7/06/2016

„Pokolenie dżihadu” a bieżące wydarzenia w Arabii Saudyjskiej, Iraku, Turcji i Bangladeszu

Recenzja książki Petry Ramsauer, niemieckojęzycznej reporterki, zajmującej się od 17 lat tematyką bliskowschodnią zbiegła się z ostatnimi zamachami Daesh w czterech państwach. Najbardziej krwawe straty ponieśli Irakijczycy,  jak podają media potwierdzono śmierć 210 osób. 
Petra opisuje fenomen tzw. Państwa Islamskiego jako zjawiska kulturowego, a nie jedynie najpotężniejszej organizacji terrorystycznej w historii. Koncentruje się na tym skąd pochodzą przywódcy, skąd mają broń i pieniądze, w jaki sposób i za czyim cichym przyzwoleniem trafiają na tereny okupowane przez Daesh cudzoziemscy bojownicy. 
Niesamowite jest to, że cytowane analizy różnych ośrodków badawczych, służb specjalnych czy think-tanków pracujących na rzecz rządów krajów Zachodu podają mnóstwo szczegółów oraz proponują rozwiązania, ograniczające popularność „pop-dżihadyzmu”.  Informują jakie organizacje czy akcje prowadzone np. przez salafitów w Niemczech czy Austrii prowadzą do radykalizacji nastrojów. 
I …   nikt z decydentów nie przykłada do tego należytej uwagi.
Nadal tolerowana jest akcja „Czytaj” i rozdawanie egzemplarzy Koranu w niemieckich miastach.
Niby w rozdawnictwie świętych tekstów nie ma nic zdrożnego, chodzi jednak o indoktrynację, która podąża za tym darem.
Efektem jest zwiększona ilość chętnych do udziału w „dziele bożym” jakim jest działalność ISIS.
Mylące jest, moim zdaniem,  używanie przez Autorkę poprawnego politycznie określania narodowości „europejskich” dżihadystów.
Niestety, przestało już obowiązywać Ius Sanguinis i dlatego każdy, kto urodzi się w stajni automatycznie zostaje koniem.
Niemniej jednak procent konwertytów będących w kręgu zainteresowań ISIS jest znaczący.
Dlaczego? Na przykład szacuje się, że w samych Włoszech żyje ok. 30,000 rdzennych Włochów, którzy przeszli na islam. 
Wystarczy bowiem tylko garstka z nich, przekonana do idei Państw Islamskiego i służby bezpieczeństwa stają się praktycznie bezradne – niczym się nie wyróżniają i nie stanowią obiektu zainteresowań stosownych organów państwowych.
W Niemczech Pierre Vogel oraz Sven Lau są przykładami postaci, bez których działalność werbowników ISIS byłaby utrudniona.
Do tego świetnie funkcjonujące działania w Internecie znane jako „Dżihad 3.0” oraz znakomicie przygotowane podręczniki werbunkowe, nad którymi pracowali eksperci służb specjalnych …  Saddama Husseina, bezrobotni po „genialnej"  decyzji amerykańskiego administratora cywilnego w Iraku - Lewisa Paula Bremera III . 
Tak naprawdę „ojcami chrzestnymi"  ISIS są państwa NATO, w tym niestety Polska, które obaliły reżim iracki nie mając pomysłu na to, co dalej.
A teraz, jakby tego, co wcześniej, było mało - należy walczyć z reżimem Baszszara Hafiza al-Asada. 
Również nie mając kompletnie pojęcia co dalej, po Jego ewentualnym upadku.
Na razie doprowadziło to do powstania państwa Daesh, które jest podobną utopią jak komunistyczna Kampucza Pol Pota, kosztuje życie i cierpienie wielu milionów ludzi – bo „poddanych” ISIS szacuje się na ok. 8 mln. osób.

