3/26/2018

Non-Conformance Reports czyli kwintesencja „profesjonalizmu”

Non-Conformance Reports czyli kwintesencja „profesjonalizmu”
Staram się unikać pisania o pracy na blogu, szczególnie kiedy to co chcę napisać jest mało budujące.Jednak tym razem nie mogłem się powstrzymać, choć oczywiście  nie podam żadnych nazw, nazwisk ani adresów-  tylko suche fakty dotyczące tego, z czym się zderzam w swojej pracy.
Dla Was będzie to pewnie zabawne – dla mnie za rok, dwa pewnie też, ale teraz pod wpływem buzującej adrenaliny podzielę się z Wami kilkoma faktami z mojej radosnej działalności.
Ów tytułowy NCR to raport o niezgodności, który dokumentuje szczegóły niezgodności zidentyfikowane podczas wizyt i obserwacji na projekcie . Celem raportu jest jednoznaczna, możliwa do obrony, jasna i zwięzła definicja problemu, aby działania naprawcze mogły być podejmowane przez osoby odpowiedzialne za wprowadzanie akcji korekcyjnych.
Generalnie sam raport został zaimplementowany z oceny jakościowej, ale w przypadku mojej branży też się sprawdza.
Tylko jak zawsze musi być jakieś „ale” :-)
Ważne jest, kto ten dokument wypełnia i cóż on zawiera, gdyż w relacjach klient-wykonawca jest to broń potężna mająca zwrócić uwagę firmy realizującej projekt na poważnie niedociągnięcia.
A z czym się można spotkać?
Otóż podwykonawca, podlegający bezpośrednio inwestorowi, zajmuje się odwadnianiem placu budowy. To dość istotny element, zważając na fakt, że budynek wysokościowy budowany jest w odległości kilkunastu metrów od brzegu Zatoki Perskiej. Jednak podwykonawca nie zabezpieczył węży ssawnych w żaden sposób i leżą sobie swobodnie dookoła budowy. Pojawił się przedstawiciel inwestora i nie patrząc pod nogi potknął się o owe węże. Nic się nie stało- chłopina się potknął, ale utrzymał równowagę.
Ale się zrobiła jatka :-D Oczywiście NCR skierowany do... głównego wykonawcy.
To, że odwadnianie działa w ten sposób od ponad roku jakoś nikomu nie przeszkadzało, ale teraz afera na pełen gwizdek.
Ale kto ma wykonać zabezpieczenia? Ano główny wykonawca, bo... wcześniej nie zgłosił problemu. Sprawa została załatwiona dosłownie w godzinę, bo wystarczyło kilka desek i podest gotowy.
I z mojego punktu widzenia było to zdarzenie potencjalnie wypadkowe, a nie żaden NCR.

Dalej – inny projekt, inne miasto. NCR – dlaczego dźwig wieżowy został postawiony, a nie ma certyfikacji firmy zewnętrznej? A jak kuźwa, ma być przeprowadzona certyfikacja? Na dźwigu w innej lokalizacji, czy może jak jest w kawałkach?
Nie ogarniam tematu.

Kolejny kwiatek: instalacja stałego urządzenia gaśniczego. Tłumaczę, dlaczego warto rozważyć wprowadzenie instalacji mgłowej, niskociśnieniowej, napędzanej azotem zamiast tryskaczy i systemów na gazy gaśnicze. Chociaż nazywają się one „clean agents” to są oparte są na fluorowcach i żadne zaklęcia nie usuwają owego fluorowca w magiczny sposób z atmosfery.
Tłumaczę, że użycie azotu lub mieszanki gazów obojętnych jest z wielu powodów uzasadnione.
No i jeden geniusz stwierdza, że jak to azot? To niebezpieczne jest. WTF???? Facet, ale ty oddychasz mieszaniną w której azot stanowi 78,084 %.
Nie, on oddycha tlenem.
No kuźwa - Alien . Jak on się na Ziemi uchował, jak tylko czystym tlenem oddycha?
I z takim geniuszami trudno się prowadzi dyskusję.
Czasami się zastanawiam, czy takim nie jest w życiu łatwiej? Ma swoje prawdy objawione, wie niewiele, ale jest z siebie bardzo dumny i nigdy, ale to przenigdy nie docierają do niego fakty niezgodne z jego wizją.
Czasami mam ochotę pier…ąć to wszystko i wyjechać w Bieszczady :-)

3/16/2018

Wyjazd do Al.-Hasa czyli napinka

Wyjazd do Al.-Hasa czyli napinka
Kilka dni temu wieczorem, kiedy już zmierzałem powoli w kierunku wanny odezwał się służbowy telefon. Dzwonił mój serdeczny kolega, zajmujący stanowisko CFO w firmie, której jestem konsultantem.
WTF???
On nie dzwoni wieczorem, bo dość precyzyjnie określiłem pewne zasady – po pracy jestem "po pracy" i tylko w przypadkach alarmowych można do mnie dzwonić. Jako rasowy pracoholik był szalenie zdziwiony taką moją postawą i zapytał mnie kiedyś „a co Ty robisz po pracy???”. Jakby to nie był naprawdę życzliwy mi i serdeczny facet, to bym Mu powiedział, że to jest kużwa nie jego biznes. Ale byłem uprzejmy i odpowiedziałem, że mam sporo innych zajęć, jak pisanie bloga, recenzowanie książek, czytanie owych książek oraz rozmowy z Olą czy innymi osobami. Był zaszokowany, jak powiedziałem, że pracuję w godzinach określonych kontraktem.
Tutaj,  podobnie jak w wielu innych krajach – jak tylko dasz szansę na to, żeby pracować na okrągły zegar, to pierwszego dnia będzie to uprzejmość, ale drugiego dnia już obowiązek.
Z ciekawością podniosłem słuchawkę i czekałem na „breaking news”. I faktycznie się pojawił: otóż już, zaraz, natychmiast mam jechać na projekt w Al-Hasa i wdrażać swoje porządki. OK., mam się spotkać z GM, wysłuchać instrukcji i gnać. Zacząłem się pakować, lekko klnąc pod nosem, ale cóż – zgodziłem się za psa to muszę szczekać :-)
Rano czekam na Bosa. I czekam, i czekam…. Pojawił się ok. 17:00. To czekam, aż uda się pogadać w spokoju.
„Przyjdź o 18:00”
Jestem o 18:00 – Bossa brak. Ale już ok. 19:00 – jest. Spotkanie trwało …20 min. Poprosiłem o mobilny Internet, bo nie znam Hasa. OK., dostaniesz. I jeszcze jakiś sensowny hotel – też nie ma problemu.
Dzień kolejny – chłopaki mają załatwić Net i hotel. Do 18:00 nic się nie dzieje. Vqrviony na maxa zaczynam się miotać. Do 19:00 udaje się załatwić kartę do Netu. Ale Kuźwa –samą kartę. Mam tu dwa smartfony, ale w jednym mam polską kartę a drugim – służbową. Potrzebuję dodatkowego urządzenie, które zresztą miałem wcześniej przed wyjazdem. Ale się zdematerializowało. To czekamy na decyzję co dalej. Decyzja- kupić Pawłowi urządzenie do Netu. I już ok. 20:00 mam i mogę jechać.
Ale zaraz – do jakiego hotelu?? Nie ma decyzji. Pierdzielę – jadę zobaczę na miejscu. Dojechałem – czeka na mnie przesympatyczny młody Saudi, który się bardzo stara pomóc. Jedziemy szukać hotelu. Jest po 22: 00. Okazuje się, że hotel, który jest dosłownie przy budowie jest „niedobry”. Ląduję w jakiejś norze – standard - takie bardzo niskobudżetowe schronisko młodzieżowe- ale osobny pokój. Łóżko jak biurko, do tego pozarywany materac. Prysznic z kiblem – jak się myję, to stoję praktycznie jedną nogą w sraczu.
O curva, zaraz wybuchnę. Nic - przychodzi czwartek. Wpadam z miną, która nie nastraja do negocjacji. Oczywiście – biura dla mnie nie ma. Ma być …za kilka dni. Wtedy nastąpił wybuch emocji. Albo będzie normalny hotel, osobne biuro albo jutro wracam do Khobar, kupuję bilet na samolot do Wawy i „"sayonara".
Już wieczorem miałem normalny hotel, a biuro robi się dzisiaj :-D

