kim jest Księżniczka Dulmini (zdrobniale mówimy do Niej - Dulsi).
Jednak bez wprowadzenia, czyli opisu okoliczności, w których się poznaliśmy opowieść będzie niepełna.
Bardzo popularnym sposobem zarobkowania na Sri Lance jest praca w charakterze „chłopców z plaży” (tym razem bez amerykanizmu, taki się zrobiłem patriotyczny po święcie 3- maja  :)
Kim są owi „plażowi chłopcy” ???
Otóż – oferują wycieczki, wymianę waluty, podwózkę tuk-tukiem, olejki do opalania, rzeźbione słonie itd.
Część z nich to typowe „cwaniaczki”, wychodzące z założenia (w znacznej mierze słusznego), że turysta, to "klient jednorazowego użytku" i można go „walnąć w rogi”, jak nie przymierzając, przysłowiowy taksówkarz pod dworcem (nie obrażając uczciwych taksówkarzy).
Różne numery potrafią wymyśleć, ale nie o tym mowa - może opiszę to w kolejnym odcinku.

Część "chłopców z plaży" to ludzie prowadzący firmy turystyczne – z licencją przewodnika, płacący podatki, zatrudniający legalnie swoich krewnych i kuzynów.
Podczas pierwszego pobytu na Srl Lance, już pierwszego dnia trafiliśmy na „cwaniaczka”, który i owszem „przytulił parę groszy”, ale później niejednokrotnie pluł sobie w brodę, że mnie "wykonikował" :D
Jak już pisałem we wcześniejszym odcinku „Opowieści z Krainy Herbacianych Krzewów”,  jedna loklana „gadzina” spotkała „gadzinę napływową” i w obronie terytorium ją ukąsiła.
Tylko, że ta ukąszona „gadzina” to Moje Ślubne (nie)Szczęście !!! :D
Nasze „super, hiper ultramaryna" ubezpieczenie medyczne, na niewiele się zdało.
Zacząłem poważnie rozważać powrót do kraju, bo moja „gadzina” to naprawdę twarda sztuka, ale w nocy popłakiwała i zaczęła też wspominać o tym, że może faktycznie powinna iść do lekarza !!!!.

Po takim dictum zacząłem nerwowo przeglądać Internet w poszukiwaniu powrotnego lotu. A wszystko to drugiego dnia naszego zaplanowanego na 3 tygodnie urlopu.
Z nienajszczęśliwszą miną poszedłem na plażę i tam spotkałem Deepala.
Facet zagadał poprawną angielszczyzną, co jest nie tak, że mam nastrój „pod zdechłym Azorem”.
To mu pokrótce streściłem „walkę gatunków" i plany powrotu.
Natychmiast wezwał swoich „pracowników” tj. kuzyna i brata żony  (innymi słowy -  pełny PSL - tylko za prywatne pieniądze :D )
Zabrali Olę do siebie do domu, zrobili Jej okład z …... aloesu z domowego ogródka, nakłuli szpilką, żeby ropa wyleciała i przemyli sokiem z przyniesionej skądś
"galopem" limonki.
Potem ściągnęli jakiegoś gościa z tuk-tukiem i zawieźli nas do lekarza.
Lekarz ten, razem z pielęgniarką urzędowali w „gabinecie” wielkości budki telefonicznej (naprawdę niewiele przesadzam).
Pan Doktor
Vidanagamage (imienia niestety nie pamiętam) osłuchał Olę przez …….. podkoszulkę, zmierzył ciśnienie, bacznie obejrzał ukąszenie i …... zaczął zadawać pytania …...  po syngalesku :(
No to d…...  Nic nie rozumiem, a Pan Doktor po angielsku ani w ząb.

