środa, 16 września 2015

Na grzyby czyli.... zwiedzanie Kociewia

Cóż to za stwór to "Kociewie" pewnie zapytacie.
Otóż, korzystając z nieocenionej Wiki 
"Kociewie to region etniczno-kulturowy na Pomorzu Gdańskim, położony na lewym brzegu Wisły w dorzeczu Wdy i Wierzycy, obejmujący wschodnią część Borów Tucholskich. W przybliżeniu Kociewie zajmuje obszar obecnych powiatów starogardzkiego, tczewskiego i północnej części świeckiego, zamieszkany przez ok. 300 000 mieszkańców" 
Czyli jak już wiecie z wcześniejszych relacji obecnie to nasze dość bliskie sąsiedztwo.
Dlatego weekendowy wypad na grzyby jest jak najbardziej realny, a Bory Tucholskie i ich grzybodajne okolice, budzące wielkie emocje u znacznej części polskich grzybiarzy mamy w zasięgu kilkudziesięciu kilometrów.
Dodatkowo udało mam się znaleźć świetną miejscówkę u Pani Dagmary Mazurek zwanej "Królową Kociewia" 
Skąd taki zaszczytny tytuł ? O to samo zapytałem jego posiadaczkę :-) 
Otóż, podczas jakiś targów żywności regionalnej i promocji polskich smaków niezmiernie zmęczona, odziana w kociewski strój regionalny Pani Dagmara (która musiała wszystko, co chciała przedstawić wykonać własnoręcznie) znalazła sobie wygodny fotel i na nim przysnęła.
Wzbudziła tym czynem oburzenie strażnika, bo fotel był nie byle jaki.
Historycznym on był i rzycią swoją własną zasiadywał nań nie kto inny jak Jan III Sobieski.
Gdy wiedziony słusznym gniewem strażnik chciał przepędzić profankę, w Jej obronie stanął któryś z wysokich urzędników Ministerstwa Rolnictwa i dzięki Jego interwencji nikt snu Pani Dagmary nie zakłócił.
Scenkę tą sfilmowała ekipa telewizyjna i w ten oto sposób Pani Dagmara koronowaną głową na Kociewie została.
Gościnność Pani Dagmary jest niezrównana i próba zjedzenia wszelkich przygotowanych smakołyków ( w tym płynnych, ale o tym za chwilę :-D) u Waszego dietetyka może wywołać spazmy.
Do nakarmienia tradycyjnymi potrawami czwórki wędrowców zaangażowane zostały trzy osoby.
Próba choćby skosztowania wszystkich podanych przysmaków jest wyzwaniem nawet dla wielkich smakoszy, przez niechętnych żarłokami zwanych.
A do tego smakowite nalewki regionalne.
Do uzyskania tytułu produktu regionalnego droga jest długa i wyboista.
Pani Dagmarze zebranie pełnej dokumentacji, aby nalewka "Żurawinówka po mermecku" została uznana za produkt regionalny zajęło.... 5 lat. To na rynku krajowym.
Uznanie na rynku europejskim to kolejne dwa lata.
Ilość wymaganej dokumentacji w formie papierowej, elektronicznej, do tego dokumentacja fotograficzna, dane historyczne oraz wykazanie, że co najmniej 75% składników do jej produkcji pochodzi z danego regionu to zajęcie dla ludzi o wielkiej pasji i cierpliwości.
Należy udowodnić, że produkt ten jest unikalny i produkowany według receptur i przy użyciu narzędzi mających co najmniej 100 lat.
Nawet spirytus do produkcji tej nalewki musi pochodzić z gorzelni w Stargardzie.
Grzybiarz ze mnie nietęgi, ostatni raz na grzybach to byłem jakieś..... 30 lat temu.
Jednak bez strachu udałem się do lasu na poszukiwania.
Miałem bowiem ogromne wsparcie w osobie naszej Lulu, która się na grzybach zna.
Dodatkowym elementem poprawiającym "safety factor" grzybiarza - amatora była Pani Dagmara będąca międzynarodowym rzeczoznawcą  w tym obszarze.
Grzybów jakoś za dużo nie było, ale spacery po lesie  - sam miód  :-D
Wróciliśmy jednak z pokaźną ilością leśnego runa - grzybami (łączne z borowikami) oraz żurawinką na przetwory.
Tak, Pani Dagmara zadbała o to, żeby Jej goście budzili podziw i zazdrość po powrocie z grzybobrania :-D
A poniżej nasze trofea :)

przed ususzeniem

Żurawinówka po mermecku
maślaki w zalewie octowej wg Lulu i nasze suszone skarby





10 komentarzy:

  1. Zazdroszczę tych prawdziweczków. A u nas posucha w lesie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała sobotę mieliśmy deszczową, więc grzybki mają to co lubią - wilgotno i ciepło

      Usuń
  2. No proszę, też byłam podczas minionych wakacji na Kociewiu. Jeziora czyte, świetny region na wakacje. Cała rodzina uczyla sie strzelać z łuku średniowiecznego, pochwalę się, i to szkolil prawdziwy rycerz, nie byle kto, brał udział w bitwie pod Grunwaldem. Wcześniej byłam na południu kraju. Różnica temperatur - 2 stopnie. Ja odczulam. Ostrzejsze powietrze, czuć, że jest się na połnocy.
    Zdobyczy też zazdroszczę. Nie mogę się zdecydować czego bardziej, grzybów czy żurawinówki.
    Karola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pomogę Ci podjąć decyzję - żurawinóweczki :D

      Usuń
  3. A to nalewki też tam w lesie rosną?? Mam rodzinę w Borach, staram się bywać co roku na grzybach a takiej flachy jeszcze w mchu nie znalazłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że rosną dokładnie tak samo jak grzyby :D

      Usuń
  4. O, ja juz niejedną flachę znalazlem w lesie. Niestety, wszystkie były już... puste :(

    OdpowiedzUsuń

Szanowny Anonimowy Użytkowniku
Podpisz się proszę, imieniem lub nickiem
Miło jest wiedzieć z kim się rozmawia :)
pozdrawiamy
Paweł i Ola

PS. Z powodu tak prozaicznego, jak praca zawodowa, na Wasze komentarze odpowiadam w dni powszednie po godzinie 17:00 polskiego czasu
Za wspomniane niedogodności serdecznie przepraszam.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...