A-Hasa

3/12/2018

Mordownia pod ponurym kucharzo-kelnerem

Mordownia pod ponurym kucharzo-kelnerem
Miejsce, przy którym bar mleczny piątej kategorii wygląda jak restauracja w hotelu Mariott, obsługa jest uprzejma i sympatyczna jak pies szeryfa, a do wyboru jest to, co danego dnia ugotują.
A jak się nie podoba to won :-)
Dodatkowo koleś z obsługi zna maksymalnie ze 20 słów po angielsku.
Zapytacie, to po ciężką cholerę tam chodzę?
Ano, zaczęło się od tego, że kiedyś tą szacowną mordownię pokazał mi Dinesh i stwierdził, że jest to jedyne miejsce w Al.-Khobar gdzie zjem autentyczną, nie rasowaną chemią indyjską potrawę. Mają różnego typu curry z wołowiny, baraniny i kurczaka. Tanie jak barszcz, a smakowite wielce.
Pozostali klienci tego przybytku to z reguły słabo zarabiający mieszkańcy Decanu, a ja jestem jedynym białym, który je tam regularnie. Właściciel, w przeciwieństwie do swojej ekipy (składającej się z wyjątkowo ponurego i marudnego kucharzo-kelnera) jest uradowany moimi wizytami, bo podnoszę prestiż jego lokalu. To  od niego właśnie się dowiedziałem, że raz jadł u nich jeden Brytyjczyk i to wydarzenie pielęgnuje w pamięci jakieś…15 lat :-D
Wydał polecenie, abym zawsze dostawał dokładkę, jak będzie mi mało. Ponury kucharzo-kelner wywiązuje się z tego nałożonego przez pryncypała nakazu w specyficzny sposób. Otóż, dokładka owszem jest, ale podana z miną taką, jakbym mu zamordował ukochanego chomika i niezmiernie rzadko zawiera cokolwiek więcej niż sam sos, - oczywiście bez kawałeczka mięsa.
Jednak jest to tak smakowite, że nie narzekam. I jedna ważna rzecz- jest to jedyne miejsce, gdzie jadam regularnie od dłuższego czasu i nigdy, ale to nigdy nie miałem żadnych sensacji żołądkowych. A nie da się tego powiedzieć o jednej, bardzo znanej i drogiej indyjskiej knajpie w jakiej czasami się stołowałem.
Tam za obiad płaciłem jakieś 100-150 SAR tu płacę poniżej 20 SAR.
Dlatego „Mordownia pod ponurym kucharzo-kelnerem” jest obowiązkowym miejscem spożywania przeze mnie obiadów :-D

3/07/2018

Al Janadriyah Festiwal w Rijadzie

Al Janadriyah Festiwal w Rijadzie
Na specjalne życzenie będę się starał napisać, co wiem, ale zaznaczam, że wiem niewiele :-)
Co roku, późną zimą / wczesną wiosną w Al Janadriyah, na przedmieściu Rijadu, odbywa się dwutygodniowy festiwal kulturalny.  Zapoczątkowany w 1985 roku i sponsorowany przez saudyjską Gwardię Narodową, festiwal oferuje zwiedzającym różnorodne atrakcje m.in. sportowe (w tym wyścigi wielbłądów), tańce regionalne, historię życia, sokolnictwo, tradycyjne sztuki i rzemiosła.


Al Janadriyah Village to ogromny obszar, obejmujący ponad 1,5 km2 gruntów. Jest podzielony na sekcje stanowiące odpowiedniki poszczególnych prowincji Arabii Saudyjskiej, takich jak: Jizan (Gazan), Asir, Rijad, Grad, Tabuk, Prowincja Wschodnia, Mekka, Medyna, Taif, Al Baha, Qassim i Najran. W każdej sekcji znajdują się repliki budynków typowych dla tego regionu z wiernym odwzorowaniem charakterystycznego stylu architektonicznego.
Stanowi wizytówkę instytucji i usług rządowych, zarówno saudyjskich, jak i międzynarodowych, którą prezentują zaproszeni goście. To właśnie tutaj po raz pierwszy widziałem  otwarty (!!!) oddział Saudi Post :-D
Zaproszenie na ten festiwal jest obiektem zabiegów dyplomatycznych, bo możliwość zaprezentowania swojej oferty zdarza się niezmiernie rzadko. Za przykład można podać tegorocznego gościa – Indie, które ostatni raz były zaproszonedo udziału w festiwalu jakieś 25-30 lat temu. W pawilonie hinduskim większość stoisk była zajęta przez różne ministerstwa – handlu, specjalnego ministerstwa zajmującego się promocją indyjskich... przypraw, czy turystyki (gdzie królowała oferta Keralii) a także indyjskiego przemysłu motoryzacyjnego. I tu się nie ma co śmiać, bo wszystkim indyjskie samochody kojarzą się z osławionym TATA Nano, albo Hindustan Ambassador (w Indiach był sprzedawany aż do 2014 roku) ale na wystawie były inne samochody koncernu TATA – to m.in. Jaguar i Range Rover :-D
Szacuje się, że Festiwal zwiedziło w tym roku  około 3 mln. osób.





