8/31/2013

Kulinarne rozterki ekspaty

40
Kulinarne rozterki ekspaty
Czy zastanawialiście się kiedyś jak zrobić bigos nie mając dostępu do wieprzowiny i kiszonej kapusty ?
Jaką przyprawą zastąpić jałowiec, żeby nadać smak pasztetom ?
Co dodać do ogórków kiszonych, żeby choć trochę przypominały smakiem te polskie, nie mając chrzanu i liści wiśni ?
Takie pytania zadają sobie niejednokrotnie emigranci, zarówno Ci mieszkający w Europie jak i na  Bliskim  Wschodzie, w Ameryce Południowej, Azji czy Australii.
Liczymy na to, że dodając Wasze przepisy, podpowiecie nam, jak takie problemy rozwiązać :)

Będziemy  wdzięczni  za  każdy przepis,  który  można  wykorzystać  w  kraju,  gdzie  wieprzowina  jest  zabroniona,  gdzie  nie  ma  mąki  żytniej,  a  o  tradycyjnym  polskim  żurku  i  ogórkach  małosolnych  można  tylko  pomarzyć.
Przyjmiemy  też  z  radością  każdy  przepis,  który  pomoże  Emigrantom  w innych  krajach  odtworzyć  polskie  smaki. 

Nie myślcie jednak, że narzekamy :)
Chcielibyśmy jedynie rozbudować nasz jadłospis o potrawy, które będą przypominały smakiem kuchnię polską lub węgierską :)

 Czas trwania akcji: 
od 31 sierpnia 2013 do 30 września 2013
Przepisy prosimy umieszczać w komentarzach do tego posta albo  tutaj 
Będzie nam miło jeśli logo i link do tej akcji kulinarnej umieścicie na  stronach Waszych blogów :)
Wszystkie Wasze przepisy wraz z notką o Autorach i odnośnikami do Waszych blogów zostaną opublikowane na blogu  Kulinaria  -  potrawy  z  różnych  stron  swiata 

Zapraszamy do zabawy :)

Logo  do  pobrania  oraz  link  do  akcji  Kuchnia  ekspaty
http://arabiasaudyjska-ksa.blogspot.com/2013/08/kulinarne-rozterki-ekspaty.html




8/30/2013

Zbyt niska wycena majątku

15
Zbyt niska wycena majątku
Saudyjski książę Alwalid bin Talal bin Abdulaziz Al Saud obraził się na "Forbesa" za zbyt niską wycenę Jego majątku. 
Jego Wysokość uważa, że "Forbes" zaniżył wycenę Jego majątku o bagatela, 10 miliardów $. 
Gdyby mnie tak potraktowali to też bym się wkurzył. Bo co by ludzie powiedzieli ? Niby szanowany biznesmen, osoba poważna i na stanowisku a to zwykły biedaczyna, który zamiast 30 mld.$ ma  ich tylko 20. 
I nie jest taki majętny bo dopiero ... 26 na świecie. 
Też bym poszedł do sądu :) Wcale nie żartuję, że Jego Książęca Wysokość jest wściekły - jego prestiż mógł na tym poważnie ucierpieć, a o zranionej miłości własnej nie wspomnę. 
Jakie to saudyjskie i polskie jednocześnie... 
Czasami Saudi doprowadzają mnie do czarnej rozpaczy, ale po takim czymś jeszcze bardziej ich lubię, bo mam podobny temperament :D: 
Wiem, że to dla niektórych ten artykuł to "suchar" ale tak mnie to rozbawiło, że musiałem to opisać.

Link do artykułu

Link do rankingu Forbes


8/30/2013

Zmiany w prawie czyli walka z przemocą domową w Arabii Saudyjskiej

18
Zmiany w prawie czyli walka z przemocą domową w Arabii Saudyjskiej
Znalazłem artykuł, w którym został poruszony temat zmian w saudyjskim prawie dotyczącym przemocy domowej wobec kobiet.
To jest zmiana, jak na stosunki społeczne w Arabii Saudyjskiej,  rewolucyjna.
Tutaj „my house is my castle” jest jeszcze bardziej prawdziwe niż w Wielkiej Brytanii czy USA.
Spojrzenie na jakąkolwiek kobietę jest dużym nietaktem, a już ingerencja w wewnątrzrodzinne sprawy – niewyobrażalna.
Nie znam skali problemu, plakatu, o którym mowa w artykule też nie widziałem.
Pisałem już, że Arabia Saudyjska się zmienia, ale tempo tych przemian jest naprawdę ogromne.
Tym, którzy tu nie mieszkają taki zapis w prawie wydaje się zupełnie normalny i naturalny.
Tutaj to obyczajowa rewolucja.
I co ważniejsze - żyjąc i pracując wśród Saudyjczyków (choć jeszcze dość krótko) wiem jedno.
Jeżeli już podjęto taką decyzję, to będzie ona realizowana z całą konsekwencją.
A to duża różnica. W Europie dużo się niby o tym mówi (również u nas) ale efekty moim zdaniem nie są zachwycające.
Tutaj prawo będzie egzekwowane z całą surowością.
Owszem, jak wszędzie będą „nietykalni” ale zdecydowanie będzie ich mniej niż w Europie, bo tu nikt sobie nie da zamknąć ust "nietolerancją”, „różnicami kulturowymi”,
„rasizmem” i innymi „izmami”

Link do artykułu 

Plakat kampanii wzywającej do zaprzestania przemocy wobec kobiet w Arabii Saudyjskiej

