Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arabia Saudyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arabia Saudyjska. Pokaż wszystkie posty

3/12/2018

Mordownia pod ponurym kucharzo-kelnerem

Mordownia pod ponurym kucharzo-kelnerem
Miejsce, przy którym bar mleczny piątej kategorii wygląda jak restauracja w hotelu Mariott, obsługa jest uprzejma i sympatyczna jak pies szeryfa, a do wyboru jest to, co danego dnia ugotują.
A jak się nie podoba to won :-)
Dodatkowo koleś z obsługi zna maksymalnie ze 20 słów po angielsku.
Zapytacie, to po ciężką cholerę tam chodzę?
Ano, zaczęło się od tego, że kiedyś tą szacowną mordownię pokazał mi Dinesh i stwierdził, że jest to jedyne miejsce w Al.-Khobar gdzie zjem autentyczną, nie rasowaną chemią indyjską potrawę. Mają różnego typu curry z wołowiny, baraniny i kurczaka. Tanie jak barszcz, a smakowite wielce.
Pozostali klienci tego przybytku to z reguły słabo zarabiający mieszkańcy Decanu, a ja jestem jedynym białym, który je tam regularnie. Właściciel, w przeciwieństwie do swojej ekipy (składającej się z wyjątkowo ponurego i marudnego kucharzo-kelnera) jest uradowany moimi wizytami, bo podnoszę prestiż jego lokalu. To  od niego właśnie się dowiedziałem, że raz jadł u nich jeden Brytyjczyk i to wydarzenie pielęgnuje w pamięci jakieś…15 lat :-D
Wydał polecenie, abym zawsze dostawał dokładkę, jak będzie mi mało. Ponury kucharzo-kelner wywiązuje się z tego nałożonego przez pryncypała nakazu w specyficzny sposób. Otóż, dokładka owszem jest, ale podana z miną taką, jakbym mu zamordował ukochanego chomika i niezmiernie rzadko zawiera cokolwiek więcej niż sam sos, - oczywiście bez kawałeczka mięsa.
Jednak jest to tak smakowite, że nie narzekam. I jedna ważna rzecz- jest to jedyne miejsce, gdzie jadam regularnie od dłuższego czasu i nigdy, ale to nigdy nie miałem żadnych sensacji żołądkowych. A nie da się tego powiedzieć o jednej, bardzo znanej i drogiej indyjskiej knajpie w jakiej czasami się stołowałem.
Tam za obiad płaciłem jakieś 100-150 SAR tu płacę poniżej 20 SAR.
Dlatego „Mordownia pod ponurym kucharzo-kelnerem” jest obowiązkowym miejscem spożywania przeze mnie obiadów :-D

3/02/2016

Saudyjskie perypetie Mariusza czyli posąg by się vqrvił

36
Saudyjskie perypetie Mariusza czyli posąg by się vqrvił
Mariusz, którego pewnie pamiętacie z saudyjskiej części bloga, również zbiera się do powrotu w ojczyste strony.
Powodów jest kilka, jednym z nich jest sytuacja w mariuszowej firmie, drugim podwyżka cen w Saudi.
I o obu tych kwestiach Wam (za Jego aprobatą, oczywiście) napiszę.
Ceny - po podwyżce cen paliwa o 30% w kraju, w którym nawet prąd jest produkowany z ropy ceny poszybowały pod sufit, w przeciwieństwie do wynegocjowanych 2 lata temu pensji.
Przykład podwyżki ? Podam najbliższy memu sercu - otóż  zamówiłem u Mariusza Zippo z saudyjskim godłem
Za moich czasów w naszym zaprzyjaźnionym sklepie wspomniane Zippo kosztowało 50-55  SAR, w zależności od humoru właściciela.
Teraz, po pierwsze nie ma ich na stoku, a jak się pojawiły, to tylko 4 szt.
Cena za wszystkie ? Ano po.... 90 SAR za sztukę.
I tak jest praktycznie ze wszystkim -  albo nie ma albo kosztuje ze dwa razy drożej.
Drugi aspekt to sama firma, która mnie zadziwiała od początku, ale wtedy była jeszcze koniunktura, więc jakoś szło im przeżyć.
A teraz najlepsze :)
Pojechał sobie Mariusz, jak co rano, do roboty służbową furą.
Jako że samochody służbowe to z reguły drugie mieszkania, a nic z nich nie ginie, nawet jak zostają otwarte, to kupę różnych różności każdy w nich trzyma.
Wychodzi sobie nasz bohater po pracy a tu fury ni ma :-( 
Co jest do q.... nędzy ?
Ktoś podpieprzył ?
Może jakieś małolaty, żeby podriftować i porzucić, bo generalnie nikt samochodów nie kradnie.
Dzwonią na Policję. Policja odpowiada, że to ona zawinęła furę.
Dlaczego ? Ano na wniosek właściciela wypożyczalni z której samochód pochodzi, bo firma nie płaci za wynajem już od 5 miesięcy.
I Mariusz, z ciężkim vqrvem pojechał powyjmować swoje rzeczy z auta.
Taksówki podrożały monstrualnie, a tu jeszcze trzeba zrobić zakupy do domu.
Jak zadzwonił do Oli, to ta była w szoku, bo Mariusz klął dłużej i równie kwieciście jak ja, chociaż na co dzień jest wyjątkowo zrównoważonym i wyjątkowo odpornym na ludzką głupotę optymistą.

źródło

12/22/2014

Ceny artykułów spożywczych i nie tylko - aktualizacja z 22 grudnia 2014

47
Ceny artykułów spożywczych i nie tylko - aktualizacja z 22 grudnia 2014
W związku z pytaniami o koszty życia i zakupów "spożywki" podaję aktualne ceny w SAR:
Kurs riala saudyjskiego (SAR) można sprawdzić tutaj 