Deepal zaczął tłumaczyć, dostaliśmy leki odsypane z buteleczki do torebki zrobionej z ..… gazety oraz receptę.
Zapłaciłem stawkę jak miejscowy, bo to lekarz rodzinny Deepala, a On już nas zdążył „adoptować
Pojechaliśmy do miasteczka, tam kupiliśmy lekarstwa i maść. 
Mojej „gadzinie” po kilku dniach zaczęło się naprawdę poprawiać, co odsunęło widmo awaryjnego powrotu.
Zostaliśmy zaproszeni do domu na …  tu Was zaskoczę ….  na herbatę :-DDD
I wtedy pojawiła się … Ona - nasza Księżniczka Dulmini :)
Lat około siedmiu, posiadaczka najpiękniejszych, ciekawskich,  oczu jakie w całym swoim długim życiu widziałem.
Zaopiekowała się Olą, zrobiła herbatę i zaczęła się nam przyglądać.
Widziała, że Olę boli, to zaczęła zadawać pytania, żeby trochę odwrócić uwagę od bólu.
I tak się zaprzyjaźniliśmy
Reszta- później :D





Księzniczka Dulmini - wersja weselna














"Nasze" dzieciaki - pierwszy raz na własnych rowerach - Pijumi (po lewej) była lepszym rowerzystą, ale Księżniczka bardziej uparta. Do poziomu kuzynki (okupionego wieloma upadkami i pomniejszymi kontuzjami) doszła po 4 dniach ćwiczeń






Sport to zdrowie








Księżniczka Dulmini w trakcie wizyty u krawca

Mama Księżniczki -
Sabeetha Samanmali de Silva

4/30/2013

Sri Lanka - część trzecia - co warto zobaczyć

Sri Lanka - część trzecia - co warto zobaczyć
Przyjeżdżając po raz pierwszy na Sri Lankę mieliśmy tylko ogólną wiedzę o wyspie zaczerpniętą z dostępnych publikacji i przewodników turystycznych.
Osobą, która pozwoliła nam poznać Sri Lankę i jej mieszkańców, a także wielokrotnie pomagała i niestrudzenie odpowiadała na nasze pytania był Ponnim Baduge Deepal Prabath Kumar Fernando - człowiek wielkiego serca i nieprawdopodobnej wprost cierpliwości.
Dzięki niemu i naszej Księżniczce Dulmini za każdym wracamy na Sri Lankę z radością :)

Najciekawsze naszym zdaniem miejsca do odwiedzenia to:  
- ruiny twierdzy Sigirija (tzw. Lwia Skała) zbudowanej podczas panowania króla Kassapy (473–491) na szczycie 370 metrowej skały. Na ścianach skalnych zachowały się malowidła z wizerunkami królewskich nałożnic. Malowidła wykonane farbami roślinnymi do dziś nie utraciły koloru. Są to jedyne na wyspie historyczne świeckie malowidła. U podnóża skały znajdował system irygacyjny oraz królewskie ogrody. Technika nawadniania skały i doprowadzania wody na suchy płaskowyż działa od 1500 lat. 
Na szczycie tej skały znajdują się pozostałości twierdzy króla Kasappy.
Żeby tam wejść trzeba pokonać ....    1307 schodów.
Ola ma j taką "praktykę", we wchodzeniu na Sigiriję, że wbiega na górę :)
 





Malowidła naskalne na Sigiriji












- Kandy - święte miasto Syngalezów ze świątynią i klasztorem Malwatte Vihara oraz pałacem króla Sri Wikramy. Stolica królestwa Syngalezkiego do 1815 roku, centrum buddyzmu i kultury syngaleskiej.
Największa atrakcją Kandy jest Świątynia Zęba Buddy. Według wierzeń jest tu przechowywany ząb Buddy, który wypadł ze stosu kremacyjnego i został przemycony na wyspę we włosach księżniczki. Niestety nie mamy stąd żadnych zdjęć, ponieważ .... zgubiliśmy kartę pamięci :(


- Galle - kiedyś najlepiej ufortyfikowany port w całej południowo-wschodniej Azji.
Miasto powstało w 1587 roku, kiedy to wyspa znajdowała się pod panowaniem Portugalczyków. W XVII wieku przejęli je Holendrzy, a w XVIII wieku Brytyjczycy. Z tamtych czasów zachowała się XVII-wieczna starówka, holenderski kościół oraz system fortyfikacji. Kupcy holenderscy pozostawili po sobie mury obronne, kilka zabytkowych budynków oraz niepowtarzalny klimat starej kolonii. Wewnątrz fortu zobaczycie małe, kolonialne miasteczko. Kościoły, meczety, wieża zegarowa, latarnia połączone są kilkoma wąskimi uliczkami.

