piątek, 20 lutego 2015

Wielbłądzie memuary czas zacząć

Już od tygodnia jestem w Polsce, ale nie użyłem za dużo, bo mnie powaliła grypa.
To nie jest miły początek odpoczynku pomiędzy kontraktami.
Wiem, że ciekawi Was co będzie dalej.
Szczerze mówiąc - mnie też :-D
Bo propozycji dużo, możliwości teoretycznie też sporo, ale podpisanego kontraktu jakoś brak.
Pracuję intensywnienie nad jednym tematem, ale co z tego wyjdzie i co ważniejsze -  kiedy - też nie wiem.
Ważne, że jest wola polityczna, aby coś zrobić, a wiza się proceduje.
Będę co jakiś czas snuł wspomnienia o tym, czego nie opisałem wcześniej a jakoś się przypomniało i jest albo dla mnie istotne, albo zabawne a czasami jedno i drugie.
Mam nadzieję, że się w sobie zbiorę i coś dłuższego sklecę w przyszłym tygodniu jak z peregrynacji po kraju ojczystym powrócę.


środa, 18 lutego 2015

Snobizm i żurawina - częśc druga

Żurawina wylądowała w naszej lodówce, Sąsiadka poszło do siebie a Szacowna Małżonka Ma Aleksandra ni stąd, ni zowąd zadała pytanie - "no i co ja mam z tą żurawiną zrobić ?"
Spojrzałem na Nią delikatnie mówiąc mocno zdziwionym wzrokiem, bo w międzyczasie nabrałem ochoty na żurawinową konfiturę do mięsa.
No i zaczęły się protesty, a to, że ona nie umie tego zrobić, a to, że nie będzie jadła mięsa z dżemem i tym podobne.
Łaskawie więc Jej przypomniałem, jak to przez trzy tygodnie naszego pobytu w pewnym kraju jadała na śniadanie śledzie w śmietanie z dżemem śliwkowym, co przyprawiało mnie o mdłości każdego dnia.
Protesty się co prawda skończyły, ale nie zauważyłem jakichś szczególnych chęci do przygotowania mojej żurawinowej konfitury.. Zakończyłem więc temat licząc w cichości ducha, że Ola, która nie lubi wyrzucać jedzenia nieco skruszeje.
Minęły dwa dni, aż tu dostaję telefon, że Ola rozmawiała ze swoją zaprzyjaźnioną Saudyjką i że zrobimy tę żurawinę na sposób.....   bliskowschodni.
Wizja mojej konfitury zaczęła się coraz bardziej oddalać, bo.....   jak powszechnie wszystkim wiadomo region Zatoki Perskiej słynie ze wspaniałych upraw żurawiny, bo i terenów podmokłych tutaj dostatek i temperatura jak najbardziej odpowiednia :P
Faktem jest, że w Arabii Saudyjskiej żurawina jest bardzo lubiana, o czym już kiedyś napisałem (tutaj link), ale nigdy nie spotkałem w sklepie żurawiny do mięsa produkcji saudyjskiej.
Nie spodziewałem się więc wybitnych walorów smakowych tego "wynalazku", który Szacowna Małżonka Ma Aleksandra zaczęła w międzyczasie przygotowywać.
I tutaj nastąpiło miłe zaskoczenie - tak pysznej żurawiny do mięsa nigdy wcześniej nie jadłem :)
A przepis znajdziecie tutaj - "Żurawina do mięsa, serów i nie tylko"

poniedziałek, 16 lutego 2015

Snobizm i żurawina czyli z czym to się je :)