3/04/2018

Jak zmienił się rynek w Arabii Saudyjskiej i nie tylko

Jak zmienił się rynek w Arabii Saudyjskiej i nie tylko
W czasie mojej przerwy w pobycie w  pustynnym królestwie bardzo wiele rzeczy uległo zmianie. Niektóre z tych zmian są, z punktu widzenia Europejczyka, naprawdę rewolucyjne.
Po pierwsze, drastycznie zmniejszyła się ilość pojazdów, których miejscem powinien być szrot lub, jeśli miałyby jeździć, to rajdy z serii „Złombol” .
Po drugie, zdecydowanie zwiększyła się liczba pracujących Saudyjek. To już nie tylko „rodzynki” w sklepach czy marketach. Na jednym, bardzo poważnym projekcie, który nadzoruję jest... architekt Sara. To, że Sara pracuje na "samczym”  terytorium, jakim jest projekt budowlany z jednej strony świadczy o tempie feminizacji rynku pracy, z drugiej, o tym, że musiała być znacznie lepsza w swoim fachu od męskich konkurentów, bo Al-Hasa jest miastem zdecydowanie bardziej konserwatywnym niż Al.-Khobar. Co ciekawe, otoczona samymi, w miarę młodymi facetami, ma taki respekt i posłuch wśród kolegów, że nie widać absolutnie żadnego przejawu seksizmu, co nie ukrywajmy, zdarza się i na polskich budowach, kiedy pojawia się młoda, atrakcyjna pani inżynier.
Od maja na drogach pojawią się kobiety za kierownicą, wytrącając wojującym feministkom z krajów Zachodu koronny argument przeciwko monarchii saudyjskiej.
Ale jak zawsze gdy są jakieś pozytywy, negatywów nie da się uniknąć. Rynek mocno podupadł. Padło i to dość spektakularnie całe mnóstwo firm, szczególnie w sektorze budowlanym. Ceny ropy spadły, dlatego nie tylko wstrzymana została gigantyczna liczba projektów rządowych, ale rząd zaczął sięgać do kieszeni obywateli  i expatów całkiem głęboko. Od nowego roku pojawił się podatek VAT, na razie 5%, ale ma wzrastać rok do roku o kolejne 5% przez kolejne 3 lata. Papierosy podrożały już wcześniej o 100%, paliwo o 80% a energia elektryczna o 300%. O podatku od rodzin expatów napiszę Wam innym razem, bo to rozwiązanie wymagające osobnego posta.
To wszystko nie sprzyja inwestycjom, inwestorzy nie wiedzą, jak kij popłynie, bo zaostrzono również procedury wizowe i może się okazać, że firma, której zlecono wykonanie prac w międzyczasie padnie.
Także firmy budowlane kalkulują po kilkakroć swoje koszty, bo podwyżki są, jak widzicie, niebagatelne. Było już tak, że podwyżka cen paliwa miała nastąpić w listopadzie, ale... nie nastąpiła i nie było w tej sprawie żadnego oficjalnego komentarza. Zapanował więc optymizm, że generalnie na strachu się skończy. A tu w Nowy Rok – dup, i paliwo przestało kosztować 0,75 SAR za litr etyliny 91, a zaczęło 1,37 SAR. Różnicę poczułem wczoraj, kiedy odebrałem z Avisa samochód z prawie pustym bakiem. Na stacji, kiedyś, kiedyś czyli 3 lata temu na zatankowanie na full wydawałem 15-19 SAR, w listopadzie 2017 – ok. 35-40 SAR. Teraz zapłaciłem ponad 70 SAR. To przełóżcie to sobie na koszty prowadzenia firmy, gdzie praktycznie wszystko trzeba transportować kołowo, bo jak Wam pisałem jest tylko jedna linia kolejowa. A pojawiają się plotki, że wprowadzony zostanie podatek dochodowy dla expatów zarabiających powyżej 2000 SAR czyli ok.2000PLN. Po dwóch tygodniach pojawił się komunikat Ministerstwa Finansów, że to tylko plotka. Problem w tym, że często najbardziej niebezpieczne są treści ze zdementowanych plotek.

2/24/2018

Pierwszy raz w Rijadzie

Pierwszy raz w Rijadzie
Ciągnie wilka do lasu, to i Wielbłąda ciągnie na pustynię :)
Po przerwie wynikającej z wielu różnych okoliczności przyrody (i niepowtarzalnych :-D) wróciłem na jakiś czas do Saudi. Centrala firmy, z którą obecnie współpracuję mieści się w Rijadzie, więc pojawiłem się po raz pierwszy w Stolicy. Odprawa dużo szybsza niż w Dammam, ale samo miasto nie przypadło mi tak do gustu, jak Al.-Khobar.
Wszędzie remonty dróg, a słusznie prawili doświadczeni expaci, że tu jeździ się jeszcze bardziej rockandrollowo, niż w Trójmieście (Dammam, Khobar, Dhahrann). To prawda, gdyż przez dwa dni jeździłem z młodymi Saudyjczykami i widziałem wiele. A nawet za wiele, choć nie musiałem siedzieć za kierownicą.
Dzięki temu, że firma mając indyjskiego udziałowca mogła się zaprezentować na Festiwalu Kultury, (w tym roku Indie są gościem wspomnianego Festiwalu)udało mi się zrobić kilka fotek, którym chcę się z Wami podzielić.

Pozdrawiam gorąco, tym goręcej, że wczoraj było tu ponad 35 stopni.










5/04/2017

The Kingdom Congratulates Poland's President on Constitution Day

The Kingdom Congratulates Poland's President on Constitution Day
The Custodian of the Two Holy Mosques King Salman bin Abdulaziz Al Saud has sent a cable of congratulations to President Andrzej Duda of Republic of Poland on the anniversary of his country's Constitution Day.
In his cable, the King wished the President constant good health and happiness and his people steady progress and prosperity.
More cables were sent from Crown Prince Mohammed bin Naif bin Abdulaziz Al Saud, Deputy Premier and Minister of Interior, and from Deputy Crown Prince Mohammed bin Salman bin Abdulaziz Al Saud, Second Deputy Premier and Minister of Defense.
They both congratulated President Andrzej Duda of Republic of Poland on the anniversary of his country's Constitution Day, and wished the President constant good health and happiness and his people steady progress and prosperity.