 



























Około 25 km na południowy -wschód od Galle w okolicach Koggala i Ahangama można zobaczyć, jak lokalni rybacy łowią ryby siedząc na bambusowych palach. Kiedyś była to praktykowana z pokolenia na pokolenie metoda połowu sardynek.
Obecnie "łowi" się w ten sposób turystów




- kopalnie kamienia księżycowego - tutaj w poprzednim poście

"Dziadek Żwirek" wyłaniający się z kopalni :)









Obróbka kamieni księżycowych
 













- Pinnewalla - słynny sierociniec dla słoni, otaczający opieką słonie w każdym wieku. Zwierzęta żyją na wolności na obrzeżu dżungli i po codziennym przemarszu przez miasto można zobaczyć ich stadną kąpiel w rzece.


 






























- Park Narodowy Yala - największy park narodowy na Sri Lance, gdzie żyją słonie, bawoły, małpy, krokodyle. W Parku żyje prawie 130 gatunków ptaków (flamingi, kormorany, pawie, bażanty oraz liczne gatunki czapli)


 





























- Anuradhapura - święte miasto i pierwsza stolica Syngalezów.
Miasto powstało ok. 437 roku p.n.e. na terenie wsi Anuradha. Od IV w. p.n.e. stolica królestwa rządzonego przez dynastię syngaleską. W III wieku w Anuradhapurze upowszechnił się buddyzm, przeniesiony z Indii przez Mahendrę, syna Aśoki , na dwór króla syngaleskiego Tissy.
Anuradhapura to ważne centrum buddyzmu - historyczne święte miasto, gdzie do dziś rośnie szczep drzewa bodhi, pod którym Budda wg tradycji osiągnął oświecenie.
Święte drzewo Sri Maha Bodhi, które liczy sobie ponad 2200 lat i jest najstarszym udokumentowanym drzewem na świecie

Najstarsza stupa Thuparama pochodzi z III wieku i kryje w sobie relikwię - kawałek kości Buddy.



 



























- Skalne świątynie Dambulli - największy i najlepiej zachowany kompleks budowli sakralnych na Sri Lance. Kompleks jaskiniowy - Cave Temples składa się z 5 skalnych świątyń (najważniejsze: Devaraja Viharaya, Maharaja Vihara i Pachima Viharaya), które zostały wykute w I w. p.n.e. (w okresie panowania króla Valagama Bahu) w wysokim, izolowanym ostańcu skalnym, wznoszącym się 150 m ponad otaczającą równinę. Przez następne wieki złożono w nich 157 posągów Buddy (m.in. Budda Odpoczywający, o długości 15 m), ściany grot pokryto licznymi freskami (głównie z XVIII w.), zajmującymi łącznie powierzchni 2100 m2. Nad wejściem do kompleksu góruje 30 m złocona sylwetka Buddy.














 















- Colombo – stolica Sri LAnki. Dla Europejczyka wspaniałe miejsce na zakupy ze względu na niskie ceny. Warto odwiedzić następujące sklepy:
Odel – sieć sklepów spełniających europejskie standardy i ...... europejskie ceny. Mimo to można tam kupić np. koszule męskie Davidoff

Majestic City Shopping Complex – w niektórych sklepikach można negocjować ceny.
House of Fashion – najlepszy sklep w Colombo i nasz faworyt, trzypiętrowy raj dla miłośników zakupów. Bardzo popularny zarówno wśród cudzoziemców jak i mieszkańców Sri Lanki. House of Fashion oferuje ogromny wybór odzieży w bardzo przystępnych cenach (koszule i krawaty takich firm jak Boss czy Armani kosztują od 6 do 25 USD.)





 Colombo - widok z promenady nadmorskiej









 



Słoń w`jednej ze świątyń buddyjskich w Colombo










 
- Trincomalee (Trikunamalaja) – jeden z największych naturalnych portów na świecie. Nazwa miasta oznacza Święte Wschodnie Wzgórze. Miasto jest znane z plaż oraz Thirukonesvaram Kovil najstarszej na Sri Lance świątyni hinduistycznej. Jest to święte miejsce dla hinduistów i buddystów.
W Tricounamale znajdują się bazy armii Lankańskiej - lotnicza w której lądowaliśmy i morska.