Weekend, na dworze zimno jak w psiarni czyli raptem jakieś 20 stopni, wiec leżymy sobie spokojnie w łóżeczku przykryci po same nosy. Już prawie zasypiałem kiedy do drzwi rozległo się uporczywe pukanie.  
Ki czort - myślę sobie.  
Piątek - więc obsługa compoundu ma wolne, Mariusz pewnie jeszcze śpi, bo dopiero 11 rano, więc kogo licho niesie ?
Nie pozostało mi nic innego jak zwlec się z ciepłego łóżeczka i sprawdzić któż to się do nas takim bladym świtem dobija.
Otworzyłem drzwi i mało oczu ze zdumienia nie przetarłem, kiedy ujrzałem naszą uroczą sąsiadkę  rodem (chyba) z Jordanii. Dziewczę stało w drzwiach z miną raczej mało radosną i pyta czy my jesteśmy z Europy albo ze Stanów Zjednoczonych.
Grzecznie odpowiadam, że z Polski, która jak najbardziej leży w Europie, a przynajmniej leżała kiedy wyjeżdżałem.
Zaprosiłem Sąsiadkę do środka i indaguję w czym problem.
A Ona mi na to, że kupiła żurawinę i .... czy może ją nam dać.
Staram się więc dowiedzieć, skąd taka wielkoduszność, bo świeża żurawina (prosto z Hameryki) kosztuje w Arabii Saudyjskiej majątek.
I tak od słowa do słowa poznałem przyczynę. Otóż dziewczę chciało zrobić przyjemność mężowi i campoundowym busem pojechało na zakupy do Tamimi (jedne z najlepszych delikatesów w Al-Khobar).
Kupiła co miała kupić, ale w oczy wpadły Jej takie małe czerwone owoce, więc kupiła dwie paczki. Mąż przyszedł z pracy, zjadł obiad a na deser dostał....  miseczkę surowej żurawiny.
I się wcale chłopu nie dziwię, że się zbiesił, bo samej żurawiny też bym nie zjadł :)
Na tym się jednak żurawinowa epopeja nie skończyła, ale o tym...... w następnym poście :)



sobota, 14 lutego 2015

Do zakochania jeden krok czyli nowa miłość Małżonki Mej Aleksandry

Jak powszechnie wiadomo Ola uwielbia wszelkiego typu elektroniczne gadżety, ale nie spodziewałem się, że kiedyś zapała aż tak wielką miłością do sprzętów kuchennych.
Tym razem Jej wybrankiem został Multicooker Redmond RMC-M90 o którym kilka słów znajdziecie poniżej.
Ale.... zacznijmy od początku..... 
Multicooker Redmond RMC-M90   -   zdjęcie ze strony producenta

zdjęcie ze strony producenta
Otóż w Arabii Saudyjskiej nasz kuchenny arsenał powiększył się m.in. o wielofunkcyjną frytkownicę Versalio Deluxe 9 in 1 firmy Tefal.
Sprzęt jak najbardziej przydatny w przypadku niespodziewanych gości, bo w zamrażalniku zazwyczaj mamy duży zapas samosów z różnymi nadzieniami, co sprawdza się doskonale, kiedy każdy z gości ma odmienne preferencje kulinarne. Jak pewnie pamiętacie  - Dinesh nie jada wołowiny, Hafiz i Faiz nie przepadają za kurczakiem, Mariusz lubi naleśniki z serem jogurtowym, a ja jestem wielkim miłośnikiem kuchni polskiej. Co za tym idzie zdarza się nam na jeden obiad przygotowywać cztery różne potrawy, bo każdy chce zjeść coś innego, niż pozostali.

zdjęcie ze strony producenta


Drugim naszym ulubionym sprzętem jest blender z podgrzewaczem czyli Soup & co firmy Moulinex.
Genialne rozwiązanie do przygotowywania wszelkiego typu zup - kremów oraz moich ulubionych chodników na labanie z mango, truskawek lub innych dostępnych owoców.
Małżonka Ma Aleksandra wykorzystuje go także do..... mielenia domowego sera do naleśników z rodzynkami.
No cóż - pomysłowość i wyobraźnia Kobiet jest nieograniczona :D



zdjęcie ze strony producenta
Natomiast kilka dni temu otrzymaliśmy multicooker firmy Redmond - i to właśnie on jest głównym bohaterem tego posta.
Jest to model RMC-M90 z całkiem przyzwoitą ilością funkcji (45 programów w tym 17 automatycznych).
Piecze, gotuje, frytuje, paruje, szkoda tylko, że jeszcze sam nie sprząta :D
Ponieważ dostaliśmy też bojowe zadania dopracowania naszych przepisów do tego urządzenia więc w najbliższych dniach możecie się spodziewać wielu wpisów na blogu, bo Ola studiuje naszą książkę kucharską i od kilku dni siedzi w kuchni wypróbowując nowy gadżet.