źródło


2/18/2017

18 lutego - Międzynarodowy Dzień Wielbłąda

18 lutego - Międzynarodowy Dzień Wielbłąda
 Więc z tej okazji kilka zdjęć :)






2/17/2017

Nie ma wody na pustyni.... ???

Nie ma wody na pustyni.... ???
Aktualna pogoda w Saudi

Dammam, w pobliżu jednego z centrów handlowych i zjazdu na Al-Khobar


I w Al-Khobar

2/15/2017

No to uczymy się dalej

No to uczymy się dalej
Nauki języka angielskiego ciąg dalszy :)


1/27/2017

Zasady wojny zgodnie z Koranem

Zasady wojny zgodnie z Koranem
A tak wg The Quran Institite powinna wyglądać wojna prowadzona zgodnie z zasadami Islamu.
Pozostawię bez komentarza.



12/31/2016

Piosenka noworoczna dla naszych Czytaczy :)

14
Piosenka noworoczna dla naszych Czytaczy :)
W nadchodzącym 2017 roku 
życzymy Wam 
dokładnie tego samego, 
czego Wy nam życzycie :)
PS; I aby Wasza impreza sylwestrowa zakończyła się lepiej niż w piosence :)
**************************
!سنة جديدة سعيدة 
**************************
نيا سال مبارک

**************************
and for Dinesh Nair   
nav varsh ki subhkamna
 

11/02/2016

Czy "Nafta znowu zmieni świat" ?

Czy "Nafta znowu zmieni świat" ?
Myślę, że części z Was nie jest obce stwierdzenie, które niezwykle trafnie ujął w swojej wypowiedzi z 1950r. funkcjonariusz CIA Sherman Kent „Prognozowanie to coś, co robisz, gdy czegoś nie wiesz”.
Lektura książki „Nafta znowu zmieni świat” może drastycznie skorygować Wasz punkt widzenia.
Tytuł jest znaczący, nawiązuje do wydanej w 1936 r publikacji „Nafta rządzi światem” austriackiego pisarza i dziennikarza Antona Zischki, w której autor opisał przemiany, jakie ze sobą niosło przejście wieku „węgla i pary” w erę ropy naftowej.  
Jednak Anton Zischka skoncentrował się na zmianach, które już nastąpiły i nie pokusił się o prognozowanie tego co może nastąpić.
Doktor Tadeusz A. Kisielewski przedstawia najbardziej prawdopodobny rozwój wydarzeń w najbliższym 20-leciu. W swojej książce opiera się na takich publikacjach jak Global Trends 2030: Alternative Worlds wydanej przez Office of the Director of National Intelligence Council, Arab Human Development Reports z 2002 roku (Opportunities – czyli o perspektywach i szansach państw arabskich autorstwa arabskich naukowców) a także na rosyjskich raportach i książkach takich znawców tematu jak Samuel Phillips Huntington czy George Friedman (założyciel i dyrektor generalny Stratfor - prywatnej agencji wywiadu, zwanej „cieniem CIA”, często lepiej analizującej dane i wysnuwającej trafniejsze wnioski niż Central Intelligence Agency).
Prognozowanie wydarzeń w oparciu o wyniki rzetelnych długoletnich badań trendów nie jest bynajmniej wróżeniem z fusów, jak już wcześniej pisałem. Mam trochę inne skojarzenie. Może nie specjalnie naukowe, ale dość wiernie oddające to, jak takie analizy są prowadzone.  Przypomina mi to sytuację, kiedy jakiś człowiek, nie patrząc pod nogi, zbliża do rzuconej na podłoże skórki od banana.
Z dotychczasowych obserwacji wynika, że w większości przypadków, nadepnięcie na wyżej wymienianą skórkę skutkuje spektakularnym upadkiem, rodem ze slapstickowych komedii.
Oczywiście, nie każdy i nie za każdym razem upadnie, ale prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest dość wysokie.
Osobną kwestią jest wyciąganie wniosków z poprzednich poślizgnięć i upadków.
A z tym, szczególnie w Europie,  za dobrze nie jest.  
Książka została napisana trzy lata temu, a już widać, że analizy przeprowadzone przez Autora w oparciu o badania trendów wykonywane przez wymienione powyżej instytuty czy firmy się sprawdzają.
Migracja do Europy na masową skalę czy drastyczny spadek cen ropy naftowej na światowych rynkach oraz ich wpływ na gospodarki zwane przez Autora „naftowymi monokulturami” są już widoczne i w 100% zgodne z przewidywaniami. Łącznie z decyzją o „wojnie cenowej” pomiędzy OPEC a USA, którą Autor uznał za prawie niemożliwą, bo zdecydowanie bardziej szkodzi ona tradycyjnym dostawcom ropy na światowe rynki, niż wydobywającym ropę z łupków Amerykanom, mimo znacznie wyższych cen eksploatacji.
Wynika to z bardzo prostej zależności – dla Stanów Zjednoczonych ropa naftowa jest jednym z licznych dóbr, które produkują i nawet chwilowa nieopłacalność jednej z gałęzi gospodarki nie spowoduje krachu finansowego. Natomiast dla krajów, których głównym źródłem dochodów budżetowych jest sprzedaż kopalin, niekiedy nieprzetworzonych (tak jest np. w przypadku Iranu – jednego z wiodących producentów surowej ropy naftowej, który w wyniku zapóźnienia technologicznego wywołanego embargiem jest….  importerem benzyny) niskie ceny surowca prowadzą do bardzo poważnych konsekwencji. Tutaj za przykład może posłużyć Arabia Saudyjska, która przez lata była  czwartą siłą na świecie. Po konferencji jałtańskiej przez 45 lat monarchia saudyjska była poza USA, ZSRR i Wielką Brytanią najmniej eksponowanym, ale niezmiernie istotnym graczem. Według Autora, to ustalenia poczynione pomiędzy Ronaldem Reaganem a saudyjskim królem Fajsalem doprowadziły do upadku ZSRR, poprzez obniżenie cen ropy naftowej, która w 1980 roku  kosztowała 36$, a dzięki radykalnemu zwiększeniu produkcji przez Arabię Saudyjską spadła do 10$ w 1986 roku.
Saudyjczycy próbują obecnie, również na prośbę Amerykanów, doprowadzić do znaczącego osłabienia Federacji Rosyjskiej. Jednak sytuacja zmieniła się drastycznie na niekorzyść Rijadu, bo tak jak już wspominałem –  w równaniu pojawili się Amerykanie z własną ropą naftową oraz gazem z łupków. Pomimo zdecydowanie wyższych kosztów wydobycia metodą szczelinowania Amerykanie pozostają w grze i są po raz pierwszy od długiego czasu w dużym stopniu samowystarczalni, jeżeli chodzi o źródła energii.
Ta sytuacja, niezmiernie korzystna z punktu widzenia USA, po raz kolejny potwierdziła słuszność sławnej wypowiedzi Henry”ego John”a Temple III,  wicehrabiego Palmerstona:  