Ps.
Książka dostępna w bardzo przyzwoitej cenie w księgarni platon24.pl 

http://platon24.pl/0/?products%5Bstock%5D=%5B0%20TO%20*%5D&products%5Bformats%5D=0&products%5Bavaible_from%5D=0&products%5BsearchTerm%5D=POKOLENIE%20D%C5%BBIHADU

13 komentarzy:

  1. "Tak naprawdę „ojcami chrzestnymi" ISIS są państwa NATO, w tym niestety Polska, które obaliły reżim iracki nie mając pomysłu na to, co dalej. A teraz, jakby tego, co wcześniej, było mało - należy walczyć z reżimem Baszszara Hafiza al-Asada." - święte słowa.
    Co by nie mówić - Saddam Husajn Abd al-Madżid at-Tikriti, Mu’ammar al-Kaddafi i Baszszar Hafiz al-Asad trzymali w ryzach ekstremistyczne odłamy islamizmu. W pewnym sensie chronili świat, a z całą pewnością Europę przed ich skutkami. Oni rozumieli swoją nację i jej emocje. A to, że robili to skutecznie potwierdza historia. Niestety politycy europejscy i zapatrzeni w siebie Amerykanie tego nie dostrzegają. Dostrzega to natomiast jeden polityk - wg mnie znakomity tekst z 8 lutego 2015 r. (a więc sprzed ponad półtora roku temu) i co gorsza przewidywanie te sprawdzają się http://www.defence24.pl/analiza_wysadzic-unie-europejscy-sojusznicy-putina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. od roku sytuacja zmieniła się dodatkowo i na polskim gruncie, bo do władzy doszło ugrupowanie skrajnie anty-unijne i anty-europejskie (słabo to maskujące) i swoimi działaniami wpychające RP w łapy Putina (czego większość obywateli zdaje się chyba nie widzieć). Orban chyba trochę wytrzeźwiał z rosyjskiego otumanienia i zaczął wysyłać sygnały pojednawcze w stronę Europy - może sobie na to z czystym sumieniem pozwolić, bo rolę pariasa, który się wszystkim samotnie stawia przejęła z pełnym sukcesem Polska...

      Usuń
    2. Najgorsze jest to, że politycy europejscy i amerykańscy przywykli do demokracji, ograniczyli swe pole widzenia czasowego. Ich patrzenie jest określone kadencjami, a więc od wyborów do wyborów. W efekcie duża ich część zachowuje się populistycznie, a jeżeli dostają sygnały, propozycje rozwiązań, czy wręcz ostrzeżenia - nie zważają na to, bo najwyżej problem dotknie ich następców, będących zarazem przeciwnikiem politycznym. Co innego władze totalitarne (takie jak właśnie dawny Irak , Libia czy Syria), gdzie przywódcy musieli trzymać wszystko w ryzach, bo inaczej tracili (stracą) głowę. Natomiast polityka Kremla zawsze była długoterminowa, nie liczyło się to co stanie się za rok czy dwa. Tam działania planuje się na co najmniej kilka-kilkanaście lat do przodu.

      Usuń
    3. Kojot - to mi ulżyło, bo myślałem, że jestem odosobniony w swojej opinii :-)
      Wystarczyłoby jednak - tak jak napisałeś - zrozumieć, że islam, nawet w wersji soft nie jest kompatybilny z euroamerykańską wersją demokracji. Fascynacje sukcesami mocnych osobowości też nie są czymś nowym w historii. Przyjrzyj się okresowi lat 30 XX w. - wtedy też "mocni ludzie Europy" znajdowali poklask i uznanie. I to nie tylko w swoich krajach ale i w Wielkiej Brytanii pogrążonej w chaosie, USA czy w Polsce. Wielkim apologetą Benito Mussoliniego był ...Jerzy Waldorff ( "Sztuka pod dyktaturą").
      Osobnym tematem są leninowscy "pożyteczni idioci", którzy od czasów Wodza Wszechświatowej Rewolucji trzymają się mocno :-D

      Hanys - - Orban robi to, co jest dobre dla Orbana i czasami dla Węgier :-) U nas coś takiego jak "real politik" nawet jakby wyszło z krzaków i ukąsiło któregoś z naszych polityków w dupę, to i tak by nie wiedzieli co to takiego :-D

