środa, 8 lipca 2015

Państwo Islamskie po roku - artykuł Tomasza Otłowskiego

Państwo Islamskie po roku istnienia cieszy się znaczną akceptacją ze strony swych "obywateli". System drakońskich kar szariackich niemal całkowicie wyplenił pospolitą przestępczość, co zwłaszcza w Iraku było istną plagą. A jasny i w gruncie rzeczy sprawiedliwy system redystrybucji dóbr i środków finansowych zbudowany na zakacie, tradycyjnym muzułmańskim podatku, zaowocował wzrostem poparcia społecznego. Uwzględniając oddziaływanie kalifatu i jego ideologii na światową społeczność muzułmańską można uznać, że perspektywy jego zniszczenia są obecnie jeszcze bardziej odległe niż w momencie jego powoływania.

Kurdyjscy bojownicy ostrzeliwują pozycje sił Państwa Islamskiego w Iraku
Kurdyjscy bojownicy ostrzeliwują pozycje sił PaństwaIslamskiego w Iraku (AFP / JM Lopez)
Gdy 29 czerwca 2014 roku (w pierwszy dzień ramadanu) w irackim Mosulu, dopiero co zajętym przez ekstremistów z Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu (ISIL/ISIS), ogłoszono uroczyście powstanie kalifatu, wielu ekspertów przestrzegało przed bagatelizowaniem tego faktu. Dopiero jednak wydarzenia kolejnych tygodni - w tym zwłaszcza spektakularny pochód dżihadystów na Bagdad i ich błyskotliwe sukcesy militarne w Syrii - kazały możnym tego świata z uwagą pochylić się nad nową sytuacją strategiczną, zaistniałą dość niespodziewanie na Bliskim Wschodzie. Ta wzmożona uwaga nie oznaczała jednak niestety woli podjęcia zdecydowanych działań, zwłaszcza militarnych, które mogłyby w zarodku zdusić rodzącą się hydrę nowej, znacznie brutalniejszej generacji radykalnego islamu. 


Brak natychmiastowej i zdecydowanej reakcji społeczności międzynarodowej (głównie Zachodu i państw regionu) na pojawienie się zbrodniczego tworu, jakim szybko okazał się kalifat, sprawił, że nie tylko przetrwał on pierwszy okres swego istnienia, ale wręcz umocnił się, a nawet rozpoczął ekspansję w inne regiony obszaru Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Ten "grzech zaniechania" Zachodu - który chyba początkowo nie traktował zupełnie serio kalifa Ibrahima i jego "państwa" - to bodajże największy błąd USA i Europy od czasu bezkrytycznego poparcia "demokratycznych" rewolt w regionie bliskowschodnim w 2011 roku.

Tak jak się obawiano przed rokiem, kalifat - islamistyczne "państwo", budowane według średniowiecznych wzorców, opracowanych w czasach proroka Mahometa - stał się geopolitycznym faktem i zagościł (zapewne na dłużej) w rzeczywistości regionu.

Kalifat jako idea

Obecnie, po roku, kalifat co prawda nie rozprzestrzenia się już w Iraku i Syrii tak żywiołowo, jak w pierwszych miesiącach swego istnienia, ale za to skutecznie utrwala i pogłębia swą władzę na już zajętych terenach. Z sukcesami promuje też swą ideologię w różnych, nieraz bardzo odległych geograficznie, częściach świata, z każdym dniem (i z każdym udanym atakiem, dokonywanym w jego imieniu) zyskując kolejne rzesze radykalnych wyznawców i zwolenników.

Dzisiaj kalifat to już bowiem nie tylko konkretne terytorium na powierzchni Ziemi - to także (a może przede wszystkim) idea, koncepcja ideologiczno-polityczna i religijna zarazem, niebywale atrakcyjna dla milionów muzułmanów. Zwłaszcza tych żyjących na Zachodzie i w dużej części odrzucających jego dorobek cywilizacyjno-kulturowy, głównie w postaci liberalnej demokracji, nacisku na prymat roli jednostki (osoby ludzkiej) oraz jej praw i swobód w państwie i społeczeństwie, a także takich wartości jak wolność wypowiedzi, polityczna poprawność (w jej dobrym i złym znaczeniu), tolerancja itd. Jednym słowem - negujących wszystko, czym stał się świat zachodni w XXI w.
Ikonografika WP

To właśnie na bazie tego ideologiczno-religijnego oddziaływania kalifat zaraził już swym toksycznym wpływem dziesiątki islamistycznych grup i organizacji - z których wiele było dotychczas blisko związanych z Al-Kaidą. Dzięki temu ideologiczne i "duchowe" wpływy "państwa" islamskiego rozciągają się dzisiaj od Mali, Tunezji i Libii, przez Nigerię, Somalię, Egipt i cały Lewant, aż po Afganistan, Pakistan, a nawet Filipiny. A jeśli dołożyć do tej wyliczanki owe "samotne wilki" dżihadu operujące na Zachodzie, to można śmiało stwierdzić, że kalifat to dziś problem dosłownie globalny. Najnowszym regionalnym "nabytkiem" kalifatu jest region Kaukazu, gdzie istniejący od wielu lat samozwańczy Emirat Kaukaski ogłosił w pierwszych dniach lipca formalną podległość (poprzez złożenie tradycyjnego baj’at, czyli przysięgi wierności) kalifowi Ibrahimowi.

