2/17/2016

Wrażenia z podróży

Podróż minęłaby bez przeszkód, gdybym sam sobie życia nie utrudniał :-D
W samolocie z Warszawy  do Doha miałem bardzo sympatycznych współpasażerów, z którymi przegadałem praktycznie całą drogę.
W samym Doha już zacząłem sobie komplikatora włączać.
Od razu, na kontroli bezpieczeństwa  po wyjściu z samolotu  zostawiłem w kuwecie…  swoje Zippo.
To samo, o które toczyłem kiedyś boje na Okęciu, że niby teraz są nowe przepisy i nie wolno mieć tego typu zapalniczek w samolotach.
Ciekawe, że te przepisy obowiązywały… tylko na Okęciu, bo na innych lotniskach twierdzili, że można mieć jedno Zippo z benzyną, a dowolną ilość suchą.
Teraz jednak  i w Warszawie przepisy się zmieniły i już nikt się o nieszczęsną zapalniczkę nie czepiał.
Dobrze, że w plecaku miałem jeszcze drugie, zapasowe. Tylko benzynę miałem w walizce co nieco utrudniało korzystanie z ognia, ale korzystałem z uprzejmości innych palaczy.
Sprawdziłem gate – lot do Muscatu z gate'u B9.
Palarnia jest przy B1 to tam sobie zasiadłem z kawą, bo miałem trochę czasu do odprawy.
Posiedziałem, pogwarzyłem i jakieś 5 minut przed boardingiem ruszam pewnym krokiem do B9.
Tylko mała zaskoczka - owszem samolot do Muscatu, jak najbardziej, tylko…   lot KLM, a nie  QA  :-D
Całe szczęście obok było stanowisko QA i tam zjawiskowa stewardesa  objaśniła mi że o tej porze również jest mój samolot tylko z gate'u …  C11.
Co w przypadku takiego „kameralnego" lotniska jak w Doha oznacza jakieś 10-15 min. kurz–galopku.
Ruszyłem niczym rączy jeleń i spocony jak nieboskie stworzenie dotarłem prawie o czasie :-)
Później już było z górki. Lot – 55 min. Jazda po lotnisku w Muscacie – kolejne 15 :-D
Odprawa – błysk światła. Profilaktycznie stanąłem w kolejce do której pędzili prawie wszyscy Westerni.
Okazało się jednak po dojściu do okienka, że to jest punkt zakupu wiz turystycznych.
A ja już mam wizę tylko..…  tak trochę nietypowo :-)
Bo mam jej..... skan wydrukowany na drukarce w domu.
W Saudi za cholerę by taki numer nie przeszedł, no chyba, że byłbym krewnym lub znajomym (tylko bardzo bliskim) Królika :-)
Tutaj dwóch uśmiechniętych Omańczyków obejrzało moją kartkę, sprawdziło coś w systemie, wbili pieczątkę i… witamy w  Sułtanacie Omanu.
Walizka wyjechała jako jedna z ostatnich ,ale to już norma.
Ruszam więc na podbój nowego kraju.
Praktycznie od razu znalazłem mojego odbiorcę :-D
Okazało się, że jeszcze dzień wcześniej potwierdzała mój przylot moja rekruterka :-D
Gość okazuje się nie byle kim bo samym jak to powiedział - „camp thief”.
WTF ??? Ach, już zapomniałem, że pakistański angielski rządzi się swoimi, dość dziwnymi, prawami. Oczywiście jest to „camp chief” ale tego się raczej domyśliłem, niż usłyszałem.
Nie byłby to Bliski Wschód, żeby tak poważna persona nie posiadała odpowiedniego orszaku.
Dziś był on skromny, bo był z Nim tylko pan od noszenia moich bagaży.
Okazuje się, że lokum dla mnie Mujataba  (to imię chiefa, jak się domyślacie)   znalazł… wczoraj, bo HR takie postawił przed Nim zadanie właśnie dwa dni temu.
Trochę zbladłem na takie dictum, ale po Saudi jestem już zaprawiony w bojach i niespodziankach. Najczęściej niemiłych.
Tu jest jednak inaczej, zupełnie inaczej. Mam dom. Dwie sypialnie, pokój dzienny i jadalnia. Duża kuchnia i taras na imprezę dla jakiś 30 osób.
Jest zupełnie nowy, w pełni wyposażony.
W podłączonej lodówce woda, soki, masło, miód, owoce.
Komplet garnków, 3 rozmiary patelni, czajnik. No wsio. Nie działa tylko światło w łazience, ale jutro mają zrobić.
Idę spać, a jutro napiszę co dalej.
Ach Internet ma być za dwa dni, to będę miał jak Wam wysłać swoje opowieści.
Na razie piszę na gorąco, żeby nie zapomnieć.

Muscat airport

7 komentarzy:

  1. Powodzenia w nowym miejscu.
    Czekam na relacje.
    Pozdrawiam
    AnkaW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ania - na razie, odpukać, wszystko idzie lepiej, niż myślałem.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ameryka - Omańczycy już maja sułtana, którego autentycznie i głęboko kochają, to raczej nie skuszą się na moją kandydaturę :-D

      Usuń
  3. Początek całkiem, całkiem i oby w pracy równie dobrze się układało. Będę czekać na filmiki Oli - w stosownym czasie ma się rozumieć.
    Na północy w ojczystym kraju zadymka śnieżna z wściekłym wiatrem atakuje dzisiaj.
    Powodzenia

    OdpowiedzUsuń

Szanowny Anonimowy Użytkowniku
Podpisz się proszę, imieniem lub nickiem
Miło jest wiedzieć z kim się rozmawia :)
pozdrawiamy
Paweł i Ola

PS. Z powodu tak prozaicznego, jak praca zawodowa, na Wasze komentarze odpowiadam w dni powszednie po godzinie 17:00 polskiego czasu
Za wspomniane niedogodności serdecznie przepraszam.