Artykuły spożywcze  

Gruszki afrykańskie 1 kg - 7,95
Pepsi 1l -3 SAR
Frankfurterki wołowe puszka (Brazylia) -  7,5
Musztarda – 3,25
Mielonka drobiowa (puszka) – 6,95 (niestety dla mnie niejadalna)
Kawa rozpuszczalna GOLD (brend Panda – opakowanie takie jak NESCAFE GOLD) – 200g – 22 SAR (promocja) - kawa wyprodukowana w ... Polsce :)
Nescafe classic 200g. -26,50
Herbata Lipton 150 torebek – 19.95
Mleko w proszku 1800g  – 69,95
Olej słonecznikowy 2x1,8 l + 0,5 l. 32,95 SAR (promocja – limit zakupu 2 op. na osobę)
Ser Cheddar Mature (Anglia) 350g- 39,00
Ser Cheddar o smaku keczupu Heinz – 200g. – 20,95
Ser Gruyer (prod. szwajcarskiej) 110 za kilogram
Miód włoski 250g. – 102
Czarny miód egipski 250 g - 19 SAR
Oliwa włoska (smakowa) 250 ml. - 62
Kapusta 1 kg- 0,95
Mango indyjskie 1 kg. – 14,95
Cebula czerwona 1 kg. – 1,45
Cebula żółta 1 kg - 6,95 
Papryka zielona (słodka) – 1 kg. – 2,95
Ciasto „ UM ALI „ –(foremka) – 4,95
Mortadela wołowa z oliwkami (jedna z nielicznych w miarę jadalnych) 1 kg – 16,95
Wołowina mielona - 1 kg -16,95
Baranina mielona - 1 kg- 17,95
Ryż 5kg. – 35,95
Snickersy i inne – mini paczka 270g – 14,95
Majonez 946 ml. -12,95
Makaron – różne rodzaje 500g- 4,50
Kurczak mrożony 1,1 kg – 16,85
Groch łuskany - połówki 1kg. -  7,95
groszek zielony puszka 420g - 5,25
kukurydza puszka 180g.- 2,50
fasola w sosie pomidorowym 420g.- 3,75
parówki wiedeńskie 250g. - 7,50
Kurczak świeży 1 kg. 15,75 
Jadalna  (!!! wędlina drobiowa  65,50
Wątróbka drobiowa 400g - 5,50 
Mleczko kokosowe w proszku Instant -16,95
makaron ryżowy 400 g - 7,95
daktyle 400g 15,95
daktyle KSA1 kg. 26,95
sos do steków hot&spicy 7,95
sos do steków zwykły - 6,75
sos czosnkowy 12 oz 13,50
pikle paprykowe - 1250 gr. 9,25
pikle cytrynowe 400 g 3,50
Syrop karmelowy - 12,50
Sos HP owocowy i sos HP do steków 12,95
Hiszpański szafran mała paczuszka - 39,95
Jabłka Royal Gala(Włochy) – 9,25
Pomarańcze Walencja (promocja) – 1,95
Syrop Jallab 570 ml. 9,95
Syrop tamaryndowy 570 ml.   18,95
Syrop różany  570 ml – 9,95
Ryż  10 kg. – 41, 95
Sałatka z tuńczyka „Rio mare” – 2 puszki – 22,95
Sałatka z tuńczyka „Rio mare” 1 puszka- 11,99
Tuńczyk z oliwą i czosnkiem – 2 puszki- 22,95
Wołowina w puszce- 340 g- 9,95 i 11,95 (innej firmy)
cukier brązowy (tani) 0,5 kg - 5,50
cukier brązowy w kostkach 0,5 kg – 11,95 
czarny miód egipski 0,7 kg - 7,95 
dżem truskawkowy mały -  6,50 
mleko smakowe 200 ml 3,00
płatki kukurydziane z owocami - 19,95
daktyle nadziewane migdałami -27 
Sanpelegrino - woda gazowana 0,7 litra -  5,50,
tic-tac - 1,50
kawa rozpuszczalna Panda 200g. - 18,25
7 up cherry - 2,95
mandarynki pakistańskie 1 kg - 3,95
mandarynki hiszpańskie 1 kg - 18,50
jabłka granny Smith 1 kg - 9,50,
6 muffinek w paczce - 7,95
czekolada Cadbury -100 g - 5,50
batonik cadbury - 2,50
ser Cheddar 1 kg - 50 
herbata Lipton- 20 szt. 4,75 ,
herbata zielona 5,50
Marchewka – 4,50
Jajka 15 szt. - 7,50
Małe masło 25g. – 2,95
Kinder bueno 3 szt – 6,50

słodki melon KSA  - 17,90 
malezyjskie mleko skondensowane, słodzone - 2,95
jogurt 150ml. 1,50
Sunquick 840 ml - 14,75 
Keczup Hainz 700ml - 33,95  
Stek wołowy (Austalia) 1 kg - 82,95 

Chemia i kosmetyki 

FAIRY (płyn do naczyń) – 1,5 l. 18,95
Szampon DOVE 700 ml. 24,50
Chusteczki higieniczne (idą w kolosalnych ilościach) – 6x100szt. + bonus – 13,50
puszka pasty do butów - 4,75
Proszek do prania "Tide"(mutacja "Vizir" ) 6 kg. - 65,95 
proszek do prania "ARIEL" promocja 6 kg. 75,50 
Proszek do prania Ariel 4,5 kg – 62,95
Mleczko CIF różne zapachy 11,25
CIF active Cream - 19,50
Dabur pasta do żębów wybielająca, ziłołowa + szczoteczka gratis - 4,75 
Pasta do zębów Himalaya 75 ml.(ochrona dziąseł) 6 SAR
Szampon przeciwłupieżowy z cytryną Dabur / Vatika - 7,5 (w Polsce od 15 pln  do 18 pln)
Żele pod prysznic 250ml. Nivea różne zapachy 17,00
Camay 250 ml 12,75 
Krem Nivea 500ml. –  32,50
Mydło Dove – 3,95

Oliwka do włosów Dabur - Vatkia- 400 ml -12,25, 
Oliwka do włosów Dabur - Vatkia-200 ml. 10,00 
Szampon kaktusowy 200ml. (przeciw wypadaniu włosów) - 10,00
szczoteczka do zębów Oral-B - od 24,95 do 21,95
szampon Head & Shoulders - 200 ml. promocja - 14,50 regular 20,75
Gilette Fusion Power (1 wkład) - 59,75
pasta do zębów Colgate 75 ml. optic whiye 11,50
szampon Himalaya 400 ml. Neem& almond lotion - 16,75 
Proszek do prania Panda, 1,5 kg do białego i koloru- 17,50  
pasta do zębów Siwak 50 ml. - 2,75
żel Gillette Fusion 24,50 
żel pod prysznic FA 250 ml. z ekstraktem z miłorzębu 13,00 
krem odżywczy do skóry Himalaya 50ml  5,00 

Przyprawy
Lubię gotować, ale jeszcze bardziej lubię "dosmaczać" wszelkie potrawy różnymi dostępnymi przyprawami.
Tutaj na brak przypraw narzekać nie mogę, chociaż nie widziałem jeszcze na przykład majeranku


Fish biryani masala - 4,25
Biryani mix (do ryżu z mięsem) - 3,95
czarny pieprz mielony 100g - 6,95
Garam masala - 7,50,
Achar Gosht Masala 50g - 3,75
chaat Masala 50g - 3,95
Maggi do kurczaka z imbirem i czosnkiem + woreczek 34g - 5,50
chili w proszku lub kurkuma w proszku - 2 x 200g - 11,95
goździki 75g- 10,95
przyprawa do mięsa firmy "Tak Tat" - 150 g - 9,95
kardamon zielony 140g  - 34,95

Papierosy
"Marlboro" i  "Davidoff ID Touch orange" - pomiędzy 9,50 a 10 
nowe "Marlboro" -15,00

Usługi
strzyżenie męskie z oczyszczaniem i nawilżaniem skóry twarzy  - 25 do 35 SAR
Pranie i prasowanie koszuli (długi rękaw) – 5 SAR
Pranie i prasowanie długich spodni – 7 SAR 


Odzież i inne  męskie gadżety
Okulary "Ray Ban" od 850 do 1200 
,BlackBerry Z10 - 2699 
Długie spodnie "North Face" - 385
koszula z długim rękawem"North Face"  - 185

Inne
baterie AAA AKAI 2 szt. -8,95 

Ceny w Centerpoint 

Garnek do tajine (elektryczny) - 240 SAR - chciałem kupić dla Oli, ale się uparła, że woli tradycyjne gliniane  
 Zestaw – garnki 24 cm i 20 cm. średnicy + pokrywki, patelnia 20 cm.  średnicy + pokrywka, rondelek 16 cm.+ pokrywka (promocja) -  181 SAR
Czajnik elektryczny – aluminiowy – 108 SAR
Kubki – 3 SAR /szt. (wielka promocja)
Łyżka do zupy – 14 SAR za szt.