 „…To krótkowzroczna polityka przypuszczać, że ten czy inny kraj będzie wiecznym przyjacielem Anglii lub jej wiecznym wrogiem. Nie mamy wiecznych przyjaciół ani wiecznych wrogów. To nasze interesy są wieczne, a naszym obowiązkiem  jest o nie dbać…”.

Z lektury dowiedziałem się, że do wygłoszenia takiej opinii wicehrabiego Palmerstona zainspirował inny polityk – amerykański prezydent George Washington.
Angielski arystokrata odniósł się do słów, których użył Washington w swojej mowie końcowej, po zakończeniu drugiej kadencji na stanowisku prezydenta w 1776 roku  

„…Wielka zasada, którą powinniśmy się kierować, wobec państw obcych polega na rozszerzaniu naszych związków handlowych i utrzymywaniu ich przy minimalnych związkach politycznych.[…] Kraj, który okazuje wobec innego zwyczajową nienawiść lub zwyczajową sympatię jest do pewnego stopnia zniewolony. Jest niewolnikiem swojej wrogości lub sympatii, a każda z nich wystarczy, by sprowadzić go z drogi obowiązków i własnych interesów”.

Uważam, że ten tekst powinien być wygłaszany przed każdym posiedzeniem Sejmu w Rzeczpospolitej, płynie z niego wielka mądrość gwarantująca długotrwały dobrobyt Stanów Zjednoczonych. Każdy kto o tym zapomina, lub co gorsza, jako polityk nie wie o tej filozofii, której USA hołdują po dzień dzisiejszy, jest zwyczajnym amatorem i nie dorósł do pełnienia jakiejkolwiek roli w strukturach decydujących o losach państwa.
Nie korzystając z tej wiedzy Saudyjczycy, wierni sojusznicy USA, znaleźli się obecnie w poważnych tarapatach finansowych, a Amerykanie jakoś nie spieszą się aby w sensowny i konkretny sposób wesprzeć swojego długoletniego partnera. Być może Saudowie nie wiedzieli lub zlekceważyli tę amerykańską filozofię, bo przecież przez ostatnie 45 lat realizowali wspólną politykę, która miała niebagatelny, a właściwie kluczowy,  wpływ na zmiany zachodzące w świecie.
Mimo tak korzystnej dla Stanów Zjednoczonych sytuacji, USA też ma swoją „skórkę od banana” pod nogami. To odejście od „American Creed” (czyli wartości takich jak wolność, demokracja, indywidualizm, równość wobec prawa, konstytucjonalizm oraz własność prywatna) na rzecz ”wielokulturowości” .
Może to doprowadzić do znacznego osłabienia pozycji USA, poprzez brak wspólnego mianownika oraz atomizację społeczeństwa i dryfowanie w kierunku mogącym doprowadzić nawet do rozpadu tego kraju. Przykładem może być ruch Chicano (Amerykanów pochodzenia meksykańskiego) którzy w obecnej sytuacji dążą do „rekolonizacji Ameryki” i oderwanie stanów należących wcześniej do Meksyku.
W ten sposób są również przedstawione problemy, z którymi w konsekwencji globalizacji oraz drastycznych zmian, które zdecydowanie zmieniły globalny układ sił, będą musiały się zmierzyć kraje arabskie, wschodzące gospodarki należące do BRICS  (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny oraz Republika Południowej Afryki), Unia Europejska oraz kraje afrykańskie.
Czy potwierdzą się wszystkie przewidywania?
Oby nie, bo perspektywy dla świata, przedstawione przez doktora Tadeusza A. Kisielewskiego optymistyczne nie są i jeżeli nie nastąpią sugerowane zmiany, to zaczniemy żyć w czasach jeszcze ciekawszych od tych, w których żyjemy.
A jak pewnie wiecie, dla Chińczyków sformułowanie  obyś żył w ciekawych czasach” to nie przysłowie, tylko ciężkie przekleństwo.

Powyższy post ukazał się takze na naszym blogu książkowym "To czytają Saudyjskie Wielbłądy"

Tytuł: Nafta znowu zmieni świat

Autor:
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania polskiego: październik 2013
Liczba stron: 272

Książka jest jeszcze dostępna w księgarni internetowej platon24.pl 

 