Ola - (prawie jak komandos) przed
wejściem do bazy lotniczej, w której lądowaliśmy.


 ps. "Prawie" robi wieeeelką różnicę :-P




W bazie wojsk powietrznych Sri Lanki











Lokalne kosmetyki ułatwiające przeżycie na Sri Lance :)
Citronella – środek przeciwko komarom. Nie wszystkie europejskie preparaty odstraszają lokalne komary. Wieczorem lepiej mieć przy sobie Citronelle. 

Coconut Oil – olejek do opalania

4/28/2013

Sri Lanka - część druga fotorelacji. ..... ciąg dalszy niebawem :)

16
Sri Lanka - część druga fotorelacji.   .....  ciąg dalszy niebawem :)
Drugą część fotorelacji zaczynamy od najlepiej zapamiętanych historyjek, do których udało się zrobić zdjęcia i kilku informacji na temat Sri Lanki

Jednym z największych bogactw Sri Lankakamienie szlachetne Kopalnie kamieni księżycowych to jedyne tego rodzaju miejsca na świecie. Legenda głosi, że kamienie księżycowe powstają dzięki specjalnemu oddziaływaniu magnetyzmu księżyca na miejsce, gdzie kopalnia jest usytuowana. Dowodem na to ma być fakt, że takich kamieni nie można znaleźć nawet w niewielkiej odległości od kopalni.
Postać widoczna na zdjęciu poniżej otrzymała od nas ksywę „Dziadek Żwirek”  Dlaczego?
Ano dlatego, że tak naprawdę, te kamienie wydobywa się z dużej głębokości i nikt ku uciesze gawiedzi, nie będzie przerywał pracy.
No więc sprytny właściciel kopalni zatrudnił „Dziadka Żwirka”
Na czym polegała jego praca?
Jedna osoba wypatrywała autobusu z turystami.
Kiedy się pojawiał takowy na horyzoncie – „Dziadek Żwirek” kopytkował do wykopu i na zamówienie wynurzał się z czeluści – pozując, a i owszem -  za dodatkową opłatą. Na oczach turystów fachowo (niczym na Dzikim Zachodzie) w płucze szukał kamieni - jak ich nie było, to „dyskretnie” je wyjmował z kieszeni i
wrzucał do płuczki.
Oczywiście – też były do kupienia jako „oryginalne, świeżo wypłukane” :D

















Łodzie, które widzicie, są darami ofiarowanymi bądź przez turystów bądź poprzez zbiórki w różnych krajach, które miały miejsce po tsunami. Ta, która jest na  pierwszym planie – była ofiarowana przez Niemców.

My też zorganizowaliśmy zbiórkę namawiąjąc do udziału poznanych na Lance Polaków. Kupiliśmy „poniemiecką” łódź (którą sprzedał nam poprzedni właściciel, mimo, że dostał ja w prezencie) i ….... przemalowaliśmy na biało-czerwono
Na zdjęciu Kalu ze swoją łodzią


To jest przedstawiciel najbardziej uzależnionego od gorzały gatunku zwierząt na Sri Lance :) Pozostawienie drinka bez opieki kończyło się ... brakiem drinka po kilku minutach. Ulubionym trunkiem tych małych opojów  jest...rum z colą

Księżniczka Dulmini z kuzynkami podczas ferii "zimowych"  :)










Metoda „mało mechanicznego" pozyskiwania włókna kokosowego ;)    Z włókien kokosowych produkuje się m.in. bardzo wytrzymałe liny używane do wyciągania sieci rybackich.






Colombo.
To właśnie ten "wesołek", kiedy zobaczył, że mu robię zdjęcia próbował mnie wystraszyć przeładowując  "kałacha"
Jak widać na załączonym obrazku - efekt odniósł mizerny :D


W Colombo obowiązuje całkowity zakaz palenia papierosów w miejscach publicznych. 