 

Post będę starał się uzupełniać. Zakupy były robione w sklepach "Panda" i "Centerpoint"

Aktualne ceny - gazetka ze strony Carrefour





9/28/2013

Przyszła jesień – nie ma na to rady....

22
Przyszła jesień – nie ma na to rady....
...ale trudno doszukać się spadających liści, mżawki czy deszczu lub innych przymiotów jesieni w kraju ojczystym. Noce co prawda zaczynają robić się chłodne i temperatura spada nawet poniżej +30 stopni, ale w dzień jest całkiem przyjemnie i woda w basenie nie przypomina już tak bardzo zupy.
Wieje natomiast jak cholera i zaczęły się burze piaskowe.
Ja już przedwczoraj pierwszą taką burzę w tym sezonie zaliczyłem na mojej ulubionej drodze do Al-Hasa.
Z ciekawych widoczków zobaczyłem stadko całkowicie białych wielbłądów – nie, nie są to duuuże białe myszki, albowiem spożywanie alkoholu jest tutaj całkowicie zabronione :P

PS. Z ciekawostek - białe wielbłądy są szybsze i bardziej wytrzymałe niż baktriany.
Wielbłądy zostały udomowione około roku 3000 p.n.e. - jak się pewnie domyślacie jest to jedna z najważniejszych dat w historii ludzkości :)

Źródło

9/10/2013

Głupota ludzka nie zna granic czyli historia z jednej budowy

11
Głupota ludzka nie zna granic czyli historia z jednej budowy
Budowy, szczególnie obiektów rządowych są w Arabii Saudyjskiej pod szczególnym nadzorem inwestorskim.
Często więc pojawiają się na nich różnego gatunku i maści przedstawiciele przyszłego użytkownika i sprawdzają jakość wykonania oraz realizowanie bardzo rygorystycznych zasad bezpieczeństwa.
Na jednym z takich wrażliwych obiektów (dla Bardzo Ważnego Ministerstwa)  pojawiła się grupa elektryków, która przybyła z innego miasta.
W tamtym mieście pracowali dla mniej wymagającego klienta, co skutkowało nieco luźniejszym stosunkiem do rygorów BHP.
Pan Elektryk sobie pracuje, kabelki jakieś spina, ale zdjął maskę przeciwpyłową z twarzy, bo nie przyzwyczajony i mu niewygodnie.
W tym momencie pojawia się zewnętrzna kontrola BHP z ramienia inwestora.
Behapowiec widzi faceta bez maski, to robi mu zdjęcie, żeby mieć dowód, a nie tylko swoje słowo.
Pan Elektryk widzi, że robią mu zdjęcie.... rzuca w cholerę narzędzia, kask i daje dyla………  przez okno.
Behapowiec w szoku - i zaczyna szybko kojarzyć – facet  reagujący  „ciut”  nerwowo  na  zdjęcia,  łączy  jakieś  kabelki  w  rządowym  budynku  i  daję  "dzidę"  (tzn.  ucieka)  przez  okno.
To wzywa ochronę w  celu dorwania faceta.
Pan Elektryk miał kupę szczęścia, że ochrona była nieuzbrojona, ani nie przejeżdżał w okolicy patrol wojska lub Policji.
Capnęli go ochroniarze, dostał karę finansową, ale obyło się bez tragedii.
Nie wiem, co facet miał w głowie, ale miał naprawdę duuużo szczęścia, że do tego co już ma nie dołączyło jeszcze 9 gramów ołowiu.

8/30/2013

Zmiany w prawie czyli walka z przemocą domową w Arabii Saudyjskiej

18
Zmiany w prawie czyli walka z przemocą domową w Arabii Saudyjskiej
Znalazłem artykuł, w którym został poruszony temat zmian w saudyjskim prawie dotyczącym przemocy domowej wobec kobiet.
To jest zmiana, jak na stosunki społeczne w Arabii Saudyjskiej,  rewolucyjna.
Tutaj „my house is my castle” jest jeszcze bardziej prawdziwe niż w Wielkiej Brytanii czy USA.
Spojrzenie na jakąkolwiek kobietę jest dużym nietaktem, a już ingerencja w wewnątrzrodzinne sprawy – niewyobrażalna.
Nie znam skali problemu, plakatu, o którym mowa w artykule też nie widziałem.
Pisałem już, że Arabia Saudyjska się zmienia, ale tempo tych przemian jest naprawdę ogromne.
Tym, którzy tu nie mieszkają taki zapis w prawie wydaje się zupełnie normalny i naturalny.
Tutaj to obyczajowa rewolucja.
I co ważniejsze - żyjąc i pracując wśród Saudyjczyków (choć jeszcze dość krótko) wiem jedno.
Jeżeli już podjęto taką decyzję, to będzie ona realizowana z całą konsekwencją.
A to duża różnica. W Europie dużo się niby o tym mówi (również u nas) ale efekty moim zdaniem nie są zachwycające.
Tutaj prawo będzie egzekwowane z całą surowością.
Owszem, jak wszędzie będą „nietykalni” ale zdecydowanie będzie ich mniej niż w Europie, bo tu nikt sobie nie da zamknąć ust "nietolerancją”, „różnicami kulturowymi”,
„rasizmem” i innymi „izmami”

Link do artykułu 

Plakat kampanii wzywającej do zaprzestania przemocy wobec kobiet w Arabii Saudyjskiej

6/06/2013

Słowniczek i przydatne informacje

Słowniczek i przydatne informacje


Iqama – dokument poświadczający tożsamość obcokrajowca – rezydenta na terytorium Arabii Saudyjskiej.
Iqamę i kopię paszportu należy mieć zawsze przy sobie.
Brak Iqamy powoduje: niemożność założenia konta w banku, kupienia samochodu lub telefonu. Bez iqamy nie można wjechać na terytorium innych państw GCC bez wizy. Nie można też zatrudnić maidy i ściągnąć rodziny.
Poniżej wzór Iqamy
Źródło
Muttawa -  policja religijna, zajmująca się egzekwowaniem prawa szariatu. Funkcjonariusze zajmują się głównie egzekwowaniem prawa koranicznego, m.in. odpowiedniego ubioru kobiet, separacji kobiet od mężczyzn i przestrzegania godzin modlitw przez osoby znajdujące się w miejscach publicznych.