Nie ulega jednak wątpliwości, że to właśnie Syria i Irak - a raczej konkretne terytorium kalifatu wykrojone rok temu z tych państw - mają wciąż największe znaczenie dla istnienia i działania zarówno samego "państwa" islamskiego, jak i utrzymującej go organizacji islamistycznej o nazwie, nomen omen,Państwo Islamskie (IS, bezpośredni sukcesor ISIL/ISIS). To tam wciąż bije serce kalifatu, to tam znajduje się duchowe, polityczne i militarne centrum całego ruchu. Z tego też względu to właśnie tam - na jednej trzeciej powierzchni Iraku i dwóch trzecich obszaru Syrii, czyli terenach kontrolowanych obecnie przez IS - leży również klucz do pokonania kalifatu.

Problem w tym, że aby tego dokonać, nie wystarczy skromne wojskowe zaangażowanie międzynarodowe w ramach prowadzonej już niemal od roku koalicyjnej operacji powietrznej o kryptonimie "Inherent Resolve". Zwycięstwo nad kalifatem wymaga naprawdę dużego wysiłku militarnego, ponoszonego bezpośrednio na ziemi, z użyciem znacznych (i efektywnych) sił lądowych. Póki co jednak nikt nie kwapi się do podjęcia takich działań, "państwo" islamskie istnieje więc nadal i ma się całkiem dobrze.

Struktury Państwa Islamskiego

Informacje napływające z terenów kontrolowanych przez IS wskazują, że po pierwszych trudnych miesiącach sytuacja ekonomiczna i społeczna w kalifacie zaczyna się normalizować. Terytorium "państwa" podzielono na 20 (według innych źródeł: 24) prowincje - wilajaty. Działa większość służb i usług komunalnych, a tam gdzie tylko jest to możliwe (ze względu na zniszczenia wojenne) dostępne są energia elektryczna i woda, działają też telefony (o dziwo, także komórkowe, choć w ograniczonym zakresie), istnieje również (co prawda na niewielkim obszarze - przy granicy z Turcją - i poddany restrykcjom) dostęp do internetu.

Kalifat szybko i sprawnie stworzył lokalne struktury administracyjne, policyjne i sądownicze, oparte na szariacie. System drakońskich kar szariackich niemal całkowicie wyplenił pospolitą przestępczość, szczególnie w irackiej części kalifatu (gdzie była plagą przed 2014 rokiem), tym samym znacząco poprawiając (w porównaniu do czasów "demokracji" po 2003 roku) bezpieczeństwo i jego poczucie wśród miejscowej ludności. Ustanowiono też klarowny i skutecznie egzekwowany system podatkowy, zbudowany na tradycyjnym muzułmańskim podatku - zakacie.

Według dostępnych danych system ten (działający na zasadzie zorganizowanej jałmużny i samopomocy charytatywnej w ramach danej społeczności lokalnej, tu: na szczeblu wilajatu) przysporzył IS najwięcej zwolenników wśród irackich sunnitów. I w zasadzie nie ma się co dziwić – przed pojawieniem się kalifatu bezrobocie na terenach sunnickich wahało się między 30 a 50 proc. (według danych oficjalnych; w praktyce było znacznie wyższe, choć ciężko to sobie wyobrazić), a system emerytalny w zasadzie nie istniał. Pauperyzacja społeczności sunnickich pogłębiała się więc w zastraszającym tempie, co tylko oczywiście sprzyjało umacnianiu się postaw i poglądów radykalnych. Pojawienie się islamistów z ich jasnym (i w gruncie rzeczy sprawiedliwym) systemem redystrybucji dóbr i środków finansowych w ramach zakatu, wspierającym najbardziej biednych i potrzebujących członków danej społeczności- musiało zatem zaowocować wzrostem poparcia społecznego dla islamistów.

I tu dochodzimy do sedna całego problemu, jakim jest trwanie kalifatu - pomimo jego okrucieństw, represyjności i opresyjności - a więc ewidentnych wad z naszego, zachodniego, punktu widzenia. Fakty mówią jednak co innego - "państwo" islamskie cieszy się po roku znaczną społeczną akceptacją ze strony swych "obywateli" (choć bardziej zasadne byłoby tu chyba raczej określenie: poddanych). Poparcie to jest oczywiście w dużej części efektem zwykłego strachu bądź konformizmu całych grup i poszczególnych jednostek. W wymiarze politycznym akceptacja dla kalifatu to jednak przede wszystkim świadoma decyzja większości lokalnych sunnickich liderów plemiennych i klanowych o nawiązaniu pełnej współpracy z IS.