8/30/2013

Wielbłąd z Przyjacielem zwiedzają świat

Wielbłąd z Przyjacielem zwiedzają świat
Odebrałam dziś prezent, który Parzystokopytny otrzymał od Ani z bloga Mulinowe Misie
Paweł zapoznał się już przez Skype ze swoimi nowymi Przyjaciółmi i zgodnie z życzeniem Ani nadał im imiona.
Miś został nazwany Stanisławem na cześć Stanisława Barei, reżysera kultowej komedii.
Wielbłąd zaś otrzymał imię Mel - jako zdrobnienie od "Camel" .
Dopóki Paweł nie otrzyma wszystkich stosownych papierów niezbędnych do mojego wyjazdu do Arabii Saudyjskiej,  Mel i Stasio będą zwiedzać Polskę, 
Później wraz ze mną udadzą się do Doha, gdzie po prawie trzech godzinach oczekiwania polecimy do Pawła do Dammam :)
Mamy nadzieję, że na tym podróże Mela i Stasia się nie zakończą, zwłaszcza, że nasze plany wakacyjne są jak zwykle baaaaaardzo różnorakie, a pojedziemy pewnie zupełnie gdzie indziej, niż było to w planach :) 
Jak na razie Mel i Stasio mają szanse poznać Sri Lankę, Indie, Tajlandię lub Kubę. Czyli pewnie skończy się na Dominikanie, Laosie czy innych Chinach
Prawie jak zawsze:)
Jest też szansa, że będą mieli okazję ponurkować z Parzystokopytnym w Zatoce Arabskiej.

Ani serdecznie dziękujemy za wspaniały prezent 
a Was zachęcamy do odwidzenia Jej bloga i zamówienia sobie Małego Mulinowego Przyjaciela 
Mel i Stasio w paprykowym świecie

8/30/2013

Al – Hasa – cieplej, ale jakoś mniej męcząco

11
Al – Hasa – cieplej, ale jakoś mniej męcząco
W ramach „wizyt duszpasterskich”, które to składam na budowach od mojego powrotu, powiało mnie dziś do Al-Hasa, gdzie sobie coś tam budujemy.
Wyjechaliśmy rano, żeby zdążyć przed przerwą pomiędzy godz. 12 a 15

Przerwa ta obowiązuje na terenie całego Królestwa Arabii Saudyjskiej i ze względu na wysokie temperatury zabroniona jest wówczas praca „na świeżym powietrzu
W czasie podróży miałem znowu okazję się trochę porozglądać. Jadąc do Al.-Hasa zawszę biorę kierowcę, ponieważ droga jest mocno skomplikowana już na miejscu, a i ludzie jeżdżą jeszcze gorzej niż u nas.

To po co się mam stresować?
Wizyta wypadła bardzo dobrze, wszystko w porządeczku jak się należy i wydawało mi się, że jakoś tak chłodniej niż u mnie w Al-Khobar.
Chłopaki z Al-Hassa popatrzyli na mnie jak na wariata, ale co się z takim kłócić?
Przyjechał z „samej Centrali” to nie ma co z szaleńcem polemizować :D
Zaskoczony ich podejrzliwymi spojrzeniami czy ze mną na pewno wszystko w porządku sprawdziłem temperaturę w ustawionym w cieniu samochodzie, bo „Krasula” mimo licznych braków termometr akurat posiada :)
Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem o godzinie 14:00 …. + 50 stopni, a przecież „Krasula" stała sobie pod daszkiem.
Czyli jednak to „miasto pośrodku niczego” też ma jakieś plusy – może gorąco, ale odczucie, że jest chłodniej niż w Al.-Khobar naprawdę cenne :)




8/29/2013

Złamany monopol czyli tajna receptura wyciekła

21
Złamany monopol czyli tajna receptura wyciekła
Od wielu doświadczonych „Zatokowców” słyszałem o możliwości nabycia polskich „Krówek” w Arabii Saudyjskiej.
Ale jakoś podczas moich zakupowych peregrynacji nie natrafiłem na takie cuda.
Aż do dnia dzisiejszego, kiedy sprawdziło się hasło, że najciemniej jest zawsze
pod latarnią.
Podobnie zresztą było z piłkami plażowymi – znalazłem je w skromnym indyjskim sklepiku typu „mydło i powidło”  niedaleko mojego biura.
Teraz też przechadzam się po podobnym sklepiku - patrzę, a tam „Krówki” jak byk.
Ale zaraz – coś się tu nie zgadza. Napisy tylko po arabsku i angielsku.
To szukam producenta.
 
I co ujrzały me wielbłądzie oczy  …... ???
Otóż "Krówki"
Wyprodukowano w Sułtanacie Omanu

Ciekaw jestem ilu „naszych" się złapało na tym, że „Krówki” omańskie wzięli za  nasze słowiańskie, oryginalne :)

8/28/2013

Prezent na rocznicę ślubu czyli... problemy z Gadziną

55
Prezent na rocznicę ślubu czyli...  problemy z Gadziną
Zbliża się kolejna rocznica odkąd jestem w niewoli małżeńskiej, więc chcę kupić Gadzinie prezent. 
Oczywiście, jak co roku, mam ten sam problem czyli Gadzina jak zwykle twierdzi, że wszystko ma i niczego nie potrzebuje.

Zaproponowałem nowy telefon  Blackberry Q10.
Gadzina nie chce, bo ... musiałaby wgrywać całe oprogramowanie do telefonu i numer messengera Jej się zmieni.
Ale nowego telefonu Małżonka ma Aleksandra i tak nie uniknie, bo będzie musiała mieć saudyjski numer :D 
Na razie jednak cicho-sza to może ta zagrywka przejdzie

No to może nowy laptop, bo Jej Toshiba ma sześć lat. 
Wiecie co usłyszałem ?
Ano, że Ona  baaaaardzo  lubi  swojego laptopa i go zmieniać nie będzie. Ponadto w Saudi mam laptopa nie kupować, bo nie będzie miał polskiego Windowsa.
Oprotestowałem się i okopałem w pustynnym piasku, stwierdzając kategorycznie, że jeżeli Ona przywiezie ten złom do Arabii Saudyjskiej, to Ją razem z wyżej wspomnianym złomem wyekspediuję w drogę powrotną do Polski. 
Jak na razie odpowiedzi na takie dictum nie otrzymałem.

Gadzina wspominała niedawno, że chciałaby malakser Kitchen Aid. 
Więc wczoraj grzecznie zapytałem, czy nic się w tej kwestii nie zmieniło i w jakim ma być kolorze.
No więc, oczywiście, że się zmieniło, bo.....  już go nie chce.