Odprawa dla pracownika w firmach saudyjskich - informacje na ten temat znajdziecie - tutaj

Podatki w Arabii Saudyjskiej - dochody ekspatów nie podlegają opodatkowaniu, ale może to ulec zmianie. Więcej informacji tutaj 

Umowy o pracę - informacje na ten temat znajdziecie tutaj a uzupełnienie dotyczące "single status" i "family status" jest dostępne pod tym linkiem
Moje perypetie dotyczące "family status" opisałem tutaj - więc nie popełnijcie tego błędu co ja i zagwarantujcie to sobie w kontrakcie. Ja niestety tego nie zrobiłem.

Weekend w Arabii Saudyjskiej - przypada na piątek i sobotę, ale część firm nadal ma wolne w czwartki i piątki


Słowniczek będzie uzupełniany wraz z pojawiającymi się z Waszej strony pytaniami. 
Wszelkie pytania proszę zgłaszać w komentarzach, postaram się odpowiedzieć najlepiej jak potrafię.


3/02/2013

Czego brak mi w KSA

Nie jestem samobójcą, więc zacznę do tego, że najbardziej brakuje mi MOJEJ UKOCHANEJ MAŁŻONKI ALEKSANDRY ;)
Poza tym tego, czego tu nie ma.
Jestem wielkim „patriotą kulinarnym” tak więc dań kuchni polskiej czy węgierskiej brak mi bardzo.
Brak polskiego chleba bywa czasem uciążliwy, ponieważ do wyboru mam albo chleb arabski czyli pszenne placki albo pieczywo tostowe w angielskim stylu, którego nie znoszę jak morowej zarazy.
Brakuje mi wędliny, bo tutejsze nie są niestety najwyższych lotów.  I nie chodzi o to, że nie zawierają  wieprzowinki. Lokalne wędiny, które tu jadłem są jakieś takie niedoprawione i mało zdecydowane w smaku.
Na przykład w Turcji produkują kiełbasę z indyka w oparciu o polski przepis na ”krakowską podsuszaną”  Ta turecka "podróbka" naszej rodzimej "Krakowskiej" jest genialna w smaku. Nazywa się bodajże „polska” i droga jest tam jak sto nieszczęść.
Tęsknię za twarogiem (lokalne sery białe w smaku przypominają fetę) i  jogurtami smakowymi.
Tu jest tylko jakaś mutacja „Activii” (a ja na szczęście nie mam problemów, które pomaga rozwiązywać)  lub wyroby jogurtopodobne z połową tablicy Mendelejewa.
Soki owocowe - te 100% kosztują jakieś abstrakcyjne pieniądze typu 20-25 SAR za litr.
Brak mi wody mineralnej gazowanej w ludzkiej cenie, bo jest albo Perrier albo Sanpellegrino i nie są najtańsze.
Słodyczy - bo tutaj nawet czekolada Cadbury smakuje jakby była wymieszana dodatkowo pół na  pół z cukrem (Kinder Bueno również).
Jak pobędę tu dłużej, to i pewne lista się zrobi bardziej kompletna.

2/28/2013

Ruch drogowy po raz drugi i pewnie nie ostatni



Poruszam się sporo po drogach pomiędzy: Al-Aziziyah (gdzie mieszkam), Al-Khobar, gdzie „biurwię” a Jubail, gdzie mam największy projekt i z fotela pasażera obserwuję świat.
Szczególnie uważnie współuczestników drogowej niedoli.
Po głębszej analizie doszedłem do ciekawej konstatacji – praktycznie wszystkie te "numery", jakie wykonują kierowcy w KSA już gdzieś widziałem.
Pomyślicie sobie pewnie - „.co się facet napinasz, i popisujesz, że po świecie pojeździłeś i widziałeś jakichś kamikadze za kółkiem…”
Nic bardziej błędnego – są to reminiscencje z naszej kochanej Ojczyzny.
Krainy wierzb płaczących, Chopina i ...
"... ..tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;
Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,
Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała….”
No i oczywiście krainy wielkich miłośników koni………….. nie tylko arabskich. Bo przecież "koń, szabelka i butelka to Polaka miłość wielka"
I tu, jak mawiał  Gerald z Rivii "jest wampir pogrzebany” :)
Saudyjczycy także uwielbiają konie i podobnie jak my mają ułańską fantazję.
Jeden koń pod d….. czy kilkadziesiąt lub kilkaset pod maską - zadna to różnica 
Trzeba gnać :-)
Zacząłem wspominać pewne zdarzenia z mojej własnej kariery „za kółkiem”,  tego, co wyczytałem w gazetach czy zobaczyłem w Internecie.
Skręt z lewego pasa w prawo?
A kto baranku ty niedostrzyżony, jak przegapił zjazd na Łódź jadąc z Krakowa na Katowice odwalił identyczny numer ? Ano ja sam - choć wstyd się przyznać.
Zawracanie na autostradzie lub cofanie na niej?
Toż to sam nieoceniony Minister Sławomir” Fotoradar” Nowak jadący z Europarlamentu bodajże w Niemczech.
SMS-y wysyłane podczas jazdy – praktycznie co kilkunasty kierowca w Polsce.
Sam widziałem w warszawskim korku kolesia jedzącego śniadanie i drugiego czytającego gazetę.
Wyprzedzanie na trzeciego, pięć pasów zamiast dwóch, wyścigi ciężarówek ??? Wszędzie tak samo - czy to w KSA czy w Polsce.
Różni nas tylko kilka drobiazgów w tej materii.
Korzystając z wiedzy Marka prowadzącego  bloga„ Beżowy świat” (z całego serca polecam bloga „konkurencji” bo zasób informacji, jakie tam znajdziecie jest przeogromny) napiszę jak wygląda tutaj  egzamin na prawo jazdy.
Teoria -  rozpoznawanie kilku znaków (fakt, nie przesadzają z ich ilością)
Praktyka - fura z automatem, zrobić kółeczko po placu i wrócić w miejsce startu.
Taaa daaaam – i już macie prawko :)
Przed tym robią jakieś badania lekarskie (o to jakie badania trzeba podpytać Marka).
Stan techniczny pojazdów nieco inny niż w Polsce.
Większość ma folię na siedzeniach (ktoś kupił tu 4 letnie auto z folią), ale serwisowane przez "magików" z Indii. Bynajmniej  nie chodzi mi o to, skąd są, tylko co potrafią.
Zacytuję tu mojego kolegę, który naprawiał samochód w AUTORYZOWANYM serwisie.
Mechanik walczył z montażem jakiegoś podzespołu i szło mu to dość marnie.
Po godzinie - błysk w  oku naszego Pomysłowego Dobromira.
Popędził na plac, gdzie stały oddane do naprawy samochody klientów i z coolem na pysku…wymontował potrzebny element.
Całe szczęście, że nie był to np. układ hamulcowy, ale następnym razem…hmmm, kto wie?
Poza tym - potłuczone lampy, zwisające, podrywane przy kolizjach elementy karoserii itd.
A „miśki” ? Miśki są cool, i nie czepiają się o drobiazgi.
Według relacji „Zatokowców ze stażem" to i tak jest niebo a ziemia w porównaniu z tym, jak się tu jeździło 8 lat temu.
Teraz na skrzyżowaniach są kamery, wyłapujące przejeżdżających na  „późnym  żółtym" – ciekawostka tu na żółtym można jechać.
Są poustawiane strasznie sprytnie fotoradary (ukryte w atrapach stojących na poboczu terenówek, które nawet mają włączone światła) – cholernie odporne na wykrycie – nie działają na nie nawet najlepsze polskie antyradary :D
Tak więc i to się powoli zmienia.