      Usuń
    4. Kojot - 1000% racji. Stare dobre "po nas choćby potop" ma się świetnie pośród polityków euroamerykańskich.
      A całkowity brak jakichkolwiek konsekwencji za podjęte działania jak np. w przypadku Lewisa Paula Bremera III czy innych "geniuszy politycznych" prowadzi do kolejnych tragedii w imię demokracji, dobra i ogólnej szczęśliwości z hamburgerem i coca -colą w łapie. A i oczywiście, a właściwie w pierwszym rzędzie - w dobrze pojętym interesie amerykańskich koncernów.
      A rosyjska dyplomacja, mimo zawirowań z czasów bolszewickich, to w dalszym ciągu liga światowa, której większość gamoni, mieniących się ministrami spraw zagranicznych to może buty czyścić a nie udawać równorzędnego partnera.

      Usuń
  2. Trudno byłoby zakazać kolportowania Koranu, bez zakazu działania samego islamu. To tak jakby zakazać rozdawania Biblii, bo wśród chrześcijan działają fanatycy. Natomiast zadziwiające jest, że państwa zachodnie tolerują salafitów i różnych mułłów nawołujących do przemocy. To jest chore... z drugiej strony - czy w Polsce nie toleruje się klechów, którzy z ambon głoszą swoje chore poglądy? To oczywiście inny kaliber, ale widać doskonale jak organizacja państwowa jest bezradna wobec zorganizowanych kultów i fanatyzmu wiernych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hanys - toż napisałem, że samo rozdawnictwo świętych tekstów to nic zdrożnego, tylko ważne jest, kto, w jakim celu to robi i jakie są konsekwencje takich akcji :-D
      Problem nawiedzonych kapłanów religii wszelakich to przypadek szczególny, którego rozwiązania autentycznie nie widzę. Zawsze pojawią się charyzmatyczni szamani dowolnego Mzimu, którzy będą starali się na siłę innych tym zainteresować. A zupełnie źle jest wtedy, kiedy następuje papocezaryzm i uzależnienie tronu od "tiary" jest porównywalne z tym, co mamy obecnie w Polsce.