Wpadłem na kolejny genialny wielbładzi plan proponując nowy obiektyw do Jej aparatu, a doskonale wiem, że obiekytwów nigdy nie jest za dużo. 
Ta idea też spaliła na panewce. 
Gadzina stwierdziła, że mają się pojawić niebawem nowe modele i trzeba poczekać. 
A ja czekać nie mogę, bo do rocznicy coraz bliżej.

Przekopałem oferty turystyczne na Fostertravel.pl bo Gadzina podróże lubi i to bardzo. 
Na trzy miesiące przed wyjazdem potrafi się już spakować i odliczać dni do wylotu, niemalże siedząc na walizkach. 
Ofert turystycznych jest cała masa więc ma w czym wybierać.
W swej wielkiej łaskawości Małżonka Ma Aleksandra stwierdziła, że się zastanowi. 
Ciekaw jestem tylko  ile  czasu  zajmie Gadzinie, to wybieranie oferty ? 
Jak Ją znam to będzie się starała opóźnić decyzje, wymyślając setki mniej lub bardziej relanych powodów.

No kopytka mi wszystkie cztery opadły, a garby zrobiły się wklęsłe.
Moja inwencja twórcza się wyczerpała, nerwy mam skołatane, a czasu coraz mniej.
I co ja biedny Wielbłąd mam zrobić ?
Czy kobieta, (bo w takich wypadkach Gadzina jest 1000% Kobietą) nie może normalnie powiedzieć:  
"Kochany  Mężu,  jeśli  chcesz  mi  sprawić  przyjemność,  to  kup  mi  to  i  tamto"


8/27/2013

Jak można paść ofiarą stereotypu czyli jedna podróż do Jordanii

28
Jak można paść ofiarą stereotypu czyli jedna podróż do Jordanii
Jeden z moich Kolegów podczas świąt po Ramadanie udał się na tygodniowe  wakacje  do  Jordanii.
Niby nic wielkiego, ale jordańskie służby specjalne wzięły go w obroty już na granicy mimo, że jechał z żoną i dziećmi.
Facet czysty jak łza, a miał odczucie, że podczas całego pobytu ma „ogon”.
Gość nie wygląda ani na fanatyka, ani tym bardziej na żołnierza, bo nawet w najmniejszym stopniu nie przypomina G.I Joe :)
Bardziej kojarzy mi się z innym sławnym bohaterem powieści wojennej czyli Dobrym Wojakiem Szwejkiem.
Zastanawaicie się dlaczego Go wzięli pod lupę?
Bo  jest.....   Syryjczykiem  i  przyjechał  z  Arabii  Saudyjskiej.

My pobyt w Jordanii wspominamy bardzo miło i chętnie wrócilibyśmy tam ponownie :)

Petra, Jordania


Wadi As-Sik, Jordania

prawie jak Johnny Depp, Jordania

8/26/2013

Procedowanie Iqamy czyli „będzie za tydzień, góra dwa”

18
Procedowanie Iqamy  czyli „będzie za tydzień, góra dwa”


Wiza pracownicza ?  - jest
Kontrakt ? -  jest
Badania z WAM-u ? - są.
To nic, tylko załatwiać Iqamę, żeby zacząć żyć jak normalny człowiek. 
Nawet zaczęło się z wykopem, bo od razu pierwszego dnia, jak o tym powiedziałem pojechałem z kierowcą do kliniki, żeby .... zrobić nowe badania.

I wylądowałem w czymś, co przypominało szpital powiatowy w Polsce „C” albo w "Daleko od noszy”.
Czegoś takiego się nie spodziewałem, ale jest to efekt tego, że większość przyjmowanych do pracy w tej firmie ludzi pochodzi z Indii lub Pakistanu, a dla nich taki standard to luksus, więc.....  po co przepłacać.
Uzbrojony w moją kartę zdrowia niezbędną do wizy uznałem, że wizyta tutaj to czysta formalność
O słodka naiwności :)
Najpierw dorwała mnie ”med-siesrta”,  żeby mi pobrać krew – na szczęście z żyły, bo z palca nie znoszę.
Wkuła się w żyłe, o istnieniu której nie miałem pojęcia – bolało dwa dni. a wylew i to taki spektakularny mam do dzisiaj.
Potem wręczyła mi dwa plastikowe pojemniczki i kazała się udać do toalety.
Toaleta w wersji narciarskiej (a raczej syberyjskiej - bo kijów nie było) .
Różne posiadam umiejętności, ale jeszcze hmm….. defekować na gwizdek nie umiem.
To tylko honorowo oddałem mocz, a drugie pudełko zabrałem do porannego napełnienia.
Później trafiłem do rentgena – tu już szło „maszynowo” – kolesie wskakiwali i wyskakiwali co kilkadziesiąt sekund.
Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie dwa fakty.
Te same badania robiłem miesiąc temu w cywilizowanych warunkach.
Poza tym -  na czczo :D
Ciekaw jestem, co oni chcą wydumać z wyników po 2 kawach i obfitym śniadaniu.
Żeby nie było – przed wszystkimi tymi zabiegami informowałem o tym fakcie :D
Nie zrobiło to jednak na nikim żadnego wrażenia.
Mam tylko nadzieję, że im zdjęcie wyszło, bo jak trzeci raz będą mi robili prześwietlenie klaty w przeciągu 2 miesięcy, to będę mógł czytać bez lampki nocnej :)