Być może jednak jeszcze bardziej ważny jest tu wymiar czysto ludzki, w postaci wspomnianego wyżej "kupowania" przez islamistów przychylności tych warstw i grup społecznych, które w czasach "rządów z Bagdadu" cierpiały autentyczną nędzę. I to w kraju, w którym z niemal każdej dziury w ziemi tryska płynne czarne złoto. Dla tych ludzi kalifat to prawdziwy dar z niebios, odmiana ich wcześniejszego losu pariasów. Nie można zapominać o tym aspekcie przy analizowaniu fenomenu trwania "państwa" islamskiego.

Sukcesy i porażki

Od niemal roku IS nie odnosi już w Iraku czy Syrii tak spektakularnych sukcesów terytorialnych, jakim było np. rok temu opanowanie Mosulu (drugiego co do wielkości miasta Iraku) w ciągu zaledwie 12 godzin, z użyciem tylko kilkuset bojowników. Wciąż jednak kalifat jest w stanie przeprowadzać skuteczne akcje ofensywne, zajmując nierzadko spore tereny czy kluczowe miasta (jak Ramadi w Iraku lub Palmyra w Syrii).

Z drugiej strony, w ostatnich miesiącach już kilkukrotnie IS traciło kontrolę nad zajętymi dużo wcześniej terenami, z których wiele ma kluczowe znaczenie strategiczne - jak Tikrit w Iraku czy region Tel Abyad w północnej Syrii, przy granicy z Turcją. Jak się wydaje, taka jest jednak właśnie specyfika tego konfliktu - to klasyczna wojna podjazdowa, szarpana, gdzie większe znaczenie ma determinacja i morale żołnierzy niż ich uzbrojenie czy nawet wyszkolenie, a linie frontów są w dużej mierze umowne i płynne.

Taki kształt tej wojny determinuje zresztą sama geografia tej części świata - na dominujących w tym regionie pustynnych i półpustynnych terenach walki prowadzi się głównie wzdłuż relatywnie nielicznych dróg i autostrad, umożliwiających szybkie przemieszczanie zmotoryzowanych oddziałów i ciężkiego sprzętu (czołgi!), a także w położonych wzdłuż tych szlaków miastach i osadach.

O ile iracki teatr działań wojennych z kalifatem wydaje się obecnie względnie ustabilizowany, a wojna tam trwająca ma niemalże pozycyjny charakter (na tyle, na ile to możliwe przy jej wspomnianych powyżej realiach operacyjnych), o tyle w Syrii od kilku miesięcy jesteśmy świadkami znacznie bardziej dynamicznych wydarzeń. Na syryjskim teatrze działań kalifat prowadzi zarówno operacje ofensywne, jak też broni się (nierzadko nieskutecznie) przed atakami swych rywali.

Różnorodność i stopień komplikacji strategicznej konfliktu syryjskiego sprawiają tym samym, że trudno jednoznacznie oceniać sytuację, w jakiej znajduje się aktualnie Państwo Islamskie w Syrii. Z jednej strony kalifat zaangażowany jest w tym kraju w akcje zaczepne przeciwko dosłownie wszystkim pozostałym stronom konfliktu syryjskiego: na wschodnich, pustynnych rubieżach prowincji Homs zadaje klęski siłom prezydenta Baszira al-Asada (Palmyra), w Aleppo bije tzw. demokratycznych rebeliantów (głównie z Wolnej Armii Syryjskiej, FSA), a na zachodzie Syrii, w masywie Qalamoun na granicy z Libanem, walczy z konkurencyjnym Frontem Al-Nusra związanym z Al-Kaidą (ale także toczy boje z prorządowym, libańskim Hezbollahem, i z armią syryjską).

Równocześnie jednak siły IS zbierają tęgie baty na północy i północnym-wschodzie Syrii, wyjątkowo nieskutecznie walcząc z tamtejszymi kurdyjskimi formacjami samoobrony (Ludowe Jednostki Ochrony, YPG/YPJ). W ciągu ostatnich kilku tygodni syryjskim Kurdom udało się nie tylko poszerzyć i umocnić obronioną na początku tego roku enklawę wokół Kobane, ale też podjąć skuteczne działania ofensywne. W ich rezultacie siły kurdyjskie dokonały rzeczy jeszcze kilka miesięcy temu niewyobrażalnej - odbiły obszar o powierzchni kilku tysięcy kilometrów kwadratowych na syryjskim pograniczu z Turcją, z dużym (ok. 50 tys. mieszkańców) miastem Tel Abyad (dla Kurdów: Gire Spi) na czele, co nie tylko doprowadziło do połączenia odseparowanych dotychczas enklaw Kobane i Cizire, ale też odcięło stolicę kalifatu, miasto Ar-Rakka, od najdogodniejszego (bo najkrótszego) drogowego połączenia z Turcją. No i doprowadziło Ankarę do furii.