9/29/2016

Przestańmy uszczęśliwiać świat arabski

26
Przestańmy uszczęśliwiać świat arabski
Jak wiecie od ponad roku prowadzimy blog "To czytają Saudyjskie Wielbłądy". Delektujemy się szelestem papieru zamiast przewijać kolejne strony na czytnikach, więc czytamy dużo, bardzo, bardzo dużo.
Przynajmniej 1/4  recenzowanych przez nas książek poświęcona jest krajom Bliskiego Wschodu i przyznaję, że coraz mniejszą mam ochotę na czytanie kolejnych pozycji traktujących o sytuacji kobiet w krajach arabskich.
Ponieważ nigdy nie mieszkałam w Afganistanie, Libii,  Pakistanie czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich odniosę się w tym poście tylko do Arabii Saudyjskiej, a przede wszystkim do ośrodków miejskich w tym kraju. Nie czuję się uprawniona do tego, aby pisać o kobietach żyjących w górskich wioskach na pograniczu z Jemenem bo nigdy tam nie byłam. Jestem też niemal pewna, że  tych rejonów nie odwiedziła także większość publicystów, którzy o sytuacji kobiet w Arabii Saudyjskiej piszą.
Większość autorów / autorek stara się pokazać arabskie kobiety jako bezwolne, całkowicie podporządkowane mężczyznom i w pełni uległe istoty. Nie neguję faktu, że w większości (ale nie we wszystkich [sic!] społeczeństwach arabskich i muzułmańskich na zewnątrz rodzinę reprezentuje mężczyzna. Nie zaprzeczam, że podczas opuszczania Arabii Saudyjskiej mój Mąż dostał SMS-a, że wyjechałam. Tak, prawdą jest, że w Arabii Saudyjskiej kobietom nie wolno prowadzić samochodu i to prawda, że miały miejsce związane z tym faktem protesty.
No i co z tego ?
Czytam o tym, jako o wielkiej sensacji i czymś co urasta do rangi olbrzymiego problemu. Tylko czemu niemal nikt  nie zastanawia się dlaczego tak jest. Dlaczego nie doczytacie jaka była skala tych protestów.
My, ludzie wychowani w kulturze Zachodu wrzucamy wszystkich Arabów do jednego worka, bo... Arab to Arab, muzułmanin to muzułmanin. Nie bierzemy pod uwagę różnic kulturowych i tradycji poszczególnych grup etnicznych, plemion czy klanów. Mamy też zwyczaj uszczęśliwiać wszystkich wokół swoją wizją świata i nie zastanawiamy się nad tym, że ktoś wcale nie musi tego chcieć. 
Pamiętam pełne współczucia uwagi moich koleżanek, które widziały moje zdjęcia w abaji:
"Oj, biedactwo, jak Tobie musi być niewygodnie i gorąco w tej abaji"
Nie, nie było mi gorąco, była uszyta z przewiewnego materiału i stanowiła cholernie wygodne rozwiązanie, kiedy chciałam gdzieś szybko wyjść. Nie musiałam się zastanawiać co ja mam na siebie włożyć. Wystarczyła mi abaja.
Albo pytania czy wszędzie muszę chodzić z Mężem. Nie, nie musiałam chodzić wszędzie z Pawłem. Sama chodziłam na spacery, kiedy był w pracy, sama robiłam zakupy. Podobnie jak wiele Saudyjek i innych muzułmanek mieszkających w Arabii Saudyjskiej. 
Sama szłam na "babskie ploteczki" do moich arabskich koleżanek z Syrii, Jordanii, Arabii Saudyjskiej,  Libanu czy Pakistanu i jakoś nie narzekałyśmy, jak to źle jest kobietom w krajach arabskich.
Dlaczego prawie nikt z Czytelników nie weźmie pod uwagę, że wiele arabskich kobiet bez abaji czułoby się nagich ? Można to porównać do wyjścia Polki w stroju kąpielowym na Marszałkowską czy Al. Jerozolimskie w godzinach szczytu. Jak byście się wtedy czuli ? 
Użalamy się nad tym, że Saudyjki (choć wiele z nich ma prawo jazdy) nie mogą prowadzić samochodu. To wyobraźcie sobie teraz, że na drogi wyjeżdża kilkaset tysięcy nowych niedoświadczonych kierowców, których egzamin uprawniający do prowadzenia samochodu polegał na objechaniu dookoła placu manewrowego i zaparkowaniu. Wyobraźcie sobie, że jedziecie w nocy autostradą, a z przeciwka mija Was jadąca pod prąd Waszym pasem ciężarówka bez świateł. Albo, że przed Waszym nosem,  ktoś z prawego pasa nagle skręca w lewo, nie używając przy tym kierunkowskazów. To jest codzienność na saudyjskich drogach, a ilość wypadków ze skutkiem śmiertelnym jest bardzo wysoka. Do tego weźcie pod uwagę, że bardzo wiele kobiet ma swojego kierowcę. Nadal uważacie, że powinno się jednym dekretem królewskim dopuścić do ruchu drogowego kilkaset tysięcy nowych użytkowników?. Czym to się skończy ? Jeszcze większą ilością wypadów i ludzkich tragedii. 
Takie przykłady można mnożyć. 
Nie zaprzeczam, że kobiety w Arabii Saudyjskiej żyją w dość konserwatywnym środowisku, ale to nie oznacza, że są nieszczęśliwe i uciemiężone. Jestem natomiast zdecydowanie przeciwna jakimkolwiek ingerencjom w kulturę i tradycję poszczególnych narodów, nacji  i plemion.
Do czego doprowadziła obca interwencja w Libii mamy okazję obserwować na bieżąco. 
To my jako ludzie Zachodu położyliśmy podwaliny pod powstanie m.in. Al-Kaidy i Państwa Islamskiego. 
To my, - w tym także tak bardzo kochający wolność Polacy- byliśmy okupantami w Iraku.
Czy to nie dosyć ?
A teraz na swój wzór i podobieństwo chcemy uszczęśliwiać kobiety. 
One są świadome swojej wartości nie mniej niż Europejki, A już na pewno są bardziej świadome niż my swojej kobiecości.
Arabia Saudyjska się zmienia, znacznie szybciej niż większość z nas jest w stanie to sobie wyobrazić. To co w Europie zajmuje 8-10 lat, w Arabii zmienia się w ciągu roku. Olbrzymia w tym zasługa nieżyjącego już króla Abd Allaha ibn Abd al-Aziza Al Su’ud'aktóry m.in. mocno ograniczył uprawnienia Muttawy.
Kobiety pracują zawodowo, także na stanowiskach managerskich, często wspólnie z mężczyznami, choć w firmach są pomieszczenia,, do których wstęp mają wyłącznie kobiety.  Wiele Saudyjek studiuje za granicą, a w swojej ojczyźnie stanowią ponad połowę wszystkich studentów. Mają (choć od niedawna) prawo wyborcze. Zasiadają w Królewskiej Radzie Konsultacyjnej (Majlis Ash-Shura inaczej Shura Council). Potrafią się zorganizować i całkiem skutecznie walczyć o swoje prawa, ale...
Najwygodniej i najłatwiej przedstawiać Królestwo Saudów w negatywnym świetle, bo to kraj niezwykle hermetyczny i niewiele osób jest w stanie to zweryfikować. Tutaj nie przyjadą turyści, bo nie istnieje coś takiego jak wiza turystyczna (wyjątkiem są wizy dla muzułmanów udających się na pielgrzymkę do Mekki). Czytelnicy przyjmą więc za dobrą monetę, wszystko to, co publicysta napisze.
I tak się rodzi "czarna legenda" Królestwa Saudów.