8/25/2013

Basen czyli kąpiel w zupie

12
Basen czyli kąpiel w zupie
Temperatura na zewnątrz i piękne słoneczko wręcz prosi się o pójście na basen.
Po sklepowych peregrynacjach spakowałem sprzęt do moczenia się w wodzie i pomknąłem na compoundowy basenik.
A tam pustki – ani żywego ducha..
Przesunąłem sobie leżaczek w cień, okularki do pływania wcisnąłem na mój dostojny wielbłądzi ryjek i hyc do wody :)
Jak szybko wskoczyłem, tak szybko wyskoczyłem na powierzchnię.
No rzesz kurde balans - woda jak w wannie – spokojnie ponad 37 stopni.
Pomoczyłem się trochę, ale frajda żadna.
Jak woda ma temperaturę powietrza, to ani się nie ochłodzisz, ani pływanie nie cieszy, bo czuję jakbym się pocił – kompletny bezsens.
Poczekam do wieczora, to może chociaż powietrze będzie chłodniejsze od wody i zrobię sobie „kąpiel w gorących źródłach leczniczych” – taka  hydrochloroterapia 





8/24/2013

Ale mnie leń dopadł czyli nic mi się nie chce

23
Ale mnie leń dopadł czyli nic mi się nie chce
Pierwszy raz od niepamiętnych czasów mam totalnego lenia.
Nie chce mi się nawet iść na basen. Zresztą woda w basenie przy obecnej pogodzie w Al-Khobar ma temperaturę zupy, a ja w zupie pływać nie lubię :(
To się położę, to wstanę, książkę otworzę, to mi się chce spać.
Próbuję zasnąć – nie mogę.
No po prostu jakiś obłęd w ciapki.
Może ktoś z Was ma jakieś lekarstwo na taki nastrój totalnej „niemocy twórczej” ?


8/24/2013

Zakupy uzupełniające czyli co wczoraj nabyłem, ale nie doczytałem składu

10
Zakupy uzupełniające czyli co wczoraj nabyłem, ale nie doczytałem składu
Po powrocie na moje saudyjskie włości musiałem pouzupełniać stan posiadania dóbr wszelakich.
A to chusteczki do ocierania potu, a to szampon, bo się kończy, jakąś paszę treściwą dla Wielbłąda wygłodniałego, owocki, warzywka itp.
Ale ponieważ moja ulubiona „HiperPanda” jest w częściowym remoncie, to za cholerę nic w niej nie można znaleźć.
Jakoś to jednak poogarniałem i poszedłem kupić wyżej wymieniony szampon.
Znalazłem nowy produkt  Vatika  Nourish  &  Protect  Shampoo,  to go sobie  zanabyłem drogą wymiany towarowo - pieniężnej.
Po przyjściu do domu okazało się, że to chyba nie do końca dla mnie szampon.
Bo po jaką cholerę mi do moich siwo-blond włosków henna ?
Oczywiście, dla Małżonki Mej Aleksandry będzie jak znalazł, a ja muszę kopytkować po następny....
Tym razem jednak sprawdzę skład na naklejce

8/23/2013

Dlaczego warto sprawdzać, gdy jest się czegoś zbyt pewnym

10
Dlaczego warto sprawdzać, gdy jest się czegoś zbyt pewnym
Obiad pochłonąłem błyskawicznie, więc miałem dziś chwilkę czasu, żeby w przerwie na posiłek pooglądać sobie mieszkania i domy w Bahrajnie.
Tak mnie naszło, bo planowałem w przyszłości jakieś własne lokum, a Bahrajn wydaje się z mojego punktu widzenia rozwiązaniem niemal idealnym.
To sobie patrzę i patrzę, a ceny bardziej niż przyzwoite, bo przecież Emiraty, Katar i KSA mają walutę, którą można tak plus – minus przyrównać do złotówki.
Nawet podczas rozmowy z Markiem na temat wizyty u Niego, Marek podawał mi ceny za taksówkę w rialach saudyjskich (SAR), więc sobie założyłem, że ichniejsze dinary też będą tak kosztować.
Ale coś mnie tknęło, bo za tanio jak na taki malutki kraj, mimo, że powierzchnia się zwiększa dzięki „dosypywaniu” piasku dookoła wyspy.
Moja rewolucyjna czujność mnie nie zawiodła – cena dinara to ok. 8,40  pln.
I ceny przestały być już tak przyjazne, jak na początku moich rozważań :D

Bahrain World Trade Center 
 Każdy z wieżowców ma 240 m wysokości i 50 pięter.
Są to pierwsze wieżowce na świecie posiadające wbudowane w konstrukcję  zintegrowane turbiny wiatrowe.

Manama nocą

Manama - stolica Bahrajnu
 Od lewej:
Bahrain World Trade Center
Bahrain Financial Harbour

i National Bank of Bahrain 

8/22/2013

Witaj z powrotem w Arabii Saudyjskiej czyli... termometr się skończył

21
Witaj z powrotem w Arabii Saudyjskiej czyli...  termometr się skończył
Kolejny dzień moich „wizyt duszpasterskich" wśród ludu „behapowskiego” zawiódł mnie dziś do Jubail.
Jako, że zgodnie z saudyjskim prawem na budowach nie wolno pracować pomiędzy godziną 11 a 15 wyruszyliśmy z Dineshem skoro świt.
Dojechaliśmy na miejsce ok. 9:15-9:30 i poczułem powiew znad morza, co wydawało się dobrą zapowiedzią na zwiedzanie budowy zlokalizowanej  dokładnie pośrodku niczego :)
Ale po kilkunastu minutach dotarłem do termometru w zacienionym miejscu – a tam mimo, że skala jest do +50 stopni termometr się….. skończył i słupek cieczy doszedł do samej góry rurki.
Później już było tylko ciekawiej – zwiedzałem wszystkie wodopoje dla pracowników, żeby sprawdzić jakość i temperaturę wody.
Testowałem ją „dopaszcznie” oraz, zdejmując na chwile kask, „nałepnie
I to „nałepnie” wystarczało tylko do kolejnego wodopoju, bo zanim tam doszedłem, to włosy już  miałem suche :)
I tak przez dwie godziny, bo obszar konkretny.
Ale, że nie jest wilgotno to obiadek zjadłem jak się patrzy :)
Chłopaki, żeby chronić pracowników przed udarem słonecznym regularnie co kilka godzin przywożą lód, cytryny i sól, które to ingrediencje  pracownicy dodają sobie do wody.