Kalifat jednak i w takiej sytuacji pokazał, że jest bardzo groźnym i nieprzewidywalnym przeciwnikiem - wykorzystując niemal nieskrywane poparcie ze strony części "siłowego establishmentu" Turcji, islamiści z IS zdołali szybko zmontować niezwykle groźne, punktowe przeciwuderzenia, wymierzone tak w Kobane, czyli w samo serce syryjskiej części Rojavy (Zachodniego Kurdystanu), jak też w Tel Abyad. Równocześnie ruszyła fala gwałtownych (choć dość chaotycznych, i przez to mało skutecznych) ataków IS na miasto Hasakah, jeden z głównych ośrodków enklawy Cizire na dalekim północnym wschodzie Syrii.

Wszystko to pokazuje jednak, że Państwo Islamskie i jego kalifat są wciąż silnym i trudnym do pokonania przeciwnikiem. A uwzględniając oddziaływanie IS i jego ideologii na światową społeczność muzułmańską można uznać, że perspektywy zniszczenia kalifatu są obecnie chyba jeszcze bardziej odległe niż rok temu, w momencie jego powoływania.

Tekst i zdjęcia pochodzą z Wirtualnej Polski

wtorek, 7 lipca 2015

Kraje zagrożone atakiem terrorystycznym wg brytyjskiego Min. Spraw Zagranicznych

Tekst pochodzi z Wirtualnej Polski

Brytyjskie MSZ ostrzega – najwyższy poziom zagrożenia terrorystycznego

Zagrożenie terroryzmem wg brytyjskiego MSZ (fot. infografika.wp.pl/Marta Sitkiewicz)

Ostatnie tygodnie przyniosły liczne zamachy terrorystyczne na terenie Europy i w turystycznych krajach Afryki. W związku z rozpoczęciem sezonu urlopowego brytyjskie MSZ przygotowało więc dla swoich obywateli zestawienie najbardziej zagrożonych terroryzmem krajów. Wiele pozycji zadziwia. Porównaliśmy więc ostrzeżenia Ministerstw Spraw Zagranicznych Wielkiej Brytanii i Polski.

Wielka Brytania
Każdego roku Wyspy Brytyjskie są odwiedzane przez miliony turystów. Brytyjskie MSZ szansę ataku terrorystycznego na terenie Zjednoczonego Królestwa określa według pięciostopniowej skali. W tej chwili poziom zagrożenia ustalony został na poziomie severe (poważny), czyli atak jest wysoce prawdopodobny. Natomiast wg polskiego MSZ sytuacja w Wielkiej Brytanii nie wymaga wystosowania żadnego ostrzeżenia (stan: brak ostrzeżenia dla tego kraju).

Francja
Ten kraj, zwłaszcza Paryż i Lazurowe Wybrzeże, jest jedną z popularniejszych destynacji turystycznych w Europie. MSZ Wielkiej Brytanii również w przypadku Francji zagrożenie terroryzmem określa na najwyższym poziomie. Ataki mogą być masowe. W związku z licznymi groźbami kierowanymi pod adresem Francji przez ugrupowania islamskie oraz interwencją militarną Francuzów przeciwko ISIS, również tamtejszy rząd zaleca wzmożoną czujność i dodatkowe środki ostrożności. Nasze MSZ nie odnotowuje żadnego niebezpieczeństwa (stan: brak ostrzeżenia dla tego kraju).

Hiszpania
Również najpopularniejszy turystyczny kraj Półwyspu Iberyjskiego zdaniem Ministerstwa Spraw Zagranicznych Wielkiej Brytanii jest narażony na najwyższe niebezpieczeństwo ze strony terrorystów. Ich zdaniem ataki mogą być masowe, również w miejscach popularnych wśród turystów. Zaleca się zachowanie ostrożności i podporządkowanie się zaleceniom lokalnych władz. Jednocześnie ministerstwo zaznacza, że spadło zagrożenie ze strony baskijskiej organizacji ETA – ostatni atak z jej strony miał miejsce w 2009 r. Podobnie jak w przypadku Francji czy Wielkiej Brytanii brak ostrzeżeń ze strony polskiego MSZ (stan: brak ostrzeżenia dla tego kraju).

Rosja
Największy kraj Eurazji zdaniem brytyjskiego MSZ także jest zagrożony atakami terrorystycznymi. Zaleca się szczególną ostrożność w miejscach publicznych, gdzie są duże skupiska ludzi oraz w środkach transportu publicznego. Do tej pory zamachy były skierowane w infrastrukturę transportową. Kolejne mogą nastąpić w dowolnym miejscu w Rosji i mieć charakter masowy. Polski MSZ nie informuje o jakimkolwiek zagrożeniu na terenie tego państwa (stan: brak ostrzeżenia dla tego kraju).