Ps. 
Nie wiem czy Magda z ZEA przeczyta ten post, ale ze wszystkich znanych mi osób, Ona jedna mogłaby napisać szczerze i prawdziwie o życiu rdzennych mieszkańców Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Ps 
Czytelnicy naszego bloga doskonale zapewne wiedzą, że stolicą Arabii Saudyjskiej jest Rijad, a nie Dubaj. Dubaj to jeden z Emiratów Arabskich i nie ma nic wspólnego z Arabią Saudyjską.
Więc proszę, nie piszcie nam, że byliście w Arabii Saudyjskiej, bo byliście w Dubaju.

Ps.
Przyczynkiem do powstania tego posta była bardzo emocjonalna recenzja książki "Bunt. O potrzebie rewolucji seksualnej na Bliskim Wschodzie" na którą trafiłam na  blogu Olgi
Książki, której w przypadku Arabii Saudyjskiej nigdy nie nazwałabym manifestem, gdyż moim zdaniem wyraża jedynie bardzo subiektywne poglądy Autorki. I choć wiele przytoczonych w publikacji przykładów jest prawdziwych, to jednak uważam, że jakakolwiek ingerencja w kulturę krajów Zatoki Perskiej, a zwłaszcza Arabii Saudyjskiej  przyniesie im więcej szkody niż korzyści co zresztą Saudyjki same mocno podkreślają.

Saudyjki na dworcu kolejowym w Dammam
Ze Starym Wielbłądem w Jubail

Moja ulubiona abaja

Saudyjski taksówkarz

Plakat kampanii przeciwko przemocy wobec kobiet
Zubia z córką


9/24/2016

A jednak się zmienia

A jednak się zmienia
Film, który powstał z okazji Święta Flagi w Arabii Saudyjskiej.






9/14/2016

Pamięci Krzysztofa Millera....

Pamięci Krzysztofa Millera....
... najlepszego polskiego fotoreportera wojennego.
Nie zobaczymy już nowych zdjęć
Jego czternasta wojna dobiegła końca
Odszedł 9 września 2016 roku.
Jest z nami, choć już poza kadrem
Fotografowie  nie umierają nigdy


9/05/2016

Jak założyć i prowadzić z powodzeniem restaurację kuchni „fusion” – autorski pomysł Starego Wielbłąda

13
Jak założyć i prowadzić z powodzeniem restaurację kuchni „fusion” – autorski pomysł Starego Wielbłąda
Czasy są takie, że należy szukać jakiegoś ciekawego i inspirującego zajęcia, które zapewni Wam sławę i pieniądze.
Podczas sesji „półliterackiej” wymyśliłem własnogłownie jak zaistnieć w świecie kulinarnych tuzów.
Otóż potrzebne będą:
  • odrobina samozaparcia (niezbędna do uzyskania pozwoleń wszelkiego gatunku i maści, a także innych spraw urzędowych o czym za chwilę), 
  • lokal w rejonie gęsto zaludnionym przez hipsterów, 
  • osoba wspierająca podczas zakupów oraz 
  • kilkumiesięczna podróż po świecie (ale da się to już zrobić dość tanio, wystarczy być cierpliwym i spędzić trochę czasu na którymś z głównych lotnisk europejskich).
Nad pozwoleniami ze wszystkich niezbędnych instytucji rozwodził się nie będę, bo to jest Golgota, którą i tak musicie zaliczyć chcąc otworzyć legalnie nawet przysłowiową budkę z hamburgerami.
Natomiast do otwarcia restauracji z kuchnią „fusion” potrzebujecie odpowiedniego imienia i nazwiska.
I tu polecam Google i hasło” najdziwniejsze imiona męskie/żeńskie" w zależności od płci naturalnej lub jak ma być zupełnie nowocześnie – takiej, jaką uznajecie, że macie.
Ja z listy wybrałem hiszpańskie imię „Covadonga” które ma tę zaletę, że nie musicie kombinować jaką płeć reprezentujecie, bo brzmi równie dobrze dla płci wszystkich.
Teraz skorzystamy z amerykańskiej Mordoksiążki, do wyboru mamy:
Agender, Androgyne, Androgynous, Bigender, Cis, Cisgender, Cis Female, Cis Male, Cis Man Cis Woman Cisgender Female, Cisgender Male… i tak kilkadziesiąt więcej na “ Two-Spirit” zakończywszy.
Ja proponuję “Dwa spirytusy” bo po pierwsze - brzmi nieźle, a że branżowo się przyda, to dlaczego nie ?
Nazwisko wybieramy w analogiczny sposób, ale pamiętajcie, że powinno mieć minimum ze dwa – trzy człony. To niech będzie Monasterio – Eckzentrik.
Czyli komplet już jest od dziś nazywasz się Covadonga Monasterio – Eckzentrik.
To teraz formalności ze zmianą danych osobowych, nowy paszport w łapkę i czas robić zagraniczną karierę.
Do przygotowania dań z tej kuchni dogłębna wiedza kulinarna potrzebna nie jest (czego dowiodę pod koniec tego artykułu) jednak niezbędna jest w CV jakaś renomowana restauracja z paszą tego typu.
Tylko my chcemy być jeszcze bardziej oryginalni, a przez to bardziej konkurencyjni na rynku więc udajemy się na w/w lotnisko i czekamy niecierpliwie na lot, gdzie pasażerów lub klientów biur podróży nie stało i ruszamy na podbój świata.
Najlepiej wylądować w jakimś kraju o egzotycznej nazwie. Tu jednak zalecana jest ostrożność, aby nie pojawić się w kraju, gdzie sami możemy trafić na rożen lub do kociołka, bo podobno i tacy miłośnicy kuchni „fusion” występują na naszej planecie. Wystrzegać się należy np. niektórych regionów Indii, bo z relacji mojego nieocenionego Dinesha wiem, że są tam miejsca gdzie taka, kończąca spektakularną karierę restauratora, przygoda może Was spotkać.
To może bezpieczniej do Tonga, a tam żeby było światowo do stolicy Nuku'alofa.
W Nuku'alofa staramy się o jakąkolwiek pracę w dowolnej restauracji, ważne, żeby dali świadectwo pracy na ładnym papierze (wzór i papier możemy mieć przygotowane w podręcznym bagażu).
Po kilku takich wyprawach na Wyspy Świętego Tomasza i Książęcą, Saint Kitts i Nevis oraz inne Wyspy Bergamuty wracamy syci wrażeń oraz chwały w strony rodzinne.
Teraz już jesteśmy gotowi do otwarcia lokalu. Środki mają być skromne i meble oraz całe wyposażenie nabywamy drogą poszukiwań na okolicznych bogatych śmietnikach, gdzie ludzie metodą „wystawki” pozbywają się z domów zbędnych, a całkiem jeszcze do rzeczy przedmiotów. Dla tych, którzy chcą wersji luksusowej zalecam wypad busem do Skandynawii albo do Niemiec.
Lokal przygotowany, wszelkie pieczątki zebrane, dyplomy z restauracji, w których pracowaliśmy oprawione w ramki i wiszące na poczesnym miejscu na ścianie.
Ale zaraz, pomyślicie pewnie – a gdzie podstawa czyli menu?
A to już całkiem proste. I tu pojawia się postać „asystenta zakupowego”.
Jest to bardzo poważna funkcja, która umożliwi Wam prowadzenie kuchni „fusion” całkowicie bezpiecznie i zgodnie z regułami sztuki.
Osoba taka ma pomagać Wam w omijaniu półek z artykułami nie nadającymi się do spożycia nawet w kuchni „fusion” takimi jak te, które znajdują się w działach „chemia gospodarcza” „kosmetyki” itd.
Zapytacie pewnie „a po cholerę, przecież sam widzę, co kupuję”?
Otóż nie – to byłby podstawowy błąd przy komponowaniu dań.
Do zrobienia zakupów, oprócz oczywiście środków płatniczych, potrzebujecie czarnej, nieprzezroczystej chusty którą zawiązujecie oczy.
Po wejściu do jakiegoś dużego i dobrze zaopatrzonego sklepu typu „Biedronka” czy „Lidl” zawiązujecie sobie tą chustą oczy i wykonujecie ok. 22 obrotów wokół własnej osi w kierunku lewym.
Po zakończeniu tej procedury ruszacie w kierunku półek sklepowych. I do koszyka wkładacie produkty, które wpadną Wam w ręce. Dzielicie koszyk na kilka części i wkładacie tam produkty  ze wszystkich działów spożywczych.
Później, drogą losowania wybieracie po 5- 6 z nich i przygotowujecie potrawę. Również drogą losowania ustalacie co będzie stanowiło podstawę potrawy, z czego będzie sos i dekoracja.
I jeżeli los wrzuci Wam do kociołka na przykład czosnek, filet z dorady, banana i comber z dzika to czosnek może być głównym daniem, a z mięsa zrobić można aksamitny sos udekorowany bananem :-)
Teraz reklama. To poważne zadanie i tylko dobrze przeprowadzona akcja typu „chłyt materkingowy” zagwarantuje Wam sukces.
Należy poszukać jakowyś blogerów kulinarnych, którzy z reguły są mniej niż marnie opłacani i zaprosić ich do swojego lokalu.
Na zapleczu ugościć ich normalnym żarciem w dużych ilościach, o ulubionych trunkach w ilościach hurtowych nie zapomniawszy :-D
I w ten oto sposób tanio, a wykwintnie przebijecie się do świadomości społecznej, bo bloger, który po raz pierwszy od tygodnia zjadł porządny obiad i to za darmochę, będzie Was chwalił pod niebiosa :-D
A teraz wisienka na torcie - najważniejszą zaletą delikatesów kuchni fusion (głównie dla Waszych portfeli) jest ich ilość w potrawie - przykładowo 3 oliwki, 5 wiórków kokosa i mikroskopijnej wielkości kawałek mięsa możecie sprzedać za nie mniej niż 100 - 150 pln
Jeśli posypiecie to jeszcze szczyptą cynamonu to cena powinna wynosić minimum 180 pln - bo to będzie deser.
Nazwy potraw, najlepiej zapożyczyć z języka islandzkiego albo malalajam. Powodów jest kilka. W obu tych językach występują, długie i oryginalne słowa, których nikt poza krajowcami nie jest w stanie prawidłowo wymówić. To bardzo istotne - nikt nie będzie w stanie krytykować Waszych potraw, używając ich nazwy (chyba że będziecie mieli pecha i trafi Wam się hisper rodem z Islandii lub Kerali). 