2/25/2013

KSA a język angielski

Podobno w KSA wszyscy się uczą angielskiego jako drugiego języka.
Efekty przypominają jednak wysiłki edukacyjne nauczycieli  języka rosyjskiego za czasów mojej młodości.
Niby uczyli się wszyscy, a mówiło niewielu :)
Tak więc angielszczyzna na poziomie  „efficient” stanowi czasami większą szkodę niż pożytek.
O ile z większością managerów wyższego szczebla porozumiesz się bez problemu, to jak zaczniesz za bardzo „dziwaczyć” w rozmowach z innymi,  to zginałeś bracie jak Andzia w pokrzywach.
Ja nie mam tego problemu, bo mój angielski jest „naumiany” głównie za pomocą lektorów (native speakerów i najczęściej  poza Polską),  którzy kładli nacisk tylko na jeden aspekt – KOMUNIKATYWNOŚĆ.
To czy moja gramatyka doprowadzi do stanu agonalnego purystę językowego – „doesn't matter” :)
Ważne, żebym ja zrozumiał i żeby mnie zrozumieli.
Jednak zdarzają się sytuacje, w których żeby się dogadać muszę stosować „English –pidgin”  połączony z machaniem łapami.
Mam teraz kierowcę Hindusa – Ali Radżę.
Kochani to jest wyzwanie, żeby przekazać o której godzinie mamy być w określonym miejscu, albo że chcę pojechać do sklepu lub na obiad - absolutny hardcore.
Gość jest przemiły, i szalenie uczynny ale to nie Jego wina, że ja nie mówię w urdu :)
On zna urdu i się prawie ze wszystkimi dogaduje :D

Konkluzja - uczmy się języków obcych. Angielski to za mało - teraz pora nauczyć się arabskiego, hindi, urdu,  mandaryńskiego i każdego innego jężyka, który wydaję się bardziej lub mniej przydatny.
Tylko kiedy ja na to znajdę czas ???

2/22/2013

Plac zabaw dla dużych chłopców

Tak jak się wczoraj zdeklarowałem przybliżę Wam jak wygląda ośrodek szkoleniowy dla Rescue Teamów w Arabii Saudyjskiej.
W oparciu o moje doświadczenia krajowe spodziewałem się salki z tablicami poglądowymi, kilkoma przekrojami gaśnic, rzutnikiem multimedialnym i prezentacjami.
W sferze ćwiczeń praktycznych – placyku do ułożenia kilku palet, ewentualnie skromniutkiej wanny do pożarów cieczy i hasta la vista, baby. :)
Taaak, ale KSA ma zwyczaj mnie zaskakiwać.
Jak się ktoś za młodu naczytał „Jak Wojtek został strażakiem” a później obejrzał „Ognisty podmuch"  z Robertem de Niro  to znalazł się naprawdę we właściwym miejscu ;-)
Przyjechaliśmy, a tam pachnący jeszcze farbą budynek, świeżo otwarty przez jakiegoś Ważnego Pana Ministra (o czym świadczyły zdjęcia na ścianach z datownikiem).
Salek wykładowych – od groma –wszystkie tematyczne. BHP, pierwsza pomoc, pożarówka.
Wyposażenie multimedialne - pierwsza klasa.
Ale dopiero plac do ćwiczeń praktycznych mnie powalił na kolana.
Poszliśmy się przebrać- a tam w szatni nowiutkie Nomexy do wyboru do koloru, amerykańskie buty pożarnicze, hełmy, jakie tylko dusza zapragnie (nie znalazłem” Kaliszanki”, ale i tak było w czym wybierać)
Aparaty powietrzne  i ucieczkowe Drägera, sprzęt  nurkowy Maresa.
Na placyku: 3 kondygnacyjna komora dymowa, komora rozgorzeniowa,  wydzielone miejsca do ćwiczeń gaszenia wszystkich typów pożarów z gazami włącznie.
W środku – basen do ćwiczeń z ratownictwa morskiego głęboki na jakieś 15 metrów. z symulatorem łodzi otwartych i zamkniętych oraz symulator helikoptera ratowniczego do podejmowania rozbitków lub pracowników z platform wiertniczych.
Na tym zakończę swoją opowieść- za tydzień tam wracam :)

2/22/2013

Ośrodek szkoleniowy

Chciałbym mieć w Polsce, choć jeden tak wyposażony ośrodek szkoleniowy jak ten w którym wczoraj byłem. Na szczegółowy opis musicie poczekać do jutra :)

2/22/2013

Powrót do przeszłości - czyli Forever Young

Dziś w ramach weekendu pracującego zostałem wysłany na szkolenie Rescue Teamów do specjalnego ośrodka treningowego. Nie byłby w tym nic zabawnego i ekscytującego, gdyby nie fakt, że w takich szkleniach od lat biorę udział nie jako kursant, a jako trener. Mimo tego, że w Szkole Głównej Służby Pożarniczej językiem, który pracowicie studiowałem był rosyjski to przez kilka ostatnich lat życia wbił mi się do głowy spory słowniczek pożarniczy w języku "language". To umożliwiło mi wypełnienie testu kompentencyjnego - wstępnego na pozimie 100% zanim znakomita część współkursantów zdążyła przeczytać pytania ze strony pierwszej  :-)