Belgia
Ostatnim europejskim krajem z najwyższym stopniem zagrożenia jest Belgia. Brytyjczycy ostrzegają przed możliwością masowych ataków, zwłaszcza w środkach komunikacji miejskiej, na dworcach i w miejscach chętnie odwiedzanych przez osoby z zagranicy. Szczególnie narażone są także wszystkie budynki będące siedzibami międzynarodowych instytucji UE i NATO czy ambasad. Według naszego MSZ nie ma zagrożenia również w Belgii (stan: brak ostrzeżenia dla tego kraju).

Poza Europą warto również zauważyć najwyższy stopień zagrożenia terrorystycznego w krajach atrakcyjnych i popularnych wśród turystów. Tu opinie Ministerstw Spraw Zagranicznych Polski i Wielkiej Brytanii są bardziej zgodne.

Turcja
Brytyjczycy cały kraj ujęli jako zagrożony terroryzmem, zwłaszcza miejsca popularne wśród obcokrajowców. Natomiast Polacy jedynie ostrzegają przed podróżą do Turcji. Nasze MSZ "stanowczo zaleca obywatelom polskim powstrzymanie się od podróży w regiony niebezpieczne - na pogranicze turecko-syryjskie, turecko-irackie oraz w inne rejony południowo-wschodniej Turcji".

Tunezja
W sprawie Tunezji stanowiska ministerstw w obu krajach są zbieżne – Brytyjczycy mówią o najwyższym zagrożeniu, z możliwością porwań, a my zalecamy: „Nie podróżuj”. Możliwe są kolejne ataki, również w kurortach, przygotowane przez pojedyncze osoby inspirowane przez grupy terrorystyczne. Polskie MSZ "ze względu na potencjalny wzrost ich aktywności w Tunezji, co niesie ze sobą zagrożenie zamachami kierowanymi również przeciwko turystom, odradza wyjazdów do tunezyjskich miejscowości Bizerte, Tabarka, Hammamet, Tunis i Sousse oraz na wyspę Dżerba. Zdecydowanie odradza się również wyjazdy na tereny przygraniczne z Libią i Algierią, szczególnie do gubernatorstw Beja, Jendouba, Le Kef i Kasserine".

Egipt
Również Egipt jest destynacją, co do której nie ma wątpliwości – jest tu duże zagrożenie terrorystyczne i ostrzeżenie brzmi „Nie podróżuj”. Wg MSZ Wielkiej Brytanii zamachowcy planują dalsze ataki, które będą miały charakter masowy i nastąpią bez ostrzeżenia. Mogą dotknąć również obcokrajowców. Nie można wykluczyć także porwań, zwłaszcza na obszarach pustynnych. "Ze względu na zaostrzenie sytuacji w regionie, potencjalny wzrost aktywności grup terrorystycznych i zagrożenie zamachami kierowanymi również przeciwko turystom, również Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP zaleca powstrzymanie się od podróży do tego kraju, w tym także do kurortów położonych nad Morzem Czerwonym".

Maroko
W postrzeganym jako dość bezpieczna arabska destynacja Maroko, zdaniem brytyjskiego MSZ, zagrożenie terroryzmem jest na średnim poziomie (general threat), co oznacza że ataki są możliwe, również w miejscach atrakcyjnych dla obcokrajowców. MSZ RP ostrzega natomiast przed podróżą. "Sytuacja bezpieczeństwa w Maroku nie uległa zasadniczej zmianie, nadal jest to kraj przyjazny turystom, w którym jednak nie można wykluczyć zagrożenia zamachem i akcjami terrorystycznymi. Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza wyjazdy w przygraniczne regiony Maroka (zwłaszcza na Saharę oraz tereny graniczące z Mauretanią i Algierią), zaleca zachowanie wzmożonej ostrożności podczas pobytu w większych aglomeracjach miejskich i skupiskach turystycznych oraz unikanie wszelkich zgromadzeń w miejscach publicznych."

Tajlandia
Ten azjatycki raj, tak popularny zarówno wśród Brytyjczyków, jak i Polaków, zdaniem MSZ z Wysp Brytyjskich również jest narażony na wysokie ryzyko wystąpienia ataków terrorystycznych. Dotychczasowe ataki bombowe odbywały się w miejscach popularnych wśród turystów i obcokrajowców. Ostatni miał miejsce w lutym br. na stacji kolejki w Bangkoku. Polski MSZ zaleca natomiast zachowanie zwykłej ostrożności. Informuje jedynie, "że z dniem 1 kwietnia 2015 r. został zniesiony na terenie całej Tajlandii stan wojenny. Osobom przebywającym w Tajlandii zaleca się bieżące, uważne śledzenie informacji i doniesień mediów o stanie bezpieczeństwa, stosowanie się do zaleceń przedstawicieli biur podróży, władz lokalnych i służb porządkowych a także śledzenie bieżących komunikatów MSZ."

