wtorek, 28 lipca 2015

WHO ostrzega: nie pijcie moczu wielbłądów

Światowa Organizacja Zdrowia przestrzega, żeby w ramach zapobiegania rozprzestrzenianiu się MERS nie pić mleka i moczu wielbłądów. Wbrew pozorom to żaden absurd.
"W celu uniknięcia zakażenia wirusem należy przestrzegać podstawowych zasad higieny. Ludzie powinni unikać picia surowego mleka wielbłądów i wielbłądziego moczu, a także nie spożywać mięsa, które nie zostało właściwie ugotowane" czytamy w zaleceniach opublikowanych na stronie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).
Choć pozornie zalecenie powstrzymywania się od picia wielbłądziego moczu brzmi absurdalnie, w rzeczywistości chodzi o poważne zagrożenie. W niektórych rejonach Bliskiego Wschodu taka praktyka nie należy do rzadkości. Jak przypomina "Foreign Policy", mieszkańcy części Półwyspu Arabskiego wierzą, że mocz wielbłąda ma lecznicze właściwości. Przekonują, że prorok Mahomet radził swoim zwolennikom picie niezwykłego specyfiku w przypadku niektórych chorób.
W sierpniu 2013 r. dziennikarz kanadyjskiego magazynu "Vice" spróbował tego niekonwencjonalnego "leku" w Jemenie, gdzie - jak zauważa - choć brakuje statystyk, zawsze można spotkać ludzi, którzy "piją to jako lekarstwo na wszelkie dolegliwości". Dodaje, że salony piękności używają go jako leku na wypadanie włosów, bywa nawet, że jest przepisywany przez lekarzy. Także w Arabii Saudyjskiej informacje o cudownych właściwościach wielbłądziego moczu traktowane są zupełnie poważnie - w 2013 r. saudyjscy naukowcy z uniwersytetu w Dżeddzie ogłosili, że jeden z jego składników może pomóc w leczeniu raka.
Reporter "Vice" tak opisywał własne doświadczenia z tym specyfikiem:
"Smak ciepłego moczu jest - jak należałoby się spodziewać - obrzydliwy. Jednak zmieszany z wielbłądzim mlekiem - jak mają tu w zwyczaju robić - jest jeszcze gorszy. Pozbycie się z ust piżmowego posmaku, rozprzestrzeniającego się od pierwszego łyku, jest po prostu niemożliwe".
Źródło
Źródło
źródło

poniedziałek, 27 lipca 2015

"Łzy Księżniczki" - Konkurs !

Wraz z Wydawnictwem „Znak” mamy przyjemność zaprosić Was do udziału w konkursie, w którym nagrodami będą książki Jean Sasson
„Łzy Księżniczki. 
Moje życie w najbogatszym i najbardziej opresyjnym królestwie świata”

Aby wziąć udział w konkursie należy:
  1. polubić i udostępnić strony facebookowe blogów To czytają Saudyjskie Wielbłądy oraz W pustyni bez puszczy czyli Arabia Saudyjska oczami Polaka  (nieobowiązkowe)
  2. dołączyć do obserwatorów wyżej wymienionych blogów (nieobowiązkowe)
  3. odpowiedzieć na poniższe pytania konkursowe:
    • Czy muzułmanom wolno jeść wieprzowinę ?
    • Kto jest naczelnym przywódcą wszystkich Beduinów ?
    • Arabia Saudyjska zwróciła się do Polski z prośbą o udostępnienie pamiętników jednego z Polaków. Kto jest autorem tych pamiętników ?
    • Arabia Saudyjska posiada bogate złoża żelaza, jak wysokie jest wydobycie ?
    • Jaki kolor mają środki publicznej komunikacji miejskiej w Arabii Saudyjskiej?

Odpowiedzi wraz z nickiem lub imieniem autora prosimy przesyłać do dnia 7 sierpnia na adres lzyksiezniczki@gmail.com
Wśród Autorów prawidłowych odpowiedzi rozlosujemy łącznie 5 książek, które Wydawnictwo „ZNAK” prześle na wskazane przez Nich adresy.

Pytania konkursowe zostały opracowane przez Lulu, za co Jej bardzo serdecznie dziękujemy :)
Konkurs jest ogłoszony jednocześnie na trzech naszych blogach oraz na Facebooku. 