Na pierwszy ogień poszły flaki cielęce, zupa ogórkowa na wędzonce i grzybowy gulasz wołowy. Czasy gotowania musieliśmy zmodyfikować, bo np. w przypadku gulaszu wołowego wydłużyliśmy go o godzinę. Przypuszczam, że wpływ na to miał gatunek mięsa (pręga wołowa zamiast polędwicy).
Natomiast niezaprzeczalną zaletą tego sprzętu jest fakt, że.... nie da się w nim przypalić mięsa. Misa ceramiczna, która jest w zestawie skutecznie taką ewentualność niweluje, chociaż mięso jest dobrze upieczone.
W najbliższych dniach postaramy się wskazać więcej zalet i wad  tego modelu oraz nowe przepisy dostosowane do multicookera.
Wszystko będzie opublikowane na naszym drugim blogu Kulinaria - potrawy z różnych stron świata

PS.
Zobaczymy ile czasu ta miłość do multicookera przetrwa, bo jak na razie to ja jestem jedyną niezmienną miłością Szacownej Małżonki Mej Aleksandry :D

wtorek, 3 lutego 2015

Sytuacja jest dynamiczna - czyli po mojemu - wielki pozar w burdelu :-D

Zaraziłem się pewną choroba od moich niektórych Kolegów.
Nie jest to coś, co można złapać w taki sposób jak pewnie pomyśleliście (a na pewno ja sam bym tak pomyślał :-D,  gdyż mam "nieco"spaczoną wyobraźnię i poczucie humoru, co już pewnie zdążyliście zauważyć :-D)
Otóż, część z moich Kolegów uznała, że nie jest im po drodze z ich obecnymi firmami.
Tak samo stało się ze mną.
Z powodów o których ani nie chcę,  ani ze względu na ich poufność pisać nie mogę podjąłem decyzję o "kontynuowaniu kariery poza....... (tu wpisac nazwe firmy :-D)"
Nie była to decyzja prosta, bo wiadomo, kryzys na rynku szaleje i o dobra robotę ciężko.
Tylko czasami logika bierze w łeb i biorą górę emocje.
Bylem cierpliwy przez dwa lata, znosiłem pewne sytuacje z nieprawdopodobną i niewyobrażaną jak na mnie cierpliwością i pokorą.
Ale się skończyło i powiedziałem sobie "Dość, qrvaMam już tego serdecznie dość"
Odnośnie tego, co będę robił i w jakim kraju  nie mam jeszcze pojęcia, bo jak tytuł wskazuje "sytuacja jest dynamiczna" czyli kompletnie nie wiem co przyniesie dzień dzisiejszy, a planowanie z tygodniowym wyprzedzeniem to czysta fantasmagoria.
Oczywiście, mamy jakieś pomysły, ale żadnej konkretnej, sprecyzowanej decyzji.
Na dzisiaj wiadomo że Szacowna Małżonka Ma Aleksandra wylatuje do kraju w tym tygodniu a ja (być może) za jakieś 8-10 dni.
Tylko nawet tego nie mogę kategorycznie stwierdzić czy powiedzieć "na pewno" bo.......  "sytuacja jest dynamiczna".
Mam nadzieje, ze nawet jak wrócę do Polski na czas jakiś, to nadrobię wpisy, bo tematów się trochę pojawiło w mojej głowie.
 Tylko teraz mi się nieco priorytety poprzestawiały, bo muszę się w końcu zdecydować co chce robić, gdzie, w jakiej branży, w jakiej walucie otrzymywać wynagrodzenie oraz w jakiej wysokości.
Są oferty znacznie poniżej tego, co zarabiałem tutaj, ale koszty życia w danym kraju umożliwią mi całkiem godziwą egzystencję.
I nie ukrywam, całkiem inny kraj niż Arabia Saudyjska, a jeszcze nas tam nie było :-D
To tak tytułem wyjaśnienia, dlaczego tak nas mało na blogu.
Obiecuje, ze się poprawię, jak tylko już będę np. spakowany i będę wiedział dokąd  lecę (jadę ?) i kiedy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...