I przypadki nie udarów, ale zwykłych przegrzań mimo takich warunków (brak cienia) są sporadyczne.

8/21/2013

Powrót do pracy czyli jak atmosfera obniża powakacyjny stres

19
Powrót do pracy czyli jak atmosfera obniża powakacyjny stres
To mój trzeci dzień po powrocie do pracy, a ja się już odkopałem spod stosów maili i innych papierów.
Pełny sukces :)
Ale nie to jest najważniejsze.
W firmach w Polsce wszyscy mnie poganiali, jakby odgrywając się za to, że oni jeszcze nie byli na urlopie lub wrócili z niego wcześniej i są już ponownie zmęczeni.
Tutaj nie.
Wszyscy się uśmiechają, mówią „witaj z powrotem”, czekają na drobne upominki i pytają co słychać u Rodziny, jaka pogoda w Polsce itd.

Dopiero po wysłuchaniu opowieści, podziękowaniu za prezenty mówią z czym przychodzą zawodowo.
Jeden z Kolegów kupił mi w jakiejś piekielnie drogiej cukierni zestaw słodyczy do kawy do której dołączył karteczkę, „fajnie, że już wróciłeś” .
Oczywiście zaprosiłem na kawę i słodycze moich Kolegów i Współpracowników  i po kolejnej godzinie wróciłem do normalnej roboty.
I świat się nie skończył... 

Firma nie upadła.... 
a mnie jest dużo łatwiej wciągnąć się w kierat codziennych obowiązków.

ps. Zapraszam na kawę z kardamonem, częstujcie się, zanim wystygnie :) 
ps 2 a tutaj przepis 

8/20/2013

Post okolicznościowo - dziękczynny :)

23
Post okolicznościowo - dziękczynny :)
Tak się złożyło, że niemal w tym samym czasie nadarzyły się trzy okazje do podsumowania:
- ponad 100.000 Waszych odwiedzin
- ponad 100 "Lubiaczy"
- i półrocze bloga, którego prowadzę od 15 lutego


Bardzo, bardzo serdecznie dziękuję wszystkim moim Czytaczom i Lubiaczom 
za Wasze odwiedziny i wspólnie spędzony czas w naszej "oazie". 
Bez Was pisanie tego bloga nie miałoby najmniejszego sensu.
Najbardziej cieszą mnie Wasze komentarze i wymiana poglądów.
I choć często mamy odmienny punkt widzenia na te same sprawy, to właśnie ta wymiana poglądów jest dla mnie "solą" tego bloga.

Dziękuję Wam za pierwsze 100.000 odwiedzin, ponad 3000 komentarzy i..... liczę na kolejne :)

Wielbłąd w klawiaturę uparcie stukający

8/19/2013

Sierpień miesiącem odchudzania czyli..... wytapiam się

31
Sierpień miesiącem odchudzania czyli.....  wytapiam się
Wcześniej pisałem Wam, że wszyscy, którzy pytali mnie czy lubię ciepło czekali na sierpień, żeby o tym ponownie porozmawiać.
Teraz rozumiem dlaczego.
Próbkę miałem w Doha w nocy, kiedy dokładnie wszystko było zaparowane.
Ale wiadomo, że w Katarze jest bardziej wilgotno więc się nie przejmowałem.
Wczoraj przespałem większość dnia, więc też nie odczułem sierpnia w całej krasie i okazałości.
Za to dzisiaj rozpocząłem....  dietę  termiczną  :)
Jedyne, co byłem w stanie pochłonąć w dniu dzisiejszym
(poza kosmicznymi ilościami płynów) to poranne müsli, a w ciągu dnia  nieśmiertelny sandwich  z grillowanym kurczakiem.
Pocę się straszliwie, ale nie tylko ja – wszyscy pływają we własnym sosie.
Kelnerzy noszą kuchenne ściereczki na szyjach, żeby do żarcia nie kapać.
Jedyne co jeszcze dziś zjem, to sałatka owocowa.
Na pyszny chlebek z wędlinką z indyka nawet nie ma ochoty popatrzeć i czekam, aż mi się pomarańcze schłodzą żeby się soku napić.


ps.  o godzinie 17:30 termometr wskazywał 42 stopnie w cieniu  

8/18/2013

Kosmetyczna rozdawajka u Wielbłąda - coraz bliżej do końca :)

10
Kosmetyczna  rozdawajka  u  Wielbłąda - coraz bliżej do końca :)
Już tylko kilka dni pozostało do zakończenia pierwszej   
Aby wziąć udział w zabawie i wygrać zestaw kosmetyków kliknij  

Nagrody 

Himalaya  -  seria  do  włosów
- Protein Hair Cream - Soft & Shine
- Protein Hair Cream - Extra Nourishment
- Anti-Hair Fall Cream


Himalaya  -  krem  do  twarzy

- Nourishing Skin Cream -
Lekki, niezawierający tłuszczu, odżywczy krem ziołowy przeznaczony do pielęgnacji twarzy i całego ciała.
Wyciąg z aloesu odżywia i nawilża skórę, a wyciąg z wiśni i indyjskiego drzewa kino chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych i wysuszeniem.
Krem zawiera: aloes, sandalin i wąkrotę (trawę tygrysią) 




Vatika  /  Dabur  -  kosmetyki   do  włosów
- Night Repair Hair Cream
- Dandruff Guard Hair Cream
Dandruff Guard Hair Cream
Dandruff Guard Hair Cream
Dandruff Guard Hair Cream

Rozdawajka trwa do 22 sierpnia (czwartek) do godziny 1:55 w nocy czasu polskiego.

