Jakieś dwa miesiące temu dostałem SMS-a z PKO BP że zalegam ze spłatą jakiegoś kredytu.
Mały problem – nie mam nawet konta w tym banku, więc trudno, żebym miał w nim kredyt.
Uznałem sprawę za błąd w połączeniu i temat olałem.
Ale jakiś czas później dzwoni do mnie ktoś z działu windykacji i pyta o jakąś panią Pipścińską i pana Pipścińskiego.
To grzecznie odpowiadam, że nie znam, no bo nie znam. Nazwisko pierwszy raz w życiu słyszę.
A pan windykator, że taki im podali telefon kontaktowy przy zakładaniu konta czy kredycie – już nie pamiętam.
Ale co mnie to obchodzi ???
Poprosiłem o usunięcie mojego numeru telefonu i... tyle.
Na co pan, stwierdził, że to ja gdzieś muszę dzwonić czy wysyłać maila.
Taki ch... jak „Batorego” komin.
Nie mój cyrk, nie moje małpy, to jest problem banku, a nie mój i nic z tym nie mam zamiaru robić.
Nie będę się tłumaczył przed kimś, że ktoś użył mojego numeru telefonu, a pracownicy banku nie byli łaskawi tego zweryfikować.
Nie jestem stroną w tej sprawie.
Pan odpowiedział, że umieści tą informację w systemie i się rozłączył.
Myślicie że to koniec ?
Oczywiście, że nie.
Telefony się powtarzają, ja znowu tłumaczę i znowu słyszę że ja coś muszę (sic!) zrobić.
No k..... – nic nie muszę.
To bank musi usunąć mój numer ze swojej bazy danych.
I tak w koło Macieju.
Bank twierdzi, że nie może usunąć mojego numery z bazy, „bo oni mają procedury”
Mnie z kolei nie obchodzą ich procedury, bo nie jestem ich klientem
To niech zmienią procedury, bo według tych „procedur” ktoś ten szacowny bank wali w rogi aż miło.
Kusi mnie, żeby zdobyć prywatna komórkę do tego „geniusza” od procedur, wziąć w jakimś innym banku kredyt i go nie spłacać (bo w swoim to by „procedura była do obejścia dla takiego kolesia) i niech do niego dzwonią.
Może się wtedy ogarnie.
Na razie jestem cierpliwy, ale jeszcze kilka razy do mnie zadzwonią, a ja odbiorę w Saudi, to im wyślę rachunek i zgłoszę do Prokuratury doniesienie o nękanie.
Żeby nie było niedomówień – ja nie mam żadnych pretensji do ludzi, którzy do mnie dzwonią – taką mają parszywą robotę.
Ale do tego „megamózga”, który jest autorem tego wiekopomnego dzieła czyli genialnej „procedury” mam pretensje i to wielkie.
Podpowiadam, bo sam kilka procedur w życiu popełniłem – istnieje coś takiego jak „rewizja” procedury, bądź jej przegląd jak kto woli, i można ją zmienić, skoro ta jest do dupy.
Nie dość, że nie przynosi spodziewanego efektu, to jeszcze odstrasza potencjalnych klientów.
Dlaczego ? Bo banki pożyczają pieniądze klientów, a nie swoje.
I jeżeli tak dbają o ich bezpieczeństwo, to ja z takim bankiem nie chcę mieć nic wspólnego.
Mały problem – nie mam nawet konta w tym banku, więc trudno, żebym miał w nim kredyt.
Uznałem sprawę za błąd w połączeniu i temat olałem.
Ale jakiś czas później dzwoni do mnie ktoś z działu windykacji i pyta o jakąś panią Pipścińską i pana Pipścińskiego.
To grzecznie odpowiadam, że nie znam, no bo nie znam. Nazwisko pierwszy raz w życiu słyszę.
A pan windykator, że taki im podali telefon kontaktowy przy zakładaniu konta czy kredycie – już nie pamiętam.
Ale co mnie to obchodzi ???
Poprosiłem o usunięcie mojego numeru telefonu i... tyle.
Na co pan, stwierdził, że to ja gdzieś muszę dzwonić czy wysyłać maila.
Taki ch... jak „Batorego” komin.
Nie mój cyrk, nie moje małpy, to jest problem banku, a nie mój i nic z tym nie mam zamiaru robić.
Nie będę się tłumaczył przed kimś, że ktoś użył mojego numeru telefonu, a pracownicy banku nie byli łaskawi tego zweryfikować.
Nie jestem stroną w tej sprawie.
Pan odpowiedział, że umieści tą informację w systemie i się rozłączył.
Myślicie że to koniec ?
Oczywiście, że nie.
Telefony się powtarzają, ja znowu tłumaczę i znowu słyszę że ja coś muszę (sic!) zrobić.
No k..... – nic nie muszę.
To bank musi usunąć mój numer ze swojej bazy danych.
I tak w koło Macieju.
Bank twierdzi, że nie może usunąć mojego numery z bazy, „bo oni mają procedury”
Mnie z kolei nie obchodzą ich procedury, bo nie jestem ich klientem
To niech zmienią procedury, bo według tych „procedur” ktoś ten szacowny bank wali w rogi aż miło.
Kusi mnie, żeby zdobyć prywatna komórkę do tego „geniusza” od procedur, wziąć w jakimś innym banku kredyt i go nie spłacać (bo w swoim to by „procedura była do obejścia dla takiego kolesia) i niech do niego dzwonią.
Może się wtedy ogarnie.
Na razie jestem cierpliwy, ale jeszcze kilka razy do mnie zadzwonią, a ja odbiorę w Saudi, to im wyślę rachunek i zgłoszę do Prokuratury doniesienie o nękanie.
Żeby nie było niedomówień – ja nie mam żadnych pretensji do ludzi, którzy do mnie dzwonią – taką mają parszywą robotę.
Ale do tego „megamózga”, który jest autorem tego wiekopomnego dzieła czyli genialnej „procedury” mam pretensje i to wielkie.
Podpowiadam, bo sam kilka procedur w życiu popełniłem – istnieje coś takiego jak „rewizja” procedury, bądź jej przegląd jak kto woli, i można ją zmienić, skoro ta jest do dupy.
Nie dość, że nie przynosi spodziewanego efektu, to jeszcze odstrasza potencjalnych klientów.
Dlaczego ? Bo banki pożyczają pieniądze klientów, a nie swoje.
I jeżeli tak dbają o ich bezpieczeństwo, to ja z takim bankiem nie chcę mieć nic wspólnego.
![]() |
| Źródło |