PS.
Podziwiajcie mój geniusz i filantropię, przecież dzielę się z Wami sekretami udanego biznesu :D

Deser o nazwie Glaðar dansandi álfar (radosny taniec elfów). Składniki: nasiona goji, daktyle, sok z grillowanych buraków, czarny miód egipski, mięta, lawenda, przyprawy.
Przystawka Lostæti vitlaus úlfalda (smakołyk szalonego Wielbłada). Składniki: galaretka z malin, olej kokosowy rafinowany, smalec gęsi, mus gruszkowy, chipsy z leśnych grzybów, przyprawy.


8/31/2016

Wygraj "Sekrety księżniczki" i czytaj z Wielbłądami

Wygraj "Sekrety księżniczki" i czytaj z Wielbłądami
Wygraj książkę "Sekrety księżniczki.
Prawdziwa opowieść saudyjskiej księżniczki o sile i słabości arabskich kobiet
" autorstwa Jean Sasson
i.... czytaj z Wielbłądami :)
Zapraszamy do udziału w konkursie książkowym na naszym blogu 
"To czytają Saudyjskie Wielbłądy"


8/27/2016

Ewolucja muzyki arabskiej :)

Ewolucja muzyki arabskiej :)





8/17/2016

Afganistan, literatura "kobieca" i.... ksenofobia

Afganistan,  literatura "kobieca" i.... ksenofobia
Ci z Was,którzy odwiedzają nasz blog "To czytają Saudyjskie Wielbłądy" doskonale wiedzą, że tak zwana. "literatura kobieca" nie gości zbyt często na naszych stronach. Wyjątek stanowiły książki osadzone w realiach Arabii Saudyjskiej.
Jakiś czas temu po sugestii Ani L-K zdecydowaliśmy się przeczytać "Afgańską perłę". Napisana przez urodzoną w Stanach Zjednoczonych, w rodzinie afgańskich imigrantów Nadię Hashimi przejmująca historia dwóch kobiet żyjących w tej samej wiosce, ale w odstępach 100 lat doprowadziła nas do pewnych konkluzji. Prawdopodobnie zupełnie odmiennych niż u większości Czytelników, bo dotyczących.... ksenofobii.
Jeśli macie czas i ochotę to zapraszam do dyskusji pod tym linkiem.

Powiązane recenzje:
Chłopczyce z Kabulu. Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie - Jenny Nordberg

Poniższe zdjęcia wykonał w latach 70-tych w Kabulu   Mohammad Humayon Qayoumi - aktualnie jeden z doradców prezydenta Afganistanu.
Źródło