8/17/2013

Jak zostałem wróżką czyli moi koledzy z HR w akcji i tego konsekwencje

53
Jak zostałem wróżką czyli moi koledzy z HR w akcji i tego konsekwencje
Lot do Doha był bardzo przyjemny,  poznałem przesympatyczą dziewczynę, która jest wykładowcą kryminologii na uniwersytecie w…..  Chinach.
Przegadaliśmy praktycznie pół drogi, więc podróż się nie dłużyła.
Odstałem swoje w kolejce do samolotu do Dammam, gdzie przed wejściem na pokład zmieniono mi miejscówkę na….. bardzo wygodną :)
Po wylądowaniu błyskawiczny kłus do odprawy paszportowej i… po 10 minutach już byłem w Arabii Saudyjskiej
Bagaże też się pojawiły błyskawicznie, Pan Bagażowy zawiózł je do doprawy celnej, która potrwała … 5 minut, wychodzę więc na zewnątrz, gdzie powinien na mnie czekać kierowca.
Ale tylko powinien....
Bo go oczywiście nie było.
Zadzwoniłem do managera HR, mimo 4 rano, odrzucił rozmowy, co było do przewidzenia.
Chcąc nie chcąc – udałem się do taksówek.
Pierwsza oferta 500 SAR, gdzie normalna stawka to jakieś 70 SAR.
Kolejny taksówkarz – ta sam śpiewka.
Podszedł starszy Pan Taksówkarz, na oko bardzo miły i układny.
Zaprosił mnie do taksówki, poprosiłem, żeby włączył taksometr, a ten mi tłumaczy, że w Saudi się tego nie robi i ruszył z kopyta.
Powiedziałem, żeby w takim razie wrócił. On, że OK, ale nie ma jak zawrócić i zawrotka za 40 km.
Atmosfera zrobiła się nerwowa, bo ja jasno powiedziałem, że nie zapłacę 500 SAR i koniec.
To się zaczynam targować.
Doszliśmy do 300 SAR i kazałem sobie wystawić rachunek.
A ten się tylko podpisał i daje mi do wypełnienia kwotę.
Ale taki głupi to ja nie jestem.
Dojechaliśmy do compoundu, obudziłem strażnika, kazałem mu wypełnić rachunek dałem pieniądze on poszedł zapłacić .
Ciekaw jestem jutrzejszych rozmów w firmie, bo ja nie mam zamiaru zapłacić 300 SAR z własnej kieszeni za kolejny przejaw niekompetencji  HR.



8/17/2013

Welcome in Saudi Arabia again czyli .... nadaję się na wróżkę

Welcome in Saudi Arabia again czyli .... nadaję się na wróżkę
Doleciałem i dojechałem :)
Moje przewidywania sprawdziły się w 50%.
Resztę opiszę jak się wreszcie wyśpię i trochę odpocznę

Dobrej  (resztki nocy  moi  mili  Czytacze  :)

8/16/2013

A droga daleka przed nami czyli dziś lecę

14
A droga daleka przed nami czyli dziś lecę
Zastanawiam się nad wszystkimi możliwymi i prawdopodobnymi wariantami zdarzeń, jakie będą miały miejsce po drodze z domu do drugiego domu.
Korków na lotnisko być nie powinno, bo długi weekend.
Na lotniskach i w samolotach też się cudów nie spodziewam.
Ale po przylocie do Dammam wariantów jest już kilka:
1) Czas odprawy jest nieograniczony (rekord, jaki zaliczyli znajomi to 8 godzin), ile czasu mnie to zajmie ?
2) Zapomną po mnie przyjechać i będę musiał jechać taksówką
3) Taksówkarz, mimo zapewnień, że zna drogę do compoundu, za cholerę nie będzie wiedział, jak tam dojechać
4) Dokwaterowali mi kogoś i będzie miał taką minę, jak ja po przylocie Hossama
5) Wyłączyli mi Internet, bo jak mnie nie ma to po co płacić
6) Wyłączyli mi prąd – z analogicznego powodu
7) Nie przyprowadzą „Krasuli” i nie będę miał jak pojechać na zakupy i na obiad
8) Nie podstawią
Krasuli nawet w niedzielę, więc będę musiał jechać do roboty taksówką.
Zobaczymy, które z moich „optymistycznych" wariantów się sprawdzą  :D



8/15/2013

Latać każdy może, ale nie każdy powinien czyli subiektywne spojrzenie na linie lotnicze i nie tylko - część pierwsza

39
Latać każdy może, ale nie każdy powinien czyli subiektywne spojrzenie na linie lotnicze i nie tylko - część pierwsza
Z racji moich nie najmniejszych gabarytów latanie samolotem traktuję jako karę za grzechy niepopełnione.
Nie stać mnie na latanie klasami wyższymi od ekonomicznej, bo różnice w cenie biletu są czasami dla mnie nieco absurdalne.
Ale latam, bo muszę. 

Bo, żeby dostać się do miejsc, które chciałbym  zobaczyć czy tam, gdzie pracuję, samolot jest pozbawiony alternatyw.
Dlatego nawet jeśli lecimy na wakacje, to zdarza się nam rezygnować z jakiejś destynacji, ze względu na to, kto te loty obsługuje.


Do moich bezsprzecznie ulubionych linii należy  Qatar  Airways.
W samolotach jest dużo miejsca na nogi, są bardzo tolerancyjni co do ilości bagażu głównego i podręcznego (
szczególnie, jak się wraca z Arabii Saudyjskiej).  
Mimo limitów bagażu głównego do 23 kg. nikt nie robi scen i  nie wysyła do kasy, żeby dokonać dopłat, jeśli walizka waży 25-26 kg.
Dodatkowo przysługuje bezpłatny 10 kilogramowy limit na sprzęt sportowy.
Stewardesy – przemiłe i co tu ukrywać – bardzo, bardzo ładne :)
Jedzenie – jak na samolot niezłe.
Jeśli mają opóźnienie to Pan Kapitan „ciśnie maszynę", żeby nadrobić, na paliwie nie oszczędzając.
Widać szacunek do klienta, po prostu.

Jutro znowu lecę z nimi - do Doha i dalej do Dammam 
Informacja dla palaczy - na lotnisku w Doha wolno palić, jest palarnia :)

Drugie miejsce - South  African  Airways.
W połączeniach wewnętrznych zetknąłem się z  oferowanym  przez obsługę świeżo wyciskanym sokiem z pomarańczy. 
O cudownej urodzie stewardes też wspomnieć warto
.