niedziela, 26 lipca 2015

„Łzy księżniczki” Jean Sasson – książka inna, niż się spodziewasz

Kilka dni temu Wydawnictwo „ Znak” zwróciło się do nas z prośbą o recenzję książki.
Duma mnie zaczęła rozpierać, że tak szacowne wydawnictwo, prosi nic nie znaczącego bloggera o opinię. Mina mi jednak zrzedła, gdy usłyszałem tytuł - „Łzy księżniczki” z leadem „Moje życie w najbogatszym i najbardziej opresyjnym królestwie świata”.
Pomyślałem sobie złośliwie, że gdyby się szacowna księżniczka wybrała do Afganistanu, Mali czy kraju chyba dla żartu nazwanego Demokratyczną Republiką Konga, to może by zmieniła zdanie na temat opresyjności państwa.
Jednak po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że może mieć rację, bo wyżej wymienione kraje to nie są monarchie tylko (znowu żarcik) - „republiki”, a na tle pozostałych monarchii, Arabia Saudyjska faktycznie jest dość restrykcyjna w stosunku do swoich obywateli.
Okładka w połączeniu z tytułem wskazywać może na kolejną łzawą historyjkę pokroju „jestem bogata, ale pieniądze szczęścia nie dają”. W tym miejscu moja wrodzona złośliwość nakazuje mi dodać „– dopiero zakupy" – jak to swego czasu genialnie spuentowała Merlin Monroe.
Nie pasowało mi tylko jedno - mianowicie to, kto tę książkę wydał.
Tak jak napisałem powyżej, "Znak" jest zbyt znamienitym wydawnictwem, żeby zdecydować się na firmowanie trzeciorzędnej literatury
I dlatego „z pewną nieśmiałością” sięgnąłem po lekturę.
Pierwsze zaskoczenie - jest to czwarty tom opowieści o Arabii Saudyjskiej widzianej oczyma wnuczki saudyjskiego króla i żony wpływowego księcia krwi z niejakimi widokami (aczkolwiek mocno iluzorycznymi) na objęcie saudyjskiego tronu.
Księżniczka Sułtana nie jest rozkapryszoną, zbuntowaną nastolatką, tylko kobietą w kwiecie wieku.
Ma syna, dwie córki oraz troje wnucząt. Wnuki niech Was nie zmylą -  Sułtana wcześnie wyszła za mąż, a podobnie postąpił jej syn i jedna z córek, więc wszystko wskazuje  na to, że jesteśmy z księżniczką  równolatkami :-D
Opowieść, a właściwie kilka opowieści nie dotyczy smakowitych ploteczek z królewskiego dworu, choć i takie tam znajdziecie, ale kwestii znacznie poważniejszy m.in. przemian społecznych, dotyczących szczególnie sytuacji kobiet w Królestwie Saudów.
Podczas pobytu w Arabii Saudyjskiej miałem przyjemność spotkać kilku przedstawicieli rodów książęcych, ale z osobą tak wysoko urodzoną nie miałem okazji rozmawiać.
Dlatego byłem niezmiernie ciekaw, czy tematyka poruszana w książce to tylko przejaw rozkapryszenia i egzaltacji pani pokroju Izabelli Łęckiej z „Lalki” Prusa, czy jest w tym coś więcej.
Jest w tym coś duuużo większego.
Swoimi działaniami księżniczka Sułtana wielokrotnie wywoływała niezadowolenie konserwatystów. Ponosiła osobiste ryzyko, ale narażała też dobre imię swojego męża - księcia Karima oraz syna i córek. W obyczajowości arabskiej członkowie rodziny ponoszą współodpowiedzialność za niestosowne zachowanie innych członków rodziny.
Lektura ukaże Wam znaczące różnice w mentalności  Euro-amerykanów i Arabów, a w szczególności Saudyjczyków z rodziny panującej.
Księżniczka nie szczędzi złośliwości „ tym, którzy uważają, że Allach mówi tylko do nich” będąc jednocześnie bardzo pobożną i prawowierną sunnitką.
Jej dwie ukochane córki mają diametralnie różne charaktery, wywołując u rodziców, a szczególnie u księcia Karima chęć ucieczki z domu jak najdalej od swoich pociech bez podawania nowego adresu oraz numerów telefonów.
Poznacie świat, który ja widziałem na własne oczy, ale pewne rzeczy zrozumiałem dopiero po przeczytaniu tej powieści.
Pozycja ta przypadnie do gustu zarówno miłośnikom Arabii Saudyjskiej jak i – paradoksalnie – jej przeciwnikom.
Księżniczka Sułtana kocha swój kraj, ale nie robi tego bezkrytycznie.
Widzi jego wady i bardzo odważnie i często bardzo kategorycznie je ocenia.
Jednocześnie macie szansę lepiej poznać i zrozumieć sposób myślenia Saudyjczyków.
Pozwolę sobie opisać jedną ze scen.
Otóż w pałacu Sułtany odbywa się spotkanie kobiet - przyjaciółek księżniczki zajmujących się „feminizacją” stosunków w Arabii Saudyjskiej.
Z racji swoich poglądów i obserwacji poczynionych w Europie Maha - starsza córka księżniczki Sułtany ma być cennym uczestnikiem wspomnianego spotkania. Przychodzi jednak ubrana jak Europejka - w krótkich szortach i luźnej bluzce.
I co ? Ano Sułtanę, kochającą bezwarunkową miłością wszystkie swoje dzieci i będącą zarazem kwintesencją liberalizmu trafia jasny szlag przez mocno niestosowny strój Mahy.
„No tak, to możesz chodzić w Europie, ale jak przyjeżdżasz do domu to szanuj nasze zasady” - mówi Sułtana do swojej córki
Dlatego uważam, że jeżeli chcecie lepiej zrozumieć Arabię Saudyjską, szybkość zmian jakie w niej zachodzą, a także poznać ciemną stronę kraju gdzie nawet prominentny członek rodziny królewskiej nie może bezpośrednio pomóc osobie oskarżonej o…   czary powinniście „Łzy księżniczki” koniecznie przeczytać.