Ukraina
Jedynym krajem, co do którego to polskie władze mają więcej zastrzeżeń niż brytyjskie, jest Ukraina. Naszego wschodniego sąsiada MSZ Wielkiej Brytanii sklasyfikował jako kraj o średnim zagrożeniu terrorystycznym, szczególny nacisk kładąc na obszary wschodnie i południe kraju. Natomiast polskie MSZ zaleca „Nie podróżuj”. Informuje, że "w związku z nieprzewidywalnością dalszego rozwoju sytuacji bezpieczeństwa na części terytorium Ukrainy tj. w Autonomicznej Republice Krymu oraz mieście Sewastopol, wzywa się obywateli polskich przebywających na Półwyspie Krymskim do opuszczenia tego obszaru. Podobne zalecenie dotyczy obwodów donieckiego i ługańskiego. MSZ prosi o niepodejmowanie pod żadnym pozorem podróży na ich teren. Jednocześnie podtrzymuje wcześniejsze apele o unikanie podróży do obwodów charkowskiego, dniepropietrowskiego i zaporoskiego, jeżeli nie są one konieczne."

Zwiedzajmy Arabię Saudyjską

3 lipca 2015 na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO zostały wpisane malowidła na skałach Jabel Umm Sinman w Jubbah oraz Jabal Al-Manjor i Raat w Shuwaymis w okolicach Hail.

źródło
Oprócz wyżej wymienionych na liście UNESCO znajdują się także:
Dystrykt Turajf w ad-Dir'iyah - założona w XV wieku pierwsza stolica dynastii saudyjskiej.
W skład kompleksu wchodzą pozostałości wielu pałaców i zespół miejski zbudowany na skraju oazy ad Dir'iyah. Na liście UNESCO od 2010

źródło








Stara Dżudda nazywana też Bramą do Mekki, znajduje się na wschodnim brzegu Morza Czerwonego. Od VII wieku n.e. była głównym portem na szlakach handlowych Oceanu Indyjskiego. Przez nią, oprócz towarów, do Mekki przybywali pielgrzymi, którzy podróżowali drogą morską. Dzięki temu w mieście rozwinęło się w tętniące życiem, wielokulturowe centrum, wyróżniające się charakterystyczną architekturą, w tym domami-wieżami budowanymi pod koniec XIX wieku przez kupieckie elity. Na liście UNESCO od 2014

źródło

Medain Saleh - nabatejskie miasta wykute w skałach w okresie od 1 wieku pne do 1 wieku n.e.
Mada’in Salih zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 2008 roku, jako pierwszy obiekt w Arabii Saudyjskiej. Jest to największy zachowany zespół zabytków cywilizacji nabatejskiej na południe od Petry.
W skład tego kompleksu wchodzi 111 monumentalnych grobowców królewskich z bogato zdobionymi fasadami.

źródło

poniedziałek, 6 lipca 2015

Saudyjskie obywatelstwo dla Moqtada

Mieszkańcy Medyny rozpoczęli kampanię na rzecz Moqtada - 80-letniego mężczyzny, który został zwolniony po przepracowaniu czterdziestu lat w Masjid-un-Nabawi (Meczet Proroka).
Pracodawca argumentował swoją decyzję tym, że Moqtada jest już zbyt stary aby nadal sprawować swoją funkcję.
Saudyjska publicystka Hamad Al-Majed oraz pisarka Monaira Al-Qadeeb zapoczątkowały akcję, której celem jest przyznanie saudyjskiego obywatelstwa lub przynajmniej stałej Iqamy w podziękowaniu za jego wieloletnią pracę.
Część uczestników akcji domaga się także przyznania mu stałej pensji.

Ciekawa jestem jak na taką akcję zareagowaliby polscy pracodawcy.
pozdrawiam
Ola
Moqtada

niedziela, 5 lipca 2015

Arabskie spojrzenie na Bliski Wschód

"Nie da się nigdzie wprowadzić jednolitego etnicznie i religijnie państwa.
Nie zrobi tego ani Izrael, ani Państwo Islamskie.
My, Arabowie, przeżywamy straszny moment w naszej historii"
Rozmowa Pawła Smoleńskiego z wybitnym arabskim pisarzem Iljasem Churim*.

Paweł Smoleński: Skąd się biorą nieszczęścia Bliskiego Wschodu?

Iljas Churi: Początek to ludobójstwo Ormian dokonane przez Turków w latach 1915-17. Trwa I wojna światowa, wali się imperium otomańskie, a dążącym do modernizacji państwa i obalenia sułtana tureckim nacjonalistom przychodzi do głowy, że zorganizują u siebie państwo takie jak np. Francja, jednonarodowe.

To bez znaczenia, że we Francji nie ma wówczas żadnych mniejszości narodowych, Baskowie na południu czy Bretończycy na północy to w gruncie rzeczy Francuzi. A tymczasem na Bliskim Wschodzie nie ma żadnego regionu bez mniejszości, bo za dużo tu narodów, języków, religii. Nowa Turcja powstaje na ormiańskiej krwi, zapatrzona w europejskie pomysły kompletnie nieprzystające do naszej rzeczywistości. To początek epidemii.