Miejsce trzecie - Turkish Airlines
Inni narzekają, a mnie się podoba  :)
Leciałem z nimi do i ze Istambułu przez Monachium.
Jedyny problem, to lotnisko w Stambule.
Prawie tak „dobrze” oznakowane jak „Charles de Gaulle” w Paryżu.
Nawet jedzenie jakieś takie nie samolotowe, bo....  jadalne :)

I dużo więcej miejsca na nogi niż w Luftwaffe :)

KLM 
Podobno mają “najstarsze samoloty i najstarsze stewardesy” – tak przynajmniej twierdzą znawcy tematu.
Ale piloci – boscy.
Nad oceanem złapał nas tęgi sztorm, a ja się nawet nie obudziłem.
Latają z precyzją szwajcarskiego zegarka.


Lufthansa
Nie miałem przygód, jak nasz Jaś Marysia (tutaj link), ale jeśli nie zgubią Waszego bagażu to jest to już ogromny powód do zadowolenia.
Poza tym – ciasno jak cholera, a ja nie jestem....  sardynką.


British Airways
Leciałem z nimi do Londynu z Krakowa i z powrotem.
Pilotów chyba rekrutują z RAF-u, bo starty i lądowania wykonywali w iście myśliwskim stylu :)
Jedzenie i stewardesy – typowe dla Wyspiarzy :D



Norwegian Air 
Na lotnisku w Oslo odprawiałem się samemu  w jakimś magicznym automacie i to po polsku :)
Sam przelot minął miło, bezproblemowo i bezpłciowo.


Air France - nie lubię
Leciałem z nimi kilkukrotnie, między innymi z RPA oraz służbowo do Francji.
Podczas lotu z Johannesburga stewardesa podchodziła do mnie kilkukrotnie i zawsze mówiła do mnie po francusku. Pierwszy raz odpowiedziałem grzecznie po angielsku, drugi raz, już mnie uprzejmie po rosyjsku, a od trzeciego razu też zacząłem używać języka ojczystego.
Nie byłem uciążliwym pasażerem, ale często chciało mi się pić, jeść i miałem dużo pytań dotyczących czasu przelotu :D
Po wylądowaniu w Paryżu – nikt nic nie wie, jak w czeskiej komedii.
Czekałem dość długo przy wyznaczonym „gate” ale była tam informacja o locie do Lyonu .
Gromadziło się jednak coraz więcej polskojęzycznych osób, więc doszedłem do wniosku, że jak się zaczną przemieszczać, to pójdę za nimi niczym pokorna owieczka.
Ale 15 min. przed boardingiem – cyk zmiana – lot do Warszawy :)
Na liniach lokalnych samolot, w którym nie mogłem się wyprostować idąc środkiem.
W drodze powrotnej – opóźnienie, nikt nic nie wie i wściekły kłus, żeby się przetransferować do samolotu do Warszawy.
Jeżeli będę miał jakiś wybór - nigdy więcej tych linii.

8/13/2013

Zachciało mi się .... spaghetti bolognese

33
Zachciało mi się .... spaghetti bolognese

Nabrałem "smaka" na spaghetti bolognese, a jak powszechnie wiadomo do tego niezbędna jest mielona wołowina. 
Pamiętam, że przed wyjazdem do Arabii Saudyjskiej (a przecież nie było to wcale dawno temu) nie miałem z zakupem tegoż, obecnie deficytowego produktu, większych problemów.
Potuptałem więc do  sklepu - a tam skucha - owszem wołowina jest, ale w postaci ligawy bądź jakiegoś mięsa wołowego z kością
No to kopytkuję do następnego i ... scenariusz ten sam, powędrowałem do kolejnego - są.....  kurczaki, indyki, schab i karkówka, ale wołowiny żadnej.
W akcie rozpaczy poszedłem do Lidla - cud nad cudy - mielona wołowina była, tylko mnie już się w tym dniu odechciało spaghetti.
Zakupiłem jednak wołowinkę z zamiarem, przygotowania spaghetti bolognese w dniu następnym.
Postanowłem natomiast zrobić żurek. Jednak złośliwość rzeczy martwych, które w niewyjaśniony sposób niczym zombie wróciły do świata żywych, nie zna granic.
Nie miałem zakwasu, więc nabyłem żurek w butelce wyprodukowany przez bardzo szacowną firmę, a tenże niewdzięczny żurek mnie ..... zaatakował. 
Okazało się, że najzwyczajniej w świecie był popsuty. Po tym fakcie z prób zrobienia w tym dniu obiadu zrezygnowałem całkowicie
Dziś jednak, mając już wszelkie niezbędne ingrediencje, wróciłem do zamiaru przygotowania sosu bolońskiego. Posmażyłem cebulkę i otworzyłem mięso, które w między czasie zdążyło .... zzielenieć, choć według terminu przydatności do spożycia nic mu się stać nie powinno do 15 sierpnia.
Po raz koleny pokopytkowałem do sklepu miesnego i poprosiłem o zmielenie ligawy. I tym oto sposobem przygotowałem najdroższe spaghetti bolognese w całej mojej kucharskiej karierze. 

ps. Czy  jakość  jedzenia  w  Polsce  aż  tak  się  popsuła  ?