4/27/2013

Sri Lanka - uzupełnienie do posta Anety

16
Sri Lanka - uzupełnienie do posta Anety
Po przeczytaniu wpisu Anety i obejrzeniu jej świetnych zdjęć ze Sri Lanki obudziła się we mnie nostalgia i ja też, ja też, ja też muszę coś na ten temat napisać.
Pierwszy raz na Lance wylądowaliśmy w grudniu 2009, kiedy w Polsce była kolejna „zima stulecia” wynikająca z „globalnego ocieplenia”.
Na lotnisku w Colombo – wilgoć przeokrutna, a temperatura- powyżej 35 stopni. Godzina 21:30 czasu lokalnego.
Wsiadamy do autobusu, lojalnie uprzedzani, że pokonanie odległości 60 km.,  potrwa 2-3 godziny, bo to Trzeci Świat.
Mnie w Warszawie w szczycie przejechanie 20 km zajmowało ponad 2 godziny, to który to świat ??? :D
Komarów od metra. Całe szczęście - w pokoju jest gekon, to może nas nie zeżrą :)
Pierwszego dnia – duża skucha - Olę coś użarło i to na tyle poważnie, że  myśleliśmy o powrocie. Pomogli nam mieszkańcy z wioski Waskaduwa
Tak się zaczęła nasza nowa przyjaźń, która nieprzerwanie trwa do dzisiaj.
Dzięki tym ludziom zobaczyliśmy Sri Lankę taką dla turystów (bo zaliczyliśmy wszystkie miejsca turystyczne) i taką, której turyści nie zobaczą.

Żeby nie dublować opisów Anety - poniżej kilka zdjęć.


Sri Lanka - to nie tylko "kraj szczęśliwych ludzi" - ma też drugą twarz








Życie nie wygląda, jak w reklamach herbaty. Za zebranie 50 kg. liści herbacianych dniówka kobiety to  - 2,5 $ . 
Panie nie poruszają się wdzięcznymi ruchami w "świątecznych ubraniach". Muszą uważać na węże, pijawki, błoto i normę dzienną.





Nokia ... .... connecting people ;-) czyli ślub na Sri Lance 


Pierwszy polski tuk-tuk i ... my w osobach własnych :)

Na takich "wynalazkach" rybacy spędzają całą noc na Oceanie Indyjskim - zysk, jak jest dobry połów - najlepszy z jakim się zetknęliśmy to 1000$ do podziału na rybaków i właściciela łodzi. Ale był taki tydzień, że wszyscy wracali na pusto. Zresztą sezon połowowy tylko 8 miesięcy w roku


Typowe zdjęcie "turystyczne"


Ola nawet kolorystycznie dopasowuje się do sytuacji :)











Małe oszustwo:) To nie są bawoły afrykańskie, tylko potulne wołki ze Sri Lanki.



Zdjęcie zrobione z duuużej odległości w czasie awarii autobusu, któremu urwało się koło w koleinie :D Tylko dzięki pomocy fachowców od obróbki graficznej wygląda tak dobrze :)



Mirissa (Southern Province)
Dulmini Fernando - jedyna kobieta, która może stroić fochy a ja się temu poddaję bez szemrania :-)
Robiłem nawet za wielbłąda transportowego, jak nowe buty Księżniczkę uwierały


Pierwsze "zawodowe" zdjęcia ślubne, które zrobiła Ola

Nieubłagany upływ czasu


To zdjęcie powstało w strefie, gdzie jeszcze kilka miesięcy wcześniej toczyły sie walki z Tamilskimi Tygrysami. Za próbę zrobienia zdjęcia żołnierzowi  w centrum Colombo - koleś złapał za "kałacha" i straszył mnie, że go przeładuje. Taka jest różnica między wojownikami a dekownikami :)


 
Tak wygląda to, za co płacisz jako "hand made"





Dambulu len viharaya - zespół pięciu świątyń wydrążonych w grotach między  I a XVIII wiekiem



Przed naszym wyjściem na lankańskie wesele.
W tle wnętrze typowego domu w Waskaduwa










Sujeewa de Silva - wiek to nie PESEL - wiek to stan ducha




Trincomalee Koneswaram Temple. Świątynia hinduistyczna.