Kiedy zabrakło imperium otomańskiego, jego miejsce zajęli europejscy kolonizatorzy i oni też dołożyli swoje, dzieląc Bliski Wschód kompletnie bez sensu, jakby kroili tort: temu damy więcej, temu mniej, a temu z tego i z owego kawałka.

Potem powstaje Izrael, zorganizowany znów wedle europejskich reguł, jako w gruncie rzeczy państwo jednonarodowe i jednoreligijne - państwo narodu żydowskiego - a więc obce bliskowschodniej naturze. A potem poszło.

Takie myślenie o jednolitym, monoetnicznym Bliskim Wschodzie, zorganizowanym na europejską modłę, ma się znakomicie po dzień dzisiejszy - i to również wśród największych wrogów Europy. Proszę popatrzeć na to niby Państwo Islamskie. W Iraku mordują jazydów i chrześcijan, a gdyby mogli, wyrżnęliby Kurdów. W Syrii podobnie - zabijają lub przeganiają każdego, kto nie jest taki jak oni.

Co z tego, że powołują się na obłędnie interpretowany islam, skoro kopiują stare, niepasujące tu, europejskie wzory narodowej i religijnej czystości, które w gruncie rzeczy są największym śmieciem wyprodukowanym przez ludzki umysł, jaki umiem sobie wyobrazić. Na Bliskim Wschodzie nie ma czegoś takiego jak pojedyncza tożsamość. I wydaje mi się, że nie ma jej nigdzie na świecie. A jeśli ktoś uważa, że jest, po jakimś czasie będzie rozumować jak faszysta.

Proszę mnie dobrze zrozumieć - jednoetniczne czy monowyznaniowe państwo to koncept, który paradoksalnie łączy Izrael i Państwo Islamskie oraz podobne pomysły zakładające, że na Bliskim Wschodzie można być samemu na swoim. Wszystko inne je dzieli, nie porównuję Izraela i PI, ale to akurat mają wspólne.

Jeśli ktoś uważa, że to jest sposób na ułożenie czegokolwiek, oddam w prezencie z powinszowaniem zdrowia.

Czy aby Arabowie nie zwariowali na okoliczność radykalizacji islamu?

- Wielu ludzi na świecie wariuje od religii, każdemu może się to przytrafić. Wyprawy krzyżowe były przecież najczystszym objawem szaleństwa. A ideologie w zasadzie parareligijne: faszyzm czy komunizm? Uwielbiam książkę Nikołaja Bierdiajewa "Źródła i sens komunizmu rosyjskiego". Przecież niektóre rytuały Cerkwi prawosławnej i partii komunistycznej są takie same.

Szaleństwo religijne to problem, z którym trzeba walczyć wszędzie. W arabskim świecie również. Ale też trzeba zrozumieć, skąd się ono wzięło. Kraje arabskie, które są dzisiaj w stanie rozpadu, również z powodu walk motywowanych religią - Libia, Irak, Syria - były rządzone przez straszliwych, kompletnie zwariowanych w sensie klinicznym despotów, niech Kaddafi i Saddam Husajn będą tego przykładami. Gdy społeczeństwa walczą z despotyzmami, używają wszelkich metod.

W Polsce np. katolicyzm jest tak silny nie tylko dlatego, że to religia szczególnie atrakcyjna dla Polaków, ale także dlatego, że Kościół bronił przed komunistyczną opresją.

Radykalny islam jest dzieckiem zbiegu wielu okoliczności, w tym sowieckiej agresji na Afganistan oraz późniejszych działań USA i Pakistanu. Nadarzyła się okazja mocnego przyłożenia Rosjanom, więc zinstrumentalizowano islam, wyciągając z izolacji jego skrajną wersję - wahabizm - obecną w zasadzie tylko w Arabii Saudyjskiej, marginalizowaną, odrzucaną, a nawet czynnie zwalczaną przez większość Arabów.

To USA i Zbigniew Brzeziński rewitalizowali wahabitów jako cudowną broń przeciw sowieckiej ekspansji. Okazało się, że krótkowzrocznie.

Po 11 września i ataku na Nowy Jork Amerykanie znów zareagowali w sposób całkowicie irracjonalny. Zamiast budować prawdziwy front antyterrorystyczny przeciwko Al-Kaidzie, postanowili najechać Irak. Saddam należał do grupy najbardziej paskudnych dyktatorów swojej epoki, ale po dzień dzisiejszy nikt przekonująco nie wyjaśnił, dlaczego USA znalazły się w Bagdadzie. Wszystkie powody inwazji, zaczynając od ukrytej gdzieś w Iraku broni masowego rażenia, okazały się niewarte funta kłaków. Na dodatek Amerykanie nie tylko okupowali Irak, ale też bezmyślnie rozbili struktury irackiego państwa, zamiast je zmodernizować, naprawić, i w ten sposób stworzyli kolejną przestrzeń do rozwoju wahabizmu i Al-Kaidy.