Kiedy zatwierdzałem plan tego szkolenia, wymusiłem na organizatorze gaszenie praktyczne. Bo tutaj szkolenia w zakresie p.poż nie są integralną częścią szkolenia wstępnego BHP,  tylko osobnym kursem specjalistycznym.
Szkolenie prowadził starszy, przesympatyczny emerytowany policjant dochodzeniówki z Filipin. Nieźle sobie chłop radził, ale zawsze jest jakieś "ale" jak się człowiek uprze :-D
Parę razy zastrzeliłem go pytaniami lub wykazałem niepełną znajomość środków gaśniczych. Ponieważ w SGSP miałem naprawdę niezłego sadystę jako wykładowcę akurat tego zakresu wiedzy, to wpędziłem biedaka na takie pole minowe, że pozwolił mi prowadzić kilka części wykładu, kiedy zauważł mój specyficzny wyraz twarzy (wszyscy, którzy mnie dobrz znają, wiedzą o którą z moich minek chodzi,  a facet szybko sie nauczył ją rozpoznawać :-DDD).  Mieli błąd w materiałach szkoleniowych z gatunku tych, za które na kolokwium wyleciałbym niczym północnokoreańska rakieta za drzwi :-DDD.
Błąd polegał na doborze środka gaśniczego do typu pożarów. Chodzi o pożary typu "A" (ciała stałe pochodzenia organicznego),  ktore chcieli gasić gaśnicą śniegową czyli CO2. Powiedziałem, że jak zgaszą tego typu pożar "śnigówką",  to ja zacznę po powierzchni basenu chodzić :-)
W części praktycznej czułem sie jeszcze lepiej :-).
Ale dam im szansę się odegrać - jest jeden certyfikat, którego jeszcze nie mam (Offshore Survival - niezbędny przy pracach na platformach). Podejrzewam, że moja dzisiejsza upierdliwość zostanie sowicie wynagrodzona :-DDD

2/19/2013

Poszukiwania fryzjera zakończone sukcesem

Pamiętacie, jak szukałem fryzjera w mallu ?
Nie poddałem, i ruszyłem wczraj na dalsze poszukiwania ;-)
Zgodnie z sugestiami udałem się do Pandy - czyli lokalnego hipermarketu.
Jak każe tradycją, niezależnie od tego o której wyjdę z pracy i dojadę w jakiekolwiek miejsce – za chwilę zaczyna się czas modlitwy. Tak też i było tym razem – znalazłem Pana Fryzjera – usłyszałem, że po modlitwie bo miał klienta na fotelu.
Klientowi robił profesjonalne oczyszczanie twarzy ( z parą wodną i w ogóle).
Zdążyłem jeszcze spożywkę kupić i czekam na koniec przerwy.
Na którymś z blogów przed wyjazdem znalazłem informację, że Panowie Fryzjerzy często mają swoje wizje fryzur, a pojęcie "ostrzyc krótko” nie specjalnie znajduje uznanie.
Cóż, ja mam na głowie max 5-6 mm. szczeciny do dużo nie namiesza ;-)
Jak mu się uda namieszać – to też niewielka strata – za dwa tygodnie odrośnie.
Pan grzecznie zapytał co ma zrobić, potem zapytał jeszcze raz, wziął maszynkę założył końcówkę i ponownie zapytał  – ja jednak byłem bardzo zdecydowany. Pan chyba poczuł się lekko urażony, że jego propozycja nie znalazła mojego uznania, ale robotę wykonał perfekcyjnie. 
Później delikatnie acz stanowczo skrytykował stan mojej cery (podobno się świeciła) i w ramach promocji dla nowego klienta namaścił jakimś kremem.
Po zakończonym zabiegu  położył mi na twarz gorący ręcznik.
Bajka, jak z amerykańskich filmów – do wyrównania boków i ogolenia szyi użył jednorazowej brzytwy.
Podsumowanie odnośnie doświadczeń w tym obszarze innych osób piszących z Zatoki:
Tak - Panowie Fryzjerzy próbują forsować swoje koncepcje.
Nie  potrafią ostrzyc krótko zgodnie z życzeniem klienta.
Cena za tę przyjemność? Razem z maseczką i gorącym ręcznikiem - 45 riali.

2/18/2013

Podział zadań

      Normalnie nie przeszkadza mi ścisły podział zadań w firmie.
Założenie jest takie - jeżeli firma płaci managerom konkretne pieniądze za myślenie,  to oni mają mysleć, organizować, egzekować i robić to wszystko co osoba kierująca robić powinna
Manager nie musi zajmować się drukowaniem materiałów na spotkania, zanoszeniem potrzebnych dokumentów do innych managerów, nawet kawę dostarcza się managerom do pokoju.
I OK, nawet mi się to podobało - ja mowię, a osoba predystynowana do wykonania tak skomplikowanej roboty ją wykonuje, ja zajmuję się opracowywaniem strategii i rozdzielam zadania.
Dziś jednak pierwszy raz prawie wyszedłem z siebie.:-)
System obrócił się przeciwko mnie.
  
      Kazałem od razu, pierwszego dnia  zrobić porządek z niesprawnym sprzętem. Po słuchaniu przez półtora tygodnia "ok, ok boss" wczoraj wyznaczyłem ostateczny termin realizacji zadania na dziś.
Okazało się,  że sprawa jest "so complicated" i że się nie da bo to, bo tamto. No po prostu jakbym mu kazał w przydomowym ogródku zbudować elektrownią jądrową za pomocą młotka, przecinaka i kłębka drutu. Wziąłem pracownika ze sobą i poszliśmy do innego działu. Okazuje się, że problem można rozwiazać praktycznie od reki.
      Ale, ale  ..........   ktoś musi ten sprzęt zanieść do samochodu. Mój pracownik nie może, bo on jest zbyt ważny, aby wykonywać takie czynności. Pracownik działu numer 2 też nie może, bo to nie jego bajka, może jedynie zlecić zawiezienie i przywiezienie sprzętu. I dawaj szukać osoby, która jest predystynowana do wykonania takiej skomplikowanej czynności jak zaniesienie czegoś do samochodu.
Dym mi poszedł z uszu - złapalem sprzęt i pytam gdzie go zanieść ? do windy czy do samochodu ?
No i się wtedy zaczęło  ...........  bieganie w celu znalezienia osoby,  ktora jest odpowiedzialna za zaniesienie sprzętu ...........

      Obaj pracownicy (ten mój i ten z drugiego działu) popedzili do windy wjechali 2 piętra wyżej do managera działu numer 3. zapytać kto jest predystynowany do wykonania tak "trudnego i odpowiedzialnego" zadania.
Wrocili  z ................ asystentem managera działu numer 3 i we trójke zaczeli szukac osoby, ktora.  ........... (no już wiecie co miała zrobić - oczywiście zanieść sprzęt do samochodu)

Po pół godzine znaleźli i sprzęt  szczęśliwie udał się do serwisu.
      Ja staram się dojść do siebie.  Tak - kawę  mi przynieśli do biurka - osoba od przynoszenia kawy ...........byla dostępna

2/17/2013

Zakupy w Dhahran Mall (post ze specjalną dedykacją dla Nessuno, Potarganej, Misteg i wszystkich miłośników zakupów)