      Usuń
  3. "Mylące jest, moim zdaniem, używanie przez Autorkę poprawnego politycznie określania narodowości „europejskich” dżihadystów.
    Niestety, przestało już obowiązywać Ius Sanguinis i dlatego każdy, kto urodzi się w stajni automatycznie zostaje koniem. "
    Mysle ze musimy sie do tego przyzwyczaic. Przybyszy w Europie jest obecnie juz tyle, ze nawet Hitler by tego nie odkrecił (przepraszam za czarny humor).
    I tak raczej nadal podaja np "Belg pochodzenia marokanskiego" i przy tym pozostanmy.
    Przy okazji mam podchwytliwe pytanie, syn Polaków urodzony i wychowany w Wielkiej Brytanii to bedzie Brytyjczyk pochodzenia polskiego, czy dalej tylko Polak? Bo generalnie w tej kwestii obserwuje czesto w internecie czy rozmowach potężną niekonsekwencje i hipokryzję :D
    Generalnie mam wrazenie, ze trzeba sie po prostu przyzwyczaic juz do tego ze tak samo jak 1/3 Amerykanow jest pochodzenia afrykanskiego (i to chyba kazdy bierze za oczywistosc), tak obecnie czesc Brytyjczykow jest pochodzenia pakistanskiego, czesc Francuzow - Algierskiego itp - niewazne jak bardzo nam sie to nie podoba. Już się tego nie odkręci. Szczegolnie ze niektorzy obecni 20 latkowie to juz trzecie pokolenie - tj nawet ich rodzice urodzili sie i wychowali w Europie, a dopiero dziadkowie byli imigrantami.
    Inna sprawa to mozliwosc i tempo asymilacji takich ludzi. Przepraszam za przyklad ale Cyganie są w Europie 400 lat, a nadal czuja sie Cyganami a nie Polakami, Słowakami itp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sln- do podawania informacji typu "Belg pochodzenia marokańskiego" się przyzwyczaiłem, ale do tego, że osobnicy o typowo staroniemieckich imionach Abdullah czy Ayman, urodzeni w Egipcie są nazywani Niemcami lub Austriakami - już nie. Rzuca po ścianach. jak czytam, że dwie sławne (?) siostry - Bośniaczki, które zostały „narzeczonymi dżihadu” a już po zajściu w ciążę z bojownikami z ISIS chciały wracać do Austrii Autorka nazywa „młodymi wiedenkami”.
      Dla mnie osobiście to Polak urodzony w Wielkiej Brytanii, nadal jest Polakiem - synowie naszego serdecznego kumpla Mariusza urodzili się w Irlandii i są Polakami, żebym daleko przykładów nie musiał szukać :-D
      Problem nie leży w problemie nacji europejskich, o czym doskonale wiesz zadając to pytanie.
      Chodzi o przybyszów z kompletnie odmiennego od naszego kręgu kulturowego, chcących zmieniać nasz świat, na obraz i podobieństwo tego, z którego uciekli. To po cholerę uciekali, jak tam jest tak dobrze? Dlaczego nie wyjechali do innych krajów o tych samych wartościach, które są bliskie ich sercom? Z prostego powodu – tam nikt niczego nie daje przybyszom za darmo. My – Europejczycy zapadliśmy na ciężką chorobę umysłową zwaną poprawnością polityczną. Mam pewną teorię, dlaczego niewiele lub prawie nic nie robi się w kwestiach europejskich bojowników ISIS, ale to przemyślenia na osobnego posta :-)

      Usuń
    2. Odnosnie tego co napisales o Niemcach to zawsze wyjątkowo śmieszy mnie ten obrazek: http://starecat.com/content/wp-content/uploads/look-at-me-im-the-german-now-black-man.jpg

      Usuń
    3. sln - kwintesencja poprawności politycznej:-)
      A propos tego co się da lub się nie da - krążyła swego czasu taka historyjka, która jest pewnikiem "urban legend" podobną do informacji typu "krokodyl w kanalizacji".
      Otóż w monachijskim metrze rozmawiało dwóch Turków, że jest ich w Niemczech już prawie 1,5 mln. Na co odezwała się jedna z wiekowych pasażerek, żeby się tak mocno nie cieszyli, bo przed wojną Żydów w Niemczech też było ok.1,5 mln.
      Tekst szalenie niepoprawny politycznie, ale usłyszałem go od kilku niemieckich kolegów :-D

      Usuń
    4. Już pal licho te Niemcy, ale we Francji nie widzę perspektyw:

      For the same year, 27.3% of newborns in metropolitan France had at least one foreign-born parent and 23.9% had at least one parent born outside of Europe (parents born in overseas territories are considered as born in France).[6][8] Between 2006 and 2008, about 40% of newborns in France had one foreign-born grandparent (11% born in another European country, 16% born in Maghreb and 12% born in another region of the world).[9]

      Usuń
    5. sln- Cóż, to powstanie wilajat Paryża i nawet Marie Le Pen im nie pomoże, bo się nieco za późno obudzili :-)
      Aczkolwiek - czytałem artykuł, w którym zasiedziali Francuzi pochodzenia wszelakiego głosują na ... Front Narodowy, bo też im się nie podoba co wyczyniają obecnie przybywający do Francji imigranci.

      Usuń

Szanowny Anonimowy Użytkowniku
Podpisz się proszę, imieniem lub nickiem
Miło jest wiedzieć z kim się rozmawia :)
pozdrawiamy
Paweł i Ola

PS. Z powodu tak prozaicznego, jak praca zawodowa, na Wasze komentarze odpowiadam w dni powszednie po godzinie 17:00 polskiego czasu
Za wspomniane niedogodności serdecznie przepraszam.