Książka będzie dostępna w sprzedaży od 12 sierpnia,
a już pojutrze..... zapraszamy na konkurs w którym, nagrodami będą egzemplarze rewelacyjnej książki - „Łzy księżniczki”

wtorek, 21 lipca 2015

Wakacyjny niezbędnik czyli co zabrać ze sobą na wakacje

Niezależnie od tego gdzie przyjdzie nam spędzić wakacje - czy to w super ekskluzywnym hotelu czy podczas włóczęgi po pustyniach i bezdrożach mamy swój „żelazny zestaw” rzeczy które ze sobą zabieramy.
W skład tego wakacyjnego niezbędnika wchodzą:
- tabletki do odkażania wody – przydają się zarówno na Mazurach jak i podczas egzotycznych wakacji, bo nigdy nie wiadomo gdzie będziemy mogli się napić
- niewielki scyzoryk – ja wybrałam dla siebie model Victorinox Rally, który pełni spełnia jednocześnie kilka funkcji
  • niewielkiego, ale super ostrego noża, którym z powodzeniem mogę na przykład rozciąć opakowanie czy w razie potrzeby przeciąć linkę
  • pilniczka do paznokci niezbędnego każdej kobiecie :D
  • podręcznego śrubokręta zarówno krzyżakowego jak i płaskiego, który przydaje się, kiedy muszę np. wymienić baterie
  •  wykałaczki,
  • pęsety,
  • otwieracza do butelek dzięki czemu oszczędzam na dentyście dla Wielbłąda, który ma paskudny zwyczaj zdejmowania kapsli zębami
  • szczypców do zdejmowania izolacji
Ten scyzoryk to nasze ostatnie odkrycie. Wcześniej zabieraliśmy ze sobą nieco większy 11-centymetrowy model Victorinox Forester, który zawsze doskonale się sprawował w podróży i nadal nam towarzyszy, ale.....  został zaanektowany przez Wielbłąda
A ponieważ nie wszędzie jeździmy razem, więc zostałam pozbawiona bardzo praktycznego narzędzia. Zastanawiając się nad wyborem scyzoryka dla siebie brałam pod uwagę kilka elementów.  Przede wszystkim ilość przydatnych dla mnie narzędzi (nożyk, otwieracz do butelek, pilniczek do paznokci, pęseta itd).
Drugim kryterium była wielkość scyzoryka – zależało mi, abym mogła bez problemu dopiąć go do kluczy, do portfela lub plecaka czyli tych rzeczy, które zawsze mam przy sobie. W tym przypadku model Victorinox Rally okazał się bezkonkurencyjny. Dzięki małym wymiarom (niecałe 6 cm długości) mogę go mieć zawsze przy sobie i nie dźwigać dodatkowych kilogramów.
Ostatnim decydującym elementem był stosunek jakości do ceny. Firmę Victorinox zna chyba każdy i reklamować jej nie trzeba, a ponadto korzystaliśmy już wcześniej z jej produktów więc wybór był prosty :)
http://ostry-sklep.pl/p/12/122/victorinox-rally-0-6163-male-scyzoryki-58-mm-breloki-do-kluczy-scyzoryki-victorinox.html
- środek przeciwko owadom zwłaszcza komarom i innym brzęczącym niewdzięcznikom.
W naszym przypadku najczęściej jest to Mugga, ale korzystaliśmy też czasami z Ultrathon'a, Repel’a 50 lub Repel'a100. Jednak podczas kontaktu z okularami, zegarkami i odzieżą syntetyczną  Repel może..... wypalić w nich dziury lub poważnie uszkodzić.
- money belt czyli pasek z kieszonką na pieniądze
- plakietki na rzepy z grupą krwi - niby drobiazg, a może uratować życie
http://ostry-sklep.pl/c/1489/naszywki-i-emblematy-turystyka-outdoor-survival.html
 - etui ochronne na telefony – ponieważ nasze telefony pełnią też często rolę nawigacji, więc etui musi być odporne zarówno na wodę jak i na piasek i kurz. Oboje preferujemy w tym wypadku firmę OtterBox chociaż jej produkty nie należą niestety do najtańszych
- podręczna apteczka - po przygodach na Sri Lance i problemach z zakupem najzwyklejszych plastrów z opatrunkiem uznaliśmy, że jednak lepiej mieć to przy sobie, niż z obłędem w oczach szukać jak już coś się wydarzy.

sobota, 18 lipca 2015

Eid Mubarak

Have a blessed Eid


في هـذه الأيام المبـاركة ومع قرب إطـلالـة هلال عيـد الفطـر السعيد

يسعدنـي أن أتقـدم لكم وللأسرة الكريمة

بأحـر التهـاني وأصدق الدعـاء أن  يتقبل الله منا ومنكم  الصيام

والقيام وخير الأعمال .

وأن يجعـله عيد فرح وسرور وأن يديم نعمـه عليكم.

وكـل عـام وأنتم بخيـر.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...