 
Jako że lata temu zrezygnowałam z noszenia długich włosów na rzecz fryzury zbliżonej do tej preferowanej przez większość armii świata po prawie dwóch tygodniach od ostatnich postrzyżyn wpadłem na pomysł odwiedzenia przybytku kultu niewiast wszech krajów i wszech kultur  - salonu fryzjerskiego w centrum handlowym "Mall of Dhahran"
Skromny ten budynek jest widoczny z odległości około 3 km i przy nim np. takie Centrum Handlowe w Jankach wygląda jak Gminny Ośrodek Zdrowia.
Jednak nie dane było mi od razu skorzystać z uroków tego przybytku, ponieważ nastąpił czas modlitwy.
W kulturze Islamu nie ma stałych pór modlitw - są one związane z realnymi porami dnia – czyli pierwsza modlitwa o wschodzie słońca a ostatnia przy jego zachodzie. Sposób wyboru godziny modlitwy jest ściśle określony i codziennie pora ta się zmienia.
Tak więc wpadłem do centrum handlowego a tam wszystkie sklepy właśnie są zamykane i pracownicy udają się na modlitwę.
Wykorzystałem ten czas na penetrację i lokalizację potencjalnych miejsc wartych odwiedzenia, co by zadośćuczynić prośbom moich Szanownych Koleżanek i ceny produktów różnorakich, acz luksusowych im sprawdzić.
Znam się na tym jak kura na pieprzu, ale co tam ... :)
Znalazłem sklep kosmetyczny. Hala potężna a ja z biednym Asifem (mój kierowca) sami otoczeni hordą spragnionych zakupów…....   Pań oczywiście chciałem napisać ;-)
Zaatakował mnie od razu bardzo uprzejmy sprzedawca, więc nieśmiało zapytałem o jakieś męskie perfumy, bo na szczęście o tym mam niejakie pojęcie.
Duuuższy błąd – Pan zaczął oprowadzać mnie po tym lotnisku, pokazując produkty wszystkich najlepszych marek. Wyhamowałem go zapytawszy o cenę Chanel Egoist 100 ml.
Cena – drobiazg – 540 riali.
Dalej nie było wcale lepiej – wszedłem do sklepu CK.
Zobaczyłem całkiem fajne bokserki. Cena 275 riali.
Buty wyjściowe Geoxa – 750 riali.
Ku wielkiej uldze Asifa odpuściłem sobie wizytę w sklepie Bossa – to co zobaczyłem już mi wystarczyło.
Później tylko dzięki czujności mojego Kolegi uniknąłem kłopotów – nie wtargnąłem do części zarezerwowanej tylko dla kobiet (jakby cała reszta była dla facetów :-DDD).
Moja konkluzja po dzisiejszym dniu - Saudyjczycy to bardzo mądrzy ludzie - zawsze mogą powiedzieć żonie – „Moja droga, nie mogę zobaczyć tych koszuleczek, bluzeczek, torebeczek  i  nie, wiem czy  wyglądasz w tym dobrze BO MNIE TAM NIE WOLNO WEJŚĆ
I Panowie  myk, myk do stoiska Ferrari, Omegi albo innego z gadżetami dla facetów.
Czy się ostrzygłem ?
NIE!!!
W tym przepięknym budynku nie przewidzieli fryzjera męskiego ;-)

2/17/2013

Zimno jak w psiarni czyli jak się człowiek szybko przyzwyczaja do dobrego



Dziś od rana pogoda mnie nie rozpieszczała.
Smutno, ponuro, słońca jak na lekarstwo i wieje jak cholera.
Podczas przerwy na papierosa (mam na swoim piętrze taki malutki taras wielkości lotniska dla awionetek) wyszedłem tylko w koszuli a tam tak duje, jakby się kto powiesił.
Wypaliłem skulony, trzęsący się i jak niepyszny wróciłem błyskiem za biurko.
O 17:00 kiedy nastąpił czas powrotów jak nie lunie (wg oceny bardziej obiektywnych osób, jak np. Iwonka było to tylko kilka kropel deszczu przez parę minut). Normalnie – zamróz i poniewierka.
Ja galopem w zapiętej „pod szyję” marynarce do samochodu i ………spojrzałem na termometr.
Temperatura na zewnątrz ……..21 stopni Celsjusza ;-)

2/16/2013

Fog or smog czyli pogoda zmienną jest

Fog or smog czyli pogoda zmienną jest
Sobotni poranek Wam kojarzy się z początkiem weekendu.
Dla nas - z jego końcem.
Dziś rano, oczekując na mojego kierowcę wyjrzałem przez okno  i stwierdziłem, że muszę poprosić o umycie okien bo nic nie widzę przez szyby.
Ale nie – to tylko mgła jak mleko. Ruszyliśmy w kierunku firmy a na drodze Apokalipsa.
Wygląda na to, że samochody w Saudi nie mają świateł przeciwmgielnych albo nie jest przyjęte ich używanie. Do sygnalizowania swojej pozycji na drodze używa się ….świateł awaryjnych.
I bądź człowieku mądry i pisz wiersze kto gdzie ma zamiar pojechać ... ?
Efekt - kosmiczny korek, a po drodze – kilka spektakularnych  "dzwonów".
A później ...  znowu piękna pogoda jak w lipcu w Polsce (jak lato jest łaskawe).

2/16/2013

Saudyjczycy



Bardzo mili, uśmiechnięci,  z doskonałymi  manierami i wielką kulturą.
Wymagają szacunku oraz respektowania ich praw i zwyczajów zdecydowanie bardziej restrykcyjnie niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni w Europie.
Fakt bycia obcokrajowcem nie jest powodem do pobłażliwego traktowania i taryfy ulgowej.
Nie spotkałem się z traktowaniem z góry, o czym słyszałem lub czytałem na innych blogach.
Może to wynikać ze środowiska w jakim pracuję - jestem jedynym Europejczykiem w firmie.
Wszyscy starają się mi nieba przychylić i są w stosunku do mnie bardzo troskliwi. 

Ich kultura wymaga przywiązywania wielkiej uwagi dla wypowiadanych słów oraz bardzo uważnego słuchania tego, co Wam chcą powiedzieć.
Nie spotkacie się tutaj z wypowiedzianą wprost krytyką Waszych niewłaściwych zachowań.
Tutaj wymaga się od Was zrozumienia aluzji, bo zwrócenie komuś uwagi jest przejawem złego wychowania.

Myślę, że najprościej będzie na moim własnym przykładzie. 
W środę, czyli ostatni dzień przed weekendem tak jak w większości dużych firm czy korporacji  na świecie obowiązuje „Casual Day” – czas mniejszej dyscypliny w ubiorze.
Mając w perspektywie wyjazd na budowę założyłem bojówki, bluzę z długim rękawem (ważne – łokcie i kolana w Arabii Saudyjskiej muszą być zakryte – tak stanowi i zwyczaj i prawo)  pojechałem do firmy zabrać resztę rynsztunku czyli Catepillary (buty) na łapy, okulary ochronne w wersji lustrzanka oraz kask. Zanim się do końca wyposażyłem spotykam mojego kolegę , który pracuje na równorzędnym stanowisku z moim.
Bo bardzo serdecznym powitaniu usłyszałem – „ O -  widzę, że się wybierasz na budowę”.
I tak umarły moje marzenia o bojówkach i bluzie w pracy w środę – mogę zdjąć marynarkę i krawat, zmienić spodnie na inne niż garniturowe, ale to już wszystko na co mogę liczyć.
Tak właśnie to działa – nikt Wam nie powie wprost: "Stary, tak nie przychodzimy do pracy mimo „casual day” – na twoim stanowisku wymagamy jednak zachowania pewnych standardów ubioru”.
I nie ma znaczenia, że pracownicy niższego szczebla nawet na co dzień chodzą w jeansach, bluzach i w klapkach.