8/12/2013

Nocne dysputy z Nie Tylko Sekretarką

42
Nocne dysputy z Nie Tylko Sekretarką
Do pokazania kilku zdjęć zainspirowała mnie wczorajsza nocna dyskusja z moją ulubioną Nie Tylko Sekretarką na temat zdjęć reportażowych.
A ponieważ, nie mam w tym roku szans na to, żeby pojechać na Międzynarodowe Pokazy Lotnicze AIR SHOW - Radom, to na pocieszenie pooglądałem sobie nasze fotki z poprzednich lat.
Mam nadzieję, że i Wam się spodobają :)

Red Arrows - Air Show Radom 2009


Frecce TriColori na samolatach Aermacchi MB-339 
Air Show Radom 2011 

Bałagan w kadrze po francusku czyli  zespół akrobacyjny Patrouille de France na samolotach Alpha Jet 
Air Show Radom 2011 
Demony wojny - Air Show Radom 2011

Air Show Radom 2011

Red Arrows - Air Show Radom 2009




Red Arrows - Air Show Radom 2009


8/11/2013

Blisko, coraz bliżej ... do wyjazdu czyli pakowanie

14
Blisko, coraz bliżej ... do wyjazdu czyli pakowanie
Wypadałoby się zacząć pakować do wyjazdu, ale że nie mam na imię "Gadzina" to nie zamierzam siedzieć na walizkach na trzy miesiące przed wylotem, jak to ma w zwyczaju Małżonka ma Aleksandra.
Spakowałem sprzęt nurkowy i mimo iż Qatar Airways przyznaje dodatkowe bezpłatne 10 kilogramów na sprzęt sportowy, to i tak nie mieszczę się w limicie :(
Sam sprzęt do nurkowania to około 20 kilogramów. 
Limit bagażu głównego wynosi 23 kg, więc i w tym wypadku czeka mnie dopłata za nadbagaż, bo nie mam najmniejszych szans, żeby się w takich widełkach zmieścić.
Dobrze, że mniej więcej w tym samym czasie lecą do Arabii Saudyjskiej moi Koledzy.  
A ponieważ ich pobyt jest zaplanowany tylko na kilka tygodni, to wezmą część moich gratów, co zdecydowanie zmniejszy ilość nadprogramowych kilogramów i wysokość dopłaty :)
I tym oto sposobem po ra kolejny w moim życiu sprawdziła się zasada: 
"człowiek  pomoże,  to  i  człowiekowi  pomogą"

8/10/2013

Township dla odważnych czyli ….Republika Południowej Afryki cześć trzecia

10
Township dla odważnych czyli ….Republika Południowej Afryki  cześć trzecia
Tak, jak pisałem wcześniej „township nie jedno ma imię”.
W ten sposób przejdę do czarnego rasizmu.
Otóż, każde plemię ma ”swój”  township i wejście tam przez osobę nie będącą członkiem danego plemienia, a następnie przeżycie tam nocy, to najprostsza droga do otrzymania zaszczytnego tytułu „syna Rambo i MacGyvera
Po wizycie w „reprezentacyjnym” i wzorcowym townshipie mój apetyt tylko się zaostrzył.
Udało mi się poznać człowieka, który miał niejakie kontakty wewnątrz innego osiedla niż to, które zwiedzają turyści.
Ale umowa była krótka – wjeżdżamy busem z ochroną zewnętrzną, która przyjeżdża z nami z miasta.
Dodatkowo jeden miejscowy „przewodnik” i najważniejsza "instrukcja" jaką otzrymałem brzmiała, że jak ktokolwiek powie do mnie „spie...adamy”  to się nie rozglądam "co, po co i dlaczego", tylko robię pad płaski na podłogę busa i wiejemy.
Nie jestem samobójcą, więc uznałem te warunki za rozsądne i wjechaliśmy.
W środku spotkałem jeszcze jednego „amatora mocnych wrażeń”, więc na chwil parę połączyliśmy siły.
Weszliśmy do lokalnego „baru” gdzie przed wejściem mój przewodnik nakazał mi, że jak mnie zapytają, to mam odpowiedzieć, że jestem wegetarianinem.
Dziwna to była rada, ale posłuchałem – to On znał lokalne zwyczaje i wiedział, co tam się będzie działo w środku.
Przed wejściem – smród, że łeb urywa.
Z czego ??? Z „dojrzewających” na słońcu, położonych na beczce i jakimś drewnianym stole  ….. łbów baranich.
OK, wchodzimy, a tam panie produkują piwo w..… beczkach po ropie naftowej czy olejach (takie metalowe, 300l beczki, które znacie ze sklepów właśnie z olejami do samochodów).
Zaczyn robi się... plując do jakiejś podejrzanej brei.
Degustacja odbywała się z..… mniejszej, około 5 litrowej. przechodniej puszki, chyba po farbie.
Rzeczywiście, zapytano mnie czy jem mięso – zgodnie z zaleceniem – zaprzeczyłem.
Okazało się, że na zagrychę są..…  pamiętacie łby baranie? Tak, "dojrzałe" na słoneczku....  baranie oczy.
Piwo było nawet OK, ale „zapach” wewnątrz błyskiem mnie wypłoszył.
Pożegnałem się z moim nowopoznanym, sinozielonym kolegą, który „pawiami” znacząc drogę, umknął do swojego samochodu gdzie czekał jego przewodnik, zarykując się ze śmiechu.
Jego przewodnik uznał za bardzo dowcipne nie poinformować, żeby chwilowo przeszedł na wegetarianizm, a chłop nie chciał urazić gospodarzy odmową poczęstunku :D
Zasada robienia zdjęć polegała na tym, że obok mnie w spacerowym tempie jechał bus, przede mną szedł lokalny przewodnik, ochroniarz za mną, obok mój przewodnik, z którym przyjechałem.
Miałem ich informować, komu i kiedy chcę zrobić zdjęcia - oni zagadają i za drobną opłatą  lub nawet i bez opłaty będę mógł zrobić zdjęcia.
Tylko jest mały problem – ja nie robię portretów, tylko zdjęcia „uliczne” i taki system mi wybitnie nie leżał.
No i oczywiście – zrobiłem fotkę w złym momencie i niewłaściwym ludziom.
Ale ewakuacja odbyła się zgodnie z planem i żadne dodatkowe atrakcje nas nie spotkały, bo mój przewodnik zobaczył, co zrobiłem szybciej niż obiekty mojego zainteresowania i po prostu wykonaliśmy..... odwrót taktyczny :)

Przed wejściem do baru "dojrzewa".....  zakąska
W barze ...

Bad boys ...
Dzieciństwo w townshipach Cape Town
Dzieciństwo w townshipach Cape Town