Błędy w Afganistanie i Iraku plus upadłe despotyczne reżimy w krajach arabskich są przyczynami dzisiejszej sytuacji. To straszny moment w naszej historii. Nie wiem, ile będziemy potrzebować czasu, by się z tego wydobyć. Ale musimy przez to przejść.

Dlaczego arabska wiosna tak szybko zamieniła się w arabską zimę? Z krajów, z których kilka lat temu wiało nadzieją na zmiany, trzyma się tylko Tunezja. Tyle że wstrząsana zamachami terrorystycznymi.

- Europa zbyt łatwo traktuje model emancypacji dawnych satelitów Związku Sowieckiego jako przykład dla demokratycznych zmian na całym świecie. Nic z tego, bo świat jest zbyt różnorodny. W Europie stały się równocześnie dwie rzeczy: padał Związek Sowiecki, więc kraje zależne poczuły, że mogą się wyzwolić. No i chciał was przyjąć do siebie Zachód. Na dodatek udało się to zrobić bezkrwawo. To bardzo ważne.

Rewolucje są znakomitym materiałem literackim, dobrze wyglądają na papierze, ale w rzeczywistości to koszmar, powszechne wariactwo. Budzą się wówczas wszystkie społeczne sprzeczności i konflikty, nawet te zadawnione i pozornie rozwiązane. Na dobrą sprawę nikt przytomny nie chce rewolucji, wyłączając sytuację, gdy jest nieunikniona, bo dalej nie da się po prostu żyć.

Poza tym rewolucja to nie chwila, tylko długi proces. Nie ma i nie było rewolucji, która w krótkim czasie przyniosłaby to, o czym marzyli szlachetni i podli rewolucjoniści. Jestem pewien, że Egipt nie życzy dziś sobie reżimu prezydenta Sisiego, bardziej opresyjnego niż obalone przez rewolucyjną ulicę rządy Mubaraka, ale też nie życzył sobie islamistów. Libia nie chciała się podzielić na kilka walczących stron, a Syria pogrążyć w wojnie domowej i stworzyć pole do działania islamistom. Ale czy Francja chciała terroru Robespierre'a albo Napoleona ze wszystkimi jego wojnami? Też nie. O zdobyczach rewolucji francuskiej można mówić w perspektywie wielu dziesiątek lat od jej wybuchu.

Życie razem, pod jednym dachem, to nie jest żaden współczesny, nowoczesny wynalazek ani fanaberia pięknoduchów. Nie wierzmy bredniom, że Arabowie są jakoś szczególnie odporni na koegzystencję. Przez dziewięć wieków w Andaluzji rządzonej właśnie przez Arabów żyli ze sobą żydzi, chrześcijanie i muzułmanie. Podobno był to całkiem niezły czas. Problem pojawia się wówczas, gdy ludzie - w Europie, w Ameryce, u nas - kreują struktury i organizmy, które są po prostu głupie, opresyjne i wykluczające innych. Oraz kiedy jakakolwiek religia wtrąca się do polityki, bo wtedy zaczynają się tragedia i regularna destrukcja.

Modelem dla Arabów i dla Bliskiego Wschodu jest świeckie demokratyczne państwo, akceptujące różnorodność i jak najdalsze od tego, by religia mieszała się do polityki. Tak kiedyś na Bliskim Wschodzie bywało, że obok siebie i w zasadzie razem mieszkali Arabowie, Żydzi, Asyryjczycy, Kurdowie, chrześcijanie, muzułmanie i żydzi. Było dość problemów, ale koegzystowali przez stulecia, bo nikomu jeszcze nie wpadło do głowy, jak Turkom na przełomie XIX i XX w., by na wzór europejski budować państwo dla jednego narodu.

Jak ten model wprowadzić w życie?

- A skąd mam wiedzieć? Jestem pisarzem i wykładowcą na uniwersytecie, a nie politykiem. Wiem za to, że innego rozwiązania nie ma. Inaczej pogrążymy się w chaosie, jakiego dzisiaj nie można sobie nawet wyobrazić.

Kiedy może być lepiej?

- Bliski Wschód to ziemia proroków, ale ja do nich nie należę.

*Iljas Churi - urodził się w Libanie w rodzinie chrześcijańskiej w 1948 r. Uważany za jednego z najważniejszych twórców arabskojęzycznych, pisarz i dramaturg, eseista i krytyk literacki. Tłumaczony na wiele języków (w tym hebrajski), wystawiany w teatrach całego świata.
W młodości i podczas libańskiej wojny domowej oraz izraelskiej okupacji Bejrutu związany z Organizacją Wyzwolenia Palestyny i Al-Fatah Jasera Arafata.
Wykładowca Uniwersytetu Amerykańskiego w Bejrucie, nowojorskiego Columbia University oraz New York University.
W Polsce ostatnio wyszła jego powieść "Jalo" (wydawnictwo Karakter).

Tekst pochodzi z portalu Wyborcza.pl

źródło
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...