Kobiety w Arabii Saudyjskiej są otoczone szacunkiem i troskliwą opieką, tylko okazywaną inaczej niż w naszej kulturze.
Moja firma jest bardzo liberalna jak na warunki saudyjskie – zresztą Prowincja Wschodnia jest zdecydowanie bardziej „rock&rollowa"  niż np. Riyadh.
Pracują z mami kobiety – część w wydzielonej strefie, do której faceci nie mają wstępu, ale jest także grupa kilku pań, które pracują  w sekretariatach działów i mają stały kontakt z pracownikami firmy.
Można się oczywiście grzecznie przywitać, porozmawiać chwilkę o pogodzie ale na tym doradzałbym zakończenie nieformalnych kontaktów.
Istotne jest zachowanie w windach – jeżeli windą jedzie sama kobieta lub ich grupa to raczej poczekajcie na następną windę, chyba że sama Wam zasygnalizuje, że nie ma nic przeciwko Waszemu towarzystwu.
Inaczej możecie się wpędzić w poważne kłopoty - wejście do windy mimo braku akceptacji albo wręcz zlekceważenie sygnału „nie może doprowadzić do konsekwencji karnych.
W tym przypadku prawo jest naprawdę bardzo surowe.
Kobietom w Arabii Saudyjskiej nie wolno prowadzić samochodów.
Ale patrząc na sceny na drogach wcale się nie dziwię. Odezwie się teraz we mnie męski szowinizm i narażę się wojującym feministkom, ale rozumiem i w pełni popieram Saudyjczyków ;-)

2/15/2013

Ruch drogowy w Arabii Saudyjskiej

Ruch drogowy w Arabii Saudyjskiej
Wbrew moim wyobrażeniom nie wszyscy Saudyjczycy jeżdżą Bentleyami z platynowymi klamkami ;-) 
Ruch drogowy w Arabii Saudyjskiej jest  ……  intrygujący.
Nie jest prawdą, że nie używa się  kierunkowskazów.
Często jednak włączony np. lewy kierunkowskaz nie oznacza chęci skrętu w lewo lub zmiany pasa na lewy.
Może oznaczać wszystko – od chęci skręcenia w prawo, po fakt, że kierowca zapomniał wyłączyć migacz.

Skręt z prawego pasa w lewo ?
Żaden problem. I w tym miejscu ważna jest inna informacja – "mistrzami kierownicy" są bardzo często Hindusi i Pakistańczycy. Ich styl prowadzenia samochodu przypomina połączenie stylu jazdy warszawskiego cwaniaka i przedstawiciela handlowego sprzed 10 lat z umiejętnościami sieradzkiego kapelusznika. (mam nadzieję, że nikt z Was  nie obrazi się za takie porównanie)

Poniższą informację powtarzam za doświadczonymi „zatokowcami” – w przypadku kolizji z Saudyjczykiem nawet w przypadku jego ewidentnej winy (no może poza wjazdem w tył Waszego samochodu, ale na to też nie ma gwarancji) macie w kontakcie z Policją szansę na to, że nie Wam zostanie przypisana wina mniej więcej taką jak bałwan w piekle.

Wynika to z prostej rzeczy – Panowie Policjanci nie zawsze znają angielski w stopniu umożliwiającym pełne zrozumienie Waszego tłumaczenia, natomiast z Saudyjczykiem rozmawiają w języku ojczystym i to Jego wersja zdarzenia trafi do raportu ;-)

Jednego dnia widziałem dwa "kwiatki" - oba w wykonaniu Saudyjczyków.
Pierwszy – pan w wieku średnio-średnim jadąc bardzo ładnym, nowiutkim Cadillac”iem w korku pisze oburącz SMS-a. Efekt oczywisty – bliskie spotkanie 3 stopnia z tyłem poprzedzającej go Toyoty.
Przypadek drugi – młody Saudyjczyk w Dodge Viperze jedzie idealnie zgodnie z przepisami, gdzie maksymalna dopuszczalna prędkość w KSA to 120 km/h.
Przecież każdego z nas by powiodło na pokuszenie, żeby na w miarę pustej trzypasmówce wcisnąć pedał gazu do oporu :)

Wielkim problemem nawigacyjnym jest bardzo duża ilość istotnych lokacji pozbawionych adresów.
Adres podaje się bardzo często na zasadzie „ Wedle rosochatego dębu, gdzie się latoś łońskiego roku stary Maciaszczyk obwiesił
Tak więc bardzo ważne jest planowanie trasy za pomocą map Googla, które jest dobrze wydrukować i liczyć zjazdy i skrzyżowania mając nadzieję, że któraś z ulic ma nazwę lub numer.

Jeżeli macie możliwość – przez pierwszy tydzień – dwa starajcie się korzystać z usług firmowych kierowców i uczcie się zasad ruchu – np. jak ktoś się wciska to nie udowadniajcie mu, że to Wy jesteście na prawie.
On i tak wjedzie ....   a co do kontaktów z drogówką - czytaj wyżej.
Wszystkie zdarzenia drogowe muszą być zgłoszone drogówce.
Szczególnie jeżeli jedziecie służbowym samochodem i jesteście expatami.
Stracicie na to mnóstwo czasu – ponieważ takich zdarzeń jest naprawdę bardzo dużo, a poza tym wydaje mi się że dugi czas dojazdu drogówki ma też element wychowawczy .
Następnym razem dwa razy się zastanowisz, czy naprawdę się tak spieszysz mając w perspektywie godzinkę czy dwie czekania na ich przybycie.

Saudyjczycy część stłuczek załatwiają między sobą przepraszając się wzajemnie, życząc sobie dobrego dnia i odjeżdżając każdy  w swoją stronę.  Takiego podejścia do "stłuczki" bardzo im zazdroszczę.

Dużo wypadków jest z udziałem bardzo młodych kierowców w bardzo dobrych samochodach – ale to akurat nie jest specyfiką tylko KSA.

Kolejna kwestia – reakcje na zachowanie innych kierowców.
Typowa reakcja polskiego wściekłego kierowcy – z machaniem rękoma i komentowaniem moralności przodków adwersarza, szczególnie po kądzieli  - tu się nie sprawdzi.
Po pierwsze - tracicie twarz, po drugie jak zbluzgacie kogoś po angielsku używając najpopularniejszych zwrotów w języku angielskim może się to skończyć aresztowaniem za obrazę moralności.
Za to można dostać deport, porcję batów lub odsiadkę.

Lepiej przecisnąć klakson na drugą stronę kierownicy ;-) Tak tu robią wszyscy i jest to akceptowana forma wyrażenia swojej dezaprobaty :-D

Most  pomiędzy Arabią Saudyjską a Bahrainem (zdjęcie pochodzi z Wikimapii)